Co warto wiedzieć o inwestowaniu pracując w IT?

W ramach podcastu “Porozmawiajmy o IT” miałem okazję porozmawiać z Jackiem Lempartem o tym co warto wiedzieć o inwestowaniu pracując w IT.

Posłuchaj naszej rozmowy w wersji audio 🎧 👇

Cześć! Mój dzisiejszy gość to programista, bloger finansowy, podcaster i osoba edukująca w temacie finansów i inwestowania. Autor oprogramowania System Trader ułatwiającego samodzielne inwestowanie. Moim i Waszym gościem jest dzisiaj Jacek Lempart.

Cześć Jacku! Bardzo miło mi gościć Cię w podcaście!

Cześć Krzysztof! Witam serdecznie! Dziękuję bardzo za zaproszenie do podcastu. No i myślę, że dzisiaj czeka nas ciekawa rozmowa, bo Twój podcast jest „Porozmawiajmy o IT”, a dziś będziemy rozmawiać o nieco innej tematyce, więc sam jestem ciekaw, jaki będzie odbiór z drugiej strony.

Ja również. Bo będziemy rozmawiać o tym co warto, ale również co trzeba wiedzieć o inwestowaniu. Ale tak trochę z zaadresowaniem tego do osób, które się w IT poruszają, bo nie jest dla nikogo tajemnicą, że te osoby często zarabiają czy posiadają takie nadwyżki finansowe, które można zainwestować w jakieś uciechy życia doczesnego albo pomyśleć trochę o przyszłości i w sposób mądry je zainwestować, bo o takim właśnie inwestowaniu będziemy chcieli dzisiaj porozmawiać.

Nie ukrywam, że Ty byłeś dla mnie naturalnym kandydatem do tego tematu, bo z jednej strony łączysz zawodowo pracę jako programista, z drugiej strony od wielu lat aktywnie inwestujesz i edukujesz w tym temacie, tak więc myślę, że to jest idealne połączenia tych dwóch światów. Więc dzisiaj taki trochę taki edukacyjny odcinek, bym powiedział. Trochę odbiegający od technikaliów, ale myślę, że niezwykle ważny. Z taką misją, żeby zasypać tę lukę w edukacji, której nasz system edukacji nam niestety nie zasypuje. Miejmy nadzieję, że tak proedukacyjnie wyjdziemy.

Żeby nie przedłużać już tego wstępu, to rozpocznę od takiego standardowego pytania, które zawsze u siebie mam. Pytanie do Ciebie Jacku, czy Ty słuchasz podcastów? Jeśli tak, to czy masz swoje jakieś ulubione, o których chciałbyś powiedzieć?

Tak, słucham podcastów i to dość regularnie. Zwykle słucham podcastów gdy biegam, albo gdy jadę samochodem. Zwykle jest u mnie tak, że jak jadę samochodem, to robię długie trasy 1000+ kilometrów, więc wtedy jest u mnie wręcz taka uczta podcastowa, można powiedzieć. To jest też taki sposób na umilenie sobie podróży, więc ja lubię takie długie podróże, bo wtedy można sobie nadrobić wszystkie zaległości podcastowe. Natomiast biegam dość regularnie i chociaż wtedy nie mam tak dużo czasu, to zwykle te pół godziny do godziny kilka razy w tygodniu znajduję.

Jeżeli chodzi o moje podcasty, znaczy podcasty, których ja słucham, to są głównie podcasty z zakresu finansów. To jest moja pasja. Jak wspomniałeś, owszem jestem facetem z IT, jestem programistą, mamy zresztą chyba nawet podobne doświadczenie jeśli chodzi o czas — mniej więcej w podobnym czasie startowaliśmy ze swoimi karierami. Natomiast jeżeli chodzi o podcasty, to żeby tak nie przedłużać — większość jest zagranicznych — ale zacznę od Polski.

Tutaj głównie słucham albo Artura Wiśniewskiego z bloga stockbroker.pl, albo też Tomka Jaroszka — Nic za darmo. To jest dość nowy podcast, chociaż Tomek jest dość długo na tej scenie finansowej w Polsce w blogosferze, to podcast sam w sobie jest dość nowy, ale bardzo fajny. Lubię sobie Tomka posłuchać. Jest też kilka jeszcze innych podcastów, natomiast zazwyczaj jest tak, że jeżeli już słucham jakiś podcast z Polski to zwykle wtedy, gdy jest jakiś temat, który mnie specjalnie interesował i słucham wtedy tego konkretnego odcinka.

