Edukacja online

Krzysztof Kempiński
Apr 27 · 17 min read
Image for post
Image for post

W ramach podcastu “Porozmawiajmy o IT” miałem okazję porozmawiać z Jackiem Tchórzewskim o edukacji online.

Posłuchaj naszej rozmowy w wersji audio 🎧 👇

Cześć, mój dzisiejszy gość to przedsiębiorca, programista, współzałożyciel szkoły programowania Coders Lab, w której pełni funkcję Head of Education.

Nadzoruje proces edukacji od strony planowania i IT, a także sam prowadzi zajęcia z PHP i MySQL.

Moim i Waszym gościem jest dzisiaj Jacek Tchórzewski.

Cześć, Jacku! Bardzo miło jest mi cię gościć w podcaście.

Cześć, bardzo miło jest tutaj z Tobą być!

Super. Z Jackiem porozmawiamy sobie o edukacji online, o podstawowych pojęciach, które właśnie są z nią związane, a także z tym, co nam, ludziom z IT, taka edukacja może dać.

Zawsze rozpoczynam podcast od pytania, czy słuchasz podcastów i jeśli tak, to jakich najczęściej?

Do tej pory rzadko mi się zdarzało słuchać podcastów, dlatego że za bardzo na to, szczerze mówiąc, nie miałem czasu. Dopiero niedawno przy całej sytuacji związanej z pandemią to się zmieniło, dlatego że o wiele więcej jeżdżę samochodem. Do tej pory wolałem jeździć komunikacją miejską.

Teraz zacząłem słuchać podcastów. Głównie to są podcasty technologiczne, związane z nauką. Na przykład bardzo wpadł mi w ucho podcast StarTalk, prowadzony przez Neila deGrasse Tysona. Drugi, którego słucham, to jest Radiolab.

Bardzo fajne podcasty! Też jak najbardziej mogę polecić.

Z tą sytuacją z pandemią, koronawirusem. Zmusiło nas to do przeniesienia wielu aktywności online, takich codziennych, związanych z pracą, ale również z nauką.

Jakie, według ciebie możliwości, zwłaszcza dla ludzi z branży IT daje prowadzenie i uczestniczenie w kursach online?

Chodzi mi głównie o porównanie tradycyjnej formy, kiedy jesteśmy stacjonarnie w klasie, do takiej wirtualnej klasy.

Muszę powiedzieć tak: u nas ta wirtualna klasa, którą wprowadziliśmy, polega na tym, że przez 8 godzin kursanci są połączeni razem z wykładowcą. Dlatego, tutaj nie można mówić o wielkiej zmianie w formie nauczania.

Tu jest po prostu przeniesienie wszystkich dobrych praktyk, jakie my wytworzyliśmy, jakie mamy stworzone podczas lat prowadzenia zajęć na sali do wideokonferencji. Tutaj na pewno dużym plusem jest to, że kursanci od początku uczą się pracy zdalnej, co jest bardzo przydatne i według mnie będzie bardzo przydatne w przyszłych latach. Szczególnie że podejrzewa się, że duża część pracy programisty zostanie przerzucona na pracę zdalną.

Często się mówiło, że pewnych projektów zdalnie prowadzić się nie da, że jest to za trudne. Ostatnie tygodnie pokazały nam, że wszystkie projekty da się prowadzić zdalnie. To wychodzi, to działa. Sam swego czasu współpracowałem z TomTomem, gdzie oni wymagali, żebyśmy przez tydzień w miesiącu jechali do Holandii, do siedziby głównej, żeby utrzymywać tę współpracę na wysokim poziomie.

Teraz się okazuje, że bardzo dużo takich wyjazdów nie będzie potrzebnych, że bardzo duża część pracy programisty staje się całkowicie zdalna. Właśnie ta wirtualna klasa bardzo dobrze przygotowuje do tego kursantów, którzy zaczną już pracę i zaczną swoją karierę w IT w nowej rzeczywistości. Rzeczywistości totalnie, całkowicie zdalnej.

Jasne. Niebywałą zaletą edukacji online jest to, że można uczyć się w sposób asynchroniczny. Czy udział w wirtualnej klasie niweluje nam tę asynchroniczność, bo musimy być dostępni od pewnej określonej godzinie, w której odbywają się zajęcia czy nie ma to za bardzo znaczenia?

Wchodzimy na temat tego, że mamy różne sposoby nauki zdalnej, nauki online. Sam tutaj mam trzy grupy kursów online, przy których wszystko sobie pogrupowałem.

