Kopalniane wydobycie Italo Disco

czyli jak Miecznikowski wpędza nas w tarapaty.


Wszystko byłoby w porządku: ja porzuciłbym dziwne praktyki związane z przeglądaniem katalogów włoskich wytwórni o estymie trzech winylowych krążków, a reszta uznałaby, że to już bezsens — doszliśmy do sedna sprawy, temat wyczerpany. Nastałaby naturalna kolej rzeczy: każdy temat o ile nie zahacza o jakieś moralno-ideologiczne zagwozdki musi się kiedyś wyczerpać: i garnek i wiadro mają swoje dno.

Dzieje się coś jeszcze gorszego, a sprawa zaczyna przypominać akcje z filmów dokumentalnych w stylu: The King of Kong: A Fistful of Quarters albo Exit Through the Gift Shop.

W pierwszym z nich dwóch gości podejmuje morderczą walkę w Donkey Konga na automatach. Morderczą. To dobre określenie: jeden z bohaterów rezygnuje z pracy pilota rejsowego, zamyka się z automatem video w swoim garażu i doprowadza master tytułu do granic arcymistrzostwa. Dzień w dzień, noc w noc — Donkey Kong.

Drugi film to jakiś szalony żart Banksy’ego, który ma pokazać jak współczesna sztuka uzależniona jest od promocji i opiniotwórczej mocy kilku krytyków. Mr. Brainwash uwiecznia na taśmie pracę streetartowców, aby zmontować film dokumentalny. W pewnym momencie powraca z szalonego obłędu “record/play” do rzeczywistości, a ta jest brutalna: w jego domu są tysiące kaset z surowym materiałem, w żaden sposób nieselekcjonowanych ani oznaczonych. Próba zmontowania filmu z takiej ilości materiału graniczy z szaleństwem czyli spędzeniem kolejnych pięciu lat życia na oglądaniu tysięcy urywków z nocnych eskapad domorosłego filmowca z bogami street artu.

Czemu taki wstęp? Miecznikowski wymyślił questa: “Znajdź Panie jak najlepsze italo z jak najniższą ilością wyświetleń na YT.” Brzmi jak doskonała kabała. Kilka nocy już spędziłem na poszukiwaniach, trochę go nienawidzę , ale myślę , że takie postawienie sprawy ostatecznie powinno rozwiązać zagadkę niskonakładowych produkcji italo. Nie ma wszystkiego na YT, kolejny problem. Ograniczmy się do tego co jest. Będziemy szperać, grzebać w tych płytotekach, aż jak Mr. Brainwash uznamy w końcu, że czas zająć się prawdziwą sztuką i przerzucimy się na muzykę klasyczną? Być może. Być może wykopiemy jeszcze maksymalnie 10 utworów, które będzie można zaprezentować szerszej publiczności. Przedrzemy się przy tym przez tysiąc kiczowatych piosenek, a co najgorsze będziemy takowe nucić rano w łazience. Czasem wydaje się to bez sensu, ale … ale zostaje nam jeszcze Hi-NRG z Kanady — do tej pory lekko szturchnięte.

Wygrywa chyba Hubert:

Tom Hagen - Atomic (1984)

Numer jest chory, o to nam chodzi.

Nie chciałbym zostać bardzo w tyle, więc i swoje przeklejam:

Video Blitz ‎– Holiday (1983)

Co na to Tomek?

Odpowiedź krótka:

Kid Machine & Flemming Dalum - Cosmos

Do usłyszenia, w 2014!

Email me when Magister Żurek publishes or recommends stories