Lonzo Ball: Sztuka podania

Jednym z moich ulubionych game-winnerów w historii NBA jest rzut zza połowy Mahmouda Abdul-Raufa (jeszcze wtedy Chris Jackson) przeciwko Clippers w 1992 roku. Był doskonały nie tyle ze względu na trudność próby, ale całą otoczkę — wszystko jakby perfekcyjnie się zgrało. Drużyna Denver Nuggets świętująca zwycięstwo listopadowego meczu jakby „wygrała właśnie mistrzostwo”, komentator krzyczący „Jackson… one second… for the game!” dopełnione długim „Yes!” i za chwilę poparte chichotem niedowierzania przez współkomentatora. Ten dokładny dźwięk wydany przez eksperta fantastycznie wyrażał brak słów i podkreślał niedorzeczność minionego wydarzenia.

Oglądając co jakiś czas ten rzut, łapię się na tym, że bardziej cieszy mnie ponowne usłyszenie reakcji współkomentatora niż sam game-winner. Uświadamiam sobie, że dokładnie w ten sam sposób czuję się co jakiś czas podczas codziennego śledzenia NBA, kiedy konkretny zawodnik zaskakuje jakimś niespodziewanym jak na siebie ruchem (mój faworyt z sezonu 16/17 to Terrence Jones przeciwko Nets robiący zmyłkę przy wjeździe do kosza ala Rajon Rondo) lub zagraniem, którego można się było po nim spodziewać, ale było tak niedorzeczne, że możesz tylko śmiać się do monitora (np. Kyrie Irving).

Do pewnego stopnia czułem się podobnie, gdy zacząłem więcej przyglądać się podaniom Lonzo Balla. Rozgrywający Los Angeles Lakers może mieć kilka czerwonych flag przy swoim nazwisku, ale koszykarskie IQ, szybkość podejmowanych decyzji, dokładność absurdalnie trudnych zagrań i wizja gry sprawiają wrażenie, że mamy do czynienia z grającym trenerem.

30,2% posiadań w ataku i 34% asyst Balla miało miejsce w transition (via draftexpress). 19-latek jest wyjątkowo altruistycznym podającym, w kontrach stara się by piłka przede wszystkim pozostawała cały czas w ruchu. Niekoniecznie nawet musi być podstawowym wyprowadzającym piłkę, ale może funkcjonować również jako ten, który będzie miał za zadanie tylko napędzić akcję jednym podaniem.

Doskonale więc sprawdziłby się z drugim szybkim graczem, partnerem do kontr. Stąd trochę może smucić wysłanie D’Angelo Russella na Brooklyn, który myślę, że sprawdziłby się całkiem nieźle obok najstarszego z braci Ball. Niemniej, takim partnerem może być Julius Randle, którego prawdopodobnie cenię wyżej w roli ciu-ciu pociągu niż większość fanów Lakers — wysoki LAL ma niezły, miękki kozioł i obiecujące podanie.

A Ball, który potrafi doskonale się ustawić i wybrać odpowiednie miejsce na parkiecie lubi oddawać z tych spotów szybkie podania zwrotne i szukać — dla niektórych — ryzykownych rozwiązań, gdy pierwszy pass nie przyniesie wolnej pozycji. Co mam na myśli? Spójrz na poniższą kontrę, którą wyprowadził Aaron Holiday, ale to Lonzo był w zasadzie rozgrywającym tej akcji, mimo że miał krócej piłkę w rękach.

Pierwsze błyskawiczne podanie zwrotne nie przyniosło skutku, więc Ball na koźle minął rywala i jednoręcznym podaniem przeniósł ciężar akcji na słabszą stronę. Wybrał znacznie trudniejsze rozwiązanie — mógł oddać piłkę jeszcze raz na szczyt do wolnego Holidaya — ale te okazało się słuszne.

Ball jest oburęczny, więc to także poniekąd wprowadza element zaskoczenia w szeregach przeciwnika, który często nie ma nawet jak zareagować na innowacyjność podającego. W kontrach z udziałem Balla niekoniecznie nawet chodzi o rytm samych akcji, ale o zmianę tempa, wynikającą z jednego podania, które umożliwi wyprowadzenie dogodnej pozycji w transition. Zwróć poniżej uwagę jak 19-latek prawą ręką posyła poprzeczne podanie na czystą trójkę, dodatkowo cały czas biegnąc z podniesioną głową — wie, że zaraz dostanie piłkę i dokładnie wie, gdzie za moment będzie miał ją posłać.

Wszystko odbywa się w biegu, na sprincie. I ta kontra miała swoje tempo, ale te jedno zagranie całkowicie zmyliło wracającą piątkę rywala. Poniżej bardzo podobna sytuacja, tylko teraz następuje kozioł — myk — podanie na przeciwną stronę, które wyszło nie prawą, a lewą ręką. I ponownie, jest szybko, ale jedno podanie nadaje akcji jeszcze szybszy bieg — w zasadzie niweczy powrót rywala.

