Blogowanie dla programistów

Krzysztof Kempiński
Aug 31 · 17 min read
Image for post
Image for post

W ramach podcastu “Porozmawiajmy o IT” miałem okazję porozmawiać z Andrzejem Krzywdą o blogowaniu dla programistów.

Posłuchaj naszej rozmowy w wersji audio 🎧 👇

Mój dzisiejszy gość to programista, przedsiębiorca, CEO software house’u Arkency specjalizującego się w Ruby i technologiach pochodnych. Prelegent na konferencjach programistycznych, szachista, bloger i podcaster. Wiele się tego zebrało! Mój dzisiejszy gość to Andrzej Krzywda.

Cześć, Andrzej! Bardzo miło mi gościć Cię w podcaście.

Cześć, Krzysztof i witam wszystkich słuchaczy. Bardzo dziękuję za miłe przedstawienie.

Pewnie! Andrzej ma bardzo duże doświadczenie, ale też liczne przemyślenia na temat związany z blogowaniem dla programistów i właśnie w tym temacie będę chciał go przepytać. Ale zaczniemy od podcastów — ja zawsze pytam moich gości czy słuchają podcastów, jeśli tak, to jakich najczęściej?

Tak, słucham podcastów. To trochę zależy od danego momentu w życiu, czy w danej chwili dużo jeżdżę samochodem, bo to najczęściej jest moje miejsce, gdzie słucham podcastów. Też ostatnimi czasy jest to na siłowni. Jeśli chodzi o konkretne podcasty to najpierw zacznę od tych hobbystycznych. Szachowy, Perpetual Chess Podcast, taki dosyć fajny, najbardziej znany na świecie. Lubię też takie informacyjne podcasty ostatnio, czyli na przykład Dział Zagraniczny jest dosyć dobry. Jeśli chodzi o podcasty techniczne, tutaj mam bardzo dużo zasubskrybowanych i raczej nie jest tak, że słucham ich mega — nie nadążyłbym za taką całą kolejką. Wysłuchałem kilku odcinków Twojego podcastu i bardzo dobre były, także dziękuję, że to tworzysz.

Dzięki!

Słucham DevTalk Macieja Aniserowicza, ale to też wybrane odcinki. Lubię też Grześka Kotfisa Devsession niektórych odcinków posłuchać. Bardzo się cieszę, że jest taki wybór teraz. Z zagranicznych słucham Software Engineering Radio i Software Engineering Daily, tego jest po prostu wtedy bardzo dużo i można sobie wybrać tematy, które nas zainteresują.

Pewnie. Bardzo fajna lista. Oczywiście postaram się te wszystkie podcasty podlinkować w notatce do odcinka.

Na początku chciałbym cię zapytać o blogowanie jako takie, bo ono przyczyniło się powiedzmy do zbudowania twojej marki osobistej, dla mnie byłeś osobistym wyborem, jeśli chodzi o zaproszenie gościa do tematu blogowania dla programistów zwłaszcza. Również przyczyniło się do zbudowania takiej rozpoznawalności Arkency jako właśnie firmy specjalizującej się w Ruby.

Jak to się stało, że zauważyłeś w ogóle potencjał w prowadzeniu bloga i zacząłeś to robić, kiedy to nie było jeszcze tak modne, jak teraz?

Miałem z technicznym blogowaniem, w sensie o programowaniu, styczność dosyć wcześnie, bo koło roku 2000 byłem czytelnikiem takiego bloga programistycznego Joel on Software i to był chyba taki pierwszy blog, który otworzył mi oczy, że ktoś może regularnie pisać publikacje, udostępniać za darmo. Powiedzmy, to też były w miarę początki internetów. Oczywiście wtedy nie myślałem w kategoriach, że ja mogę kiedyś blogować, no bo byłem przekonany, że ja nie mam nic do powiedzenia.

