W jaki sposób najbardziej dynamiczny projekt wykorzystywania energii słonecznej rozświetla Rwandę
David Smith, Rwamagana, Rwanda
@smithinamerica
Poniedziałek, 23 listopada 2015 r.
Zakład energetyczny we wschodniej Afryce zbudowano w niecały rok. Stworzył on wiele miejsc pracy, a do roku 2017 zapewni połowie ludności Rwandy energię elektryczną
„Wstawaj, rozpromień się, bo Twoje światło nadeszło”, nawołuje napis przy bramie do pierwszej dużej elektrowni słonecznej w kraju. Elektrownia w Rwandzie o mocy 8,5 megawata (MW) jest tak usytuowana, że z lotu ptaka przypomina Afrykę. „W tej chwili znajdujemy się w Somalii”, żartuje Twaha Twagirimana, dyrektor elektrowni, podczas spaceru po 17-hektarowym polu paneli fotowoltaicznych.
Zakład jest nie tylko dowodem na to, że energia odnawialna jest coraz bardziej cenowo przystępna, ale świadczy również o tym, jak szybko można realizować takie przedsięwzięcia. Od czasu podpisania umowy do ukończenia i podłączenia elektrowni do sieci energetycznej upłynął zaledwie rok i to wbrew sceptykom powątpiewającym w zdolności organizacyjne mieszkańców Afryki.
Elektrownia jest wspaniale położona pośród słynnych zielonych wzgórz Rwandy, z widokiem na jezioro Mugesera, 60 km na wschód od stolicy kraju, Kigali. 28.360 paneli słonecznych ustawiono w równych rzędach ponad dziką trawą, w której buszują, między innymi, żmije sykliwe. Tony Blair i Bono niedawno byli tu na wycieczce.
Od świtu do zmierzchu sterowane komputerowo panele fotowoltaiczne, każdy o powierzchni 1,9 m2, przechylają się by śledzić ruch słońca ze wschodu na zachód, co poprawia wydajność o 20% w porównaniu do paneli stacjonarnych. Panele są z Chin, natomiast falowniki i transformatory wyprodukowano w Niemczech.
Dzięki budowie zakładu powstało 350 nowych miejsc pracy, a produkcja energii elektrycznej w Rwandzie zwiększyła się o 6%, co umożliwiło podłączenie do sieci energetycznej ponad 15.000 domów. Wszystko to ma kluczowe znaczenie dla gospodarki, która 21 lat po ludobójstwie z 1994 [masakrze Tutsich przez Hutu], szybko się rozwija. W 2017 r. połowa ludności kraju ma mieć dostęp do energii elektrycznej.
– Rząd Rwandy bardzo potrzebuje elektryczności. W 2013 roku dysponował tylko 110 megawatami. Postanowił wykorzystać energię słoneczną w celu zwiększenia zasobów energetycznych — mówi Twagirimana, jeden z pięciu pełnoetatowych pracowników zatrudnionych w elektrowni.
Rząd przyjął wspólną ofertę Gigawatt Global, Norfund i Scatec Solar, wspieraną przez inicjatywę Baracka Obamy „Power Africa”. Budowę rozpoczęto w lutym 2014 roku i zakończono w lipcu. „To najszybciej zrealizowany projekt w Afryce”.
W pierwszym roku działalności zakład wygenerował 15 milionów kilowatogodzin, przesyłając prąd do podstacji w odległości 9 km, co wywołało mieszane uczucia w społecznościach lokalnych. Trzydziestodwuletni Twagirimana wyjaśnia: „Sąsiedzi mówią, że chcą czerpać energię bezpośrednio z zakładu, ponieważ myślą, że tak będzie taniej, co mija się z prawdą. Sprzedajemy energię operatorowi sieci. Nawet nasz budynek pobiera prąd z sieci”.
Pole paneli słonecznych jest połączone z centralnym serwerem w Oslo i może być zdalnie monitorowane przez Internet. Twagirimana uważa, że może to być wzorem dla całego kontynentu. „Mamy tutaj pełno słońca. Niektórzy mieszkają na terenach, gdzie nie ma elektryczności. Energia słoneczna będzie wyznaczała kierunek krajom Afryki”.
