Problemy na linii Legia-kibice. Ciąg dalszy…

Pracownicy Legii Warszawa, szczególnie pion “komunikacji”, mają specyficzny sposób komunikowania się z kibicami. Otóż jakiś czas temu ktoś w klubie podjął decyzję, że będzie po prostu nadawał komunikaty, które kibice będą musieli zaakceptować, w najgorszym razie pogodzić się z takim stanem rzeczy i, broń Boże!, nie dyskutować, bo zostaną nazwani hejterami. Tak jest od dłuższego czasu, co starałem się udowodnić między innymi w tym tekście.

Na niedzielnym meczu z Jagiellonią, na który wyprzedano prawie wszystkie bilety, grało niemal wszystko. Przede wszystkim zespół (wygrana 4:0 — przyp. autor), który w końcu nie wyglądał na bandę zmęczonych zakupami w galerii handlowej staruszków, tylko 11 zdrowych chłopów nie odpuszczających nawet pół metra boiska. I to przez pełne 90 minut. Trochę gorzej zagrała sprzedaż biletów, co postaram się pokrótce opisać.

Pierwszy raz od jakiegoś czasu zdecydowałem się wykupić na zbliżającą się rundę karnet, bo cena przystępna a i pozostałe do końca sezonu zasadniczego mecze muszą obfitować w emocje. Wszedłem na stadion i udałem się na swoje miejsce, które okazało się zajęte. Po krótkiej wymianie zdań z dwoma stewardami i osobą, która siedziała na moim miejscu, dowiedziałem się następujących rzeczy:

Osoba ta nie miała wykupionego biletu na “moje” miejsce, tylko na inne, znajdujące się w sektorze 216. Na sektor 216 nie wpuścił jej (i towarzyszących jej kilku innych osób) “ochroniarz” (w rzeczywistości steward), który powiedział, że “tu nie można siedzieć, bo kręcą reklamę”- informacja od stewarda nr 1, potwierdzona u Pani steward w czerwonej kamizelce, która po jakimś czasie przyszła, by przegnać ze schodów osoby, które w skutek opisywanego zamieszania straciły możliwość obserwowania meczu na miejscach siedzących. Kamerę i mikrofon z “futrem” widać na poniższym zdjęciu.

“Na sektor 216 klub wpuścił statystów” — to słowa stewarda nr 1. Nie udało mi się potwierdzić tej informacji u nikogo innego, po meczu szef komunikacji w Legii - Seweryn Dmowski zaprzeczył, jakoby byli to statyści. W zasadzie jest to najmniej istotny element sprawy.

Te kilka osób bilety na, “zajęty pod reklamę”, sektor 216 kupiło w kasach na stadionie. Przypomniałem sobie, że w sprzedaży przez internet sektor 216 był “niedostępny”, więc skojarzenie przyszło samo: klub “opchnął” sektor komuś, kto chce sobie tam nakręcić reklamę. Dopiero po meczu dowiedziałem się, dzięki internautom, rzecz jasna, że w zasadzie co mecz sektor 216 jest wyłączony ze sprzedaży, dopiero po sprzedaniu odpowiedniej puli na pozostałe sektory klub uruchamia sprzedaż na ten konkretny. Nie wiem jaki jest cel takiego zabiegu, ale to w zasadzie mało interesująca mnie kwestia.

Najbardziej palącą kwestią jest fakt, że w takim układzie klub nie powinien sprzedawać biletów na zajęte pod reklamę miejsca, a taka sytuacja miała ostatecznie miejsce na sektorze 216. Co na to stewardzi? Nic, bo i co mogą zrobić? Pani w czerwonej kamizelce i słuchawką w uchu (bardzo sympatyczna, pozdrawiam) grzecznie się uśmiechnęła, przeprosiła za zaistniałą sytuację, rozłożyła ręce i dodała, żebyśmy pisali do klubu.

Jedyną osobą z klubu, która zareagowała na sytuację był wspomniany szef komunikacji, Seweryn Dmowski. Nawet nie ktoś wysoko postawiony, odpowiedzialny za system sprzedaży biletów (a tą osobą w klubie, wg mojej wiedzy, jest Dyrektor Marketingu), tylko “Szef Komunikacji”. Nie wiem, czy w randze dyrektora, kierownika jakiegoś działu? W każdym razie Boss. Boss od komunikacji chyba niespecjalnie chciał się tłumaczyć za kolegę z pracy i rzucił na twittera krótkie oświadczenie.

I to w zasadzie tyle ze strony klubu. Klubu, który posiada konto na twitterze (ponad 60 tysięcy obserwujących) oraz konto na Facebooku (ponad 870 tysięcy obserwujących) stać tylko na to, by w takiej sytuacji (ale też w poprzedniej, dotyczącej durnych filmów) przeprosiny wygłaszał ze swojego osobistego konta “szef komunikacji”. Świetny sposób na zamiatanie spraw pod dywan, to znaczy na sprawienie wrażenia, że rozwiązało się sprawę. Nie wróżę jednak świetlanej przyszłości osobom odpowiedzialnym za klub, jeśli przed każdą tego typu sprawą będą chowały głowę w piasek i wysyłały pomniejszych “szefów” na “front walki z kibicami” (bo raczej nie traktują tego jako dialog).