16 rzeczy, na które warto zwrócić uwagę w playoffach

Łukasz Woźny
Apr 13, 2018 · 19 min read

W zeszłym sezonie miałem sporą przyjemność z pisania podobnego tekstu i jako, że i w tych rozgrywkach widziałem za dużo meczów — z nielicznymi wyjątkami przynajmniej jeden dziennie, zazwyczaj więcej — postanowiłem na spokojnie zebrać rzeczy charakterystyczne dla poszczególnych drużyn, które pojawiły się w sezonie regularnym i powinny znaleźć się także w play-offach. Myślałem o nich wcześniej, ale z jakichś przyczyn nigdy ich nie rozszerzyłem. Tegoroczne usprawnienie polega na tym, że każdy zespół ma swój podpunkt. Nie będę dalej przedłużać — tytuł wydaje się dosyć jasny — i cóż, życzę miłego odbioru (obowiązuje kolejność losowa).

1. Usprawniony „Wedge” Sixers

Nie wiem, czy jedno z drugim można powiązać, ale Brett Brown pracował w swojej karierze trenerskiej z Greggiem Popovichem i w swoim repertuarze ma zagrywkę, którą San Antonio Spurs skutecznie prowadzą od lat.

„Wedge” to set, w którym główny celem jest zazwyczaj wypuszczenie zawodnika na dobrą pozycję w post-up po zasłonie, najlepiej od strzelca. Obrońca odpowiadający za strzelca musi jednocześnie martwić się tym, że gałgan wybiegnie na trójkę, ale musi też pamiętać o ewentualnej pomocy do ścinającego na blok gracza. Kozłujący zależnie od reakcji defensywy będzie miał w zasadzie możliwość wyboru, czy dograć piłkę do post, czy na dystans.

Brown wprowadził ciekawe usprawnienie do tej akcji, dzięki któremu zawodnik z piłką, po tym jak odda ją na blok, zbiegnie do kosza po kolejnej zasłonie od strzelca, który wcześniej stawiał zasłonę dla gracza przemieszczającego się do post. Dzięki temu pojawi się możliwość dogrania lobu do ścinającego ze szczytu gracza od zawodnika z piłką na bloku. Jeżeli brzmi to skomplikowanie, to wierz mi, to tylko złudzenie:

Po kolei: J.J. Redick pierw postawił wedge zasłonę dla Ersana Ilyasovy, dzięki której Turek zbiegł do post. Strona, na którą przedostał się Ilyasova, dzięki rozmieszczeniu poszczególnych zawodników była od razu wyczyszczona, więc ten miałby dogodną pozycję, by szukać akcji 1v1. Redick mógł wybiec na trójkę, ale tuż po wedge zasłonie zbiegł do postawienia kolejnej, tym razem dla Joela Embiida.

I zaraz po tym jak Embiid oddał piłkę do Ilyasovy, zbiegł po back-screenie Redicka i myk — pojawiła się okazja do łatwych punktów dla Kameruńczyka. Bo o ile Bucks na pierwszej zasłonie wykonali dobrą pracę i po prostu się nie zgubili, to na drugiej został John Henson odpowiadający za Embiida, a John Terry nie kwapił się do zmiany krycia i pozostał przy Redicku. Pomoc ze słabej strony przyszła za późno, by miała jakiekolwiek znaczenie, a Ilyasova w tempo dograł piłkę z post do ścinającego Embiida. W przypadku Sixers jest to o tyle ciekawa akcja, że poszczególni zawodnicy mogą swobodnie wymieniać się zadaniami — nic nie powinno stać na przeszkodzie, by w rolę Ilyasovy wszedł np. Embiid, a Embiida dajmy na to Ben Simmons.

2. Wyczyszczenie strony dla ścinającego bez piłki LeBrona

LeBrona Jamesa otoczonego czterema strzelcami niemal nie sposób zatrzymać — jedyna nadzieja polega na tym, że Cavaliers mają kłopot z zastopowaniem w obronie w zasadzie kogokolwiek i być może uda się rzucić od nich więcej punktów. Ale nawet w ustawieniach z jednym nierzucającym zawodnikiem rywale będą mieć kłopot z powstrzymaniem ścinającego bez piłki LeBrona. Dla najlepszego gracza na świecie nie potrzebna jest nawet zasłona, wystarczy, że pozostali koledzy z drużyny zejdą mu z drogi i — prócz zawodnika z piłką — ustawią się wysoko po drugiej stronie parkietu. W ten sposób pod koszem pojawi się tona miejsca — szczególnie, gdy rozgrywającym będzie Kevin Love — w które wystarczy wbiec:

Gdy obrońcy próbującemu pilnować LeBrona uda się go nie zgubić i przynajmniej powstrzymać łatwe punkty po ścięciu dojdzie do sytuacji, w której LeBron będzie miał izolację. Tutaj pojawiają się dwie możliwości — rywal uzna, że może żyć ze zdobywającym w izolacjach 0,96 punktu na posiadanie LeBronem lub wyśle do niego pomoc, zostawiając jednego ze strzelców wolnych. Więc co byś nie zrobił jesteś w gruncie rzeczy skazany na porażkę, bo albo zamienisz LeBrona w scorera, albo podającego. Nie jestem pewien co gorsze, bo co by nie mówić, jeżeli ktoś ma znaleźć zawodnika, od którego wyszła pomoc i podać mu w odpowiednim momencie, to dobrze wiesz, że będzie to LeBron:

Powodzenia.

