Przebudzenie. Jak w jeden tydzień odebrałam lekcję z obywatelskości.

„Ubieraj się, idziemy na protest. Dość tego.” Tym zdaniem zaskoczył mnie Maciej, gdy styrana wróciłam w czwartek z pracy i jedyne, czego pragnęłam to gorąca kąpiel i dobra książka. O protestach widzieliśmy już od kilku dni i pilnie śledziliśmy konta naszych znajomych na Facebooku. Nigdy wcześniej nie angażowaliśmy się ani społecznie, ani tym bardziej politycznie. Jedynie Maciek lubił sobie porozmawiać z moją mamą na temat polityki, bo ona wiedziała co tam się dzieje i — na szczęście — miała podobne co mój mąż poglądy.

Łańcuch Światła w Gdańsku — Pokojowa Demonstracja w obronie konstytucji. Fot. Maciej Marczewski

Ja — prawnik na demostracji?

Zestresowałam się. Jak to — ja na demonstracji? Proteście? Co tam się w ogóle robi? Jak trzeba się ubrać, jak zachowywać, co wziąć ze sobą, czy coś mi grozi? Jestem prawnikiem i zawsze uczono mnie raczej wyciszać emocje i nie ulegać manipulacjom, a z tym kojarzyły mi się różne protesty, pochody czy wiece. Dlatego trzymałam się od nich jak najdalej. Jednocześnie właśnie dlatego, że jestem prawnikiem i jeszcze do tego czytam dużo książek, byłam przerażona patrząc, jak politycy „jedynej słusznej partii” rozjeżdżają konstytucję. Cały mój świat stanął na głowie. To tak, jakby ktoś mi powiedział:

A teraz dziewczynko zapomnij, o czym uczyłaś się przez dziewięć lat i nie miej żalu, że zbyt późno weszłaś w dorosłość, bo musiałaś się uczyć o trójpodziale władzy i innych ciekawych rzeczach. Nas to nie dotyczy i zrobimy co nam się podoba. Bo jesteśmy w większości. Bo możemy. I co nam zrobisz?.

Za bardzo nie wiedziałam, co ja im mogę zrobić. W sumie to mają rację. Są silniejsi. Jak świat światem, zawsze rządzi nim prawo silniejszego, twardej ręki i oszustwa. Ten, kto oszukuje i kantuje w grze, ma fory. Jak bierzesz doping — wygrywasz. Jak stawiasz na szachownicy niedozwolony ruch- wygrywasz. Jak kłamiesz i ktoś się daje na to nabrać — wygrywasz. Pogarda, pycha, nienawiść — niezawodny zestaw cech, żeby w życiu ustawić się lepiej od innych. I ustawić tych innych.

Co ja mogę?

Jestem tylko „piasku ziarenkiem w klepsydrze” i „trzciną myślącą wśród traw”. No właśnie. Trzciną myślącą. Pocieszyła mnie myśl, że gdyby przyjąć — taką jak moja — fatalistyczną wizję świata, to człowiek nie miałby szans z silniejszą, brutalną, nieokiełznaną naturą. A miał. Czemu? Bo myślał. Bo najpierw ociosał sobie kamień, a potem dodał do niego trzonek, a potem ogarnął ogień i resztę już znasz. Coś jednak mogę. Bo myślę.

Pomyślałam więc chwilę. I doszłam do wniosku, że pójdę na protest. Dlaczego? Bo mogę. Bo nikt mnie za to nie zaaresztuje, nikt mnie nie pobije, nikt nie zwolni z pracy. Pójdę i sobie postoję. Nie wiem, czy byłabym tego taka pewna gdyby to się działo czterdzieści kilka lat temu. Ale dziś? Skoro nic nie mogę, to sobie przynajmniej postoję, pokrzyczę i powkurzam innych, którzy by bardzo nie chcieli, żebym tu stała. Bo jeśli nic nie mogę, to mogę chociaż to, a to już przecież coś. Kto wie, może kiedyś nie będę mogła i z rozrzewnieniem będę wspominać te czasy wolności, gdy na Placu Konstytucji w Gdyni skandowałam:

Wolność! Równość! Demokracja!

Tyle jeszcze mi wolno.

Stoją. Tacy jak ja.

Kiedy tak stałam i skandowałam, rozejrzałam się wokół siebie. Inni ludzie. Tacy jak ja. Stoją. Po prostu stoją. W domu mają miliony swoich spraw, a w obronie wolności też mogą tyle co ja — stać. No więc skoro możemy, to stoimy. I tak kilkaset tysięcy ludzi w całej Polsce doszło do tych samych wniosków. I nagle się okazało, że jak tak sobie zbiorowo postoimy, to się z tego robi całkiem niezłe zamieszanie. W gazetach o nas piszą i na świecie wspominają. Tak sobie wszyscy wyszliśmy na ten „spacerek” i wkurzamy tych, co myślą, że „ciemny lud wszystko kupi”.

Dlaczego nie zrobiłam tego wcześniej?

Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia. Przez 6 dni takiego stania przez moją głowę przewinęły się miliony myśli. Uruchomiłam własną inteligencję i postanowiłam obdzielić nią każdego, kto chciałby skorzystać. Dlaczego? Bo mogę. Bo tyle jeszcze mi wolno. I co mi zrobicie? Będę nią obdzielać w kolejnych artykułach, bo lubię cedować przyjemności. A w mojej głowie urodziły się same przyjemne myśli. Łącznie z tą: dlaczego nie robiłam tego wcześniej? Dlaczego wcześniej nie robiłam niczego dla dobra obywatelskości? Choć mogłam. Drugi raz nie popełnię tego błędu. Będę aktywna. Nie będę obojętna. Zawsze jest coś, co mogę zrobić. Zawsze.

Uczestnictwo w protestach było jednym z najważniejszych wydarzeń w moim dorosłym życiu. Stojąc w tłumie miałam dużo czasu na myślenie. I wymyśliłam.

Teraz będę o tym wszystkim pisać i kiedy trzeba będzie, znów pójdę sobie postać.

Tak długo, jak mogę.

BO MOGĘ.

To było moje Przebudzenie.


One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.