W Londynie Matta Stuarta
Jak co roku wróciłem do Londynu — do miasta niesamowitych fotograficznych możliwości. Miasta inspirującego, przesiąkniętego sztuką i ciekawymi ludźmi.

Uwielbiam to uczucie gdy ruszając spokojnym krokiem z Trafalgar Square po chwili przyspieszam znajdując się w tłumnym China Town, by minuty później dać się porwać rzece ludzi na Regent i Oxford Street.
Nigdy nie wiadomo na kogo trafimy, bo różnorodność i barwność londyńskich ulic jest fascynująca. Tak jak niespodziewanie wpadłem na Matta Stuarta.
Widząc go fotografującego wprost przede mną, będącego w swoim żywiole… To była krótka, ale intensywna lekcja fotografii, której długo nie zapomnę.
I jeśli choć cząstkę tego kolorytu Londynu uda mi się uchwycić w obiektywie, to mogę wracać z poczuciem dobrze spędzonego czasu.
A przynajmniej, że warto było „chcieć” by przemierzać piechotą te dziesiątki kilometrów.










