Czemu wszędzie otacza nas badziew?

Dlaczego godzimy się na brzydkie, byle-jakie przedmioty?

Coraz częściej jako odpowiedź na produkcję masowych produktów i zakupowego szaleństwa w sieciówkach organizowane są w modnych miejscach „Targi Rzeczy Ładnych” (to chyba nazwa własna!), „wyprzedaże garażowe”, targi „Handmade” albo inne, pochodne, kiermasze pełne produktów BIO-EKO-DIY. Moda na takie produkty nabiera tempa zawsze w okresach pre-prezentowych: walentynki, Boże Narodzenie, Wielkanoc, dzień dziecka i inne święta, których nie wyobrażamy sobie bez shoppingu i kupowania innym prezentów. W tym czasie wzmaga się aktywność targowa, podsuwająca nam dziesiątki rzeczy (których absolutnie nie potrzebujemy), ale „może coś mi się spodoba, albo znajdę coś dla brata”.

Problem polega na tym, że większość tych rzeczy nie ma prawa się nikomu spodobać. Mimo anty-mainstreamowego marketingu — nadal nie jest ładna. Tak, te produkty często są inne. Ciekawe, wykonane z zaskakujących materiałów, limitowane w produkcji, interesujące ze względu na historię swojego twórcy. Często też po prostu odbiegają wzornictwem od tego co można dostać w sieciowym sklepie, różnią się od „masowych” towarów które widać na co dzień na półkach.

Ale nie zmienia to faktu, że mimo wszystko te przedmioty nie są ładne.

Oczywiście — o gustach nie powinno się dyskutować i coś co dla mnie będzie ładne lub brzydkie znajdzie rzeszę swoich odbiorców. Mój oldskulowy sweter w kotwice, będący (w mojej ocenie!) perełką w mojej szafie nie każdemu przypadnie do gustu.

Niemniej jednak przedmiotów naprawdę estetycznych, ładnych, przemyślanych, które cieszą oko (moje, lub kogokolwiek innego) jest bardzo mało.

Coraz mniej.

Problem, niestety, tyczy się innych sektorów. Niezależnie bowiem czy mówimy o targach kosmetycznych, modowych, gadżetowych, książkowych czy jakichkolwiek innych — sprawa wygląda tak samo. W dużej większości okładki książek są okropne, stoiska są pełne paskudnego badziewia, a opakowania drogich, ekologicznych, modnych kosmetyków są zwyczajnie brzydkie.

Czasem wydaje mi się, że fenomen „chemii z Niemiec” związany jest z tym, że produkty z tamtego rynku są po prostu bardziej estetyczne, ładniejsze i lepiej opakowane.

Nie mówię już o produktach skandynawskich, boom na „szwedzki design” kwitnie. Dobrze, bo te rzeczy są po prostu piękne. Przemyślane. Przykuwają uwagę. Elementami wizualnymi, doskonałą typografią, kompozycją, jakością materiału z jakiego zrobione jest opakowanie. Produkt tworzy całość, wraz ze swoim opakowaniem. Jestem przekonany, że im więcej piękna zaimportujemy, tym więcej nam w głowach i w sercu zostanie.

Co powinno się zmienić, żeby było lepiej? Abyśmy zaczęli produkować i doceniać ładne rzeczy? Stawiali na estetykę? Nauczyli się kompozycji obrazu, grafiki, używali dobrych fontów?

Teoretycznie twórcami kreatywnymi są absolwenci kierunków plastycznych. Istnieją kierunki wzornictwa przemysłowego. Nie wiem czego uczy się studentów na ASP i innych kierunkach artystycznych, nie wtrącam się tam, znam dosłownie kilku artystów po szkołach plastycznych. Zdaje sobie sprawę, że to często szaleni indywidualiści. Ciężko mieć chyba do nich pretensje, bo z założenia mają oni stanowić kontrast dla masowej produkcji, zostawmy więc dla nich modę, ekstrawaganckie i kosmiczne projekty. Ale niestety — w głównej mierze rynek weryfikują odbiorcy. Czyli my wszyscy, każdy dookoła. Konsumenci, użytkownicy. Zadbajmy więc o siebie nawzajem.

Postawmy na edukację „u podstaw” — wystawiajmy się na ciekawe formy, odwiedzajmy muzea, czytajmy o designie.

Ważne jest też głośne, otwarte mówienie o tym, że pewne rzeczy są ładne lub paskudne. Jestem osobą bezpośrednią i dość jasno mówię o moich poglądach. W sklepie zdarza mi się — bardzo często — na pytanie sprzedawców lub obsługi „czy coś się Panu podoba?” bez ogródek odpowiedzieć „Niestety — wszystko co macie jest strasznie brzydkie!” co powoduje szok w sklepie, zdziwienie znajomych i innych ludzi dookoła. Czemu zwrócenie uwagi w restauracji, że „jedzenie było niedogotowane czy niesmaczne” przychodzi ludziom z łatwością, a taki sam rodzaj ekspresji w odniesieniu do przedmiotów użytkowych, czy estetycznych — urasta do rangi niemożliwego zadania?

Czas na zmianę: mówmy wprost, że niektóre rzeczy są po prostu brzydkie. Jak coś jest paskudne, okropne i tandetne — nie należy się bać o tym mówić. Może warto pokazać lepszą alternatywę. Znaleźć piękny odpowiednik. Istnieje szansa, że dzięki temu, powoli, inni też zaczną dostrzegać perełki w gąszczu byle-jakości. Może to popchnie innych do szukania swoich ideałów estetycznych.

Ziarnko do ziarnka, krok po kroku?

Skoro i tak otaczamy się setkami zupełnie niepotrzebnych nikomu rzeczy, to niech chociaż będą miłe dla oka.