W tych zagraniach wychodzi niesamowita precyzja i zagrożenie, które Lonzo niesie ze sobą jako drugorzędny passer. Decyzje są podejmowane jeszcze zanim rozgrywający Lakers otrzyma piłkę — zerknij jak sygnalizuje ręką, by dograć do niego piłkę i kiedy już się tak dzieje błyskawicznie odnajduje wbiegającego w wolną przestrzeń kolegę.

Jest ruch, flow, piłka chodzi i więcej zawodników jest zaangażowanych w samą kontrę. Niełatwo będzie odpowiedzieć na Balla jako takiego wolnego elektrona ze względu na niewielki czas reakcji powracającej obrony. W zasadzie jeżeli będziesz poprawnie wybiegał do kontry — szukał driving-lanes lub open-3 — możesz być pewny, że Lonzo prędzej czy później ciebie odnajdzie, oczywiście jeżeli będzie to najkorzystniejsze rozwiązanie. Lonzo doskonale sprawdza się również jako główny kozłujący. Ma dobry kozioł w biegu (choć niespecjalnie wydaje się lubić kontakt), podejmuje decyzje na bieżąco, w sprincie i przez to, że drybluje oburęcznie, często zmienia kierunek, pozostawia obronę nieco w rozkroku — trudno zgadnąć, gdzie i czy pójdzie podanie, bo przecież pojawia się jeszcze zagrożenie bezpośrednim ścięciem do obręczy. Splasz.

Lonzo sprawia wrażenie jakby samo wprawianie piłki w ruch było całkowicie naturalne, przez co trudno zgadnąć jak dana akcja się potoczy. Gdy większość kończyłaby już akcję po pierwszym podaniu, rozgrywający Lakers stara się wycisnąć jeszcze więcej, jeżeli wie, że jest szansa, że doprowadzi to do lepszej pozycji. Czasami taka wymienność piłki może przypominać grę w ping-ponga, ale prowadzi to do zagubienia obrońcy i pozostawienia go w sytuacji bez wyjścia. Na poniższym przykładzie wydawało się, że sytuacja zakończy się finiszem pod koszem Balla, lecz ten mimochodem wyprowadził ekstra-passem na wolną trójkę Bryce’a Alforda. Ponownie splasz.

Te sytuacje zaraz po zbiórce w obronie będą tymi, w których Lonzo będzie czuł się najlepiej. Jak na point-guarda ma świetny wzrost — choć przez to w kreacji rzutu/ na koźle nie ma takiego shake’u i płynność/ koordynacji — dzięki któremu może być także bonusem na tablicach i ustawieniem/ przewagą fizyczną potrafi zgarnąć piłkę, by potem wyprowadzić samemu kontrę czy posłać outlet pass charakterystyczny dla Kevina Love’a lub skrzydłowego z NFL.

Widać w tych akcjach IQ i czytanie defensywy na bieżąco, i choć czasem może wydawać się, że piłka aż za bardzo wchodzi w ruch, że poszczególne wybory są aż za bardzo przekombinowane, to 3,11 AST/ TO ratio (w przeliczeniu na 40 min) wskazuje, że wybory, które podejmuje Ball są w większości trafne (dla porównania: De’Aaron Fox 1,88 AST/TO ratio; Markelle Futlz 1,83; Dennis Smith Jr. 1,82).

W ataku pozycyjnym Ball szuka podobnych rozwiązań jak w kontrach — stara się wprawiać piłkę w ruch i napędzać kolejne akcje mocnymi podaniami z gracją i wyczuciem momentu. Często są to proste rozwiązania, ale tak precyzyjne i skuteczne, że momentami wydaje się jakby Lonzo grał na parkiecie w inną grę — zwyczajnie musi być jakaś przyczyna, dla której UCLA miało najlepszą ofensywę w NCAA i Lonzo był tą przyczyną. Cały czas wychodzi szukanie jak najlepszych pozycji, przenoszenie ciężaru akcji z jednej strony na drugą. W poniższej sytuacji pierw 19-latek posłał szybkie podanie do Alfroda (obrońca wyszedł do pomocy), któremu nie udało się wypracować dobrej pozycji i nastąpił powrót do punktu wyjścia — puf — rozrzut ze szczytu na drugą stronę i pojawiła się czysta trójka Holidaya.

Można powiedzieć, że gdy Lonzo dotyka piłki, akcja płynie i kończy w lepszym miejscu, coś się dzieje. Małe rzeczy, luz, jump-passy…

… i czytanie rywala na bieżąco — posyłanie trudnych pocisków w niewielkie luki.

Poszczególne defensywy z NCAA nie potrafiły się dostosować do kreatywności Balla i na bieżąco odpowiadać — gdy chodziło o rzuty za 3 (błąd w komunikacji, dwóch obrońców chciało doskoczyć do Balla na szczycie, ale przez to strzelec w rogu pozostał wolny)…

… czy przy karmieniu wysokiego.