Natomiast jeżeli chodzi o świat, to większość moim podcastów jest ze świata, głównie ze Stanów Zjednoczonych. Meb Faber to jest taki inwestor amerykański, twórca też ETFów, osoba w mediach w Stanach Zjednoczonych. Miałem zresztą przyjemność gościć Meba Fabera w moim podcaście. „Rational Reminder” to jest akurat kanadyjski podcast Bena Felixa. Paul Merriman to jest inwestor z naprawdę z dużym doświadczeniem, półwiekowym już. Amerykański inwestor, który w naprawdę znakomity, świetny sposób tłumaczy zagadnienia związane z inwestowaniem obecnie głównie takim pasywnym, o czym zresztą pewnie później porozmawiamy. No i Rick Ferri — tutaj przede wszystkim o inwestowaniu pasywnym.

Miałem tę przyjemność, że i Paul Merriman jak i Rick Ferri też u mnie gościli w podcastach. To jest tak, że jak zwykle słucham podcastów i jest osoba, która gdzieś tam mocno rezonuje z tym, jak ja postrzegam świat, to przywilej robienia podcastów jest taki, że można później te osoby zaprosić i z nimi porozmawiać i to jest bardzo fajne. To tak w dużym skrócie mniej więcej, jeżeli chodzi o to czego słucham.

Fajnie, dzięki! Myślę, że jak ktoś się wybiera w długą podróż, to faktycznie może z tej listy skorzystać, żeby pogłębić te tematy, o których dzisiaj będziemy mówić.

Dobra Jacek, ale powiedz mi, jak to się stało, że zostałeś programistą, a później zainteresowałeś się inwestowaniem? Co Cię wciągnęło w tę nieco odmienną domenę?

Myślę, że to jest coś, co w gruncie rzeczy chyba większość osób przechodzi w IT. Każdy w pewnym momencie ma jakieś nadwyżki finansowe i stara się je gdzieś ulokować, w sposób, który wykracza poza te standardowe instrumenty, typu lokata w banku. Gdy ja zaczynałem swoją przygodę, karierę w IT, miałem kolegów, którzy byli takimi, powiedzmy rasowymi inwestorami i ja od początku sobie obserwowałem, jak to wygląda gdzieś tam z boku. Wtedy pewnie wyglądałem jak frajer, który gdzieś tam kisi te pieniądze na smutnej lokacie w banku. To był gdzieś rok 2005–2006, kiedy to w Polsce mało kto inwestował za granicą. To było głównie inwestowanie w Polsce, na polskiej giełdzie papierów wartościowych, w polskie akcje. Oczywiście to była hossa, więc te wyniki były piękne u moich kolegów, co mnie jeszcze bardziej nakręcało i nie ukrywam, że to też rodziło pewnie też niezdrowe oczekiwania, o których być może sobie później też porozmawiamy. Natomiast w pewnym momencie zdecydowałem się, że ja też nie chcę stać w boku i zainwestuję moje pieniądze. Mój pech polegał na tym, że wkrótce przyszła bessa i to największy kryzys finansowy od dekad wręcz, lata 2007–2009, co było bardzo mocną szkołą życia. Natomiast ja będąc w IT, starałem się od początku wykorzystywać w pewnym sensie swoje umiejętności programistyczne. Starałem się od razu podchodzić do tematu przez pryzmat takiego szkiełka i oka, to znaczy działać bardziej na danych, na twardych faktach, liczbach, mniej na przekonaniach. Dla jasności nie od razu poszedłem w tę drogę, niestety przyszło mi błądzić wielokrotnie i ponabijałem sobie guzów. Mogę tylko powiedzieć, że cieszę się, że nie miałem wtedy wielkiego kapitału, bo rachunek, jaki by mi rynek wystawił, byłby znacznie bardziej słony.

W pewnym momencie, jak przyszedł ten kryzys i jak doznałem, naprawdę jak na tamte czasy i na tamte możliwości finansowe, dość solidnego kopniaka, to był taki moment, kiedy mogłem sobie powiedzieć — koniec, nie chcę mieć nic z tymi rynkami wspólnego i jednak ta lokata będzie lepsza, albo taki moment, w którym „dobra, nie poddaję się” i ja wybrałem tę drugą opcję i to się przerodziło w pasję. Nawet na pewnym etapie swojej kariery w IT myślałem o połączeniu tego, być może, że będę pracował w banku inwestycyjnym i miałem nawet dość skonkretyzowane oferty na stole. Faktycznie byłem o włos od tego, żeby pójść w tę ścieżkę. Z różnych powodów, powiedzmy prywatnych, bo wiązało się to wtedy z wyjazdem z kraju, nie zdecydowałem się na tę opcję, a później jakoś to ode mnie odeszło, więc ta kariera IT sobie szła tym starym, utartym torem, a ja niejako na boku, można powiedzieć, że wyrobiłem sobie drugą specjalizację — właśnie w inwestowaniu w finansach.