3. Split Warriors

Wiele drużyn ma w swoim repertuarze tę akcję — w końcu warto naśladować to co dobre — ale w wykonaniu żadnej z nich ta nie jest tak groźna jak w przypadku Warriors. Zamysł jak na szkody w obronie rywala okazuje się zaskakująco prosty: skup po jednej stronie parkietu trzech zawodników, jednego z nich wyślij na drugą stroną, a dwóch pozostałych niech rozbiegnie się w przeciwnych do siebie kierunkach — zasadniczo niech jeden wykona pop na dystans, a drugi tuż po postawieniu zasłony dla strzelca zetnie w stronę kosza. Ten, dla którego otworzy się dogodna pozycja otrzyma podanie. O tak:

Kluczowa jest oczywiście ta niepozorna zasłona, na której zapewne najwięcej defensyw w NBA popełnia błąd. Bez odpowiedniej komunikacji łatwo o taki, szczególnie mając na uwadze jak skutecznymi strzelcami są Stephen Curry, Klay Thompson, czy Kevin Durant. Zawodnik odpowiadający za strzelca często nie jest w stanie nadążyć za nim po zasłonie, przez co obrońca w początkowej fazie akcji pilnujący centra, chcąc zapobiec błyskawicznej trójce, wyskakuje wysoko do strzelca, zostawiając wysokiego bez krycia. Jeżeli nie dojdzie do zmiany krycia, to gracz ścinający do kosza w takim przypadku będzie wolny, bo większość zespołów tak bardzo przejmuje się obroną linii za 3, że zapomina o wsadach lub lay-upach.

Nawet jeżeli uda się zapobiec wolnej pozycji, to wciąż na zegarze pozostało sporo czasu do końca, a w między czasie udało się przecież wytworzyć dogodną zmianę krycia. Te pomyłki jednak tak bardzo zapadają w pamięć, a tych podwojeń pojawia się tak wiele, że czasem można odnieść wrażenie jakoby nigdy do nich nie dochodziło. Przez co wysocy Warriors, niewielkim wysiłkiem, mają ucztę pod koszem.

4. Hawk cut Thunder

Zapewne najczęściej wykorzystywana zagrywka przez Thunder, przy której Billy Donovan majstrował przez cały sezon, wprowadzając kolejne delikatne ulepszenia. W ten sposób ekipa z Oklahomy decydowała się grać bardzo często w kilku posiadaniach z rzędu w najważniejszych momentach meczów i rywalom, mimo że Thunder wałkowali tę zagrywkę przez całe rozgrywki, wciąż zdarzało się nie mieć na ten set odpowiedzi. Czym więc jest „Hawk Cut”?

To w zasadzie nic innego jak prosta zasłona bez piłki dla drugiego zawodnika — najczęściej Carmelo Anthony stawiał zasłonę dla Paula George’a. Rozmieszczenie poszczególnych zawodników jest istotne: wiemy już, że pojawia się zasłona bez piłki po jednej stronie parkietu, tam gdzie znajduje się kozłujący — nazwijmy go Russellem Westbrookiem — a na drugiej stronie ustawiona zostaje dwójka pozostałych graczy, często nawet nieuczestnicząca w samej akcji. Obrazkowo wygląda to tak:

Samo Hawk ścięcie jest zazwyczaj przejściem do czegoś więcej, jakiejś bardziej konkretnej akcji, która wyjdzie na podstawie wcześniejszego przebiegu zagrywki. Rozwiązań pojawia się mnóstwo. Paul George może obiec kolejne dwie zasłony po słabej stronie na trójkę z rogu lub ze szczytu, rzut z półdystansu, czy zagrać dwójkową akcję z wysokim po drugiej części parkietu. Czasem nie musi nawet przedostawać się na drugą stronę parkietu, tylko wykonać pop na dystans, tuż po zasłonie Anthony’ego. Sam Carmelo może uczynić to samo lub zaraz po zbiegnięciu George’a zdecydować się na izolację przy wyczyszczonej już dla siebie stronie. Westbrook może zagrać pick and rolla, z którymś zawodników wykonujących to ścięcie, czy też poszukać korzystnego mis-matchu. Możliwości są w zasadzie nieograniczone, i kilka z nich — jeżeli jesteś ciekaw jak to wygląda bardziej w praktyce — możesz zaobserwować w poniższej kompilacji (z jakichś przyczyn OKC nie szuka wydawałoby się najbardziej klasycznego rozwiązania — lobu do ścinającego po zasłonie zawodnika):

Thunder niekoniecznie są drużyną bazującą na jakiejś niespodziewanej kreatywności w ataku, lecz przynajmniej ten jeden schemat mają opracowany niemal do perfekcji — jego wariantów i przejść było mnóstwo, stąd też trudno, by któregoś z nich kilkukrotnie nie wykorzystywali już w play-offach.

