Łóżkowe lifehacki!

Czy naprawdę potrzebujesz napięcia?

Pamiętam moment, gdy pisałem ten tekst. To była wielka radość. Szczerze mówiąc, byłem z siebie bardzo dumny. Potem jeszcze bardziej to popłynęło i cyferki przerosły moje najśmielsze oczekiwania. Jednak nigdy nie chciałem pozycjonować swojego nazwiska jako kogoś, kto “wie więcej” albo jest “pro”, bobyło by to kłamstwem, ale zawsze zależy mi na tym, by ludzie wokół mnie mieli jakieś fajne zajęcie, coś do powiedzenia i by przekonanie ich do siebie wymagało reprezentowania pewnego poziomu kultury oraz obycia. I szczególnie w przypadku tego pierwszego zdarza się, że ciężko jest pewne rzeczy w naszym życiu rozdzielić.

Nie będę ukrywał, że wstęp wyszedł zdecydowanie za długi w kontekście do prostej reguły, którą chce Wam przekazać. Niezależnie od tego, czy tak jak ja lubicie działać w Internecie i świat cyfrowy jest dla Was równoznaczny ze światem realnym, czy może po prostu nie potraficie obejść się bez Instagrama. Powinniście wykonać jedno bardzo proste zadanie — przedłużacz, którym ładujecie wszystkie sprzęty przełożyć z podłogi przy łóżku na biurko. Co dzięki temu zyskujemy?

  • jakość snu — od dawna mówi się, że niebieskie światło stosowane w elektronice zaburza w naszym organizmie poczucie dnia i nocy. Sprawia to, że trudniej nam zasnąć, a nasz zegar biologiczny nie wie, kiedy ma czerpać z wypoczynku. Dzięki oddaleniu od łóżka prądu telefon także nie będzie nam przeszkadzał. To oczywiste, że kilkadziesiąt razy rzadziej sięgniemy po smartfona, jeśli będziemy musieli wstać i go sobie wziąć.
  • długość snu — niech pierwszy podniesie rękę ten, kto nigdy nie zarwał nocy z telefonem w dłoni. Zazwyczaj dlatego, że jeszcze na chwilę odblokowałem, by przed snem sprawdzić, co tam się dzieje. Zostałem na dłużej, a gdy się ocknąłem była druga za dziesięć, a o szóstej pobudka.
  • wstanie z łóżka — naprawdę często zdarzało mi się zaspać. Nie wynikało to z lenistwa, czy niedbalstwa, tylko z tego, że byłem tak zmęczony, że nie słyszałem budzika, albo — co gorsza — wyłączyłem go bez jakiegokolwiek poziomu świadomości. W momencie, gdy w odległości sześciu metrów leży głośno wyjący telefon już nie da się nieprzytomnie kliknąć “drzemka”. Na szczęście trzeba podnieść dupę, przejść ten dystans i zmierzyć się z budzikiem, po czym raczej nie położycie się z powrotem do łóżka.

Owszem, można połowicznie rozwiązać problem instalując coś w stylu “miernika snu”, który obudzi nas wtedy, gdy trzeba, jednocześnie robiąc to w najlepszym dla nas momencie. Ale jak to mówi stare przysłowie: “Z pustego to i Salomon nie naleje.” Także weźcie przedłużacz i połóżcie go tam, gdzie od zawsze powinien leżeć. Nie dosyć, że łatwiej będzie Wam wypoczywać, to choć zabrzmi to trywialnie, życie będzie lepsze. Dlaczego? Bo będzie uporządkowane.


Wybaczcie drodzy czytelnicy tytuł, który zwiastował nieco bardziej rozgrzewającą literaturę :D no i jeszcze ten lead! Nazwijcie mnie strasznym, ale ciekawi mnie ile osób reaguje na zachęty tego typu. A co do lifehacka — naprawdę działa ;)