Crossfit — czyli dlaczego 60 sekund trwa tak długo?

Dałem się złapać na CrossFit. Od trzech miesięcy ćwiczę bardzo regularnie, trzy razy w tygodniu, na zaprzyjaźnionej siłowni, gdzie industrialny klimat przeplata się z najwyższej jakości trenerami. Uczę się reakcji własnego ciała, swoich ograniczeń oraz tego, jak głowa i siła psychiczna wpływa na efektywność treningu.

W Warsztacie, bo tam trenuję — atmosfera jest iście rodzinna, przyjacielska i zdecydowanie sprzyja wylewaniu siódmych potów. Nikt nikogo nie osądza ani nie ocenia — każdy ćwiczy tyle ile może, jak może najlepiej. Pod okiem trenera, lub trenerki (którzy bardzo dokładnie dbają o technikę i detale, aby nikt nie zrobił sobie krzywdy) można się naprawdę solidnie zmęczyć, zmierzyć ze swoimi słabościami i z satysfakcją przekroczyć kolejne bariery wytrzymałości.

CrossFit jest extra — pod warunkiem że wytrzymasz psychicznie

CrossFit, to według mnie przede wszystkim ciężka praca psychiczna.Zdolności fizyczne, muskuły i wyrzeźbione ciało odchodzą na dalszy plan. Tutaj liczy się adolność do przełamywania bariery bólu, uciszania wymówek, oraz głosu który podpowiada “daj spokój, odpocznij chwilę, odpuść sobie”. Poza rozgrzewką i rozciąganiem sam trening trwa często 10 minut. 12 minut. 15 minut — maksymalnie.

Czy to dużo? To jest 900 sekund. Halo, to połowa czasu trwania bloku reklamowego w telewizji?

Ten czas niestety jednak płynie w zupełnie innym tempie. Każda sekunda — wydłuża się do nieskończoności. Każde minuta — trwa wieczność. A po 15 minutach treningu aż ciężko uwierzyć, że minął dopiero kwadrans, kiedy cała grupa, zlana potem, leży na podłodze próbując złapać oddech. Same ćwiczenia nie są wyjątkowo trudne lub wymagające — machanie sztangą, trochę podskoków, przysiadów, często lekkie ciężary.

Zdecydowanie kluczową rolę odgrywa tutaj mocna psychika.

Ważna jest zdolność powiedzenia sobie — dam radę, nie wymiękam, zostało mi tylko 10 minut pracy.

Niestety ciężko myśleć racjonalnie i logicznie, kiedy każda sekunda ciągnie się tak długo

Każda sekunda trwa tu prawie w nieskończoność. W każdych innych warunkach 5–10–15 sekund to szybki moment, ulotny w mgnieniu oka. Niestety — nie na cross’ie. Tutaj każda sekunda się liczy, każdy moment jest ważny ale na szczęście — każda chwila przybliża mnie do upragnionego celu jakim jest… wewnętrzna satysfakcja.

Bo nie ma nic lepszego niż poczucie, że podczas tych cholernie długich, męczących i ciągnących się jak ocean atlantycki sekund — wykonało się 110% normy. I chociaż nikt nie będzie mi gratulował, sam sobie muszę przybić piątkę to każde 60 sekund jest tutaj na wagę złota.

A jeśli myślicie, że 10 minutowy trening, to “krótko, bez sensu i przecież to nic nie da, to następnym razem napiszę o Tabacie. Treningu który trwa 4 minuty. Najdłuższe 4 minuty na świecie.
 PS. Fotki by Instagram crossfitowej Pani Trener Frankowskiej


Originally published at Paweł Zawadzki .