5. Odwrócenie uwagi rezerwowych Raptors

„Ławki” jedenastu drużyn w NBA zakończyły sezon na plusie, ale rezerwowi tylko dwóch zespołów byli dodatni o więcej niż 2 punkty — ławka Rockets (+2,3) i najlepsza ławka w lidze, oczywiście ta Raptors (+3,6). Dwane Casey wplótł kilka ciekawych rozwiązań i schematów bezpośrednio pod najlepsze cechy swoich zawodników, ale nawet te czasem nie były konieczne — zdarzało się, że najlepszym sposobem na zdobycie punktów okazywało się zwyczajne czytanie gry. Gdy rywal tak bardzo skupiał się na zatrzymaniu konkretnej zagrywki Raptors, zawodnik z piłką wchodził w fuck-it mode i po prostu łamał dany set, decydując się na wykroczenie poza schemat:

Tutaj Raptors mieli przygotowaną zagrywkę dla Milesa po kolejnych zasłonach, lecz zaraz po tym jak ten obiegł ostatnią z nich, kozłujący zamiast odegrać do niego piłkę zdecydował się przedostać do kosza. Zauważył, że dedykowany mu obrońca odwrócił wzrok na Milesa, dzięki czemu pojawiła się dogodna okazja do wykorzystania delikatnej pomyłki rywala. Takiemu rozwiązaniu sprzyjały też szerokie rozstawienie poszczególnych zawodników, jak również dobra praca w obronie przeciwnika, który nie pozwolił strzelcowi uwolnić się na dogodną pozycję.

To kolejny przykład, gdy akcja nie do końca zmierza w ustalonym kierunku i zawodnik z piłką — Pascal Siakam — decyduje się na zaskoczenie rywala przedostaniem się do kosza:

Ruch poszczególnych zawodników może rozpraszać defensywę — nawet, gdy niespecjalnie prowadzi do kreowania nowych pozycji. Dwane Casey mógł zredukować minuty grane przez dwóch najważniejszych zawodników z rezerwowymi na rzecz częstszych ustawień bez DeMara DeRozana i Kyle Lowry’ego, bo gromadka, którą dysponuje to nie tylko solidni koszykarze, ale także gracze o wysokim koszykarskim IQ. Widzą jak przebiega dana akcja, znają je przecież bardzo dobrze i wiedzą, kiedy powinni zareagować jej złamaniem. To także znacznie utrudnia przygotowanie się przeciwnikowi, bo muszą być bardziej czujni — uważać nie tylko na zagrożenie wynikające z rozwoju zagrywki, lecz także tego, że kozłujący jest w stanie wyjść poza schemat.

Trudno stwierdzić, czy Casey w play-offach — gdzie minuty najważniejszych zawodników znacznie rosną — będzie mógł sobie pozwolić na grę w równie dużym wymiarze samymi rezerwowymi. Niemniej ławka, na przestrzeni rozgrywek, dała sygnał, że przynajmniej warto te minuty sprawdzić. Szkoda by było tracić to co już zostało wypracowane.

6. Anthony Davis po zasłonach

Lider Pelicans zakończył sezon regularny wraz z Laurim Markkanenem na 2. miejscu wśród wysokich w akcjach po zasłonach (106). Efekt nie okazał się nad wyraz spektakularny — Anthony Davis ostatecznie zdobywał 0,8 punktu na posiadanie — lecz udało się w ten sposób wprowadzać dodatkowe zamieszanie dla rywala, szczególnie przy match-upach na dwóch wysokich. Łatwo można było także dostrzec uniwersalność Davisa, za którym musiał ganiać przeciwnik, który nie do końca mógł spodziewać się takich zadań:

Tutaj Rajon Rondo dał sygnał do konkretnej zagrywki Pelicans, w której Davis pierw zbiegł do przeciwnego rogu postawić zasłonę dla strzelca, by chwilę później powrócić do miejsca, z którego przybył po zasłonie centra. Strzelec zbiega ponownie w przeciwnym kierunku, by wyczyścić stronę dla Davisa. Ten nagle ma czysty rzut, bo raz — nie miał kto wyjść do pomocy, dwa — nieprzyzwyczajony do takiej gonitwy Derrick Favors został na agresywnej zasłonie Okafora, trzy — za późno poszła zmiana krycia.

7. Pojedyncza/ podwójna zasłona dla Wayne’a Ellingtona

Nie bez przyczyny rezerwowi Miami Heat oddawali najwięcej trójek spośród wszystkich ławek w NBA — 15,1. Gdy na parkiecie pojawiał się Wayne Ellington — 7,5 trójki na mecz, top-7 w lidze — można powiedzieć, że podopieczni Erika Spoelstry zamieniali się w zupełnie inną drużynę. Do góry szybowała liczba trójek (37,3% wszystkich rzutów drużyny z Florydy stanowiły trójki z Ellingtonem na parkiecie, bez 29,9%), skuteczność za 3 wzrastała o 4,5 punktu procentowego, a w ataku pozycyjnym Heat zdobywali aż o 5,4 punktu więcej w przeliczeniu na 100 posiadań.