Chociaż dla jasności, ja nie uważam się tutaj za żadnego eksperta i uważam, że nie każdy musi być ekspertem, żeby inwestować. To jest bardzo ważne, żeby to każdy zrozumiał. Ważne jest, żeby to robić z głową, rzetelnie, żeby po prostu pewne podstawowe reguły mieć przyswojone i za nimi podążać. Natomiast nie polega na tym, żeby być tutaj ekspertem i że trzeba znać tutaj od podszewki wszystko, bo to w takim wymiarze czysto inwestycyjnym wcale nie musi być takie pomocne. W ten sposób można powiedzieć, sobie żyję. W pewnym momencie stwierdziłem, że założę do tego blog, podcast. Myślę, że łączę pasję informatyki i pasję inwestowania razem i one się świetnie uzupełniają, bo dzięki temu mogę, chociażby tworzyć narzędzia w postaci oprogramowania, właśnie wspomagające proces inwestowania.

Świetnie… Właśnie z tej historii, którą tutaj powiedziałeś, wynika, że relatywnie wcześnie zacząłeś inwestować. Może jak na tamte czasy było to relatywnie dużo bardziej wcześnie, niż to jest dzisiaj, bo ta wiedza trochę się upowszechniła. Natomiast relatywnie jest to wcześnie. Tutaj z tego chciałbym wyciągnąć takie pytanie na temat tego, kiedy rozpocząć inwestowanie? Bo jest taki powszechny osąd, że dopiero kiedy będziesz miał spore nadwyżki finansowe, to jest odpowiedni moment, żeby coś z nimi robić. Czy to jest dobre podejście? Czy może wcześniej powinniśmy myśleć już o inwestowaniu?

Osobiście uważam, że warto zająć się inwestowaniem tak wcześnie, jak to jest tylko możliwe. A w przypadku rodziców swoich dzieci, można to zrobić wręcz w momencie urodzenia tych dzieci. Czyli inwestować w ich imieniu. Ja zresztą przygotowałem sobie tutaj taki konkretny przykład, który przytoczę, żeby zachęcić do inwestowania jak najszybciej. Natomiast generalnie uważam, że bez sensu jest coś takiego, że będziemy czekać, aż odłożymy pierwszy przysłowiowy milion i wtedy dopiero zajmiemy się inwestowaniem. To byłoby po prostu szkoda pieniędzy — szkoda, żeby pożerała je inflacja, zwłaszcza w obecnych czasach. Oczywiście, nie zachęcam, aby każdy nagle ze swojej specjalizacji, w tym przypadku robiąc karierę w IT, porzucił swoją karierę w IT i w dzień i nocy inwestował, bo to jest bez sensu. Prawdopodobnie więcej zarobimy w IT i lepiej, żebyśmy się skupiali na swojej karierze. Natomiast warto odrobić jak najwcześniej swoją lekcję i to jest o tyle dobre, że można tę lekcję odrobić raz — porządnie, i ona będzie nam pracowała całe życie. Czyli przygotować konkretnie swój plan inwestycyjny. Oczywiście z czasem on może ewoluować, może się zmieniać, my się zmieniamy, nasze oczekiwania, nasze doświadczenia się zmieniają i to jest naturalne.

Natomiast w skrajnym przypadku, jeżeli ktoś nawet wchodząc dopiero do branży IT, zaczynając tam dopiero pracować, zaczyna dopiero zarabiać pierwsze pieniądze — jeśli ktoś odrobi swoje zadanie, to w skrajnym przypadku ten portfel, który sobie zbuduje, czy ten zaczątek portfela, to ta strategia może być wykorzystywana do końca naszego życia. Może być to naprawdę bardzo proste. Więc zachęcam do tego, aby to robić jak najwcześniej i nie odkładać tego na później. Chodzi tutaj też o to, żeby ten procent składany działał na naszą korzyść jak najdłużej. A procent składany ma tę zaletę, że im dłużej pracuje dla nas, tym efekty są lepsze.