Byłem też przekonany o dużym koszcie blogowania. Miałem w swoim życiu epizod, że wyjechałem do Londynu na dwa lata, pracowałem w takim małym startupie. Małym, ale z silną ekipą programistów. W pewnym momencie zatrudniliśmy Michaela — Michael Ford, teraz już znana postać w świecie Pythona. Jeden z core developerów również i Michael, kiedy go zatrudniliśmy przychodził do pracy, tak jak wszyscy, per programował z nami przez 8 godzin dziennie, natomiast po takiej sesji porannej pair programowania, on wskakiwał na swój komputer i bardzo, bardzo szybko klepał w klawiaturę i dopiero później dołączał do nas na lunch. Okazało się, że Michael blogował po prostu. W 15 minut potrafił napisać blogposta o tym, co ze mną pairował i robił to w taki sposób, że też nie zdradzał jakichś za dużych szczegółów. To był dla mnie moment, kiedy uświadomiłem sobie, że to może być mega wartościowe. Też widziałem, jakie korzyści miał Michael, to jeszcze były takie czasy — 2007 rok — znaleźć takiego bloga tak bezpośrednio dało zarabiać nawet jakichś tam afiliacji czy z reklam, to już trochę minęło. Ten jego blog jest pewnie wciąż dla wielu ludzi przydatny i to po prostu było otwierające oczy, że to może być bardzo tanie. Można bardzo szybko blognąć!

To się przerodziło w to, że zacząłem blogować sam. Michael mnie zachęcił. Mój pierwszy blog, z resztą gościnny u Michaela, a potem się okazało, że właściwie mogę blogować tam może nie codziennie, ale co kilka dni, bo to jest po prostu ostatecznie bardzo łatwe.

A skąd ten pomysł, że blog firmowy to jest coś, na czym możesz po części oprzeć marketing swojej firmy?

Tutaj była taka historia, że najpierw blogowałem pod własnym szyldem. Miałem takiego swojego bloga na bloggerze google’owym, na Blogspocie. To się nazywało Andrzej on Software, czyli zgapiłem z Joel on Software oryginalnego. I tam sobie blogowałem. Na początku — moja działalność to była taka freelancerka. Kiedy wróciłem z Londynu do Polski chciałem bardzo pracować nadal dla klientów zagranicznych i blogowałem po angielsku i blogowałem o tym, na czym się znałem, czyli głównie o Ruby. Wszystko, czego się uczyłem o Ruby po prostu dokumentowałem, blogowałem. To były takie czasy, że zdeployować aplikację railsową w 2007 roku to nie było takie jeszcze proste, więc na przykład to była jedna z rzeczy, którą blogowałem, “Deploying Rails” się nazywał blogpost. Czy “Rails Deployment”. Okazało się na przykład, że ten blogpost przyniósł mi jednego fajnego, dużego, dobrze płacącego klienta. I później inne blogposty w jakiś tam sposób prowadziły do tego, że znalazłem kolejnych klientów i moja freelancerka bardzo szybko przerodziła w coś, z czego nie do końca sobie zdawałem sprawę na początku, czyli że prowadzę już właściwie firmę. Ściągnąłem różne osoby o pomocy i razem tworzyliśmy te projekty i gdzieś po — okolicach 2011 czy 2012 wystartowaliśmy z blogiem Arkency i wtedy użyłem całej mojej mocy, mojego własnego brandu, po to, żeby ten brand Arkency jak najbardziej wypromować.

I do tej pory to trochę działa tak w moim przypadku, że ja staram się napędzać oba te wizerunki. Mój własny, jak i wizerunek Arkency. Kiedykolwiek który z nich jest silniejszy, w tym momencie Arkency jest silniejszy globalnie, to staram się też czasami wykorzystać jako promocję samego siebie. I jeśli ja jestem silniejszy, to transportem przelewam tę rozpoznawalność na bloga Arkency. Tak to się więc zaczęło i na pewno nam to przysporzyło dużo korzyści, bo jestem przekonany, że dało nam to dużo klientów i duży ruch się na tym zrobił.

Chciałbym cię zapytać o to, po co programiście blog. Powiedziałeś już, że można na tym po części zbudować jakąś markę, która później przerodzi się w firmę, tak jak było na przykład w twoim przypadku, ale chodzi mi o takie benefity wynikające z posiadania bloga, które są jakoś specyficzne dla naszej branży, no bo wiadomo — można budować markę osobistą, dajmy na to, tak jak właśnie ty to robisz. Niektórzy zarabiają na blogu, niektórzy traktują to jako taki dziennik, zrzut tego, co mają w głowie. Natomiast jestem ciekawy twojego zdania, czym dla programisty może być blog?