Przyjmijmy, że Heat bez Ellingtona grali niech będzie standardowe rzeczy, a z 30-letnim bombardierem z dystansu wprowadzali szereg przeróżnych zagrywek po zasłonach właśnie dla Ellingtona — 5. efektywność dla graczy z liczbą ponad 100 posiadań po zasłonach — różnego rodzaju akcje floppy, Iverson Cuty, elevator screeny i tak można by dalej wymieniać. Skupmy się na jednej konkretnej — akcji po pojedynczej i podwójnej zasłonie (o której pisałem np. tutaj w kontekście Klaya Thompsona i Warriors), i dwóch konkretnych jej wariantach.

Zarys jest następujący: po jednej stronie parkietu ustawiony jest jeden zawodnik, po drugiej dwóch i ta trójka zawodników stanowi zasłony, które obiega w wybranym kierunku Ellington. To w zasadzie tyle — w łatwy sposób można wykorzystać szybkość zawodnika bez piłki, jak i jego umiejętności strzeleckie, choć kwestią równie istotną jak ruch samego strzelca jest rozmieszczenie zasłon. Pierwszy zakłada, że zasłony są nisko, bliżej pomalowanego:

Drugi, że zawodnicy stawiający zasłony znajdują się nieco wyżej, bliżej linii za 3:

Docelowym rozwiązaniem jest oczywiście uwolnienie Ellingtona po kolejnych zasłonach na dogodną pozycję za 3, lecz zależnie od obrotu sytuacji — wykonanej pracy, zmian krycia — po drodze może otworzyć się dobra sposobność do rzutu dla innego zawodnika — lub nie, i wtedy istotnym jest posiadanie zestawu graczy, którzy będą w stanie przeciwstawić się zorganizowanej defensywie. Zdarza się, że ruch Ellingtona jest tylko zmyłką do przekazania piłki do innego zawodnika.

Warto też dodać, że w trakcie sezonu Ellington rozwinął całkiem niezłe podanie zwrotne, którym odpowiadał na podwojenia. To sprawia, że rywal przy potencjalnych pułapkach będzie musiał się poważniej zastanowić, by zastosować podwojenie (ktoś zostanie wolny) — choć z drugiej strony, umiejętne rotacje, nawet w przypadku niezłego wyjścia z pułapki mogą zapobiec otworzeniu się jakiejkolwiek pozycji. Ciężka praca pojedynczej jednostki na zasłonach, podwojenia i kolejne rotacje lub ewentualne zmiany krycia — warto zwrócić uwagę, który z tych sposobów rywal wybierze do spowolnienia Ellingtona. Każdy może przynieść zamierzony skutek, lecz bez odpowiedniego przygotowania (i personelu) właśnie na zagrywki z udziałem 30-letniego snajpera, trudno o sukces przeciwko Heat. To jest absolutna podstawa.

8. Ryzykowna pomoc od Giannisa

Giannisowi Antetokounmpo daleko do bycia respektowanym strzelcem za 3–3,7% za 3 przy 1,9 próby na mecz, ale po meczu gwiazd już 34%/ 2,1 — co nie znaczy, że możesz Greka swobodnie na dystansie zostawić. Bo wprawdzie trudno polegać na jumperze Giannisa, to ten na szereg sposobów będzie w stanie karcić defensywy rywali. Główną przyczyną jest wolna przestrzeń, która otwiera się, gdy tylko obrońca zdecyduje się na odpuszczenie na moment najlepszego zawodnika Bucks. Bo nawet jeżeli przeciwnikowi uda się pozornie wrócić do swojej wyjściowej pozycji, to ten często niezauważalny moment spóźnienia może okazać się decydujący:

Tutaj Bucks zagrali jakiegoś prostego pick and rolla i Wesley Johnson — pilnujący Giannisa znajdującego się na linii za 3 — ustawił się do standardowej pomocy przy ewentualnym wjeździe kozłującego. Do Greka poszło podanie i choć wydawało się, że pozycja Johnsona jest niezła — potencjalnie mógłby wyjść do pomocy, ale też miał swojego dedykowanego zawodnika przed sobą — to Giannis wykorzystał, że pojawiło się dla niego nieco więcej miejsca i pod pozorem rzutu za 3 nabrał swojego naiwniaka na pompkę i przedostał się do kosza. Potem było już za późno, mimo pomocy Austina Riversa — Giannis miał pierwszego rywala już dawno za plecami i długim susem poradził sobie z kolejnym.

