Jan Pucek

Przez ucho igielne (Sploty)

Wydawnictwo Książkowe Klimaty “ odkryłam” dopiero w zeszłym roku podczas Warszawskich Targów Książek. Nigdy nie zawiodłam się na ich propozycjach. Publikują współczesną prozę europejską, ale tę trochę mniej znaną: słowacką, macedońską, czeską, grecką, turecką. Z wielką odwagą stawiają na pisarzy, o których może nie mówi cały świat, ale którzy zaskakują oryginalnością, łamią stereotypy ,poruszają umysły i serca.

Taka jest właśnie książka Jana Pucka “Przez ucho igielne (Sploty),pięknie przetłumaczona przez Weronikę Gogolę. To zwykła?, niezwykła? historia dziadków autora: Jana i Bożenki. Opowieść pełna smutku, ale i radości napisana z wielką miłością i czułością. Ma moc ocalającą przed niepamięcią, bo przecież każde wspomnienia stają się coraz bledsze:

“ O wszystkim zapomniałem, nawet te okruchy, które zostały mi w głowie, powoli znikają, bąbelki spadają na powierzchnię i rozpryskują się. Śmiechowi towarzyszy smutek, ze wspomnień zostają jedynie rozproszone , oskubane kurczęta . I pusty kurnik. I pusta szopa.”

Śmierć dziadka to ten moment, w którym wnuk uświadamia sobie, że najpierw odchodzi człowiek, potem rzeczy z nim związane, jeszcze potem ludzie, którzy go znali, a na końcu zaciera się pamięć: “Pamiętam, że wszystkie rzeczy dziadka w jakimś bezsensownym porywie zniszczenia spłonęły za płotem, na skraju pola z kukurydzą. A to nie były tylko kapelusze. Wypełnione po brzegi kufry, całe sterty rzeczy, razem z aktówkami z tektury. Welurowe pantofle szyte na miarę. Marynarki z wełny i menczesteru. Beretki. Koszule. Kamizelki. Ciepłe wełniane spodnie i wełniane swetry. Kalesony. Chusteczki. Krawaty oraz muszka. Tak jakby po nim nie miał już przyjść na świat nikt inny. Pod pretekstem robienia porządków spalono rzeczy, a wraz z nimi wspomnienia.”

Losy Jana już od chwili jego narodzin, czy tego chciał, czy nie, splatały się z Wielką Historią. Gdy się rodził „…w sklepach płacono jeszcze monetami z profilem jaśnie wielmożnie nam panującego Franciszka Józefa.” Gdy jeszcze porządnie nie wymawiał „r”, wybuchła Wielka Wojna. Rodzinę Jana ominęła, ale upomniała się o młodych chłopców z miasteczka. Kiedy powstała Czechosłowacka Republika, Janek witał na świecie swoje rodzeństwo, zajadał się maminymi rożkami orzechowymi i kradł korony na kino. A kiedy komuniści w miasteczku organizowali marsze głodowe, Jan rozpoczął praktyki u majstra budowlanego Huberta Angeliniego, umacniał swą przyjaźń z Żydem Edo Pinkasem i zakochał się w Marii. Maria została jego żoną, a w dniu narodzin pierwszej córki młody ojciec posadził orzech królewski myśląc o tym, że: „Już stał się starym konarem, który płodzi dojrzałe orzechy, owoce wyrastają mu z kończyn. I znów jest o krok bliżej wyschnięcia , momentu, kiedy ręka drwala przyciągnie go do siebie i bezlitośnie amputuje, aby w ten sposób ustąpić miejsca kolejnym.” A potem przyszły straszne czasy, gdy z szaleńca zrobili króla o „ mordzie malowanej, szczoteczką pod nosem zdobionej”. Teraz losy Jana ciasno splotły się z Wielką Historią i losami wielu ludzi prześladowanych, którym pomagał podczas ucieczki z Protektoratu. W końcu schwytany, pięć lat spędził w nazistowskich obozach koncentracyjnych i radzieckim łagrze. Doświadczył niewyobrażalnego strachu, cierpienia fizycznego, męki głodu. Dany mu był powrót do kobiety, która stała się mu obca i dzieci, z których najmłodsze nazywało go wujkiem. Zaczynał życie od początku, wiedząc, że gdy traci się szpulkę w ręku wciąż pozostaje nić. Wykorzystał doświadczenie zdobyte w obozie, w którym nauczył się robić na drutach i założył małą manufakturę odzieżową. I znowu na scenie pojawiła się Wielka Historia, tym razem pod postacią kolejnego totalitaryzmu: socjalizmu. Ale tym razem przewrotnie był to ukłon Historii w stronę Jana: szalone wymogi nowego ustroju postawiły na jego drodze młodziutką krawcową Bożenkę.

Ta miłość właściwie nie powinna się udać: Jan był człowiekiem okaleczonym wojną, mężem, ojcem. Bożenka harda , zbuntowana, mogłaby być jego córką. A jednak dane im było wspólne życie. Razem przeżyli i upadek firmy, biedę, budowę nowego domu, wychowanie dzieci.

Prosta historia. Nie o wielkim uczuciu i namiętności, ale o uporze, o sztuce podnoszenia się i zaczynania od nowa, o mozolnym życiu, nadziei, uczeniu się bycia dla siebie , budowaniu domu i rodziny. Historia, w której wnuk odnalazł wzajemny szacunek, czułość , troskę o codzienne rytuały. Jan i Bożenka stworzyli miejsce, które scaliło ich rodzinę, i które zapamiętano dzięki zapachom, kolorom, dźwiękom, porom roku, zwykłym czynnościom, przedmiotom. Historia, jakich wiele. Ta jednak ocalona od niepamięci.

Gdy człowiek buduje dom,
wraz ze wznoszącymi się ścianami
rośnie strach, że umrze.
W najwyraźniejszym ze snów
Na wszystko znajdzie się miejsce.
Tu stanie stół, a na nim
Chleb i długi nóż.
Tu będzie spać dziecko,
Żona zapłacze w kąciku,
Kiedy przyjdzie choroba. A może
Nie tylko wtedy?
Tutaj się rozstaniemy. Ale na razie
Dzieci jeszcze są małe. Dokończyć
I zostać.

Štefan Strážay “Dom”

Ten wiersz stanowi motto do historii Jana i Bożeny.

Jan Pucek , Przez ucho igielne ( Sploty), wyd. Książkowe Klimaty 2017 s.