Blog może być świetnym narzędziem do — trochę tak to nazwę, górnolotnymi słowami — ale do wspierania twoich celów i do wspierania twojej misji. Jeśli mogę, to pozwoliłbym sobie odesłać do takiego szkolenia darmowego, które zrobiłem na YouTube z chłopakami z Piątki na produkcji i tam mieliśmy godzinne szkolenie, gdzie mówiłem o budowaniu wizerunku osobistego i żeby sobie — że wizerunek osobisty to jest jednak coś bardziej konkretnego, niż się ludziom wydaje i tutaj warto sobie zdefiniować taką swoją misję. Na przykład moją misją jest promowanie języka Ruby na świecie. To nie jest mój egoistyczny cel, tak naprawdę ten cel sam w sobie nic mi nie daje, ale jest to jakaś misja. Mam coś większego niż egoizm.

Poza tym mam jakieś cele egoistyczne — czyli na przykład chciałbym, żeby Arkency miało wiernych klientów, chciałbym, żeby Arkency miało świetną ekipę programistów. I okazuje się, że tak postawione cele, jak najbardziej są kompatybilne z tym, żeby blogować, po prostu. To wszystko się dzięki temu dzieje. Trochę więc łatwiej działać, łatwiej blogować, jeśli masz taką większą otoczkę wokół tego. Czyli wiesz, po co to robisz. Nawet chęć zmiany pracy docelowo — nie podoba ci się aktualna praca, wydaje mi się, że jest łatwiejsza, kiedy masz wizerunek wytworzony jakoś i blog jest jednym z dobrych narzędzi do tego.

Brałem udział w tym szkoleniu, obserwowałem. Podlinkuję oczywiście w notatce, warto do tego materiału zajrzeć.

Zacznijmy może od początku — co powstrzymuje programistę przed założeniem bloga? Jakie demony go powstrzymują przed zrobieniem tego pierwszego kroku?

Demonów jest wiele, niestety. To są bardzo często takie na poziomie psychicznym. Jednym z nich jest przekonanie, że nie ma się niczego sensownego do podzielenia się, bo też mówiąc inaczej, wszystko zostało już napisane. Z jednej strony jest to silny argument, bo ciężko się z nim dyskutuje, no bo tak — wszystko zostało napisane, ale nie wszystko zostało napisane przez ciebie, z twoim unikalnym punktem widzenia, twoją własną opinią na ten temat. Ludzie — blogposty dzielą się na wiele różnych rodzajów. Niektóre z nich są faktycznie rozwiązaniem konkretnego, bardzo technicznego problemu i jeżeli został rozwiązany, to twój wkład może nie jest zbyt duży, ale może ujęcie tego innymi słowami niż pozostałe blogposty coś wnosi.

Czasami są takie tematy, które są nie tak bardzo binarne w swoim znaczeniu. To nie jest tak, że można je przedstawić tak albo w ogóle ich nie przedstawiać. Tylko właśnie można swoim własnym twistem jest przedstawić, swoim własnym doświadczeniem jako na przykład mobilny programista albo swoim doświadczeniem jako pythonowiec. Kolejna rzecz jak można do tego podejść, jeśli chcesz blogować, a czujesz się zablokowany na tym, że wydaje ci się, że nie masz nic do powiedzenia, no to zrób ten trik — pisz do siebie sprzed roku albo sprzed miesiąca. Albo nawet do siebie z wczoraj, bo dzisiaj się czegoś nauczyłeś, więc możesz się z tym ze sobą podzielić. I wiesz, że tego nie wiedziałeś wczoraj, więc jest ogromna szansa, że to nie tylko ty tego nie wiedziałeś wczoraj. Nagle się okazuje, że takie blogposty mogą być bardzo, bardzo ludziom przydatne. Tak zaadresowałbym ten konkretny problem. Część osób ma duży problem z perfekcjonizmem, czyli — moja technika szybkiego pisania blogpostów nie współgra jakoś mocno z takim perfekcjonizmem i osoby, które to mają, zauważą jakieś błędy czy niedociągnięcia — widać, że nad tym nie były spędzone dwa dni, tylko 10 minut. Z tym jest bardzo trudno walczyć, może to być nawet najtrudniejszy bloker. Tutaj trzeba po prostu wejść w narrację, że nie każdy blogpost musi być pracą doktorską. Nie musi być na 20 stron A4. Po prostu trzeba wyluzować te swoje wewnętrzne standardy, bo bycie perfekcjonistą w takim blogowaniu oznacza, że będziesz chciał pisać tylko naprawdę świetne blogposty gdzie przez „Świetne” też rozumiemy, że ludzie będą na to wchodzili a nad tym nie w pełni mamy kontrolę. Lansowanie lansowaniem, ale też jak coś nie chwyci, to nie chwyci. Możesz spędzić 2 dni, tygodnie czy miesiące nad jednym blogpostem, potem się okaże, że maks, na co mogłeś sobie pozwolić to 100 wyświetleń. To nie jest tak dużo. Ludzie się boją wyrażania swoich opinii, boją się, że zostaną skrytykowani za to, co myślą — to są trudne rzeczy do zaadresowania. Boją się opinii znajomych na pewno, czyli co sobie pomyślą — czy to jest banalne? Chyba najbardziej się z tym wszyscy liczymy. Boją się opinii szefa, co powie na to, że ja bloguję. Tych różnych demonów wydaje mi się, że jest dużo. Boją się pozostawić po sobie ślad w internecie, który może kiedyś im przynieść jakąś szkodę na wizerunku, a nie, że pomoże — to chyba są takie najczęstsze demony.