9. Przyczajony Dejounte Murray

Zgadnij, który z rozgrywających % zebrał najwięcej nietrafionych rzutów swojej drużyny. Niemal oczywisty typ to Russell Westbrook i rzeczywiście, na 10 rozegranych sezonów NBA lider Thunder w sześciu prowadził w tej kategorii. Nie tym razem. Westbrook wprawdzie wciąż znalazł się pod tym względem w absolutnej czołówce, to do pierwszego Dejounte Murraya mu sporo zabrakło. Rozgrywający Spurs zebrał na ofensywnej tablicy imponujące 6,5% nietrafionych rzutów kolegów (4,9% Westbrook). Dla porównania tylko w swoich debiutanckich rozgrywkach Westbrook miał lepszy wskaźnik pod tym względem niż Murray w obecnym sezonie — 6,9%. Co jest przyczyną?

Murray jest długi — 208 cm wingspan — i przede wszystkim nie umie rzucać. Gregg Popovich musiał więc znaleźć sposób, by wadę Murraya przemienić może nie w zaletę, ale w nie aż tak wielką lukę, dlatego też point-guard Spurs często jest ustawiany blisko linii końcowej skąd ma dobrą pozycję startową do walki na tablicach przeciwnika.

Jednak co może być nawet ważniejsze, takie czajenie się w okolicy linii końcowej, lub między linią końcową, a linią za 3 to przyzwoita okazja do punktów po ścięciach, które są także kanapką z dżemem Murraya. Ten jest mądrym ścinającym i dokładnie wie kiedy ma wykonać ruch. Regularnie będą to sytuacje, w których do LaMarcusa Aldridge’a siłującego się w post wyjdzie podwojenie:

Tutaj Murray zaraz po tym jak oddał piłkę ze szczytu pomknął tuż pod kosz. Tak wąskie ustawienie rozgrywającego Spurs powoduje, że rywal może szybko podwoić zawodnika w post (Easter Egg: LaMarcus wybiegł po wedge screenie Patty’ego Millsa), przez co Murray musi szybko reagować i subtelnym ruchem urwać się przeciwnikowi. Gdy rywal wykona odpowiednią rotację do Murraya po podwojeniu LaMarucsa, ten jest w stanie posłać przytomne podanie do następnego wolnego zawodnika:

I choć warunki mogą wyglądać na niesprzyjające — brak rzutu i podejrzany spacing sprawia, że ofensywa Spurs jest z Murrayem o 5,1 punktu na 100 posiadań gorsza niż bez — to przynajmniej do pewnego stopnia Popovichowi udało się przypudrować świnkę.

10. Dwa efektywne pick and rolle Rockets

Elitarny kozłujący, trzech strzelców wokół i atletyczny center biegający od kosza do kosza przez 48 minut na parkiecie w skrócie złożyło się na najlepszą ofensywę w NBA. Bez zaskoczenia Rockets oddali % najwięcej trójek i wolnych w lidze, a także znaleźli się na 10. pozycji w % rzutów spod kosza. Styl skuteczny, choć momentami nieco nudny oparty w dużej mierze na pick and rollach na szczycie, w których przeplata się drive&kick, czy szukanie odpowiedniej zmiany krycia do wycofania akcji ku izolacji.

Ale nawet w najprostszej grze można było dostrzec dlaczego koszykówka Rockets okazała się tak efektywna. Dwa przykłady. Pierwszy to zagrywka „21 Nash” — set, w którym zawodnik wychodzący po zasłonie wybiega na szczycie na swoją kozłującą rękę:

Pojawia się zasłona między np. Chrisem Paulem, a James Hardenem, po której jeden popuje na dystans, a drugi wybiega na szczyt po hand-offie z centrem, zyskując w ten sposób sporo przestrzeni i przechodząc często od razu do sytuacji 2v1. Po przekazaniu piłki do atakującego zawodnika szybko można wytworzyć mnóstwo separacji dla kozłującego i postawić obrońcę przez trudnym wyborem, tak niebezpiecznym dla defensywy. Co więcej gracz pilnujący zawodnika wykonującego pop nie za bardzo ma możliwość wyjścia do pomocy do kozłującego.

Drugi set to zasłona dla zawodnika stawiającego zasłonę:

Tutaj Clint Capela zagrał zwykłego pick and rolla na szczycie z Hardenem i czający się z tyłu Eric Gordon postawił zasłonę na Aldridge’u, który docelowo pilnował Capelę. Wysoki Rockets ściął do kosza, a Gordon wybiegł na dystans. Spurs w tym przypadku odpowiedzieli zmianami krycia, dzięki czemu zapobiegli natychmiastowej wolnej pozycji, dla któregoś z zawodników uczestniczących w akcji. Jednak i tak była to korzystna sytuacja dla Rockets, po której Gordon zdobył punkty z wolniejszym graczem, który przejął jego krycie. Zależnie od rozwoju akcji kozłujący może bezpośrednio zaatakować kosz, rzucić lob do centra, podać na dystans, czy do któregoś ze strzelców.

Zwyczajne i proste akcje, po których Rockets generują mnóstwo punktów i co najważniejsze stawiają obronę przez szeregiem błyskawicznych decyzji.