Na ostatnim przykładzie Lonzo funkcjonował jako ścinający — swoją drogą UCLA miało podobną akcję na alley-up dunk dla wbiegającego Balla jak Utah Jazz dla Gordona Haywarda — i w zasadzie defensywa Michigan ledwo co podwoiła rozgrywającego, by zaraz znaleźć się z kolejnym problemem — niepilnowanym pod koszem Ike Anigbogu. Do czego zmierzam — nie ma czasu na reakcję, wychodzi IQ, bo gdy jeden by szukał wykończenia, to Lonzo szuka jeszcze zagrania. I ma ku temu potrzebne umiejętności.

Oczywiście, Ball do pewnego stopnia korzystał z szybkiego systemu skupiającego się na kontrach i szybkiej grze, a także dopasowanych do siebie graczy jak np. Alford, który trafiał 43% za 3 przy niemal 8 próbach na mecz, lecz 19-latek umożliwiał te współdziałanie. To był dobrze funkcjonujący, wzajemnie napędzający się mechanizm, który wychodził w takich akcjach jak poniższy prosty pin-down — Alford wybiegł po zasłonie na pozycję i dostał mocne podanie w punkt, co dla takiego strzelca było jak światło dla ćmy.

Dlatego też trochę żałuję, że Lakers tak łatwo pozbyli się D’Angelo Russella, który mógłby lepiej korzystać z takich podań niż Jordan Clarkson — widziałbym w takiej parze większy upside (DAR ma niedocenione warunki fizyczne — pokazał kilka razy w tym sezonie, że może karcić innych rozgrywający w post).

Zahaczmy jeszcze o pick and rolle, które stanowiły zaledwie 10,2% posiadań w ataku dla Ball — wynik dosyć niepokojący mając na uwadze kierunek, w którym zmierza liga. Niemniej, Lonzo pokazał, że potrafi minąć rywala w tłoku, choć przez brak rzutu w mid-range (tylko 12 jumperów za 2) może mieć kłopot z odseparowaniem od obrońcy? wrzuceniem rywala do klatki? wypracowaniem pozycji? Coś w tym guście. Skupmy się jednak na podaniach: w sytuacjach 1v2, gdy defensor nie zdąży na zasłonie, a wysoki trafi do „no-mans-land” i nie będzie wiedział czy zostać, czy wyjść Ball szybko reaguje i potrafi posłać precyzyjnego loba do wysokiego.

Nie było to łatwe podanie do wykończenia, ale Anigbogu udało się je złapać — tylko spójrz, że wysoki Waszyngtonu nie wiedział w zasadzie jak się ustawić. To samo wychodzi poniżej, przez co Ball znowu ma przestrzeń, by w porę oddać piłkę i znowu natrafia się okazja na łatwe punkty.

Większy kłopot pojawia się, gdy obrońca nie da się ograć na zasłonie 1v1 czy w pick and rollu i zostanie bliżej Balla, a ten nie będzie miał tego shake’u, by go zgubić. Ten kozioł w 1v1 nie jest tak płynny i z wypracowaniem pozycji, powtarzalnością może być momentami trudno. Ale. Wracając do lobów, gdy defensor siądzie bliżej, a wysoki rywala umiejętnie doskoczy i również nie zostawi wolnej przestrzeni u Balla wychodziły pewne problemy z precyzją przy kontakcie.

Pytanie, czy same warunki fizyczne pozwolą mu, aby chociaż trochę zniwelować tę kwadratowość ruchów. Za często to były podstawowe manewry, proste do odczytania cross-overy z jednej strony na drugą. Jakby gdzieś brakowało rytmu, komfortu, a kozioł był wyższy, silniejszy i łatwiejszy do odebrania.

Ostatnia rzecz to trapy/ obrona hedge, z którą Balla radził sobie całkiem nieźle. W NBA spotka się z agresywniejszymi schematami, ale po części myślę sobie, że pułapki to może nie być najtrafniejszy wybór ze względu na błyskawiczne podanie, którym będzie mógł z nich wychodzić (o ile się nie zakozłuje). Tutaj przeciwległym zagraniem wyprowadził popującego gałgana na czystą pozycję z mid-range.

Nie chcę przewidywać przyszłości Balla na najbliższe 10 lat, lecz jestem bardzo ciekaw jak jego gra przełoży się na NBA. Podobało mi się to co u niego widziałem pod względem estetycznym — samo prowadzenie gry stało poziom wyżej nad resztą point-guardów z tej klasy draftu. Był nad resztą. Tutaj nie trzeba się martwić. Może naprawdę być wielki. Ten świat nie jest fikcją, wytłumacz im to, Lonzo. Tylko wszystko inne będzie musiało wypalić, albo przynajmniej nie przeszkadzać. Jednak jeżeli gdzieś trzeba będzie posłać podanie, możesz się spodziewać, że Lonzo to zrobi. Zawsze coś. Puf.