Ostatni demon jest chyba taki, że nie mogę blogować, dopóki sam nie napiszę własnej platformy blogowej.

To się często zdarza! Muszę przyznać, że mam relację trochę love-hate, jeśli chodzi o blogowanie. Czasem zaczynam, później wracam — teraz bardziej skupiam się na podcaście. Ale kilka razy złapałem się na tym, że szukając rozwiązania jakiegoś problemu trafiałem na swoje blogposty. Zastanawiam się, czy tobie też się zdarzyło wracać do swoich blogpostów właśnie i w jakiś sposób uczyć się od siebie z przeszłości?

Bardzo często. Fajnie, że zadałeś to pytanie. Ciekawy efekt uboczny blogowania — sposób, w jaki ty rozwiązujesz problemy jest unikalny dla ciebie. Nazywasz to konkretnie — ten problem. W związku z tym, jak za pół roku znowu na niego trafisz — jak już go rozwiązałeś i zablogowałeś o tym, to w ogóle jest szansa, że użyjesz tych samych słów kluczowych, których użyłeś do nazwania tytułu blogposta, więc Google łatwiej pomoże ci znaleźć siebie.

Stąd też wynika ten efekt — niektórzy blogują, bardzo często powtarzają, że trafiają na swoje własne blogposty i wydaje mi się, że to jest głównie efekt tego, że używamy tych samych słów kluczowych wtedy. Czyli my konkretnie nazywamy ten problem tak, jak nam się kojarzy.

U nas jeszcze jak zaczęło się zespołowe blogowanie w ramach Arkency, no to ja wielokrotnie trafiałem albo na swoje bogi, albo na blogi kolegów czy koleżanek z zespołu na blogu Arkency. I to było świetne uczucie, takie potwierdzające, że warto.

Tak, zgadza się. Powiedziałeś też — takie miałem wrażenie, zanim jeszcze zaczęliśmy rozmawiać — najwięcej treści, które tworzysz jest właśnie w języku angielskim. Czy komuś, kto dopiero zaczyna, kto myśli, żeby rozpocząć bloga, doradzałbyś, żeby startował w języku angielskim? Czy też może powoli zrobić sobie takie MVP, wystartować po prostu po polsku, zobaczyć czy to ma sens. Dopiero później planować, powiedziałbym — ekspansję.

Właśnie z tym MVP i późniejszą ekspansją, to znam bardzo mało przypadków kogoś, komu się udało. Tu są dwa warianty — trochę jak szachista do tego podejdę. Jeden jest taki, że zacząłeś MVP i ten blog — coś ci nie poszło, kiedy po polsku zacząłeś. Tym bardziej nie będziesz chciał pisać po angielsku — prawdopodobnie będziesz troszkę zniechęcony czy zniechęcona do tego i będzie kłopot.