11. Jayson Tatum na piłce

Jayson Tatum już w Duke pokazywał ogromne możliwości przy przedostawaniu się do kosza i choć miał momentami kłopoty przy wykańczaniu akcji z długimi obrońcami, to widać było potencjał. Nie spodziewałem się jednak, że ten będzie aż tak dobry — inaczej: widziałem to depnięcie w pierwszym kroku, ale nie sądziłem, że to nastąpi tak szybko (zabawna statystyka: Tatum w 10 meczach oddawał przynajmniej 15 rzutów, Celtics 9 z tych spotkań wygrali, jedno przegrali jednym punktem po dwóch dogrywkach z Wizards). Split w pick and rollu to nie są rzeczy, które na co dzień oglądasz u debiutantów:

Obrońca próbował zepchnąć Tatuma na jego słabszą rękę i hej! udało się, lecz spójrz jak ten jednym szybkim kozłem między dwoma zawodnikami w zasadzie przeszedł ich obu. I to uczynił właśnie tą pozornie słabszą ręką. Tatum potem jeszcze zmienił kierunek i wsadem włożył całą akcję do gabloty. U 20-letniego skrzydłowego widać niezwykłą ekonomię ruchów — pojedynczy kozioł często wystarcza do przedostania się do kosza. Spójrz na kolejnym przykładzie jak zawodnik Celtics poszedł na prawą rękę, ale od zasłony, zastawił piłkę, wjechał do kosza i skończył trudny rzut od tablicy mając na sobie dedykowanego obrońcę plus Rudy’ego Goberta, który ze względu na obecność Ala Horforda nie mógł do końca podwoić Tatuma:

Wiele pozytywnego dla rozwoju młodego zawodnika zrobiło trafienie do właściwej organizacji i pod świetnego trenera, lecz w tym wszystkim nie można zapominać jak dobrym graczem jest już Tatuma — wszystko przychodzi mu tak gładko.

12. Zasłona między Lillardem, a McCollumem

Czyli inaczej jak błyskawicznie wykorzystać w akcji trzech — bo pojawi się jeszcze Jusuf Nurkić — najważniejszych graczy drużyny:

Sprawdźmy co dokładnie się wydarzyło:

1. Lillard oddaje piłkę do bośniackiego niedźwiedzia i błyskawicznie zbiega w stronę zasłony stawianej przez McColluma — obaj zawodnicy rozbiegają się na dystans.

2. Corey Brewer pilnujący Lillarda zmienił krycie na zasłonie, ale przez kiepską komunikację mogło dojść do niej za późno — Westbrook zdecydował się pozostać nisko i nie uganiać się za McCollumem, co Brewer zauważył jak już ominął pick.

3. McCollum wychodzi po piłkę do Nurkicia i ten przekazuje mu ją po koszyczku — Brewer, przez wcześniejsze niedopowiedzenie, jest spóźniony na zasłonie i nie dość, że nie jest w stanie kontestować ostatecznie celnego rzutu rywala, to jeszcze go fauluje.

13. Hand-off z pinch post Timberwolves

Wolves zakończyli sezon na 4. miejscu w efektywności ofensywnej i spoglądając tylko na suchą liczbę można dojść do wniosku, że co jak co, ale o atak Wilczków nie powinniśmy się martwić. Niemniej oglądając kolejne mecze drużyny z Minneapolis nie jestem o tym do końca przekonany — ofensywa bazuje w dużej mierze na talencie, pojawia się niewiele ruchu (ostatnia pozycja w akcjach po zasłonach) i często ten jest negowany, przez niewielkie chęci lub zamiar w nim.

W sensie gracz x — dajmy na to Andrew Wiggins — zaczyna biegać po zasłonie, ewentualnie zasłonach, ale mam wrażenie robi to często w zwolnionym tempie, przez co nawet ten minimalny wysiłek jest szybko negowany. Znajduje się w docelowym miejscu na parkiecie, lecz podanie do niego nie idzie, gdyż ten ruch nie doprowadził do zamierzonej przewagi i posiadanie powraca do szukania punktów w szablonowych schematach, opartych przede wszystkim na wspomnianym talencie. Miałem tę myśl już na początku roku, ale nigdy o niej nie napisałem — dopiero teraz przeglądając jakieś akcje Wigginsa pod tym kątem ze stycznia.

Ale! Przejdźmy do tytułowej zagrywki, która ostatecznie wyparła schemat, w którym Wiggins lub Karl-Anthony Towns przedostają się po różnorakich zasłonach do post. Jest to prosta akcja bazująca na szybkości rozgrywającego i korzystnym rozmieszczeniu pozostałych zawodników. Trójka zawodników bez piłki rozciąga grę — dwójka w rogach i jeden wysoko — i po tym jak piłka trafi do gracza na bloku, rozpędzony rozgrywający gra zwykły hand-off właśnie z tym zawodnikiem i przedostaje się do kosza:

Więc: Towns oddał piłkę do Wigginsa, po czym zbiegł do rogu. Wiggins podał do ustawionego w post Taja Gibsona, a ten przekazał piłkę do wbiegającego Tyusa Jonesa. Gibson nie musiał stawiać nawet stawiać zasłony, wyszła szybkość Jonesa i hand-off w odpowiednim miejscu na parkiecie — rozgrywającemu wystarczył jeden kozioł, by skończyć z powodzeniem swój wjazd. Dodatkowo jasne zadania poszczególnych graczy sprawiają, że przy odpowiedniej realizacji niewiele rzeczy może pójść nie tak.