Przygotowałem, jak wspomniałem, taki przykład konkretnego modelu inwestycyjnego, jaki mógłby na przykład wdrożyć sobie rodzic czy rodzice swojego dziecka. Dla jasności to jest tylko po to, żeby zwizualizować potęgę procentu składanego w czasie i żeby zwizualizować potrzebę jak najwcześniejszego inwestowania. W Polsce obecnie mamy świadczenie 500+ na dzieci i to jest coś, co otrzymujemy i jest to nam dane. Po prostu tak ustawodawca stwierdził, że te pieniądze mamy. Wcześniej oczywiście ludzie też żyli bez 500+ i też sobie dawali radę. Zwłaszcza w IT myślę, że wielu osobom jakoś tutaj drastycznie nie zmienia budżetu, więc myślę, że gdyby ktoś przyjął sobie taką prostą strategię, że odkłada 500+ w momencie narodzin swojego dziecka, czyli w gruncie rzeczy to jest 6000 tysięcy złotych w ciągu roku. Jeżeli dodatkowo by te 500+ każdego roku indeksował o 5%, czyli, tak żeby niwelować inflację — teraz inflacja jest co prawda wyżej — ale powiedzmy, że gdzieś w długim horyzoncie to będzie 5%. Zresztą tutaj nie chodzi o twarde liczby w tym momencie tak bardzo, ale chodzi o sam proces. Tak więc odkładamy 500+, każdego roku podnosimy to 500+ o 5% i każdego roku te wszystkie pieniądze w tym przypadku inwestujemy bardzo agresywnie, tylko i wyłącznie w na przykład w bardzo tani fundusz akcji amerykańskich S&P 500, czyli 500 największych spółek amerykańskich. Może to przemawiać do ludzi z IT, bo tam mamy Googla, mamy Microsoft, mamy ABN. Robiąc coś takiego, takiego prostego, co zajmie nam dosłownie kilka minut w roku, my… no i właśnie, jak byś miał strzelić, to po osiemnastu latach, czyli jak dziecko osiągnie pełnoletność, to jak myślisz, ile można w ten sposób mieć kapitału na końcu? Czyli 6 tysięcy złotych rocznie, przez 18 lat, oczywiście indeksujemy to o 5%. Ja tak Ci podpowiem, że kapitał, który jest włożony w tym czasie, to jest około 170 tysięcy, niespełna 170 tysięcy złotych to jest ten nasz wkład przez 18 lat. Nie od razu, tylko przez ten cały okres.

To jak myślisz, ile po osiemnastu latach, w latach 2004 do końca 2021 roku — oczywiście, gdybyśmy zmienili ten okres, to te wyniki mogłyby być różne, ale też nie o to w tym chodzi — to jak myślisz, jaki kapitał ktoś mógłby mieć na końcu?

Zupełnie strzelam, ale obstawiam, że pomiędzy 300–400 tysięcy?

Ponad 660 tysięcy. Mniej więcej cztery więcej, niż to, co włożyliśmy. To jest właśnie siła procentu składanego.

Teraz sobie wyobraźmy, że mamy tego osiemnastolatka osiągającego właśnie pełnoletność i z tej okazji mu mówimy: masz tutaj dostęp do rachunku, na którym masz 660 tysięcy złotych i podajemy mu konkretny przepis, jak może ten portfel prowadzić dalej. Nie zachęcamy go do tego, żeby to od razu skonsumował — bo szkoda — ale możemy podziałać na jego wyobraźnie i powiedzieć: słuchaj, jeżeli będziesz chciał, to za kolejnych 18 lat będziesz mógł z tym przejść na emeryturę. Będziesz mógł być zupełnie wolnym finansowo człowiekiem. I po kolejnych osiemnastu latach to już przy podobnym podejściu, to znaczy dalej dopłacając te same kwoty, już byśmy operowali na milionach złotych. Ta osoba mogłaby mieć wolność finansową przed czterdziestym rokiem życia, nie robiąc tak naprawdę nic nadzwyczajnego. Nie robiąc żadnego świetnego biznesu, że musimy jakiś wielki biznes otworzyć, jakąś wielką firmę, być człowiekiem sukcesu, tylko regularnie, z dyscypliną dopłacając tak niewielką kwotę, można osiągnąć takie cele, które mogą wręcz zaskakiwać. Myślę zresztą, że to wynika z tego, że ludzie mają taką tendencję, wszyscy mamy taką tendencję, że przeceniamy, co możemy zrobić w przeciągu miesiąca, roku, a zupełnie nie doceniamy, co możemy osiągnąć na przestrzeni lat.

Właśnie, ten scenariusz, który podałeś, on mocno wpływa na naszą wyobraźnię. Natomiast, to jest jedna z możliwości. Jeżeli miałbyś odpowiedzieć na pytanie, po ludzie inwestują, to jakie najczęściej scenariusze spotykasz? Mogę sobie wyobrazić, że ktoś inwestuje krótkoterminowo, spekulacyjnie, żeby uzyskać jakiś zysk. Później są jakieś długoterminowe cele. Jakie najczęściej ludzie obierają sobie cele do inwestowania?

