Nie bój się wystawić głowę!
To wszystko potrafi zmęczyć, po raz kolejny zaczynasz z kimś kontakt, zaczyna być miło, wchodzicie w związek, po jakimś czasie *jeb*, wszystko znika i orientujesz się, że jesteś w punkcie wyjścia.
Koło się zamyka.
A my stajemy się ostrożniejsi. Coraz rzadziej potrafimy zaufać, staramy się nie cieszyć, by nie zapeszyć. Zakładamy, że budowanie związków jest jak budowanie zamków na piasku — pierwszy powiew wiatru i nie ma do czego wracać . Potem następuje moment odrzucenia.
Faceci są do dupy. Będę silną i niezależną kobietą.
Ta myśl trafia do głowy większości samic (pozostałe po prostu nie potrafią żyć bez facetów i na siłę znajdują kolejnego). Oczywiście, część z nich się teraz uśmiechnie i stwierdzi, że rzeczywiście tak jest, inne natomiast, choć podświadomie to czują, będą sobie wmawiać, że nic sobie nie obiecały i że po prostu wszystko jest okej. Wiesz, pewnie Cię dobiję, ale nie jest, bo:
Nie ma szczęśliwych singli.
Zrozum to dla własnego dobra, ponieważ wystarczy jedno zdanie, by zobrazować, jakimi rzeczy są. Tak, jak trudno jest po raz kolejny zaufać, tak trudno jest przyznać się do słabości. Ale nie martw się, jeżeli jakoś Ci to pomoże, to otwarcie mówię:
Tak, ja też jestem nieszczęśliwym singlem. Uciekam w pracę, naukę i we wszystko, co się da, byle tylko nie myśleć.
I wiesz co, mogę Ci powiedzieć więcej. Tak jak Ty:
Na maksa potrzebuję stabilności emocjonalnej.
Już dawno temu się przekonałem, że obrażanie się na płeć przeciwną nie działa, że szukanie jednorazowych akcji tylko dobija, a w relacje z każdą nową osobą, coraz mniej chcę mi się angażować. To jest straszne. Gra na kilka frontów niesamowicie męczy.
Dlatego wybierasz “lepszą” opcje.
Wracasz do domu, siedzisz, robisz, pracujesz, uczysz się, wykonujesz każdą czynność, która Cię pochłania, aż w końcu budzisz się ze snu “pracy” i mówisz sobie w myślach “HEJ! Ale jestem zorganizowana, ogarnięta i niezależna!” by potem odejść od biurka i zderzyć się z murem — mimowolnie mieć chwilę wolnego. A tutaj dopiero zaczyna się zabawa, bo znajomi myślą, że wszystko jest okej, co znaczy, że Twoja maska działa. Może jesteś trochę wycofana, no ale zaraz przecież jesteś silna, nie masz czasu na jakieś pierdoły, jak na przykład zastanawianie się, dlaczego nie masz wieczorem do kogo się przytulić.
“Nie mam wieczorem do kogo się przytulić.” powtarzasz w głowie i momentalnie zaczynasz rozumieć, że to nie nowe związki są jak zamki z piasku, tylko Twoja samodzielność emocjonalna. Oczywiście, robisz wszystko, by zamek stał, pracujesz na cztery ręce, wmawiasz sobie, że czujesz się świetnie, ale wystarczy krótka chwila, gdy mimowolnie spotykasz się ze sobą i nagle wszystko zwiewa ten cholerny wiatr.
Wiem, to boli, wiem, to nie jest łatwe i wiem, że facet o tym nie powie nic, a kobiecie chęć bycia “twardą” nakazuje się do tego nie przyznać. No cóż, jak czujemy zagrożenie, to wszyscy jesteśmy, jak taki przestraszony żółw, do którego nie dotrze nic, póki sam nie wystawi głowy.
I już na przykładzie tego prostego porównania widać, że to nie jest wyjście. Mówienie o tym, czego potrzebujesz i przyznanie się przed samym sobą, że jest to stabilność emocjonalna, nie skreśla Twojego bycia niezależną i silną. Oczywiście możesz przed tym uciekać i udawać, że wcale Ci na tym nie zależy, bo jest zajebiście. Ale spójrzmy prawdzie w oczy, uciekasz, tak naprawdę nie pogodziłaś się z tą sytuacją i ostatnio, co można o Tobie teraz powiedzieć, to “osoba samodzielna”.
Tylko nie myl bycia nieszczęśliwym z byciem bezwartościowym. Bo to dwie różne rzeczy.
Sprawdź też:Najtrudniejsze jest rozstanie…