14. Podwójna zasłona dla kozłującego i strzelca Wizards

Choć możesz mieć różne zdanie o pracy poczciwego Generała Brooksa i stosowanych przez niego schematach w tym przypadku w ofensywie, to trzeba oddać, że ten wprowadził szereg ciekawych zagrywek pod umiejętności strzeleckie Bradleya Beala czy Otto Portera. W ostatnim sezonie pracy Randy’ego Wittmana akcje po zasłonach stanowiły 5,4% wszystkich akcji w ataku Wizards, natomiast już po przyjściu Generała kolejno 8 i 7,9%. Mając na uwadze zalety poszczególnych zawodników drużyny z Waszyngtonu, to właściwy kierunek, lecz wydaje się, że takich sytuacji mogłoby przytrafiać się jeszcze więcej. Niemniej Generał prócz standardowych schematów stosowanych przez innych trenerów zastosował kilka zaskakująco kreatywnych rozwiązań. Oto jedno z nich, z nietypowym wykorzystaniem podwójnej zasłony — pierw dla kozłującego i chwilę potem dla obiegającego strzelca:

Prześledźmy co się wydarzyło. Na szczycie ustawiło się trzech zawodników: Marcin Gortat, Kelly Oubre Jr. i Bradley Beal — dwóch pierwszych miało stanowić zasłony dla Johna Walla z piłką i ustawionego w szeregu Beala. Wall przebiegł po kolejnych zasłonach wzdłuż parkietu, a Beala obiegł podwójną zasłonę w przeciwnym kierunku do ruchu Walla i przedostał się do kosza. Rozgrywający Wizards miał idealny przegląd sytuacji i posłał loba do ścinającego niech będzie kolegi. Świetny sposób, by zaskoczyć nie do końca zorganizowaną obronę rywala w semi-transition.

Dodatkowo poprzez wysokie ustawienie centra otwiera się przestrzeń pod koszem, natomiast dzięki rozmieszczeniu poszczególnych graczy na stosunkowo niewielkiej przestrzeni łatwo o błąd przy zmianach krycia w szeregach rywala. Tych po prostu może okazać się za dużo dla nienajlepiej komunikującej się defensywy. Wróć sprawdzić kto krył przede wszystkim Beala — zaczął Ish Smith, ale po zasłonie ten przejął krycie Walla. Avery Bradley pilnujący dotychczas Walla nieco za późno zareagował na switch i Beal już mu się urwał, a zasłony stanowiły znaczną przewagę na korzyść atakującego. Być może, gdyby Tobias Harris przejął krycie Beala, udałoby się obronie przynajmniej kontestować próbę przeciwka, lecz Harris pozostał przy „swoim” zawodniku.

Bez znajomości założeń trudno oceniać kto tutaj popełnił pomyłkę, jednak to nie ma znaczenia, bo nietrudno dostrzec, że defensywa nie była na tej samej stronie. I to mam wrażenie jest celem tej akcji — by rywal w krótkim odstępie stanął przed jak największą liczbą dylematów.

15. Uwolnienie Joe Inglesa na wprost kosza

Przyjazny sposób na uproszczenie gry Joe Inglesowi, związany z coraz większą rolą na piłce Australijczyka. W drugim kolejnym sezonie wzrosła średnia liczba posiadań na koźle w pick and rollu dla skrzydłowego Jazz — z kolejno 0,7 na 1,7 i 2,7 w obecnych rozgrywkach. Ten skok nie odbił się jakoś drastycznie na skuteczności — spadek ledwie o 0,02 punktu na posiadanie — choć to wciąż w gruncie rzeczy nowy grunt dla Inglesa, co wskazywałoby przeciętne 0,74 punktu na posiadanie na koźle. Wprawdzie Ingles pokazuje przebłyski przy bardziej statycznym ustawieniu, to na pewno łatwiej będzie mu stworzyć bardziej naturalną separację od obrońcy z pomocą trenera i schematu. W tym przypadku Jazz czyszczą stronę dla wybiegającego z rogu Inglesa po zasłonie centra, dzięki czemu pojawia się okazja do zagrania pick and rolla na szczycie:

