Nowa zimna wojna: wydobycie ropy i gazu w Arktyce
Terry Macalister w Barrow, Alaska, @terrymac99
17 czerwca 2015
Szaleństwo ludzkości? Na mroźne pustkowia Alaski, wkracza wielki nafciarz, Shell: jego dążenie do wydobycia ropy w tak ekstremalnych warunkach budzi obawy, że zakłócony zostanie tradycyjny sposób życia oraz chwiejny ekosystem.
Arktyka: ostatnie wielkie, nieobjęte ochroną pustkowia, bezpieczne schronienie dla zagrożonych gatunków oraz ojczyzna rdzennych mieszkańców, którzy przetrwali tysiąclecia w zgodzie i harmonii z naturą. To w tym cennym środowisku Shell zamierza wywołać coś, co może się stać ostatnią wielką gorączką czarnego złota.
Już teraz ten polarny petro-wyścig nastawia przeciwko sobie tutejszych mieszkańców, obrońców środowiska przeciwko koncernowi paliwowemu, a nawet supermocarstwo przeciwko supermocarstwu.
To walka o eksploatację ostatnich niewykorzystanych rezerw w części świata, w której granice terytorialne pozostają nieokreślone i nie brakuje napięć. Nic dziwnego, że niektórzy obawiają się nowej zimnej wojny.
W poniedziałek z Seattle wyruszyła platforma wiertnicza kierując się ku Morzu Czukockiemu u wybrzeży Alaski. Trzy lata temu jej wyprawa zakończyła się fiaskiem po serii niefortunnych zdarzeń, które doprowadziły jak dotąd do utraty 6 mld dolarów. Teraz porażka może jednak uruchomić detonator bomby węglowej, która ostatecznie będzie wypluwać do atmosfery 150 mld ton dwutlenku węgla, czyli jedną szóstą z całkowitej ilości CO2, którą można wytworzyć utrzymując jednocześnie bezpieczną temperaturę na świecie.
Na ironię, odwierty te są w ogóle możliwe tylko dlatego, że wywołane przez człowieka zmiany klimatyczne spowodowały już w tym regionie dwukrotnie szybsze ocieplenie niż w pozostałych obszarach planety. Topniejący lud ułatwia dostęp do ogromnych rezerw ropy i gazu. Ale wyciek ropy w odległym obszarze pokrytego lodem morza, słynnego ze swoich sztormów i całodobowej ciemności w zimie, byłby znacznie trudniejszy do oczyszczenia niż po katastrofie BP w Zatoce Meksykańskiej kilka lat temu.
Już same wstrząsy spowodowane wierceniem, latające nisko helikoptery oraz transport zaopatrzenia mogą zakłócić migrację wielorybów, spokój w rezerwacie morsów oraz tarło ryb w tym regionie.
Plany najnowszych poszukiwań naftowych budzą głęboki niepokój wśród ludzi zamieszkujących to wybrzeże, w miejscach takich jak Barrow, gdzie spółka naftowa tworzy „bazę osobową” zapewniającą wsparcie logistyczne.
Barrow, najbardziej na północ wysunięte miasto USA, to strefa zero najbardziej kontrowersyjnej na świecie kampanii wiercenia ropy naftowej. Leżące mniej niż 1900 km od bieguna północnego Barrow jest również znane jako baza badań dotyczących zmian klimatycznych. To liczące 4,5 mieszkańców miasteczko pierwotnie nazywało się Ukpeagvik („miejsce polowań na sowy śnieżne”) i zostało przemianowane w 1825 r. na cześć Sir Johna Barrowa z Admiralicji Brytyjskiej przez oficerów marynarki wojennej.
Dziś Brytyjczycy zaznaczają na nowo swoja obecność za sprawą anglo-holenderskiej spółki Shell, a nie jest to obecność mile widziana, szczególnie przez mieszkańców drewnianych jednopiętrowych domów, które gęsto oplatają brzeg.