Myślę, że te cele są bardzo zależne od osoby. Bo ktoś może, tak jak powiedziałeś, mieć w sobie żyłkę spekulanta i próbować drogi na skróty — chociaż dla jasności, ja nie chcę tutaj potępiać drogi, że ktoś jest tutaj krótkoterminowym spekulantem. Sam w ramach swojego podcastu miałem takie osoby u siebie. Chociaż to jest zwykle w przypadku osób, które robią to zawodowo i to jest ich fach. Natomiast, jeżeli ktoś rozumie spekulacje jako taką spekulację po godzinach, że być może to będzie taka droga na skróty do bogactwa, to niestety statystyka jest przeciwko nam i mamy większe szanse, że owszem, pomnożymy ten portfel, ale raczej przez coś mniejszego od jeden, a to raczej nie o to chodzi. Więc to, że ktoś może szybko zarobić pieniądze, to może tak zachętach, bo ten rynek tworzy taką iluzję łatwych pieniędzy często. Bo wiesz, o ile programistą nie staniemy się po przeczytaniu jednej książki przez weekend i nie będziemy od razu programistami w języku Java — w tym ja się akurat specjalizuję — to właściwie możemy sobie otworzyć rachunek u brokera i otworzyć od razu pozycje i od razu zarobić pieniądze, może nam od razu się wydawać, że to takie świetne, bo coś przewidzieliśmy. Tak często się sprowadza to inwestowanie, że ludzie myślą, że to polega na tym, że ten, kto lepiej przewiduje przyszłość, ten więcej zarabia. No tak to niestety nie działa. Więc owszem, może być ten pierwszy powód, natomiast nie jest to najlepszy powód, a jeżeli ktoś to robi, to niech robi to świadomie i na mniejszych pieniądzach.

Taki bardziej przyziemny powód, dla którego ludzie inwestują, dla którego powinni inwestować, to jest ochrona przed inflacją. To jest bardzo poważny problem. Przez lata w Polsce był mało dostrzegany, bo ta inflacja nie była problemem, była niska inflacja wręcz. Owszem, zwłaszcza ludzie z IT to nie są ludzie, którzy pracowali w latach 80. i 90. w Polsce, kiedy inflacja była problemem. Jak ktoś pracuje w IT już 20 lat, to jest całkiem spory staż pracy, to nie było tego problemu z inflacją. Ta inflacja wręcz spadała i mieliśmy okresy deflacyjne, czyli żeby tak w prostszy sposób powiedzieć — był okres, że pieniądze przybierały na wartości. Natomiast obecnie, jeżeli sobie odłożymy pieniądze na lokatę w banku, to musimy mieć świadomość tego, że realnie tracimy 7–9% w skali roku, czyli żeby to było jeszcze bardziej obrazowe, jeżeli włożymy sobie na lokatę do banku 100 tys. złotych to, pomimo że my po roku czasu będziemy mieć naliczone jakieś odsetki to wartość nabywcza, czyli siła tego pieniądza jest mniejsza o około 7%. To tak jakbyśmy realnie mieli tam 92 tysiące. Nie wydaliśmy tych pieniędzy, ale o tyle one są mniej warte. Tak że to jest bardzo duży problem i to problem, który niewiadomo kiedy przeminie. Zresztą inflacja jest tak naprawdę zawsze w inwestowaniu największym problemem, bo ta inflacja jest wpisana w pieniądz, jaki mamy, ten tak zwany pieniądz fiducjarny, czyli ten pieniądz w czasie zawsze traci. To nie jest domena, tylko polskiego złotego, nawet najmocniejsza waluta świata, jaką jest, na przykład frank szwajcarski, również traci. Ta ochrona przed inflacją to jest naprawdę bardzo ważna rzecz. Inwestowanie na rynkach kapitałowych jest dobrym narzędziem, żeby przed tą inflacją się chronić.

Jak już mamy ten pierwszy najważniejszy element załatwiony, czyli ochronę przed inflacją, ale mówimy tu o ochronie takiej długoterminowej, to nie jest tak, że mamy remedium, które ochroni nas tu i teraz, w każdej sekundzie, tylko mówimy tu o długim horyzoncie czasowym, liczonym w latach lub wręcz dekadach.

