Frycki rozdane!

Na zegarku godzina 00:20, gdy piszę ten tekst.

Właśnie obejrzałem tegoroczne rozdanie Fryderyków, czy od początku? Nie. Jednak dwie godziny wysiedziałem. Wpadłem na to przypadkiem, bo nie traktuje poważnie polskich nagród za cokolwiek. Ale stwierdziłem, że w sumie wieczór mam luźny, to mogę sobie pozwolić na stratę dwóch godzin z życiorysu. Tak, już na wstępie mówię, że była to strata.

W branży fonograficznej, jak i pewnie w każdej polskiej branży jest jeden problem, mało kto zasługuje na miano artysty. Widać, że tych prawdziwych twórców nie widać. Jakkolwiek absurdalnie to brzmi, to jest jak najbardziej adekwatne do sytuacji. Bo gdy nagle jako artystę popowego wymieniamy kogoś takiego, jak Gaba Kulka, Artur Rojek, Grzegorz Turnau czy Mela Koteluk, to zaczynam się zastanawiać gdzie są te wszystkie Rafały Brzozowskie, Eweliny Lisowskie i inne Donatany?

A skąd się bierze ta myśl w mojej głowie?

A no stąd, że to dość dziwna sytuacja, gdy na co dzień, zalewa mnie gówno w postaci Cleo i Donatana, wyjącej Lisowskiej z Media Expert i “wielkiej gwiazdy” Brzozowskiego, a gdy przychodzi do polskich nagród to cała ta remizowa twórczość znika. Gdyby nie fakt, że lubię słuchać muzyki “nie z radia”, to nie miałbym pojęcia kim są osoby, które otrzymały dziś statuetkę, a o nominacjach to w ogóle zapomnijmy. Dlaczego? Bo na każdej Vivie, 4funie, czy innym Radiu Zet nie puszcza się muzyki, z której można być dumnym, będąc Polakiem. Zamiast niej kładzie się na ten “najprawdziwszy”, dyskotekowy pop, śpiewanie o niczym, często na syntezatorach, bez większej dbałości o całe artystyczne rzemiosło. Potrafi on swoim łomotem wywierci człowiekowi dziurę w mózgu, jednak nie potrafi edukować odbiorcy. Już poruszałem ten temat, jednak trafia mnie szlag, gdy patrzę na to, jak to wygląda na świecie, w porównaniu do biało-czerwonej ojczyzny. Takie osoby jak Sam Smith, czy John Newman, choć usłyszą od Polaka, że są “obleśnymi pedałami”, to naprawdę śpiewają. To artyści z krwi i kości, którzy nie chcą iść “na ściankę” jako celebryci, oni chcą śpiewać, a to w Polsce okazuje się mało ważne dla większości z branży muzycznej.

Oczywiście nie odnoszę się do jazzu, muzyki poważnej, czy prawdziwych kompozytorów niezależnie od gatunku. To poziom najwyższy, gdzie nie ma gwiazd, są muzycy.

One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.