Rosemary Ahtuangaruak (po prawej) jest jedną z nich. Sama przedstawia się jako doradca ds. praw środowiskowych, choć wcześniej była burmistrz, wyszkoloną pracownicą opieki zdrowotnej i zagorzałą obrończynią kultury Inupiatów. „Pracuję w organizacjach typu non-profit, działających na rzecz ochrony Oceanu Arktycznego oraz obszarów dzikiej przyrody. Zależy nam na uświadamianiu znaczenia zdrowia, tradycji oraz kultury tam, gdzie siedziby mają ci, którzy chcą zmienić nasze ziemie i wody”, mówi, jednocześnie obserwując jednym okiem trójkę wnucząt, którymi się opiekuje.
„Chodzi o [ewentualne przyszłe] wycieki ropy. Nie można ich oczyścić w zimowych warunkach, które dominują tu przez osiem do dziewięciu miesięcy roku. Odradzanie się ekosystemu, niezbędne dla rozmaitych migrujących tu zwierząt, jest ważne, ponieważ żywimy nasze rodziny tym, co przynosi ocean. Musimy zachować to środowisko w nienaruszonym stanie”.
Biała Róża Tundry, jak nazwał ją jeden z krytyków, jest przekonana, że w przypadku skażenia ropą tradycyjny sposób życia praktykowany przez Inupiatów może zostać utracony dla przyszłych pokoleń.
Mówi też, że widziała z bliska, co może się zdarzyć w społeczności ogarniętej „gorączką ropy”. Choć wielu nietutejszych sądzi, że wydobycie paliw kopalnych to coś nowego na północnych wybrzeżach Alaski, prawda jest zupełnie inna.
BP i inne firmy od ponad pięćdziesięciu lat produkują ropę w Zatoce Prudhoe, na południowy wschód od Barrow. Ale to żadne pocieszenie dla Ahtuangaruak, które pełniła krótko funkcję burmistrza niewielkiej wioski Nuiqsut, społeczności Inupiatów graniczącej z Prudhoe Bay. „Żyjąc w Nuiqsut zdałam sobie sprawę z istnienia naprawdę poważnych skutków zdrowotnych, które dotykają naszych mieszkańców na obszarze, na którym wydobywa się ropę: wzrosła zachorowalność na raka… liczba alergii na substancje chemiczne, a nawet samobójstw. Opiekowałam się chorymi dziećmi. Dlatego też tak bardzo z tym teraz walczę”.
Shell prowadzi eksploracje na niewielkim wycinku dalekiej północy, ale amerykański Urząd Geologiczny ocenia, że rezerwy równoważników ropy naftowej na szerszym obszarze Arktyki mogą wynosić 412 mld baryłek.
W przypadku uzyskania przez Shell dobrych wyników w basenie Morza Czukockiego, poszukiwania rozciągną się zapewne na cały obszar lądowy i morski na północy globu rozciągający się od Alaski po Grenlandię. Pomyślne wyniki poszukiwań spowodują gorączkę czarnego złota na rozległych terenach arktycznych, które, jak się uważa, skrywają ostatnie pozostające gigantyczne rezerwy tego surowca. ConocoPhillips i inne firmy naftowe są już obecne w Barrow.
Amerykański Instytut Geologiczny ocenia, że 30% nieodkrytych złóż gazu i 13% nieodkrytych złóż ropy na świecie czeka na swoją kolej w kręgu polarnym. Wydobycie wszystkich 412 mld baryłek równoważników ropy naftowej, które, jak się uważa, znajdują się na tym obszarze, mogłyby zwiększyć emisje CO2 o ponad 150 mld ton. Spadek ceny ropy naftowej z 115 USD za baryłkę w lecie zeszłego roku do 65 USD obecnie zmusił firmy naftowe, takie jak Shell, do ograniczenia rocznych wydatków kapitałowych.
Ale Arktyka ma dla Shella tak dużą moc przyciągania, że koncern wyodrębnił ten projekt, pomimo wydania jak dotąd 6 mld USD na bezowocne odwierty. A nieustające zainteresowanie bogactwami mineralnymi Arktyki ze strony Rosji, Norwegii, Grenlandii i innych doprowadziło już do pobrzękiwania szabelką: znacznego wzrostu wydatków i aktywności militarnej.