Kolejnym etapem, na który warto zwrócić uwagę, to jest pomnażanie tego kapitału. My pracujemy na przykład w IT, odkładamy te pieniądze, ale fajnie by było, gdyby te pieniądze mogły dla nas pracować, żebyśmy mogli je zagonić do bardziej wytężonej pracy. Tu znów można tak obrazowo dla osób w IT powiedzieć, że tak jak ktoś sobie kupował S&P 500, to tak naprawdę właśnie te firmy typu Google, Amazon, Microsoft, Intel, one w gruncie rzeczy pracowały dla nas. Te osoby, które rozwijały te biznesy — my zainwestowaliśmy w te biznesy — oni tak naprawdę pracowali na nasz sukces. Dzięki temu, że my mogliśmy te pieniądze tam zainwestować. Więc ochrona przed inflacją i pomnażanie kapitału to są dwa podstawowe elementy, które warto uwzględniać. Myślę, że większość osób, starających się w ogóle myśleć o inwestowaniu to je bierze pod uwagę, choć niestety ten czynnik spekulacyjny również jest mocny i ktoś niestety może mieć złe oczekiwania i starać się robić drogi na skróty, ale przed tym przestrzegam.

Pewnie. Jako kolejne pytanie może się na pewno pojawić wątpliwość, w co inwestować? Co prawda nie robiłem takiej ankiety, ale myślę, że gdybym zapytał osoby pracujące w IT właśnie w tym temacie, to przypuszczam, że akcje i kryptowaluty pewnie gdzieś by się znalazły w takim ogólnym pojmowaniu, w co w ogóle można inwestować. Ale to nam nie wyczerpuje wszystkich klas aktywów, jakie możemy sobie wyróżnić.

Chciałem Cię zapytać, o jakich podstawowych klasach w ogóle możemy powiedzieć, takich najbardziej popularnych?

Zaraz przejdę do tego pytania, tylko dopowiem do poprzedniego pytania, bo umknęło mi, a myślę, że to jest też bardzo ważne. Stopa zastąpienia, czyli jeżeli ktoś liczy na to, że na emeryturze będzie miał pieniądze od państwa, jest obecnie przewidywana na 20–30% za kolejne 15–20 lat. Warto, żeby każdy sobie odpowiedział, czy za na przykład 20–30 lat wystarczy mu, żeby miał 20–30% swoich obecnych dochodów. To jest też kolejny powód jeżeli chodzi o inwestowanie i już zamykam ten temat.

Natomiast wracając do Twojego teraz bieżącego pytania o klasę aktywów — tak naprawdę tych klas aktywów nie ma tak wiele i takie podstawowe klasy aktywów, te, o których mówiłeś — akcje, obligacje to są podstawowe klasy aktywów i one w sumie nawet są wystarczające, żeby móc sensownie inwestować. Inne klasy aktywów, które są wymieniane to: towary, rozumiem przez nie również metale szlachetne, czyli to co inwestorzy lubią, ale również płody rolne, surowce energetyczne i tak dalej. Waluty, gotówka, to jest kolejna klasa aktywów. To, że my możemy mieć w portfelu nie tylko naszego polskiego złotego, ale i inne waluty czy wręcz gotówkę, to jest właściwie jeżeli chodzi o klasy aktywów. Kolejne klasy aktywów, ja tu je wymienię jeszcze, chociażby nieruchomości czy kryptowaluty, one tak naprawdę nie są same w sobie taką prawdziwą klasą aktywów, tylko one są miksem czy pochodną innych, czy wręcz takim crossem klas aktywów. Nieruchomości to tutaj mamy z jednej strony obligacje, czy kredyt, bo dosyć często te nieruchomości są brane w kredytach. Kryptowaluty to pochodna gotówki i walut. Oczywiście, one mogą się same w sobie mocno różnić, na przykład kryptowaluty od takiego pieniądza, jaki znamy, czyli euro, dolar, ale tak naprawdę co do samej istoty to są bardzo podobne twory.

Tak że akcje, obligacje, towary, gotówka, to są takie podstawowe klasy aktywów. Te pierwsze dwa elementy, czyli akcje i obligacje są w zupełności wystarczające do tego, żeby móc zbudować sensowny portfel. Natomiast reszta to jest jak to u mnie oświadczył Rick Ferrie w wywiadzie ze mną w podcaście, może być traktowana jako taki lukier, którym będziemy chcieli sobie polać ten nasz portfel. To będzie kilka, kilkanaście procent portfela, ale jeżeli będziemy mieć tylko odpowiednio w portfelu dużo akcji i domieszkę obligacji to jesteśmy po dobrej stronie mocy.