Drugi warunek jest taki, że zrobiłeś MVP po polsku i zaskoczyło. Umiesz lansować, się okazało, ludzie to chcą czytać, komentują ci, trafia to na różne grupy dyskusyjne i cieszysz się z tego i to jest fajne. Wtedy trafiasz na taki kłopot — taka mikrospołeczność się tworzy wokół twojego bloga i trudno wtedy podjąć decyzję o porzuceniu tego, szczególnie że wydaje się, że jest miło i sympatycznie. To jest ciekawe, że nie tak wiele ułatwia to rozpoczęcie po polsku. To też jest fajny efekt, że masz społeczność po polsku, natomiast wydaje mi się, że jeśli ta droga jest taka świadoma, że po to zaczynasz MVP po polsku, żeby później, jak będę chciał przejść na globalne działania, anglojęzyczne wydaje mi się, że może być trudne. Zachęcam ludzi do działania po angielsku, co zdaję sobie sprawę, że to jest troszkę taka walka z wiatrakami, że wielu osób nigdy nie przekonam. Jednak te osoby, które przekonałem, piszą mi do dzisiaj: „Andrzej, czytałem twoją książkę, wysłuchałem twoich rad kilka lat temu, teraz mam bloga i wchodzi na niego kilkadziesiąt tysięcy osób miesięcznie”. Po prostu dużo łatwiej jest po angielsku ostatecznie, mimo że wydaje się, że jest trudniej, bo to nie twój naturalny język. To jest tak jakby ruch czy zainteresowanie twoim blogiem może być o sto kilkadziesiąt razy większe przez sam fakt, że piszesz po angielsku. Z tym argumentem ciężko jest walczyć.

Też pytanie, jakie masz cele i misje — jeśli twoim celem jest budowaniem swojego wizerunku w Polsce, bo ci to w czymś pomaga, no to wiadomo — anglojęzyczny wizerunek niekoniecznie w tym pomaga. Chociaż tutaj jest taki paradoks — byłem jednym z nielicznych, anglojęzycznych blogerów z Polski przez wiele lat i to budowało taki mój wizerunek w Polsce, takiego kogoś, kto bloguje po angielsku i to z całkiem dobrym efektem, więc skutkiem ubocznym było budowanie wizerunku. To nie było moim celem, ale jednak w Polsce zaczęli mnie ludzie kojarzyć, mimo że nie w to celowałem.

To działanie w języku angielskim może mieć dużo więcej korzyści, jeśli ktoś na przykład próbuje w ten sposób zbudować swój wizerunek, żeby na przykład zbudować klientów sobie, to tym bardziej fajnie jest mieć klientów z zagranicy i te blogi anglojęzyczne bardzo w tym pomagają. Ewentualnie można mieć dwa blogi, jak komuś starcza na to czasu. Teraz też już świadomie buduję wizerunek polski, ale bloga polskiego jeszcze nie mam. Będę się do tego dopiero przymierzał. Raczej taki techniczny przekaz pozostawiam sobie w języku angielskim.

Rozumiem. Też wówczas szlifować ten angielski jako taką umiejętność. Słyszałem taki przykład, że jeszcze w przedwojennej Polsce pewien student chciał pisać pracę magisterską, poszedł do profesora z pytaniem, o czym ma napisać — profesor powiedział, że ma na napisać o Platonie, ale po niemiecku. Student powiedział, że nie zna niemieckiego — profesor skwitował to tak, że wobec tego robi mu przysługę, ponieważ nie tylko będzie się musiał nauczyć o Platonie, ale także języka niemieckiego.

Tutaj też można w jakiś sposób trochę ten angielski podszkolić blogując od razu po angielsku, chociażby wystawiając się na ekspozycję i trochę przeciwdziałając takiej blokadzie, którą często mamy jeśli chodzi o w ogóle wyrażanie się. danym języku. Wydaje mi się, że mnóstwo programistów rozumie, potrafi przeczytać techniczny angielski, ale już ma spory problem, żeby w jakiś sposób się w tym języku wyrazić.

Zupełnie się zgadzam. W ogóle, fajna historia z tym Platonem.

