Sierpień #2

Sierpień to ciekawy i mądry miesiąc. Sprawdza się świetnie jako metafora. Naprawdę. Stacja pośrednia między wiosną a jesienią życia. Z jednej strony już nie młoda zieleń i rześkość wszystkich poranków świata, z drugiej — jeszcze trochę do sezonu grzewczego. Każdy student odczuwa przy tym taki sierpień podwójnie. Wie doskonale, że nowy semestr za pasem. Noce już chłodniejsze. Na ulicach kłują w oczy reklamy przyborów szklonych. Sklepowe półki pełne są kolorowych, długopisów, piórników i okładek. Nawet myśli tej małej, białe zeszyty. Jednak to jeszcze kanikuła. Jeszcze w zielone gramy. W pamięci upał jest wciąż świeży. Dopiero co wybrzmiał lipiec. A w lipcu wiadomo. “Ojciec mój wyjeżdżał do wód i zostawiał mnie z matką i starszym bratem na pastwę białych od żaru i oszołamiających dni letnich. Wertowaliśmy, odurzeni światłem, w tej wielkiej księdze wakacji, której wszystkie karty pałały od blasku i miały na dnie słodki do omdlenia miąższ złotych gruszek”. Ale to już Schulz. I to Sierpień. A stąd krok tylko w noc wielkiego sezonu. Tak bywa. “Bywa czasem, że sierpień minie, a stary gruby pień lata rodzi z przyzwyczajenia jeszcze dalej, pędzi ze swego próchna te dni-dziczki, dni-chwasty, jałowe i idiotyczne, dorzuca na dokładkę, za darmo, dni-kaczany, puste i niejadalne — dni białe, zdziwione i niepotrzebne”. To wtedy właśnie wracają ptaki-potomkowie, nowa generacja pierzastości przegoniona niegdyś przez Adelę. Rachityczne, ślepe i krzywe. Ptaki wrześniowe, które strąca się kamieniami z nieba, szczerbiąc ich widmowy klucz. Na nic to jednak. Są zapowiedzią zwyczajnego poranka. Poranka w kolorze autobusu i dziekanatu. Tylko kto powiedział, że ze zwyczajnością nam nie do twarzy. Bez niej nadzwyczajność to mrzonka. Bez rytuałów zwyczajności nie ma mowy o lipcu. Zwyczajność krzepi. A codzienność jest niecodzienna. Truizm. Trudno. The King is dead, long live the King!

Show your support

Clapping shows how much you appreciated Wiedzieć Więcej’s story.