Świetnie. To weźmy właśnie te dwie klasy na tapet. Obligacje, te polskie kupujemy przez dom maklerski PKO i to właściwie nam zamyka tę drogę. Natomiast jeśli chodzi o akcje, powiedziałeś, że założenie takiego rachunku maklerskiego przez internet, zwłaszcza dla osób z IT to te przysłowiowe kilka minut i faktycznie tak jest. Natomiast to, co zobaczymy po tym pierwszym zalogowaniu, może na początku nas trochę oszołomić. Świetnie to rozumiem, bo na początku też tak miałem. Oczywiście, po pewnym czasie to jest już bardzo intuicyjne, ale na początku jednak trzeba się z tym oswoić. Może się więc rodzić taka chęć, że po co właściwie mam się tego uczyć, równie dobrze mógłbym przecież skorzystać z różnych funduszy inwestycyjnych, z jakichś innych produktów inwestycyjnych, których trochę mamy i jakby jeszcze bardziej sobie ułatwić tę interakcję z rynkiem.

Chciałbym się tutaj Ciebie zapytać, co według Ciebie jest lepsze — samodzielne inwestowanie poprzez rachunek maklerski, które daje nam możliwość inwestowania na giełdzie polskiej, ale też zagranicznych, czy też może korzystanie z — nazwałbym to — pośredników inwestycyjnych?

Myślę, że w każdym przypadku warto wybrać opcję świadomie. Nie będę tutaj mówił, że absolutnie nie można korzystać z gotowych produktów — bo można — o ile robimy to w sposób świadomy i wiemy, co to jest za produkt i jakie są konsekwencje z jego korzystania. Mam tu na myśli przede wszystkim koszty, bo o ile my nie mamy wpływu na rynek jako taki, nie mamy wpływu na to czy akcje amerykańskie, czy globalny koszyk akcji przez kolejnych dziesięć lat będzie na plusie, czy na jakim plusie, o tyle mamy wpływ na koszty. Czyli jeżeli my będziemy na tym etapie w stanie kontrolować te koszty, to już jesteśmy w dobry miejscu, bo mamy szanse na to, że nasz portfel będzie lepiej działał, jeżeli chodzi o procent składany. Tu znów, z kosztami jest ten problem, że to jest cholernie nudny temat i inwestorzy, zwłaszcza początkujący, chętniej porozmawialiby o gorących spółkach, że może warto teraz kupić Teslę, albo być może warto kupić jeszcze jakąś inną spółkę, albo kryptowaluty. To bardzo mocno rozgrzewa wyobraźnię inwestorów. Natomiast, jak byśmy do takiej dyskusji wrzucili temat o kosztach, to będziemy największymi — prawdopodobnie — nudziarzami. Tymczasem koszty mają bardzo duże znaczenie i myślę, że warto podkreślić jedną rzecz — dziś, nawet jeśli nie będziemy korzystać z gotowego produktu, tylko będziemy chcieli zbudować ten portfel samodzielnie, to możemy skorzystać z takich gotowych klocków, które w gruncie rzeczy czasowo nie będą oznaczały większego nakładu czasu, niż względem tego, jakbyśmy mieli gotowy produkt.

Mówiąc wprost można kupić na przykład jeden fundusz ETF — może później sobie o tym porozmawiamy. Jest to fundusz, który jest dodatkowo notowany na giełdzie, więc możemy kupić jego jednostki na giełdzie. Jeżeli kupimy sobie taki fundusz, to on może być takim „wszystko mającym ETFem”, czyli będzie miał i akcje i obligacje. W gruncie rzeczy będzie gotową strategią i wszystko, co my mamy zrobić jako inwestorzy, cała nasza praca polega na tym, żebyśmy po prostu regularnie dokupowali kolejne jednostki i właściwie możemy raz do roku logować do tego rachunku, możemy zupełnie zignorować te wszystkie szczegóły wokół, te wszystkie mrugające tickery i te różne, dziwne określenia rynkowe — możemy to naprawdę zupełnie zignorować, jeżeli tylko wiemy, że warto kupić ten konkretny ETF i on będzie miał wszystko, co potrzeba, jest gotową strategią i przy tym jest bardzo tani, to jest wszystko, czego nam potrzeba.

Natomiast co zyskujemy? Zyskujemy dużą oszczędność w kosztach. Żeby konkretnie to pokazać, na jakimś przykładzie… Wyobraź sobie, że masz taki portfel 80/20, czyli 80% akcji, 20% obligacji — globalny portfel. To jest taka klasyka, jeżeli chodzi o dobre inwestowanie, czyli nie przewidujemy, czy na przykład Chiny będą kolejnym potentatem, być może będą mocniejsi, niż Stany Zjednoczone w kolejnych dekadach. Nie przewidujemy tego, że na przykład rynki z krajów wschodzących będą miały lepszą dekadę od krajów rozwiniętych, tylko kupujemy cały koszyk akcji globalnych. Jest to dość agresywny portfel, ale mniejsza o to.

