Obojętność. Zło rośnie w siłę, gdy nie napotyka oporu.
Dlaczego nie będę już obojętna? W moim życiu miało miejsce kilka dziwnych zdarzeń, ale najtrudniejsze były dla mnie te w podstawówce. Ktoś rzucił ciężkim kamieniem w moje okno, ktoś wysyłał liściki grożąc mi śmiercią, ktoś skopał mnie na boisku. Policja umorzyła sprawę. Pamiętam, że zareagowała moja mama. Stanęła za mną i walczyła o mnie jak lwica. Poza nią nikt. Przynajmniej tego nie pamiętam.

A potem weszłam w dorosłe życie i jakby o tym zapomniałam.
Ktoś przy mnie obgadywał koleżankę — nie reagowałam.
Ktoś żartował z uczuć religijnych — puszczałam mimo uszu.
Ktoś spartolił zamówioną usługę — nie chciałam się wykłócać.
Potem było jeszcze gorzej.
Kontrowersyjny wpis na tablicy znajomego na FB — po co się mieszać?
Mowa nienawiści wśród kolegów z pracy — po co psuć sobie relacje?
Obrażający artykuł w gazecie — kto to w ogóle czyta?
Czy tylko ja jestem taka beznadziejna?
W lipcu ludzie wyszli na ulicę, bo się wkurzyli. Bo jakaś miarka się przebrała. Psychologia mówi, że to nawet dobrze, że dopiero jak miarka się przebrała, bo co by było, gdyby tłum wychodził na ulicę za każdym razem, gdy coś mu się nie spodoba? Nie moglibyśmy wyrabiać PKB, a nasi dziadkowie nie mieliby emerytur. Trochę by to zdezorganizowało społeczeństwo.
Dlatego są w nim potrzebni ludzie głośni i cisi, introwertycy i ekstrawertycy, reaktywni i tacy, na których emocje nie działają. Ale dzięki tym protestom uświadomiłam sobie jedną rzecz:
Jacykolwiek nie jesteśmy, nie można być obojętnym.
To właśnie obojętność stosowana przez długi czas, wyprowadziła nas w końcu na ulicę. Przez to, że byliśmy obojętni, że ja byłam obojętna, stało się — także w Polsce — wiele złych rzeczy, za które w gruncie rzeczy wszyscy jako naród jesteśmy odpowiedzialni. A zaczęło się od małych obojętności. Bo zło zawsze zaczyna od małych kroków i stosuje metodę buta w drzwi. Jak widzi, że z drugiej strony nikt nie napiera, wali z kopa i drzwi wypadają z futryny. Wtedy jednak najczęściej jest już za późno, bo nie ma jak się zabarykadować.
Mój pierwszy dzień protestu coś we mnie złamał. Po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat poczułam, że nie jestem obojętna. Że zareagowałam. Spodobało mi się to uczucie. Zasmakowało. Pomyślałam sobie:
„Wow! Stoję sobie i protestuję. W ważnej dla mnie sprawie. Bo mogę. I co mi zrobicie?”
A zaraz potem:
„Dlaczego nie robię tego częściej? Przecież to takie fajne uczucie”.
No fajne, ale jednocześnie trudne. Bo kiedy nigdy się nie reagowało, to trudno teraz zacząć. Ale jak coś jest trudne, to zaczyna się od małych rzeczy. Na przykład od stania na proteście właśnie.
Za dnia normalne życie, wieczorem protest
Wieczorem protestowałam, ale za dnia wiodłam swoje normalne, nudne życie. Niby takie samo, ale coś się zmieniło.
Poczułam to wyraźnie, gdy automat do kawy niesprawiedliwie połknął mi dwa złote. Moja reakcja mnie samą zaskoczyła. Chwyciłam telefon i zadzwoniłam do pomocy technicznej. Nie tylko zgłosiłam awarię, ale jeszcze przesłałam im numer rachunku, żeby mi te dwa złote na konto przelali! Jeszcze tydzień temu machnęłabym na to ręką.
Potem wypadki potoczyły się same. Zgłosiłam do operatora awarię aplikacji, bo nie mogłam skasować biletu. Zgłosiłam niedogodności w warunkach pracy odpowiedzialnym za to w firmie osobom. Patrzyłam na siebie z boku i nie wiedziałam, skąd we mnie takie reakcje?
To nie w moim stylu?
Jeszcze kilka miesięcy temu zachowałabym się inaczej. W moim stylu było wkurzanie się i obarczanie Maćka moim złym humorem. Ale odkąd na kolejne protesty przynosiłam świece, skandowałam hasła i zaczęłam pokazywać pokojowe gesty, to coś we mnie się zmieniło. To, że dziś czytasz ten tekst, też jest tego pokłosiem. To moja reakcja.
Myślę, że tego boi się władza. Każda władza. Władza boi się świadomych obywateli, którzy reagują. Bo to jest prawdziwe zagrożenie.
Reagowanie jest trudne.
Trzeba się tego uczyć reagowania. Dla mnie było i wciąż się tego uczę. Zaczynam od drobnych rzeczy. Na pozór niezauważalnych, lub dla innych może oczywistych. Ale to jest moja szkoła. Dziś reaguję dzwoniąc na infolinię, ale może jutro będę musiała zareagować dzwoniąc na policję. Chcę się do tego przygotować.
Zło rośnie w siłę, gdy nie napotyka oporu. Znam to. Politycy, niezależnie od opcji, przez wiele lat nie napotykali społecznego oporu, lub opór ten był tak symboliczny, że łatwo było sforsować bramę.
Ale spokojnie.
Uczymy się.
Ja się uczę.
I dziś sobie postanowiłam, że nie będę obojętna. Może jest już na to późno, ale lepiej dziś, niż jutro. Lepiej jutro, niż nigdy.
Mam olbrzymią nadzieję, że to jest właśnie ta lekcja, którą wszyscy wynieśliśmy z obywatelskiego oporu.
Ja na pewno.

