Naprawdę w H&M nie można robić zdjęć?!

Dziś spotkała mnie dość niemiła sytuacja. Może nie tyle niemiła, co niesmaczna i szokująca. Otóż, będąc w sklepie H&M, w trakcie zakupów, gdy to nagrywałem filmiki na mojego Snapchata, zwrócono mi uwagę, że “w sklepie nie wolno robić zdjęć”. Gdy, przyjąłem komunikat do wiadomości, najzwyczajniej w świecie parsknąłem ze śmiechu.

Pozwólcie, że najpierw trochę powytrząsam się nad idiotycznymi regulacjami procesu sprzedaży.

Istnieją trzy powody, dla których sklep, w swoim mniemaniu, może nie życzyć sobie fotografowania “zawartości”:

  1. Wartość intelektualna — dumnie brzmi, ale argument jest inwalidą, jeśli istnieje zbiór produktów na stronie, a tym bardziej sklep online.
  2. Przestrzeganie regulaminu korzystania z sklepu — też fajne hasełko, tylko, że przy wejściu do sklepu nie było nawet naklejonego przekreślonego lodzika, czy kuźwa pieska. O regulaminie pisemnym radzę zapomnieć, a tylko na podstawie takiego dokumentu można oczekiwać od konsumenta przestrzegania “prywatnych” przepisów w miejscu publicznym.
  3. No właśnie, jakby nie patrzeć, choć sklep ma nie-państwowego właściciela, to jest miejscem publicznym, więc przebywająca w nim osoba nie ma zakazu robienia zdjęć. Oczywiście z poszanowaniem pewnych zasad moralnych i pamiętaniem o tym, by nie przeszkadzać innym.

Ale, co najbardziej mnie zdziwiło, w żadnym innym kraju, w Niemczech, czy w Stanach nie ma zakazu robienia zdjęć. Niezależnie od branży, w sklepie mogę nagrywać vloga, czy głupie snapy. Owszem, trochę słabo, gdy ktoś szuka danego produktu taniej, ale cholera w przypadku H&M to jest niemożliwe, bo ceny są odgórnie ustalone. Co więcej, należy pamiętać o tym, że wnętrza tej sieciówki pomimo dostępności dla wszystkich, są naprawdę ładne. Gdy rodził się Instagram, pojawiało się na nim wiele interesujących/inspirujących zdjęć “ze środka haema” i nawet ja sam, będąc za granicą chodziłem z widocznym telefonem w ręku robiąc zdjęcia trzypiętrowego sklepu i jakoś nikt mi uwagi nie zwrócił…

Sytuacja w naszym kraju, to chyba taka druga, trochę równoległa rzeczywistość. Nie wiem, kto wpadł na ten “genialny” pomysł, ale pomimo mojego zerowego doświadczenia w dziedzinie kierowania firmą, muszę powiedzieć, że jest kretynem. Choć wolałbym nie nazywać w ten sposób ludzi, to kurwa nie rozumiem, jak można było zatwierdzić coś takiego. Zamiast wykorzystać potencjał, jaki drzemie w tych głupich fotkach, z przymierzalni, na Instagrama, snapach, czy wiadomościach ze zdjęciami na Facebooku, firma po prostu zwariowała.

Fantastycznym przykładem tego, jak wykorzystać potencjał drzemiący w “marketingu szeptanym” jest sieć “Jatomi”. Skąd znam te firmę? Stąd, że youtuber, którego lajkuje na facebooku wstawił zdjęcie w lustrze po treningu, na którym była naklejka “#jatomi”. Kuźwa akcja na całą Polskę kosztowała pewnie 15 zł, a działa. Nikt nie postępował analogicznie do H&Mu i nie zakleił luster, tylko stwierdził, że zrobi najlepszą darmową kampanię marketingową, która w dobie social media osiągnie zasięgi, porównywalne do “tłustych” kontraktów reklamowych w telewizji, za które trzeba słono zapłacić.

Ostatnio, zamówiłem ciuchy ze stronki wyżej wspomnianej sieciówki, nawet chciałem ją tutaj polecić. Jednak, po tym, co mi się wczoraj przytrafiło i z tego, co czytałem, robiąc “reasearch”, dzieje się już jakiś czas, nawet nie wiem co powiedzieć. W ubiegłym roku H&M miał kampanię z blogerką Kasią Tusk i wydawałoby się, że czuje się w internetowej rzeczywistości, jak ryba w wodzie, a dziś blokuje chyba największy i najbardziej wiarygodny kanał dla odbiorcy. Nawiązując do trzech wyżej wymienionych punktów w imieniu moje grupy wiekowej, chciałem powiedzieć:

Nie robimy zdjęć po to, by Was “okraść”, tylko po to, by pokazać znajomym, co fajnego znaleźliśmy w Waszym sklepie. Więc, na przyszłość, trochę więcej zaufania ;)

Nie wiem, jak kurwa można zakać robienia zdjęć. Po prostu nie wiem.

One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.