Recenzja gry

Dzień, w którym przybywamy do Valadilene, wioski położonej w Alpach Francuskich sam w sobie jest posępny i deszczowy, jakby tego było mało atmosferę dobija przecinający nam drogę do hotelu kondukt pogrzebowy. Przepuszczając go, zdumieni zauważamy, że w pogrzebie nie uczestniczy żaden człowiek. Trumna unosi się na barkach identycznych, poruszających się miarowym krokiem humanoidalnych robotów! Robotem jest nawet mały chłopiec wystukujący na bębenku rytm pogrzebowego marszu.

Odrobinę zdezorientowani idziemy dalej, w końcu udaje nam się znaleźć hotel, przy którego drzwiach wita nas również robot. Cóż… wchodzimy do środka, tu dla odmiany udaje nam się spotkać żywych ludzi. Wdajemy się w pogawędkę z recepcjonistą. Z rozmowy dowiadujemy się kilku całkiem przydatnych faktów m. in. jak się nazywamy i w jakim celu przybyliśmy do tego dziwacznego miejsca. Bohaterka, którą gramy okazuje się być amerykańską prawniczką Kate Walker. Reprezentuje ona firmę prawniczą Marson & Larmont Associates z Nowego Jorku pośredniczącą w przejęciu tutejszej fabryki automatów Voralbergów przez wielką korporację Universal Toy Company. Sprawy się odrobinę komplikują gdy okazuje się, że pogrzeb który mijaliśmy na początku gry był pogrzebem ostatniej właścicielki firmy -Anny Voralberg. Potem sprawy komplikują się jeszcze bardziej (i ta tendencja do komplikacji już nas nie opuści w trakcie rozgrywki)gdy nasza ostatnia deska ratunku -przedstawiciel prawny Anny Voralberg odmawia podpisania dokumentów finalizujących sprzedaż fabryki informując nas, że tragicznie zmarły niegdyś brat Anny żyje — wbrew opinii panującej w wiosce. W takim wypadku jest on jedyną osobą, która może podpisać nasze papiery. Problem polega na tym, że od bardzo, bardzo dawna nie ma go w Valadilene i prawdopodobnie przebywa gdzieś na dalekiej północy. Naszym zadaniem pozostaje więc go odnaleźć.
Podążamy zatem śladami Hansa Voralberga. Na podstawie rozmów odbywanych ze spotykanymi ludźmi i automatami, odnajdywanych notatek, fragmentów pamiętników, nagrań, odtwarzamy historię życia rodzeństwa Voralbergów, poznajemy ich a nawet zaczynamy czuć z nimi pewną emocjonalną więź mimo, że nie dane nam było ich nigdy bezpośrednio spotkać. W trakcie gry poznajemy również na podstawie telefonów, które co jakiś czas dostaje od swojego męża, mamy, przyjaciółki, szefa naszą bohaterkę Kate. Obserwujemy jak zmienia się pod wpływem wydarzeń, w których bierze udział.

Syberia to przykład klasycznej przygodówki zrealizowanej w konwencji point & click. Pełni zachwytu przemierzamy kolejne magiczne lokacje wykreowane przez belgijskiego ilustratora Benoît Sokal’a znanego z serii komiksów Inspector Canardo. Postać naszej bohaterki a także postaci bohaterów spotykanych w trakcie rozgrywki są trójwymiarowe i zaskakująco sprawnie zanimowane jak na rok 2002. Każda sceneria, każdy najdrobniejszy zakamarek kolejnych lokacji oddaje unikatowy klimat gry — senny, niesamowity, balansujący na granicy realności. Już sam pobieżny opis kilku miejsc, które eksplorujemy pobudza wyobraźnię -mała mglista wioska pośród Alp, stary dworzec zamieszkały przez stada egzotycznych ptaków, niemal opuszczony uniwersytet z kadrą szalonych profesorów, luksusowy zabytkowy hotel nad morzem otoczony bezkresnym, śnieżnym pustkowiem. Atmosferę dopełnia też oprawa dźwiękowa- w tle na każdym etapie przebrzmiewa któryś z kilku melancholijnych utworów.

Łamigłówki, które musimy rozwiązywać przeważnie są dość proste i intuicyjne. Na niektóre trzeba jednak poświęcić więcej czasu, zdarza się przy czymś utknąć na dłużej.
Istnieje też kilka rzeczy, które mogą zostać odebrane przez niektórych graczy zwłaszcza tych niecierpliwych (do których się niestety zaliczam)za wady. Jedną z nich jest według mnie sposób prowadzenia dialogów. Spotykając kolejne postaci w rozgrywce mamy możliwość poruszenia jednego z kilku tematów pojawiających się w naszym notesie. Nie każdy temat jest istotny ale i tak trzeba przerabiać wszystkie ponieważ czasem rozmowa na jeden konkretny jest warunkiem dalszego rozwoju sytuacji, odblokowuje jakieś działanie. Każdemu dialogowi towarzyszy jego tekstowa wersja, którą można przyswoić o wiele szybciej odpuszczając sobie słuchanie każdej czytanej wypowiedzi do końca, jednak minus polega na tym, że przesuwając za pomocą klawisza escape kolejne fragmenty wypowiedzi czasem nasza bohaterka kończy rozmowę w ogóle z dana osobą i trzeba zaczynać interakcję od nowa aby wydobyć interesujące nas informacje.
Kolejną rzeczą, do której również można mieć pewne zastrzeżenia są powolne animacje Kate w takich momentach jak wejście po schodach (nawet jeśli jest to jeden stopień)czy na minidrabinki przy pociągu, to bardzo spowalnia naszą postać przemierzającą biegiem często dość spore przestrzenie.
Podsumowując, ewentualne minusy mają się właściwie nijak do zalet Syberii. Jest ona jedną z najlepszych przygodówek w jakie miałam przyjemność grać, nie mogę doczekać się gry w drugą jej część. Bardzo, bardzo polecam!