marynowana_chińska_rzepa

Mam ochotę dziś napisać tutaj coś głębszego, coś co nie tylko pozwoli mi sformułować i wyrazić myśli, a jeszcze zainspiruje innych. Jednak pozostańmy przy sprawach przyziemnych.

Dlaczego nie potrafię się nie angażować?

To pytanie dręczy mnie codziennie. Faceci to niby tylko sprzęt i myśl: “Jak zaciągnąć ją do łóżka?”. Kreuje się samców na chamów, którzy nie mają wyczucia, nie potrafią myśleć o drugim człowieku, a kobiety traktują przedmiotowo. Oczywiście, istnieje grupa tępych cieci, którzy rzeczywiście tak podchodzą do sprawy, ale to nie o dresach i innych takich Maksach będzie ten tekst.

Poznałem ją, miło się rozmawia, zaproponowała piwo i umówiliśmy się. Dojechałem, widzę ją i WOW! Proste nogi, ładne zęby, apetyczne wręcz usta, hipnotyzujące oczy i piękne włosy. Wraz z ubywającą kawą, ja chce powiedzieć coraz więcej, coraz szybciej i coraz bardziej. Nie wiem, ale nie potrafię się powstrzymać. Ale z drugiej strony nie chce wyjść na przyjeba.

No właśnie, “chcę”, “nie chcę” i tysiąc myśli w głowie. Bo z jednej strony poznaliśmy się trzy dni temu, a dziś spędziliśmy kilka godzin razem, ale mi zaczyna zależeć. Wstaję rano myślę, zastanawiam się, z kawiarni poszliśmy na imprezę, więc nie wiem, jak wypadłem, bo w pewnym momencie urwał mi się film. Kac jeszcze nie przyszedł. Kumpel mówi, że wczoraj coś tam odjebałem, podobno prawie się z nim pobiłem, ale prawie, że nie zwracam na to uwagi. Nie pamiętam tego, za to pamiętam ją, jej oczy, policzki i dykcję, a tu cisza. Pewnie śpi.

No cóż, świat idzie dalej. Na zegarku 7:36, zaraz muszę wyjść, by na 11 zdążyć do domu. Wczoraj w portfelu pięć dych, dziś ciężko wyskrobać drobne, by w ogóle mieć za co dojechać. Po dziesiątej wchodzę do swojego pokoju. Próbuje z tym walczyć, wiem, że jak mi będzie za bardzo zależało, to wszystko się sypnie, ale pojawia się kac, a z nim najgorszy doradca — moralniak. Coraz bardziej myślę, coraz bardziej się nakręcam, już ze mnie kipi.

Dobra, ogarnij się i weź się czymś zajmij. Telefon do ręki i już na Instagrama. Mija jakiś kwadrans, w końcu wczoraj była sobota. Ludzie wyszli z domów, więc zdjęcia z parku, z klubu i z dupy zalały Internet. Nagle, coś mignęło. Kurwa, czyja to sylwetka? JEJ! Rzeczywiście mówiła coś wczoraj, podoba jej się modeling i sam muszę przyznać, że ma potencjał. Ale to zdjęcie chwyta mnie i ściska tak mocno, że pękam. Minęło jakieś dwanaście godzin od spotkania, czas na messengerze to może jakieś osiem godzin pisania, czas spędzony razem to może z siedem, ale ja już nie widzę nic innego.

I zaczyna się rzeźba.

Bo ona nadal się nie odzywa, moralniak mówi: “Wczoraj zjebałeś.”, a ja jak w hipnozie piszę do niej. Zastanawiając się tylko, czy zahipnotyzowały mnie jej oczy, czy policzki.

Dowód osobisty w portfelu, na stoliku, obok dwa kapsle, za kilka miesięcy “egzamin dojrzałości”, a na środku tego całego bajzlu rozemocjonowany dzieciak. Ktoś pomyśli, na co dzień taki twardy, a dziś co, na smutki się zebrało?

Nie, po prostu zdałęm sobie sprawę, że gdy ja chodzę z przejęcia i potrzeby stabilizacji po ścianach, ona może sobie dziś popijać taką samą kawę jak wczoraj i właśnie zastanawiać się, czy iść na te pieprzone groby. Gdy ja jak psychopata zdążyłem już w swojej głowie przeprowadzić kilkaset analiz, by stwierdzić, co ona myśli. Właśnie ona mogła stwierdzić, że to jakiś wariat i nie ma sensu się narażać. Kurwa ile ja bym dał, żeby tak nie było…

Like what you read? Give Bartek Rogacewicz a round of applause.

From a quick cheer to a standing ovation, clap to show how much you enjoyed this story.