Powinniśmy współpracować

Od 2014 beneficjent męczony jest anonimowymi żądaniami łapówek, ale jak się okazało również listami, jakie finalnie nieznane osoby kierowały zarówno do Zachodniopomorskiej Agencji Rozwoju Regionalnego (ZARR), jak i Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP).

Kto kryje się za serią anonimowych telefonów i listów? Według szantażystów, reprezentowali oni Magdalenę Kotnis, prezes ZARR. To na rzecz ZARR domagano się łapówki. Sama prezes Kotnis rzekomo na początku 2015 r. miała przedstawić plan naprawczy dla spółki z uwagi na straty jakie spółka generowała. Faktycznie jedyne o czym wiadomo co przedstawiono to propozycje łapówkarskie, oraz udokumentowane żądania nielegalnych wpłat nienależnych pieniędzy na konto ZARR S.A. Trudno jednak wykazać że tak istotnie było na pewno, skoro szantażyści nigdy nie otrzymali żadnej łapówki, a do końca pozostali anonimowi. Można jednak analizować inne dowody.

Otóż po pierwsze, szantażowanie beneficjenta odebraniem dotacji rozpoczęło się zaraz zaraz po finalnej kontroli trwałości w projekcie. Ktokolwiek był szantażystą i domagał się łapówki jako “podziękowanie” za poprawnie zrealizowany projekt, musiał zatem wiedzieć iż taka kontrola miała miejsce oraz że projekt jest już poprawnie rozliczony.

Po ostatecznym fiasku wydobycia od beneficjenta łapówki szantażyści skierowali pewnego rodzaju zawiadomienie o nieprawidłowościach, w których “informowali” ZARR aby prześwietlił wszystkie kontrakty beneficjenta, ponieważ projekt mógł zrealizować samodzielnie sam prezes beneficjenta, a więc usługi informatyczne w projekcie są “fikcyjne” lub “przeszacowane”, co samo w sobie jest bzdurą, ale wskazuje jakiego rodzaju wiedzę musieli posiadać szantażyści.

Dalej w zawiadomieniu do ZARR szantażyści podawali konkretne daty faktur, konkretne podmioty, a także daty ich wystawienia. To wskazuje, że szantażystą jest osoba posiadająca dostęp do dokumentacji księgowej projektu. Taka dokumentacja znajdowała się jedynie w biurze księgowym beneficjenta, oraz została przekazana urzędnikom ZARR. Szantażystami mogła być zatem księgowa beneficjenta lub dowolna osoba posiadająca dostęp do dokumentacji projektu, jaką przekazano do ZARR.

Takie informacje są zatem również niewystarczające aby wskazać kto konkretnie stoi, lub przynajmniej współpracował z szantażystami. Dopiero analiza kolejnych anonimowych donosów wyklucza kolejne osoby z kręgu podejrzanych. W jednym z kolejnych donosów, jakie wpłynął już w 2015 r. anonimowa osoba zdradza szczegóły z przebiegu poszczególnych kontroli, jakie odbyły się w biurze beneficjenta w związku z realizowaną dotacją. Szczegóły przebiegu kontroli na miejscu mogli znać jedynie pracownicy beneficjenta, oraz pracownicy ZARR.

Tutaj zbiory się już nie przecinają, tj. zgodnie z poleceniem zarządu beneficjenta, ani księgowa, ani żadnej z jej pracowników nigdy nie uczestniczyli w żadnej kontroli na miejscu, zatem nie mogli posiadać tak szczegółowych informacji jak to kto w kontroli uczestniczył, ani o tym jakie dokumenty były przedstawiane w pierwszym czy drugim dniu konkretnej kontroli. Jeżeli z pierwszego donosu wiadomo, że szantażystami byli jedynie pracownicy ZARR lub księgowości, to z drugiego donosu już wiadomo na pewno że szantażystami byli pracownicy ZARR.

Dalsze działania ZARR, wliczając głównie fakt tego iż ZARR faktycznie podjął dodatkowe czynności kontrolne po wpłynięciu pierwszego donosu, potwierdza te ustalenia. W końcu gdyby wszczynać kontrole z powodu każdego donosu, pracownicy ZARR nie mieliby czasu na przeprowadzanie żadnych zaplanowanych działań. Mogli jednak taką kontrolę rozpocząć jedynie jeśli sami zawiadamiali siebie o nieprawidłowościach celem uzasadnienia kontroli. Nieudane próby wykrycia nieprawidłowości zresztą potwierdzają, że kontrola miała z góry założony wynik.

Teoria iż za donosami i anonimami stoją sami urzędnicy ZARR potwierdziła się dopiero w 2016, gdy kolejną serię donosów zdradza jedna z dziennikarek InnPoland. Dziennikarka przekazała beneficjentowi korespondencję, jaka wpłynęła do jej redakcji. Z korespondencji wynika iż osoby powołujące się na poprzednie anonimy wprost zdradzają iż mają dość “oszustw” PARP oraz beneficjenta, narzekając na cały program dotacji w ramach działania Innowacyjna Gospodarka, i wylewając gorzkie żale na beneficjentów, jak również na PARP, którzy według autorki wyłudzają pieniądze działając tak, aby rozliczyć kwoty dotacji i zamykać projekty.

Tyle może w temacie, gdyby nie pewna pointa jaką postawiła Magdalena Kotnis — prezes ZARR S.A. — w swojej mowie końcowej rozprawy sądowej, w której występowała jako oskarżona. W swojej mowie końcowej Magdalena Kotnis nawiązała do anonimów jakie wpływały do agencji — wskazując że dopuszczając się nieprawidłowości powtarzała jedynie zarzuty jakie otrzymywała od anonimowych szantażystów, jednocześnie szantażystów właśnie jako przyczyny problemów. Kończąc abstrakcyjny wywód zwróciła się do poszkodowanego mówiąc że w tej sytuacji nie powinno być celem beneficjenta aby rozliczać agencję, a zamiast tego:

powinniśmy współpracować, aby takie anonimy się nie powtarzały,

Chwila zastanowienia żeby dobrze zrozumieć i rozważyć opcje interpretacji. Jak beneficjent dotacji i prezes ZARR S.A. mieliby niby współpracować aby zapobiec otrzymywaniu anonimowych donosów naruszających dobre imię beneficjenta?