Jeszcze dodałbym coś takiego, że twoi czytelnicy — bloga anglojęzycznego — ich zdecydowana większość nie jest natywnymi anglojęzycznymi mówcami. To nie są ludzie konkretnie z Anglii, Stanów Zjednoczonych czy Kanady, tylko będziesz miał bardzo dużo czytelników z Niemiec, z Danii, z Indii, Japonii. To już zależy, gdzie twoja technologia jest popularna. Sam mam trochę czytelników z Japonii.

Jeszcze dodałbym coś takiego, że twoi czytelnicy — bloga anglojęzycznego — ich zdecydowana większość nie jest natywnymi anglojęzycznymi mówcami. To nie są ludzie konkretnie z Anglii, Stanów Zjednoczonych czy Kanady, tylko będziesz miał bardzo dużo czytelników z Niemiec, z Danii, z Indii, Japonii.

Warto pamiętać, że nie musimy być perfekcyjni z angielskim. Czytają nas również nieperfekcyjni, anglojęzyczni czytelnicy. Nawet nie wyłapią niuansów — to jest taka pierwsza moja obserwacja. Druga rzecz — bardzo istotna, druga technika: nie próbujmy się bawić w Szekspira. Nie piszmy zdań wielokrotnie złożonych. Piszmy bardzo proste zdania, po prostu skoncentrujmy się w tym wszystkim na merytoryce, wklejamy kawałki kodu na przykład i skupmy się na tym, co programistom po drugiej stornie się przyda, a nie myślmy o tym w kategoriach jak pracy doktorskiej z literatury.

Jasne, słusznie. A co myślisz o miksowaniu języków w ramach jednego bloga? Czy może lepiej właśnie pójść w tym kierunku, jak powiedziałeś, że raczej założyłbyś drugiego bloga, przeznaczonego od tej audiencji dla ludzi, którzy po polsku się po prostu potrafią dogadać niż próbować w ramach jednego bloga mieszać wpisy z różnych języków?

Tutaj moje przemyślenie jest takie, że my jako Arkency — mamy bloga Arkency, 300 kilkadziesiąt blogpostów po angielsku, mamy rozpoznawalny brand, rozpoznawalny wizerunek, marketing i nam na przykład, nagle jakbyśmy dorzucili naszego głównego bloga blogpost po polsku, to wydaje mi się, że byłoby to dziwne i nie pasowałoby za bardzo. Też nasz blog jest na tyle popularny, że akurat w naszym przypadku ten RSS jednak się trochę rozchodzi.

Jeżeli jednak raczej jesteś na początku swojej drogi, to lepiej jest myśleć o każdym ze swoich blogpostów jak o takim osobnym, tzw. landing page’u. Czyli ty będziesz raczej lansował czy lansowała swoje konkretne blogposty w różnych miejscach i osoba, która trafia na twoją główną stronę bloga raczej trafia bardziej zaciekawiona, jako ten drugi klik w ramach twojej platformy blogowej. Czy najpierw trafi na konkretny blog, potem zobaczy, czy może jest więcej — wcale też tych ludzi, którzy klikają na te blogposty na tę główną stronę nie jest aż tak dużo. Powiedzmy, że zanim osiągniesz ten moment 50 blogpostów, czyli moment, kiedy brand już jednak jest, jakaś społeczność się tworzy, to z mieszaniem nie ma żadnego problemu. Zachęcałbym, jeśli jest dylemat. Dalej zachęcam do blogowania bardziej po angielsku, ale jeśli czujesz czasami potrzebę, żeby zapostować po polsku, to po prostu zrób to.

Druga rzecz — zakładanie blogów jest bardzo tanie, wręcz darmowe i możesz mieć po prostu dwa osobne blogi i nie ma z tym kłopotu.

Efekty blogowania zazwyczaj przychodzą po pewnym czasie, pod warunkiem, że nie masz już wcześniej jakiejś zebranej społeczności albo po prostu nie przechodzisz z innych kanałów social mediowych. Czy myślisz, że zaczynając swoją przygodę z blogowaniem powinno się mieć jakiś cel, przynajmniej jakieś wyobrażenie tego, w jakim kierunku chcemy ten blog popychać? Też raczej podejście na zasadzie „Czas pokaże”, nie zamartwiamy się strategiami na początku?

Myślę, że mimo wszystko czas pokaże. Tutaj ciężko trafić na samym początku. Myśmy bloga Arkency jak rozkręcali, no to już było trochę na bazie mojego bloga w tym rozumieniu, że już trochę czuliśmy naszą społeczność Ruby’ową, to była trochę taka kontynuacja — nie mojego blogowania tylko kontynuacja stylu.

