Inicjacja Dudusia
– Hmm… co jest… jest przed siódmą a ja nie jestem pierwszy–skrzywił się Woszczech
– Duduś! Jak się dostałeś na okres próbny?!
– Niee… niee… nie wiem–wydukał wystraszony Duduś
– No cóż… przynajmniej przez trzy tygodnie będziesz miał surwiwal
– A czemuż to… to… to?–Duduś wydawał się jeszcze bardziej przerażony
– A tak… po prostu… w tym pokoju to nasza pasja
– Pa… pa… paa… sja?
– Taa… tutaj dla sportu nie tylko lecą suche żarty ale i, jak to nazwaliśmy, pozytywny hejt
– He… he… hejt?–Duduś zrobił oczy jakby zobaczył Bukę
– Ano… po ośmiu miesiącach, o ile nie wylądujesz na psychoterapii, przyzwyczaisz się
– A… a… a Konwencja Genewska tego nie zabrania–Dudusiowi musiało tak walić mocno serce, że z jąkania przeszedł na sprint
– Nie będzie tak źle. Przyzwyczaj się, że czasem dostaniesz jakąś piłką w łeb–ciągnął Woszczech–pufy czasem też latają… a jak będziesz psuł testy to możesz dostać kablem od Tadka
Fuuuuuk!
– Aaaa… boli! boli! boli!–ja dopiero przyszedłem!–wydarł się Duduś
Duduś skrył się z przerażenia pod podnoszonym pneumatycznie biurkiem i za cholerę nie chciał wyjść.
– Tee… Dudek… nie bądź baba–pozytywnie zahejtował Franklin, który właśnie przyszedł i zademonstrował Dudusiowi prawo dżungli
Po pięciu minutach Duduś powoli wyczołgał się spod biurka, oglądając się czy w jego kierunku nie leci ciężki przedmiot, albo nie ma bata nad sobą.
– Ra… ra… ra… rany… co tu robi żółw!?–Duduś nie mógł uwierzyć co się dzieje w tej dziwnej firmie
– Dla ciebie… Pan Żółw Franklin… zostałem twoim mentorem, coachem, i przełożonym–wytrzeszczył swe bioniczne gały Franklin
– Przecież Michał mówił mi, że tu jest płaska struktura!
– Nie gadaj tylko leć mi zrobić latte… a jutro przynosisz ciastka czekoladowe na mące orkiszowej–ciągnął Franklin–przepis weźmiesz od Woszczecha
– Ja… ja… ja… to zgłoszę Panu Rzeplińskiemu!–odgrażał się Duduś
– Zapamiętaj gówniorzu, że w #101 nie obowiązuje demokracja tylko… siłokracja–niczym strażnik z Treblinki, surowym tonem, Franklin poinstruował młokosa, jakie reguły panują w #101–leć po kawę go mi gały się zamykają!
Tak oto Dudusiowi minęły pierwsze piętnaście minut w Domu wytwarzania oprogramowania. Franklin, z racji sędziwego wieku (każdemu opowiada inną bajkę, o tym ile wiosen liczy–raz jest to 123 wiosny, innym razem 128, a jeszcze innym, 256), wziął pod swoje skrzydła Dudusia. Mimo, że bywał gburowaty i szorstki, dało się słyszeć, jak motywował Dudusia, że jeszcze wyjdzie na ludzi.

Prawdopodobnie autor tych słów chciał użyć czegoś podobnego do: mam do ciebie pytanie.
Polska język, trudna język–jak na okrągło napierdzielasz po angielsku to nawet najgorliwszy grammar nazi spuści z tonu i będzie gadał jak programista.