Shovel Knight — Recenzja

Shovel Knight 2014
Producent — Yacht Club Games
Platforma — Windows, OS X, Nintendo 3DS, Wii U, Linux, PlayStation 3, PlayStation 4, PlayStation Vita, Xbox One
Sklep — Steam za 14,99 €

Historia
Shovel Knight to side-scroller amerykańskiego dewelopera: Yacht Club Games. Celowo użyta 8-bitowa grafika jest tutaj wyrazem nostalgii za dawnymi grami na NESa. Produkcja zaczęła przygodę na Kickstarterze w Marcu 2013 a niebawem stała się uwielbianą przez wielu graczy. (Warto zaznaczyć, że gotowa gra nie zmieniła się praktycznie niczym od kickstarterowego demo). Jej przejście zajęło mi 11 godzin ale zdobyłem w tym czasie wszystkie możliwe przedmioty i upgrady. Po ukończeniu zostały również odblokowane kolejne wyzwania, zaś najnowsze zostało dodane w czerwcu 2016.

Fabuła
Wcielamy się w rolę tytułowego bohatera, rycerza dzierżącego szpadel. Musi on dotrzeć do Tower of Fate i uratować swoją ukochaną — Shield Knight. Po drodze odwiedzamy krainę ciemiężoną przez złą The Enchantress. Mimo utartej fabuły, historia jest budowana na tyle subtelnie, że łatwo w nią wsiąknąć a mi zdarzyło się nawet uronić łzę. Gra po kryjomu rozwija więcej wątków i potrafi zaskoczyć.

Mechanika i gameplay
Łopata oferuje nam ciekawe mechaniki od kombinacji skakania po kopanie w poszukiwaniu klejnotów czy torowanie sobie drogi. Pierwsza mapa bardzo zachęca do dalszej eksploracji świata. Występuje tu przyjemny, leśny krajobraz zbudowany z zieleni i kontrastującej z nią czerni. Można poczuć, że gra już na starcie wydaje nam się znajoma. Po śmierci tracimy klejnoty, które unoszą się w uskrzydlonych workach, które można następnie odzyskać. Same klejnoty można farmić przechodząc poprzednie platformy (na pierwszej można zebrać ich ponad 4000).

Pierwsza plansza gry

Z czasem coraz ciężej przejść kolejne etapy. Gra nie wybacza pomyłek i wymaga coraz lepszego refleksu. Mamy również dostęp do mapki całej krainy. Możemy na niej wybrać kolejne plansze lub miasta.

Miasta mimo platformowego uproszczenia — tętnią życiem od przechodniów z którymi można porozmawiać lub pohandlować. Właściwie cała gra jest zredukowana do dobrze dopracowanych rozwiązań. Możemy dokupić 5 zbroi oraz 5 szpadli dających nowe ale zbalansowane zdolności. Oprócz naszej standardowej broni, posiadamy również relikwie takie jak ogniste kule czy mój ulubiony miecz, pozwalający na przelatywanie krótkiego dystansu. Ten czasami nawet klaustrofobiczny umiar buduje klimat gry, który na zawsze zapadnie mi w pamięć. Dzięki temu chce się powracać do wcześniejszych etapów i odkrywać kolejne smaczki.

Szata graficzna
Powtarzanie plansz rekompensuje klimat i muzyka. Plansza „Flying Machine” była dla mnie tak piękna, że nie denerwowało mnie ciągłe spadanie czy nabijanie się na kolce. Muzyka jak i sentymentalne tło wydały mi się bardzo podobne do piosenki „Double-Action Wing Form” z japońskiego serialu Kamen Rider Den-o. Możliwe, że jestem zbyt podatny na wrażenia barwne ponieważ wodna mapa o zimnej kolorystyce najbardziej grała mi na nerwach… Mimo wszystko, 8-bitowa grafika została pomysłowo wykorzystana a postacie cechują się niepowtarzalnym dynamizmem.

Zarówno bohaterowie jak i przeciwnicy zostali zaprojektowani ciekawie ale z umiarem (widać, że twórcami nie są Japończycy).

Plansza “Flying Machine”

Muzyka
Pierwsza mapa wita nas dynamiczną i przyjemną muzyką rodem z retro gier. Możliwe jest dokupienie soundtracku za 10 € ale nie wpadła mi aż tak w ucho. Idealnie jednak wpasowuje się w kolejne etapy gry i pomaga tworzyć ten neoklasyczny nastrój.

Podsumowanie
Długo czekałem na taką produkcję, która nie jest ostentacyjnie rozdmuchana a swoisty urok pozwala się w nią zagłębić. Powstała po części jako hołd dla starszych produkcji ale zbudowała własny, oryginalny nastrój. Pierwszy raz po przejściu gry poczułem pustkę jak po obejrzeniu dobrego serialu czy anime. Gatunek gier platformowych jest zapchany po brzegi. Mimo to uważam, że Shovel Knight uzyskał należne miejsce w lobby najważniejszych platformówek świata. W ogólnym rozrachunku dałbym 4,5/5.