Syria #6

12 lat temu, jeszcze jako studentka WSMiP, wzięłam roczny urlop na UŁ i wyjechałam na rządowe stypendium językowe do Damaszku. To nie były „kolonie dla dzieci wątłych” jak mawiała moja przyjaciółka-arabistka, tłumaczka, odznaczona później za odwagę w Iraku. Szczególnie na początku, gdy nie znałam jeszcze dialektu syryjskiego w stopniu komunikatywnym, zrobienie nawet podstawowych zakupów stanowiło wyzwanie. Pamiętam jak stałam przed straganem jabłek — gdy na migi wytłumaczyłam sprzedawcy, że nie chcę kilograma, tylko jedno jabłko, ofiarował mi je z uśmiechem, nie pozwolił sobie zapłacić. Takich sytuacji było wiele więcej — chcesz tylko jedną szpulkę nici, weź za darmo! Jedziesz w tym samym kierunku, co ja — zapłacę za Twój przejazd mikrobusem, ahlan wa sahlan fi Suriya (witamy w Syrii!).
Im biedniejsi byli ludzie, tym chętniej się dzieli. Ciekawi świata, europejskich studentów, z uśmiechem zapraszali nas na mocną, słodką kawę — nie chcieli niczego w zamian. Lubili chwalić się dziećmi, które były wyjątkowo miłe. Z dala od turystycznych szlaków poznaliśmy prawdziwą arabską gościnność i uczciwość. Gdy zdarzyło mi się zapomnieć parasolki w jednej z pierwszych syryjskich kawiarenek internetowych ze zdziwieniem odkryłam, że po trzech dniach leżała na tym samym stoliku, na którym ją zostawiłam. Miesiąc po przyjeździe przestałam zamykać torebkę na ekspres — nie było to konieczne, kradzieże praktycznie się nie zdarzały.

Oczywiście byliśmy świadomi mroczniejszej strony kraju — istnienia więzień dla dysydentów, nieustannej inwigilacji, tematów tabu. Gdy z przyjaciółką pojechałam do Al-Bukamal (miasteczka pod granicą z Irakiem), w środku nocy wyciągnęli nas z łóżek oficerowie, by nas przesłuchać. Przesłuchanie wypadło pomyślnie, choć trochę strachu się najadłyśmy. Do tej pory pamiętam skruszoną minę maleńkiego hotelarza, który chwilę po tym, jak oficerowie zniknęli, przyniósł nam soczki w puszkach na uspokojenie nerwów. Rzecz jasna jako podarunek od hotelu.

Zwykła codzienna życzliwość Syryjczyków nasilała się jeszcze w ramadanie, miesiącu, w którym muzułmanie poszczą od świtu do zmierzchu. Zapamiętałam szczególnie jeden iftar (kolację ramadanową) z rodziną nastolatków, Alego i Aliji, w zielonym Az-Zabadani. Tata-inżynier zabawiał mnie i moją koleżankę rozmową o architekturze Syrii, mama-nauczycielka serwowała kolejne przysmaki, Ali recytował ułożone przez siebie wiersze, Alija chciała nam pleść włosy, młodsze rodzeństwo grzecznie się bawiło. Piękna, radosna, kochająca się rodzina, spokojny wieczór, nic nie zapowiadało tragedii, która miała nastąpić niecałą dekadę później.

Nieraz myślę o Alim i Aliji, o dzieciach, które chwaliłam za pierwsze słowa napisane w zeszytach. Syrii, jaką zapamiętałam, już nie ma. Od czterech lat w raportach i artykułach naukowych analizuję przyczyny i przebieg wojny, w każdym kolejnym tekście podaję coraz większą liczbę ofiar, coraz większą liczbę uchodźców. Spotykam ich — uciekinierów z pogrążonego w chaosie kraju: w Turcji, Libanie, Armenii, Szwecji. Każde z tych spotkań jest dla mnie bardzo ważne. Razem wspominamy dawną Syrię, jej smaki i zapachy, razem rozmawiamy o jej przyszłości.

Zainteresowanych tematyką syryjską odsyłam do moich opracowań, m.in. raportu przygotowanego z prof. R. Banią i dr. K. Zdulskim, „Rewolucje w świecie arabskim — aspekty polityczne, społeczne i humanitarne”, Warszawa 2011, czy raportu „Dwa lata Arabskiej Wiosny — próba bilansu” pod red. J. Czerepa, Warszawa 2013.

Polecam również anglojęzyczne publikacje prof. Raymonda Hinnebuscha z Uniwersytetu w St Andrews w Szkocji: „Syria: Revolution From Above”, Routledge 2000, „Syria: from Authoritarian Upgrading to Revolution?” International Affairs, January 2012.

Show your support

Clapping shows how much you appreciated Wiedzieć Więcej’s story.