Stachu, polubiłem Cię

Proponowałbym, aby dla własnego zdrowia psychicznego przestać marzyć o Lidze Mistrzów, a to dlatego, że Legii Warszawa niespecjalnie na fazie grupowej Ligi Mistrzów zależy. Przynajmniej nie za wszelką cenę.

Komunikat na dziś jest następujący: Trener Stanisław Czerczesow rozstaje się z Legią Warszawa. Obstawiam następującą wersję wydarzeń: zażądał on wzmocnień składu na przedwczoraj. Nie takich do drugiego zespołu, tylko od razu do pierwszej jedenastki, by spokojnie móc walczyć o Ligę Mistrzów. Jednocześnie nie pozwalał na zmiany sztabie szkoleniowym, który (wróbelki ćwierkają) Legia chciała… no, może nie gruntownie zmienić, ale mieć większy wpływ na jego skład (dorzucając m.in. analityków). Trener się na to nie zgodził. Kwestią sporną była też (tu już relacja mediów) długość umowy. Rosjanin chciał umowy dwuletniej, Legia proponowała roczną. Być może (przypuszczenia medialne) jedną ze spornych kwestii była też podwyżka dla trenera, tego nie wiemy.

Wiemy natomiast kilka innych rzeczy, z których dość łatwo wyciągnąć wnioski na temat tego, co tak naprawdę było przyczyną rozstania się z Rosjaninem.

Po pierwsze — Stanisław Zadaniowiec

Czerczesow od samego początku miał jasno określone zadanie — mistrzowski tytuł, który gwarantował Legii walkę o upragnioną Ligę Mistrzów. Zadanie wykonał, choć pewnie on sam też by wolał poprowadzić ten projekt do końca, czyli do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Zdaniem właścicieli Legii — Czerczesow nie gwarantował rozwoju, a co za tym idzie — sukcesu w europejskich pucharach. Osiągnął cel, dorzucając do tego Puchar Polski, ale — według medialnych doniesień — włodarzom klubu nie do końca odpowiadał styl prowadzenia drużyny. W bardzo dużym skrócie — za dużo była kija, a za mało marchewki, a to z kolei nie do końca jest zgodna z wizją budowy klubu, jaką zaproponowali właściciele kilka lat temu. Prawda jest jednak taka, że Czerczesow był elementem do tej wizji kompletnie niepasującym. Dlaczego?

Po drugie — Akademia

Oczko w głowie jednego ze współwłaścicieli Legii — Dariusza Mioduskiego. Najważniejszy projekt obecnych właścicieli Legii, co chyba nie do końca rozumiał trener. Niezależny, charyzmatyczny Czerczesow, wprost nazywał legijną Akademię przedszkolem. Jak duży wpływ na decyzję w sprawie trenera miała ta wypowiedź Dariusza Mioduskiego?

I jak się mają słowa trenera do podstaw klubu. Rosjanin nazwał akademię przedszkolem. Zabolało to pana?
Nie, nie zabolało, choć nie nazwałbym naszej akademii tak, jak to zrobił trener. Uważam, że taka opinia nie jest do sprawiedliwa.

Nie od dziś wiadomo, że współwłaściciel Legii poświęca sprawom związanym z Akademią bardzo dużo czasu i chce mieć absolutną pewność, że nikt nie będzie podważał jego ciężkiej pracy, efektów pracy ludzi w klubie, tym bardziej Akademii, choćby te były nie wiem jak dyskusyjne. Czerczesow ze swoim temperamentem i bezpośredniością mógłby pasować do tej wizji jak wół do karety.

Skoro jesteśmy już przy Akademii, to ciekawi też taka wizja budowy klubu. Prezes Leśnodorski nie powie tego wprost, ale w dotychczasowych wywiadach przed, czy już po rozstaniu z Czerczesowem i zatrudnieniu Bensika Hasiego, przewija się jedna myśl: Legia ma odważniej stawiać na młodzież, którą wychowuje. Nie jest żadną tajemnicą, że Legii na duże wydatki na rynku transferowym nie stać, bo nie ma bogatego właściciela. Ma za to, przynajmniej w teorii, zaczątki poważnej Akademii piłkarskiej, przygotowane pod nią grunty, więc będzie jej zależeć na szkoleniu, promowaniu i sprzedawaniu piłkarskich talentów, jednocześnie na tym, żeby być najpotężniejszym klubem w Polsce. Legia do Ligi Mistrzów pasuje jak siodło do świni, ale stać ją już np. na regularną grę w fazie pucharowej Ligi Europy, choć do tego potrzeba poważnych inwestycji. Gołym okiem widać, że włodarze z tym inwestowaniem w pierwszy zespół nie chcą przesadzić. Priorytetem jest Akademia i wokół niej ma się ten biznes kręcić. Każda wizja potrzebuje jednak społecznego wsparcia, a o takie trudno bez sukcesów.

Czerczesov tych sukcesów co prawda nie gwarantował, ale wydawał się idealnym kandydatem. Udało się. Teraz wszystko wskazuje na to, że Legia powróci do swej własnej wizji rozwoju klubu i jednocześnie wydaje się, że znalazła do tego projektu odpowiedniego człowieka.

Stery w Legii objął Bensi Hasi, albański trener, który spędził w Anderlechcie wiele lat jako zawodnik i kilka ostatnich jako najpierw asystent trenera, a później samodzielny trener. Zna swój fach, nie jest nowicjuszem jak Henning Berg, prowadził zespół w poważnych rozgrywkach. Potwierdzają to kibice interesujący się piłką belgijską.

Osobiście nie mam przekonania do zatrudniania trenera po znajomości (znajomy Michała Żewłakowa z czasów jego gry w Anderlechcie). Pewne jest, że “efekt nowej miotły” dał oczekiwany rezultat w przypadku Czerczesowa. Wątpię, żeby dał taki efekt w przypadku Hasiego. W dodatku to trener, który ma zamiar stawiać na młodych zawodników, o czym przebąkują też włodarze Legii, a tych z kolei na horyzoncie nie widać. Jedno jest pewne — nowy trener ma przed sobą nie lada problem i ciąży na nim ogromna presja. Będzie miał problem, żeby dorównać Czerczesowowi pod względem końcowych sukcesów, ale być może w tym szaleństwie jest metoda?