Polski Instytut Spraw Międzynarodowych ostrzegł ostatnio, iż Moskwa formuje brygadę piechoty morskiej, dywizję obrony przeciwlotniczej i nadbrzeżny system rakietowy na rosyjskich archipelagach na Oceanie Arktycznym. Kryzys ukraiński spotęgował napięcie, podobnie jak prowokacyjna wizyta rosyjskiego wicepremiera Dmitrija Rogozina na Archipelagu Swalbardzkim.
W tym swoistym wyścigu o ziemię uczestniczą wszystkie leżące kraje wokół Oceanu Arktycznego, występując o koncesje na wydobycie ropy i gazu, zgłaszając roszczenia na mocy Konwencji o prawie morza ONZ.
Tymczasem w Barrow, przed niebieską domem z drewnianą oblicówką, w silnym wiosennym słońcu wije się długa i hałaśliwa kolejka. Tworzą ją głównie pary w średnim lub młodszym wieku ubrane w dżinsy i kolorowe kurtki, podczas gdy ich dzieci bawią się w śniegu przed domem. Gdy później przybywają starsi członkowie społeczności, niejednokrotnie korzystając z pomocy krewnych lub wspierając się na balkonikach, natychmiast prowadzi się ich na przód długiej kolejki.
Nagle otwierają się drzwi i uśmiechający się gospodarz wita to barwne zbiegowisko. „Hej, hej, hej” -– woła. „Hej, hej, hej” — odpowiadają i zaczynają się wchodzić przez boczne wejście, z którego dobywa się słodki, rozpoznawalny zapach. Choć nazywają ją ucztą wielorybią, trwa stosunkowo krótko.
W ciągu kilku minut otwierają się frontowe drzwi i ci sami goście suną strumieniem na zewnątrz trzymając niewielkie plastikowe torby wypełnione wielorybim mięsem lub muktukiem, potrawą z mrożonej skóry i sadła wieloryba, i dziękując właścicielowi domu.
To Gordon Brower, 52-letni kapitan statku wielorybniczego, który odprawia rytuał, odgrywający centralą rolę w miejscowej kulturze Inupiatów: ugaszczanie całej „wioski” Barrow, aby uczcić pomyślne polowanie.
Wielorybnictwo ma tu wielusetletnią tradycję i setki mieszkańców, którzy obsługują liczne załogi statków, stanowią trzon opozycji przeciwko programowi wierceń Shella. Wale grenlandzkie migrują wiosną i jesienią na Morzu Czukockim i Beauforta u wybrzeża Barrow i szerszego regionu North Slope. Bez wątpienia to tym ogromnym ssakom najbardziej zagrozi ropa.
Rosemary Ahtuangaruak mówi, że wielorybnictwo, którego na mocy prawa nie można uprawiać komercyjnie i które jest ściśle kontrolowane przez system kwot, nie jest jedynie czynnością kulturową. Stanowi kwestię przetrwania w mieście, w którym ceny żywności w supermarkecie są astronomicznie wysokie, ponieważ wszystko w Barrow trzeba sprowadzać drogą lotniczą.
„W tej chwili nasi bracia polują na lodzie zdobywając pożywne jedzenie dzięki walowi grenlandzkiemu… Nie możemy zastąpić go w naszej diecie — nie za pomocą gotowego jedzenia kupowanego w sklepie”, mówi.
Najostrzej przeciwko wielkim firmom naftowym i lokalnym władzom wypowiada się George Edwardson, starszy społeczności Inupiatów, postać barwna, choć ciesząca się szacunkiem. Siwe włosy spływającą mu po ramionach, na twarzy ciągle gości uśmiech, konspiracyjnie mruży oczy; George przez 20 lat pełnił funkcję prezydenta społeczności Inupiatów Arctic Slope.
„Shell to buldog, który działa na rzecz innych zagranicznych spółek naftowych. Wcześniej, do czasu Zatoki Meksykańskiej, był nim BP. Po pierwsze sprzedaż praw nr 193 [zapewniająca Shellowi prawa do terenu w basenie Morza Czukockiego] była nielegalna. MMS [Urząd Zarządzania Surowcami Mineralnymi] pogwałcił prawo, ponieważ nie przeprowadzono badania oddziaływania środowiskowego”, burzy się George.