Mamy bardzo jasno zdefiniowaną grupę docelową — to są programiści Ruby. Raczej z tych zaawansowanych niż nowicjuszy. Pod tym względem było łatwo. Kiedy zaczynałem blogować na początku, to w ogóle miałem miksy blogpostów o Pythonie i o Ruby — w Pythonie też sobie trochę robiłem. Chyba nawet o Javie mi się coś zdarzyło napisać. Na początku nie ma to większego znaczenia. Blogposty poza taką wartością czysto merytoryczną, informacyjną, którą czasami przeceniamy, jako twórcy blogpostów, że tylko kontent mamy tworzyć, no to pamiętajmy, że też właśnie ten nasz wizerunek polega na opowiadaniu swojej historii, czyli napisz jak trafiłeś na programowanie, napisz coś, o czym myślisz. Swoje własne przemyślenia, niekoniecznie to musi być kontent w rozumieniu — taka jasna wartość dla kogoś. Ludzie bardzo lubią czytać historie — i również historią jest to, co robiłeś wczoraj w projekcie.

Wiem, że to jest pytanie, które zadam może być w jakiś sposób wtórne, ale osoby, które dopiero zaczynają — nieadekwatnie dużo czasu mogą na to poświęcić. Czyli jaką platformę wybrać na początek? Własny blog na WordPressie może jakiś gotowy system typu medium.com, blog firmy, w której pracuje? Co byś poradził takiej osobie?

Poleciłbym faktycznie rozważenie bloga firmowego, choćby po to, bo prawdopodobnie jest już postawiony i masz jakiś pierwszy punkt ekspresji, swoich przemyśleń czy informacji technicznych. Po drugie, jeśli pracujesz w tej firmie, utożsamiasz się z nią i życzysz jej dobrze, wiążesz się z nią na dłużej — to jest naprawdę ogromna, ogromna wartość dla firmy. I myślę, że każda firma, jaką znam przynajmniej, wspiera takie działania. To jest bardzo dobry punkt startu i warto o to zapytać w firmie.

Nawet jeśli z tej firmy kiedyś wyjdziesz — wiadomo, w firmach się nie jest nieskończenie długo, te blogposty pozostaną pod twoim nazwiskiem prawdopodobnie i nadal służą ci wizerunkowo. Zawsze możesz linkować do nich czy coś w tym stylu. Nawet są oświetlone światłem jakieś profesjonalnej firmy, więc fajnie to działa. To jest świetny punkt startu.

Drugi punkt — poszedłbym w jakieś łatwizny, żeby po prostu się nie blokować na początku. Znam wielu programistów, którzy w miarę już przekonani do idei blogowania spędzają miesiące na albo pisaniu własnej platformy blogowania, albo na nieskończonym tweakowaniu, set-upowaniu, jakiegoś tam gotowca. Takiego, którego trzeba jednak zahostować samodzielnie. Tu jest przestrzeń do tego, żeby się pobawić. Każdy programista lubi się takimi rzeczami pobawić. Zachęcałbym do jakiegoś medium. Z medium są jakieś mity — znaczy, nie do końca. Faktycznie oni część ruchu potrafią zrobić płatną, ale można prawdopodobnie to ustawić.

Można też pójść na inną platformę. Blogger chyba wciąż działa. Taki krok dalej, ale tu jest ryzyko, że wpadniemy w konfigurację, no to są te takie własne, statyczne rzeczy, ale łatwe do hostowania. Czyli na przykład GitHub pages lub Gatsby. Ostatnio tam zerknąłem — fajna rzecz, szczególnie jeśli przy okazji chcesz się nauczyć Reacta albo znasz Reacta, to jest to mega ciekawe.

