Jak wybrać studia?

Nie musisz zadawać sobie wcale jednego zajebiście ważnego pytania i potem..bla bla bla.

Wystarczy po prostu pomyśleć.

Nie nad tym, kim chcę być i co robić, tylko nad tym, czy kierunek, który w tym momencie ktoś mi proponuje, jest rzeczywiście dobry dla mnie. Lwiej części młodzieży wydaje się, że studia da się przejść w takiej samej formie jak liceum, czy podstawówkę — “jakoś to będzie”. Niestety to nie prawda. Uzasadnienie jest bardzo proste — skupiasz się na jednej dziedzinie, więc nie ma kompromisów, albo coś Cię kręci, albo nie.

Pójdę na informatykę, bo jest dobrze płatna.

To najgorsze myślenie z możliwych. Może klasowy “kuc” lubi pośmiać się z ludzi po “europeistyce” i powiedzieć, że pisząc programy, będzie w miesiąc zarabiał tyle, co oni rocznie. Przyznasz mu rację. Uda Ci się także okłamać znajomych, nauczycieli, a nawet własną matkę. Ale siebie nie dasz rady. Oczywiście teraz możesz myśleć, że jakieś budownictwo, czy inna robotyka, to przyszłość, która z tym dyplomem w ręku rysuje się bardzo obiecująco, więc warto. Jednak uwierz mi, jak dziś czegoś nie czujesz, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że jutro też nie będziesz się w tym odnajdywał. Dostaniesz się na pierwszy rok, zrobisz to, co wypada/ Ci każą/ warto itp. Ale odpadniesz. Sukces, niezależnie czy mowa tu o edukacji, czy o życiu zawodowym, nie rodzi się z chęci posiadania, tylko z pasji. Czegoś, co jest drugim motorem. I ma o wiele większą moc.

Pozostając przy tej informatyce…

Nauczysz się języków programowania, odbędziesz praktykę u jakiegoś giganta branżowego, niby wszystko będzie szło w dobrym kierunku, ale jeśli nie będzie Cię to “jarać” — pewnego poziomu nigdy nie osiągniesz. Zamiast budować świat po swojemu po prostu staniesz się trybikiem, w ogromnej maszynie.

“Ale na start dostanę 5000 zł w Intelu?”

Wiesz, jaka jest najbardziej nietrwała i najmniej znacząca rzecz na świecie? Pieniądze!

To, że dziś je masz, nie znaczy, że będziesz miał je jutro i na odwrót. Oczywiście, nikogo nie będę blokował — chcesz buduj swoje życie na podstawie cyferek na koncie. Możesz mi nawet powiedzieć “Masz 18 lat i teraz jesteś taki mądry!”. Lecz tak jak wcześniej wspomniałem, sam siebie nie oszukasz. A w tym konkretnym przypadku, jeszcze zatracisz dla pieniędzy swoją osobowość.

Owszem lepiej jest myśleć przyszłościowo i wiedzieć, że znajdzie się dla mnie miejsce pracy. Tylko że weź do ręki te pięć tysięcy i przyjrzyj się im. Jako młody gówniarz, widzisz sumę, która spełni wszystkie Twoje potrzeby. Naprawdę przyjemna ta suma. A teraz, masz 35 lat, nie zarobiłeś nigdy na tyle dużo, byś mógł bez kredytu kupić mieszkanie. Dalej masz te pięć kółek, razem z żoną, dzieckiem i następnym w drodze. Ona też ma “pięć”, tylko, że samo mieszkanie to porządna czwórka (rachunki, rata), podstawowe potrzeby — kolejne oczko. A jeszcze trzeba coś zjeść, założyć na siebie, wysłać dzieciaki do szkoły, zatankować i nagle okazuje się, że ciężko jest wyjść nawet na zero. A Twoja pensja z dziwnych powodów nie rośnie. Chujowo, co?

Dlatego też myślę, że studia to temat bardzo delikatny. Mało jest ludzi, którzy pracują “w zgodzie” ze swoim dyplomem. I każdego człowieka bardzo zmienia proces zdobywania tego papierka. Siłą rzeczy musimy wziąć życie w swoje ręce. Albo zrobimy to tak, jak chcemy i osiągniemy sukces, albo przez resztę życia będziemy zagryzać zęby, bo ten człowiek, którym jestem dziś, wtedy będzie styranym rutyną facetem, który będzie żył od pierwszego do pierwszego, a nie korzystał z wielkiej szansy, którą otrzymał — życia.


Tekst powstał, ponieważ tak się składa, że czeka mnie klasa maturalna i zatrważa mnie to, jak wielu z “nas” patrzy tylko na kasę “po”. Jednocześnie nie rozumiejąc, że proces realizacji każdego celu w życiu wymaga pracy i oddania, a nie poświęcisz się czemuś, co “jest do dupy”.