Rozgrywający Jazz zbiegł po zasłonie centra do przeciwnego rogu, tak by przy rozmieszczeniu zawodnika z piłką i trzeciego gracza nie uczestniczącego w akcji powstał kłopot dla rywala z wysłaniem ewentualnej pomocy. Przeciwnik wciąż może to uczynić, ale wtedy ktoś jak dobrze wiemy pozostałby wolny. Tutaj Jingle Joe po wyjściu po zasłonie miał nadal naprzeciwko siebie obrońcę, z którym poradził sobie bez większych kłopotów w 1v1 i trafił floatera (24/70 z pomalowanego — 34%). Myk jednak polega na tym, by defensor zgubił się przy uwolnieniu się po zasłonie Inglesa, co stworzyłoby szansę 2v1 na korzyść drużyny atakującej. W ten sposób wysoki rywala staje przed dylematem — wyjść do kozłującego, czy zostać przy swoim i pozostawić wolną drogę do kosza:

Dobra zasłona lub nieuważność obrońcy pozwala na wykreowanie dodatkowej przestrzeni — tak ważnej dla wciąż szlifującego grę na koźle zawodnika. Przy niewielkim wysiłku można stworzyć szybką przewagę w korzystnym miejscu na parkiecie, a w najgorszym przypadku całość sprowadzi się do dwójkowej akcji. Co wcale nie musi być złe.

16. Kreacja Mylesa Turnera

Center Indiany Pacers ma cudowny rzut — jest jednym z zapewne niewielu przypadków, gdy % trafionych rzutów z półdystansu (47%) zaniżają próby z pomalowanego (41%), a nie z dalekiego mid-range (49%) i świetnie współgra jako rozciągający grę partner Victora Oladipo w pick and rollach. Takich okazji przy częstszych podwojeniach najlepszego gracza Pacers pojawi się dla Turnera zapewne więcej. Mniej tych, po których 22-letni wysoki będzie musiał sobie coś wykreować. O tym chciałem pokrótce przez cały sezon napisać, ale potrzebna była nieco szersza próbka.

Spodziewałem się, że wraz z odejściem Paula George’a wzrośnie rola w ataku Turnera, ale nie do końca tak się stało. Ten oddawał średnio 9,8 rzutu na mecz, przy 10,7 próbach w sezonie 16/17. Wprawdzie % delikatnie więcej rzutów było nieasystowanych — wzrost z 17 do 22% — to wciąż Turner nie był specjalnie wykorzystywany w pojedynkach 1v1. I nie jestem jednoznacznie pewien, czy to właściwe posunięcie. Skuteczność wskazywałaby, że nie:

Pull-upy — 27/53 (50,9%)

Rzuty po jednym koźle — 41/77 (53,2%)

Rzuty po dwóch kozłach i więcej — 28/54 (51,8%)

Izolacje — 9/16 (56,3%)

Post-up — 34/71 (47,9%)

Wygląda dobrze, prawda? Zastanawiam się jednak, czy przyczyną, dla której prezentuje się to tak obiecująco nie jest to, że właśnie — jest to tylko obiecujące. Żaden z wymienionych rzutów nie stanowi więcej niż 15% ofensywy Turnera, z czego niektóre z nich się wzajemnie pokrywają. Bo oglądając w ataku centra Pacers mam wrażenie, że te liczby kłamią i mógłbym tutaj wstawić air-balla Turnera po zmianie krycia z niższym zawodnikiem, czy jak Al Horford wybija mu piłkę w izolacji, ale coś co mnie bardziej niepokoi, to często sytuacje, w których piłka wprawdzie znajduje drogę do kosza…

… ale nie wygląda to pewnie, jak coś czemu można ufać. Kłopotem może być podejrzana umiejętność odseparowania się od obrońcy, rzut z dosyć niskiego pułapu i — tutaj nie wiem, czy jedno z drugim można połączyć — chyba najwyższa trajektoria rzutu w NBA. Nie ma niczego złego w tym, że Turner nie robi znaczących postępów na koźle — wciąż wykonuje wiele pożytecznych rzeczy (poprawił podanie, o dziwo także po więcej niż jednym koźle) i jest zwyczajnie dobry w tym kim jest. Niemniej chciałbym, żeby stał się kimś więcej i na drodze stoi m.in. większa umiejętności kreacji rzutu dla siebie.

Dziękuję za przeczytanie.

Blog Don't Lie

Jeżeli tu jesteś musisz naprawdę lubić NBA. Nowe miejsce starego bloga: http://blogdonotlie.blogspot.com/

Łukasz Woźny

Written by

NBA junkie. Lubię Milwaukee Bucks, Houston Rockets, Giannisa Antetokounmpo i Miasteczko Twin Peaks.

Blog Don't Lie

Jeżeli tu jesteś musisz naprawdę lubić NBA. Nowe miejsce starego bloga: http://blogdonotlie.blogspot.com/

More From Medium

Also tagged NBA Playoffs

Also tagged Houston Rockets

Also tagged Houston Rockets

The Houston Rockets Did Not Fail

Welcome to a place where words matter. On Medium, smart voices and original ideas take center stage - with no ads in sight. Watch
Follow all the topics you care about, and we’ll deliver the best stories for you to your homepage and inbox. Explore
Get unlimited access to the best stories on Medium — and support writers while you’re at it. Just $5/month. Upgrade