Tam jest potencjał na to, że się po prostu rozproszysz. Że jest ryzyko, że zamiast blogować, zaczniesz sobie konfigurować Gatsby. Z tym ostrożnie! Lepiej po prostu próbować sobie ustawić na to-do taska o nazwie „Bloguję dzisiaj” i w tym wszystkim to, że postawię Gatsby jest tylko szczegółem implementacyjnym, bo podejrzewam, że ktoś już ustawiał kiedyś Gatsby to jemu to zajmie pół godziny, mi zajmie to pewnie pół dnia, komuś, kto ma mniejsze doświadczenie techniczne może to zająć kilka dni, żeby skonfigurować, zdeployować Gatsby. Trzeba być z tym ostrożnym, bo można zapomnieć, jaki był mój główny cel. Głównym celem było napisanie blogposta o tym, co dzisiaj zrobiłem w Pythonie.

Zgadza się, zgadza się. Czy według ciebie lepiej iść w takie długie, perfekcyjnie przygotowane wpisy niczym Michał Szafrański, gdzie budujesz taki obraz pełny siebie jako eksperta, jako osoby, która dokonała dużego researchu, sypie faktami z rękawa, czy też właśnie jak powiedziałeś na początku — krótsza, luźniejsza forma o jakimś małym problemie, tylko wycinku, czymś, co udało mi się dzisiaj rozwiązać, czy też może właśnie miksowanie tych różnych podejść najlepiej się sprawdza?

Najbardziej prawdopodobne jest to, że jeśli jesteś programistą czy programistką, to nie byłeś we wcześniejszym życiu pisarzem. Trochę trudniej jest o takie długie formy. Michał Szafrański był wcześniej autorem książek, więc on miał sztukę pisania już opanowaną. Takim ludziom łatwiej się bloguje długie formy. Zdecydowanie zachęcam do bardzo krótkich form — przynajmniej te kilkanaście, kilkadziesiąt pierwszych blogpostów tak na rozgrzewkę przez kilka miesięcy po prostu piszmy krótko. Potem styl pisania już się wyrabia i dojdzie się do momentu, gdzie będzie chęć pisania dłuższej treści. Dłuższa treść ogólnie — wiadomo, jest w jakim sensie bardziej wartościowa dla internetów, czyli dla jakiegoś ruchu, dla SEO i dla linkowania. Nie mówimy, że nie będziemy tego nigdy robić, tylko rozgrzejemy się. Tak samo, jak podchodzisz do biegania — nie idziesz z marszu na maraton! Tylko robisz trochę mieszanego marszu, chodu, biegania, później już trochę biegasz 5 km, potem 10, potem rzucasz się na maraton. Tak samo z blogowaniem — po prostu daj sobie szansę rozgrzać się i przygotować do tego, bo z tymi esejami — tak mówię na te długie blog posty, to jest tak, że można mieć go w to-do przez kilka miesięcy i nigdy nie czuć, że się go skończyło. To są tak naprawdę rzeczy, które mogły być książkami, a tacy ludzie jak Michał Szafrański po prostu traktują to jako bardzo duży i ważny element ich marketingu. Mają cięższe pozycje w sprzedaży, gdzieś tam w ich lejku marketingowym czy w lejku sprzedażowym. Na początek nie rzucałbym się na to. Oczywiście są wyjątki — ostatnio trafiłem na przykład jest na Instagramie Beata Lipska, która przeszła do świata programowania i bardzo fajnie dzieli się tym, jak to jest być teraz juniorem. Była wcześniej copywriterką — napisała świetnego blogposta, bardzo długiego, długa forma z wieloma poradami jak zaczynać jako junior.

Ten copywritingowy background, że tak to ujmę, po prostu bardzo widać. Ma świetne pióro, świetny żart, świetny styl. Jak widzimy takie blogposty, pamiętajmy, że to są ludzie, którzy prawdopodobnie ćwiczyli pisanie już wcześniej. Mają po prostu tego skilla — my go jeszcze nie mamy.

👉 Czytaj dalej na:

kkempin’s dev blog

Dev and life blog.

Medium is an open platform where 170 million readers come to find insightful and dynamic thinking. Here, expert and undiscovered voices alike dive into the heart of any topic and bring new ideas to the surface.

Follow the writers, publications, and topics that matter to you, and you’ll see them on your homepage and in your inbox.

If you have a story to tell, knowledge to share, or a perspective to offer — welcome home. It’s easy and free to post your thinking on any topic.

Get the Medium app

A button that says 'Download on the App Store', and if clicked it will lead you to the iOS App store
A button that says 'Get it on, Google Play', and if clicked it will lead you to the Google Play store