#7 Przestań być oryginalnym, bądź sobą

Dzisiaj historia będzie krótka. Na Podlasiu mówi się wprawdzie, że to wesele jest od bawienia się, a poprawiny od rozmawiania, co nie zmienia faktu, że podczas obu tych wydarzeń trzeba dużo jeść i dużo pić, a niedziela to przecież dopiero drugi dzień świętowania.

Teraz każde wesele, na którym goszczę otrzymuje specjalny filtr my upcoming wedding, co oznacza, że oprócz podziwiania pary młodej z dużą wnikliwością podziwiam wszystkie inne rzeczy.

Gdy zaczęliśmy na poważnie planować nasz ślub, od początku przyświecała mi myśl: „ja chcę, żeby u mnie było inaczej.” Wiedziałam, że nie chcę standardowej sali weselnej, w której codziennie chajta się jakaś para. Nie chciałam zespołu, który będzie grał te same przytupajki, które gra każdemu innemu, bo to chwyta. Nie chciałam sukni ślubnej za tysiąc monet, nie chciałam menu weselnego i ciężkiego dymu.

Myśleliśmy o różnych opcjach. O tym, żeby uciec we dwójkę i pobrać się na klifie. Na Bali. W Portugalii. Myśleliśmy o stodole, myśleliśmy o stylu kompletnie casual i muzyce z głośników. Myśleliśmy o przysiędze na plaży nad jeziorem. Kombinowaliśmy, jak zorganizować ognisko. Prawie myśleliśmy, jak wysłać gości w kosmos.

Wałkowaliśmy tysiące pomysłów, które miały sprawić, że będzie inaczej. Z różnych, mniej lub bardziej praktycznych względów zaczęliśmy zbliżać się do dość tradycyjnej formy. A mnie kuło w środku, że przecież miało być oryginalnie.

Wczoraj byłam na jednym z niewykle wyjątkowych ślubów. A zarazem całkiem zwyczajnych, bo tradycyjnych. Było jednak coś, co sprawiło, że czułam się tak dobrze i przytulnie.

Cały czas nie mogę wyjść z zachwytu nad tym, jak przecudowna była para młoda. Byli szczęśliwi, błyszczący, uśmiechnięci, swobodni i szczerzy. Tak właśnie, szczerzy we wszystkim co mówili, robili i przedstawiali. Nic nie było wyreżyserowane, zaplanowane z góry, wszystkie uśmiechy i słowa były z głębi serca. Każdy moment sprawiał im radość, a tym zarażali wszystkich dookoła. Dla mnie ich miłość była widoczna jak na dłoni, spokojna i stabilna.

Byli po prostu sobą, a nie nikim innym wyreżyserowanym specjalnie na ten dzień. Wszystko, co się działo, wynikało z tego jak się czuli, a nie jak zaplanowali.

Ta szczerość i otwartość sprawiła, że było to najbardziej głębokie i szczere wesele na którym byłam.

Tego samego życzę sobie.