Projekt zbudowany jest na gruntach stanowiących własność wioski Agahozo-Shalom (Agahozo-Shalom Youth Village), której misją jest troska o najbardziej bezbronne dzieci Rwandy osierocone przed i po ludobójstwie. Ta dzierżawa jest największym źródłem dochodów dla powstałej sześć lat temu wsi, która jest obecnie domem dla 512 młodych ludzi, zapewnia im także edukację i zajęcia pozalekcyjne.
Jak mówi naczelnik wioski Jean-Claude Nkulikiyimfura : „To chyba najszybciej zrealizowany projekt — od planów do realizacji i uruchomienia minął niespełna rok. Gościmy tu wiele osób zainteresowanych rozwojem zakładu, co powoduje, że jest o nas coraz głośniej. To coś wyjątkowego i jesteśmy dumni, że w współuczestniczymy w tym przedsięwzięciu”.
W ramach projektu niektórzy młodzi mieszkańcy wioski zostali przeszkoleni, a jeden z nich nawet załapał się do pracy. Współpracowali też przy produkcji paneli słonecznych dla 250, 000 domów. Czterdziestoletni Nkurikiyimfura dodaje od siebie: „Energia odnawialna to przyszłość i jesteśmy naprawdę dumni, że mamy ją tutaj. Ten projekt pokazuje skalę możliwości, jakie stwarza współpraca między rządem, sektorem publicznym i prywatnym.”
Bella Kabatesi, osiemnastoletnia mieszkanka wioski, której rodzice zmarli w wyniku choroby, gdy miała cztery lata, zaprojektowała wykorzystujące energię słoneczną nocne oświetlenie pomnika poświęconego pamięci nieżyjącego już założyciela wioski. „Wielka farma paneli słonecznych pomoże ludziom i krajowi, gdyż wytwarza tańszą energię od tradycyjnych elektrowni”, mówi z przekonaniem.
Rwanda była krytykowana za łamanie praw człowieka, ale jednocześnie chwalona za wytrwałość i skuteczność w promowaniu rozwoju kraju. Chaim Motzen, współzałożyciel i dyrektor zarządzający firmy Gigawatt Global, który był jednym z prekursorów fotowoltaiki w Izraelu, przypomina, że „sieć energetyczna Rwandy dysponowała mocą 110 megawatów przy 12 milionach mieszkańców; podczas gdy 8 mln mieszkańców Izraela korzysta z sieci o mocy 13. 000 megawatów. Rwanda pilnie potrzebowała więcej prądu”.
„Rwanda oferuje znakomite warunki do prowadzenia biznesu, nie ma tu korupcji, co oczywiście odgrywa istotną rolę. Myślę także, że bardzo zależało im na szybkim działaniu. Poza tym, mieliśmy dobrych partnerów w terenie. Projekt ten jest modelowym przedsięwzięciem: pokazuje, że można szybko się dogadać w sprawie projektu energetycznego i wprowadzić go w życie. Miejmy nadzieję, że będzie katalizatorem przyszłych inwestycji w Rwandzie i nie tylko, a także inspiracją dla innych”.
Motzen jest przekonany, że przyszłość Afryki stoi w dużej mierze pod znakiem energii ze słońca. „Czy to jest jedyne rozwiązanie? Nie, bo energii słonecznej nie można pozyskiwać w sposób ciągły. Ale czy będzie istotną częścią rozwiązania problemu? Z pewnością tak”.
Yosef Abramowitz, prezes Gigawatt Global, powiedział w sierpniu członkom delegacji rządu Stanów Zjednoczonych i Bono podczas ich wizyty na miejscu: „Udało się nam oddzielić wzrost PKB od wzrostu emisji gazów cieplarnianych. Generujemy 6% mocy energetycznej tego kraju bez jakichkolwiek emisji. W Paryżu [podczas szczytu klimatycznego] omawiane będą niewłaściwe alternatywy, a tutaj mamy dowód na to, że jesteśmy w stanie przełamać impas i przestawić świat na energię słoneczną”.
Translator: W. Bibrowski/ VoxEurop