Technoskauci

Od początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku obracałem się wśród ludzi zajmujących się komputerami. Nie — zawodowych informatyków, jak to sobie najczęściej dzisiaj wyobrażamy, tylko “magików od komputerów”, “koderów”, czasem “sceniarzy”, “domorosłych programistów” (od ang. “bedroom-programists”), jeśli ktoś pamięta to zabawne określenie) i wielu innych, których nie potrafię nazwać. To oni zakładali pierwsze startupy, kiedy jeszcze tak ich nie nazywano. Oni pisali pierwsze popularne gry. Wystarczy choćby prześledzić historie powstania “Teenagenta” czy “Pinball Dreams” i “GTA”, których pierwotnymi autorami są właśnie… no właśnie — kto? Chociaż odegrali ważną rolę w rozwoju technologii, która wydaje się tak ważna w naszym życiu — nie mają żadnej nazwy. Wszystkich jednak łączyła ta sama cecha: zajmowali się hobbystycznie czymś łączącym się z tematyką książki Roberta M. Pirsinga “Zen i sztuka obsługi motocykla”, a według niektórych tłumaczeń: “Zen i sztuka oporządzania motocykla”. Korzystając z jego pomysłu, interesujące nas zajęcie można nazwać “oporządzaniem komputera”. Tymczasem to zjawisko nie znika. Pomimo rozwoju technologii informacyjnej nadal jest wśród nas wielu “oporządzających komputery”. Niejeden “oporządza dla samego oporządzania”. Robili oni, i zresztą do dzisiaj robią, coś co niekiedy nazywa się “computing”. Tego słowa nie można dokładnie przetłumaczyć na język polski. Wyszłoby z tego przecież chyba tylko “komputerowanie”? “Komputerowanie” jest zupełnie osobnym, mało znanym i rzadko zauważanym rodzajem aktywności twórczej. Mam więc na myśli tych wszystkich twórczych ludzi, którzy “komputerują”. Z biegiem czasu dołączyli nawet do nich nowicjusze, których nazwałem “retrofanami”, gdyż “komputerują” przy użyciu aparatów muzealnych. To oni wypełniają sale, w których odbywają się takie imprezy jak “Retrocomp”.

Pomiędzy nami zawsze byli ludzie z pasją, myślący trochę inaczej niż większość. Zawsze gotowi szukać czegoś w swoich maszynach. Tworzący niezrozumiałe rzeczy i toczący ze sobą niezrozumiałe rozmowy. Jak alchemicy tworzący niejasne i hermetyczne dzieła przeznaczone wyłącznie dla innych “wtajemniczonych”. Stanowią jakby miniatury szalonych wynalazców i wielkich uczonych, tylko na ich własne potrzeby i czasem na potrzeby znajomych. To ludzie z duszą, jak bohater filmu “Na własne ryzyko”. Nazwanie tego “pasją techniczną’ jest nudne. Zresztą, moim zdaniem taka pasja związana z technologią to coś więcej. Ona się łączy ze sprawami “nie technicznymi”. Wszyscy “oporządzający” urządzają wielkie imprezy. Hackerzy mają swój “DEF CON”. Twórcy dem, czyli “sceniarze’, czy “scenowcy’ komputerowi, organizują “party”, które swojego czasu nazywaliśmy “copy party”. Dzisiaj obcięto przedrostek “copy” jako “nie koszerny”. Nawet ja wziąłem udział w organizacji “Amiga Meeting 2k’, chociaż miałem niewielki udział w “rewolucji komputerowej”. Dzisiejsi “retrofani” mają jeszcze inne imprezy, jak wspomniany “Retrocomp”. Te imprezy nie są jakimiś “sympozjami” z nadętą wymianą doświadczeń i prezentacją dokonań, ale bardziej — dorocznymi, wspólnymi zabawami ludzi z pasją techniczną, których zawsze trzymał się specyficzny humor.
Moi rodzice nazywali faceta przychodzącego kiedyś naprawić telewizor — “magikiem”. Jednak nazwa “magicy od komputerów” jest zbyt długa i jakoś się kojarzy z nabieraniem ludzi. A przecież “oporządzający” nikogo nie nabierają. Nabierają ludzi nawet mniej niż przeciętny iluzjonista. Oni raczej wciąż traktują technologię osobistą jak modelarstwo. A jak modelarstwo, to harcerstwo. Parę lat temu harcerstwo bardzo promowało takie hobby. W latach osiemdziesiątych XX wieku były takie sklepy, nazywano je “składnicami harcerskimi”, cokolwiek to by nie znaczyło. Można tam było kupić wszystko, co harcerzowi potrzebne; mundur, plecak, bidon, chlebak, chustę, modele samolotów do samodzielnego złożenia, niektóre bardzo ciekawe, oprogramowanie… Takie to były dziwne czasy. Może to jednak byłoby jakieś dobre skojarzenie. Tylko, “technoharcerz” nie brzmi najlepiej. Za to “technoskaut” i “technoskauting” moim zdaniem świetnie!