Wyobraźmy sobie, że mamy takie dwa scenariusze — w pierwszym mamy opłaty w wysokości 1% w skali roku, czyli, żebyśmy mogli mieć taki portfel, to ktoś musi od nas otrzymać opłatę w wysokości 1% wartości naszego portfela, każdego roku. W tym konkretnym przypadku za 40 lat od lat 80. taki portfel, w konkretnym modelu dopłat mógł na przykład wypracować nam 3 mln złotych czy dolarów — mniejsza o to. Mamy po 40 latach 3 miliony. Załóżmy, że ktoś oszczędzał na emeryturę przez 30 czy 40 lat, w tym momencie tutaj przez 40 lat, ale gdyby nie miał tej opłaty 1% to zamiast 3 milionów, na emeryturę mógłby przejść z kapitałem 4,5 mln, czyli 50% więcej, a mówimy o niewielkiej opłacie 1% rocznie. Dla jasności, w Polsce są fundusze inwestycyjne, które pobierają opłaty na poziomie na przykład 2%, czyli jeszcze dwa razy więcej. Więc 1% opłaty bardzo tutaj zmienia postać rzeczy.

Meb Faber, o którym już tutaj dzisiaj wspominałem, akurat tak się złożyło, że dzisiaj wielokrotnie o nim mówię, ma taką książkę jak „Global Asset Allocation”. Tam jest bodajże 40 gotowych przepisów na różne portfele inwestycyjne. On robił zestawienie tych różnych portfeli, pasywnych portfeli, badał je też za 40 lat i bardzo ciekawa konkluzja: najlepszy portfel z tego całego zestawienia po 40 latach, gdyby nałożyć na niego 1.25% z najlepszego portfela robił się najgorszym portfelem w zestawieniu. Więc te opłaty mają bardzo, bardzo duże znaczenie. Jeszcze jeden temat chciałem tutaj poruszyć, jeśli chodzi o to, czy chcemy też być może wybierać gotowe produkty. Otóż jeżeli to ma być gotowy fundusz inwestycyjny, czyli niepasywne rozwiązanie jak na przykład są robo-doradcy, którzy właściwie robią to co robią ETFy, tylko my nie musimy tych ETFów kupować samodzielnie, tylko to za nas robi usługa. Ale jeżeli jest fundusz, który aktywnie inwestuje, czyli próbuje wybierać te „rodzynki” z rynku, czyli próbuje być lepszy niż rynek czasami — a przynajmniej tak się reklamuje — to im więcej lat mija, tym odsetek sukcesu takich funduszy dąży do zera. Niemalże 100% takich funduszy przegrywa z rynkiem, z szerokim rynkiem. Oczywiście na przestrzeni jednego roku, kilku lat, fundusz może się poszczycić tym, że pokonał rynek, ale po 15–20 latach to już większość z nich przegrywa z prostymi indeksami. Swoją drogą, właśnie w dużej mierze dzieje się tak poprzez to, że są opłaty. Te fundusze nie są w stanie pokonać tych opłat i w gruncie rzeczy później przegrywają.

Dlatego też już tak podsumowując to Twoje pytanie, możemy korzystać z gotowych produktów inwestycyjnych, o ile robimy to w sposób świadomy i znamy konsekwencje tego. Natomiast to przed czym bym przestrzegał, to wybieranie na przykład takiego funduszu, który jest gwiazdą ostatniego sezonu i wydaje nam się, że to jest coś fajnego, bo być może podbili tam rynek i być może nawet dwu — trzykrotnie i nam się wydaje, że to jest coś, co pozwoli nam więcej zarobić. No nie, jeżeli coś zbyt pięknie wygląda, to zwykle właśnie jest zbyt pięknie i nie powinniśmy tutaj dać wpuścić się w tę ścieżkę, że ktoś nagle będzie mógł nam tutaj dowozić wyniki lepsze niż szeroki rynek, bo to jest po prostu piekielnie ciężkie.

👉 Czytaj dalej na: https://porozmawiajmyoit.pl/poit-153-co-warto-wiedziec-o-inwestowaniu/

--

--

Dev and life blog. Thoughts about programming, design patterns, Ruby and life.

Get the Medium app

A button that says 'Download on the App Store', and if clicked it will lead you to the iOS App store
A button that says 'Get it on, Google Play', and if clicked it will lead you to the Google Play store
Krzysztof Kempiński

Krzysztof Kempiński

IT expert. Ruby on Rails/iOS/Elixir programmer. Blogger. Podcaster.