Wychodzą trzy genialne komputery, ale ja chce tylko jeden!

Laptop nie jest dla mnie już tym, co kiedyś. Nie kojarzę go z komputerem, to dla mnie taki tablet z klawiaturą, który pozwala mi wygodniej pisać teksty. Obsługuje na nim chmurę oraz szukam i przygotowuje zdjęcia, które potem zamieszczam pod nagłówkiem tekstu. Przydaje się także w innych dziedzinach życia, choć nie pogram na nim w najnowsze gry, to dysk SSD i brak ruchomych części pozwalają na szybkie działanie oraz bezpieczną mobilność.

I tu pojawił się problem, pisałem ten tekst kilka dni temu i zatrzymałem się po wstępie, bo każde z tych trzech urządzeń wymienionych w tytule spełnia te wymagania. Chyba tylko Surface ma jakieś wiatraki, ale moim zdanie nie umniejsza to jego “zdolności do bycia noszonym”. Dlatego też, ten tekst nie jest obiektywnym technologicznym laniem wody, tylko subiektywnym i jak najbardziej lifestyle’owym rozprawianiem nad tym, co mi się podoba.

Dziś widzę siebie z każdym z tych produktów na biurku, czy w ręku. Pod względem funkcjonalności tak naprawdę się nie różnią, ale zgodnie z tempem życia jestem w stanie wyodrębnić trzy sytuacje, w których to widzę siebie jako właściciela Surface’a, Pixela lub MacBooka.

Pierwszy będzie produkt Microsoftu, bo gdy korzystam z iPhona, iPada i chromebooka, bardzo ciężko znaleźć w tym wszystkim dla niego miejsce. Jednak to urządzenie, dzięki temu, że nie ma na stałe klawiatury, pozwala na niesamowitą mobilność i idealnie wpisuje się w to, co lubię — korzystanie z tabletu jako komputera. Jesteś na studiach i cały czas podróżujesz (nawet między uczelnią, biblioteką, kawiarnią, stancją) weź Surface 3. To produkt, który pozwoli mieć wszystko przy sobie i nie ma ograniczeń znanych z Samsungów, czy iPadów np. brak portu USB.

Jako przeciwieństwo tabletu Microsoftu, widzę Chromebooka Pixel. Owszem, pozwala on na ponad 10 godzin działania na baterii, szybkie i przyjemne korzystanie z sieci, jednak widzę, że ciężko z Chrome OS jest sobie poradzić bez komputera stacjonarnego. W roli takiej domowej bazy widziałbym Maca mini, a to wymaga już stałego miejsca zamieszkania i pewnego rodzaju stabilizacji życiowej. Jasne da się obyć bez maluteńkiej skrzyneczki Apple, jednak w momencie, gdy muszę korzystać z drugiego komputera, by wgrać muzykę na iPhona, trafi mnie szlag.

I to jest w stanie rozwiązać nowy Macbook, bez większych problemów podłączymy do niego wszystko, nawet coś takie banalnego jak drukarkę. Mógł to także obsłużyć Surface, ale nowy laptop Apple jest moim zdaniem od niego lepszy. Tak naprawdę pojąłem to w trakcie pisania tegoż tekstu. To nie jest zwykły notebook, tylko coś, co ma pozwolić użytkownikom takim jak ja uczynić z tego produktu centrum dowodzenia. Choć, to komputer ze słabym procesorem, to posiada dość duży dysk, fajny układ graficzny i fantastyczny ekran. Ale najlepszy jest dlatego, że nie ma żadnych ruchomych części i Windowsa jak tablet Microsoftu, a przy okazji nie wymaga przy trywialnych działaniach drugiego “pełnoprawnego” kompa, jak Pixel od Google.

I choć ten tekst jako mojego faworyta wyłonił MacBooka, to z bardzo prostego powodu — tego, że notebook Apple jest w pierwszej generacji — wziąłbym Pixela. Owszem wymagałby on ode mnie jakiejś stacjonarki, czy innego laptopa, jednak po prostu chce go używać. Ma piękną bryłę, system, w którym bardzo dobrze się odnajduję, piękny dotykowy ekran i coś, co uwielbiam jako geek — jest w fazie rozwojowej. Dzięki czemu Chrome OS codziennie zaskakuje mnie aktualizacjami.

One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.