Translator on-line czy Tłumacz? Oto jest pytanie!

1950 rok - informatycy podejmują pierwsze próby rozwiązania problemu tłumaczeń maszynowych.
2017 rok - ludzie wyzywają na tłumaczeniowy pojedynek 3 znane programy do tłumaczenia. Wynik?

Wynik to najodpowiedniejsze słowo do tego by zdefiniować, gdzie leży granica między użyciem Google Tłumacza, a skorzystaniem z tłumacza - tego z krwi i kości.
Nie ma sensu demonizować tematu. Możemy oczywiście stworzyć banery i zacząć strajk przed największymi serwerowniami na Świecie albo siedzibą Google z hasłem: „Oddajcie nam naszą pracę!”, przywiązać się symbolicznie przewodami do budynków albo przebrać za komputer - podpowiadamy - najłatwiej będzie za stare wersje PCtów.
Tylko czy warto tracić na to czas?

Przebrać się za komputer? Najłatwiej będzie za stare wersje PCtów!

Rewolucja, cyfryzacja, przełom - to już się dzieje, na naszych oczach. Co więcej, ciężko zdefiniować nam moment, w którym zostaliśmy wciągnięci w ten wir.
Pamiętasz swoje pierwsze zdjęcie zrobione telefonem, pierwszego napisanego na nim maila albo pierwszy post na facebook’u?
 
Zatem wykorzystajmy narzędzia do tego by służyły nam jak najlepiej i wybierajmy mądrze - to wszystko. Wyobraź sobie, że masz dwie rzeczy do przetłumaczenia - e-mail do znajomego Hiszpana ze studiów i Twoją pierwszą książkę - pisaną przez 3 najdłuższe lata w Twoim życiu. W której sytuacji pozwolisz sobie skorzystać z translatora on-line?
Przypomnijcie sobie - kiedy ostatnio czytaliście książkę przetłumaczoną takim translatorem albo kiedy ostatnio korzystaliście z instrukcji obsługi tłumaczonej w ten sposób?
Inna sytuacja - musisz przetłumaczyć wyniki swoich badań medycznych. Pytanie o wybór formy tłumaczenia jest tu zbędne, ale bezpowrotnie wraca nam słowo „wynik”.

Jak dokładny musi być wynik tłumaczenia - do ilu miejsc po przecinku?
Na jaki błąd możesz sobie pozwolić albo ile ten błąd może Cię kosztować?
Błąd w mailu do przyjaciela - maksymalny koszt to kupa śmiechu albo dwuznaczna sytuacja.
Błąd w instrukcji obsługi? Reklamacje → koszty → strata wizerunku → coraz większe koszty → upadek firmy, a tego nie chcemy!
Naukowcy twierdzą, że najnowsze maszyny i algorytmy tłumaczą prawie tak dobrze jak robią to ludzie.
Pozostaje pytanie czy możesz pozwolić sobie na “prawie”?
 
W pojedynku, który opisaliśmy w pierwszym akapicie maszyny prawie wygrały z ludźmi. Zarówno tłumacze i maszyny miał cztery teksty do przetłumaczenia:

• Artykuł w języku angielskim z Fox Biznes
• Thomas Friedman — Dziękujemy za spóźnienie, również w języku angielskim.
• Koreański tekst pisarza Kim Seo-Ryung.
• Koreańską nowelę Matki i Córki - Kang Gyeong’a

Zespół złożony z 3 profesjonalnych tłumaczy oceniał tłumaczenia na podstawie następujących cech:
• Precyzja
• Wyrażenia językowe
• Logika i organizacja tekstu

Każde tłumaczenie mogło zdobyć maksymalnie 5 punktów w każdej kategorii, w sumie 15 możliwych punktów na tekst. Następnie wyniki dla wszystkich tekstów dodawano, więc do zdobycia było 60 punktów.

Wynik?
28 punktów zdobył Google Tłumacz — zdecydowanie najlepsza z aplikacji w konkursie.
49 punktów zdobyli profesjonalni tłumacze.
Dlaczego to było tak łatwe do przewidzenia? Bo dopóki za pisanie książek, instrukcji obsługi, treści reklamowych odpowiedzialni są ludzie, to tłumaczyć to będą ludzie - konkretniej, tłumacze.

Zatem debata maszyna vs ludzie w świecie tłumaczeń nie ma najmniejszego sensu. Chwalimy je za precyzję obróbki tworzywa sztucznego, drewna czy metalu, ale w tekście ich zalety giną. 
Maszyny:
• nie wyczują kontekstu,
• nie odnajdą znaczenia, które najbardziej będzie pasowało do zabarwienia emocjonalnego,
• nie poradzą sobie z tekstami nieprzekładalnymi - tekstem, dla którego nie ma odpowiednika w innym języku.
Owszem, mają swoje zalety:
• Dostępność on-line,
• Wiele języków w jednym miejscu,
• Czas realizacji,
• Niewielkie koszty bądź całkowity ich brak.

A co jeśli połączyć zalety translatorów on-line i ludzi?
Co jeśli stworzyć serwis, w których masz dostęp do 700 tłumaczy - tych z krwi i kości, a czas realizacji jest najszybszy na rynku?
Co z kosztami? To jest właśnie WYNIK, na którym Ci zależy.

www.dogadamycie.pl
One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.