Inni krytycy zwracają uwagę na to, że kiedy rząd amerykański kupował Alaskę za 7,2 mln dolarów w połowie XIX w., zakup nazywano szaleństwem Sewarda, od nazwiska sekretarza stanu, którego oskarżano o zapłacenie Rosjanom zbyt wygórowanej ceny. Chce się powiedzieć, twierdzą, że podjęta w tym miesiącu decyzja Waszyngtonu, aby przyznać Shellowi prawa do odwiertów na wodach u wybrzeży Alaski, może być nazywana jeszcze gorzej: szaleństwem ludzkości.
Osoby przeciwstawiające się arktycznej przygodzie wielkich spółek naftowych zdają sobie sprawę, że powodzenie Shella może mieć poważne reperkusje w tej części świata. ConocoPhillips i inne firmy naftowe są obecne w Barrow i interesują się lodowatymi wodami u brzegu miasta. Wielu lokalnych mieszkańców wspiera jednak tę branżę. Wiedzą, że miejscowa gospodarka w szeroki obszarze North Slope przeżyła relatywny rozkwit w wyniku półwiecza eksploatacji węglowodorów w Prudhoe Bay.
Charlotte Brower, burmistrz okręgu North Slope, znajduje się w niezręcznym położeniu, jeśli chodzi o podstawowy konflikt w Barrow i sąsiednich wioskach: ropa a środowisko.
Nie ma zbyt dużo czasu dla tych, którzy sądzą, że należy powstrzymać spółki naftowe, mówiąc, że wszystkie podstawowe usługi w postaci szkół, szpitali, dróg oraz usług komunalnych zostały opłacone z dochodów z ropy w Prudhoe Bay.
„W niektórych częściach świata usługi te są obecne od tak dawna, że możliwość życia bez nich wydaje się obca, ale mamy pośród nas osoby, które nadal pamiętają, że niektórzy rodzice byli zmuszeni patrzeć, jak umierają im w rękach dzieci, ponieważ nie można było leczyć stosunkowo prostych chorób ze względu na brak przychodni lub personelu medycznego.
„Nasi przywódcy ciężko pracowali, aby wypracować równowagę pomiędzy rozwojem opartym na zasobach mineralnych, który sprawia, że nasi mieszkańcy nie muszą już znosić takich warunków, a chronieniem fundamentu naszej kultury, jakim jest łowiectwo na własne potrzeby. Będziemy nadal utrzymywać tę równowagę dla dobra naszych mieszkańców”.
Ben van Beurden, prezes Shella powiedział, że jego koncern nie wejdzie na obszary Arktyki, jeśli nie da się tego zrobić w bezpieczny sposób, odrzucił jednak „emocjonalne” sugestie, aby Shell powstrzymał się przed ekspansją w tym regionie ze względu na zaawansowane oznaki zmian klimatycznych. „Poświęciłem temu wiele czasu i uważam, że jesteśmy w stanie zrobić to w odpowiedzialny sposób”.
Niemniej bez względu na to, w jakie słowa się to ubierze, Shell podejmuje istotne ryzyko igrając ze środowiskiem i własną firmą. Wypadek Deepwater Horizon w Zatoce Meksykańskiej kosztował już BP 40 mld dolarów i sprawił, że w pewnym momencie koncern był bliski upadku. Choć Shell wierci w Arktyce w płytszych wodach i przy niższym ciśnieniu w szybach naftowych, ryzyko jest znacznie większe.
Burmistrz Barrow stoi na czele społeczności głęboko podzielonej jeszcze zanim zaczęły się odwierty. Swój sprzeciw będą nadal zgłaszać aktywiści tacy jak Rosemary Ahtuangaruak, przywódcy plemienni tacy jak George Edwardson, oraz wielorybnicy. Najbardziej bezbronne potencjalne ofiary wielkich spółek naftowych — migrujące edredony, wieloryby, morsy, foki i niedźwiedzie polarne — nie mają nic do powiedzenia.
Translated by: Tomasz Jurewicz/VoxEurop