Pierwszy typ to kursy całkowicie zdalne. Kursy typu Udemy, kursy, które kupujemy za 40- 50 złotych. To są tylko i wyłącznie materiały, które dostajemy, filmy nagrane przez jakiegoś wykładowcę, materiały do przeczytania i to są całkowicie, tak jak to nazwałeś, asynchroniczne. Możemy do tego usiąść w dowolnej godzinie, kiedy chcemy.

Ta nauka ma jednak bardzo dużo wad, główną wadą jest to, że nie mamy żadnego rygoru. To bardzo fajne, kiedy chcemy doszkolić się z jakichś rzeczy, w bardzo wolny sposób. Nie potrzebujemy bardzo szybko tej wiedzy. Sam muszę przyznać, że mam chyba z 10 kursów na Udemy teraz kupionych, rozpoczęte po 10–15%. Potem zawsze przychodzi coś ważniejszego i ta nauka na Udemy zawsze odchodzi gdzieś na bok i do niej nie wracam.

To jest właśnie duży problem, dlatego, że bez rygoru bardzo dużo osób nie jest w stanie dokończyć takiego kursu albo wyciągnąć z niego informacji. Co więcej, jeżeli zablokujemy się przy takiej nauce, w jakimkolwiek momencie, nie zrozumiemy chociaż jednej części, która jest potrzebna dalej — a pewnie, jeśli programujesz, to wiesz, że bardzo często w programowaniu ta wiedza szybko nawarstwia się na siebie.

Jeżeli nie zrozumiemy dobrze pętli — to nie będziemy mogli rozumieć dalej, co się dzieje w programie.

Jeżeli zablokujemy się na takim kursie online — to de facto nie ma nam kto pomóc. Zostajemy sami z tym problemem, nie ma osoby, która może nam cokolwiek wytłumaczyć.

Drugi sposób nauki online to są właśnie takie kursy wspomagane przez mentora. Czyli mamy przygotowane wszystkie materiały w formie filmów, czegoś do przeczytania i raz na tydzień mamy spotkanie z mentorem. Tutaj problemem jest to, że przez ten tydzień możemy się zablokować i musimy czekać długą ilość czasu na to, żeby spotkać się z kimś na żywo, z kimś, kto by nam to wyjaśnił.

Druga rzecz, która według mnie tutaj jest bardzo, bardzo problematyczna, to jest to, że przez tydzień możemy sobie już wyrobić złe nawyki. Na przykład: nie przeczytamy czegoś do końca. Jak powinniśmy dokładnie formatować kod, jak robić pewne rzeczy poprawnie. Te rzeczy oczywiście będą działać, ale nie będą na takim dobrym jakościowo poziomie. Przez tydzień, zanim ktoś nas wyprowadzi z tego błędu, my ten błąd bardzo mocno sobie powielimy i bardzo mocno go utrwalimy. Co szczególnie przy samych początkach nauki jest bardzo problematyczne, dlatego że takie początkowe, utrwalone błędy bardzo będą nam przeszkadzać w dalszej części naszej kariery.

Trzecią formą nauki, to, co my robimy, to jest nauka, gdzie tę asynchroniczność, dowolność czasu trochę poświęcamy na rzecz jakości i tempa nauki. U nas, w wirtualnej klasie, każdy kursant musi być o tej samej godzinie. Musi być o 9:00 rano wdzwoniony w Zooma, z którego my korzystamy i pojawić się. Osobiście być przy komputerze — nie może opuścić sali. Wykładowca też oczywiście wtedy jest, prowadzi.

Jeżeli kursant nie rozumie czegokolwiek podczas części wykładowej, od razu może podnieść rękę, zadać pytanie, wykładowca mu to od razu wytłumaczy.

Po drugie, podczas rozwiązywania ćwiczeń wykładowcy cały czas przyglądają się, patrzą w kod, który piszą kursanci, przez co na bieżąco mogą poprawiać błędy, poprawiać złe nawyki, poprawiać rzeczy, które piszą kursanci. Wskazywać im lepszą drogę.

Najważniejsze jest to, że jeżeli jakikolwiek kursant się zablokuje, to ma żywą osobę, z którą może na temat tego porozmawiać. Jeżeli nie trafia do niego jedno wytłumaczenie tematu, no to zawsze wykładowca siedzący po drugiej stronie w ciągu minuty, dwóch przyjdzie z innym przykładem. Z innym pomysłem, jak to wytłumaczyć.

Tutaj więc mamy bardzo dużą interakcję i mamy też bardzo mocno nałożone ramy czasowe, w których my musimy pracować, przez co nauka nam się nie rozwleka i dzięki temu jest efektywna. Tutaj nie istnieje złoty środek, bo albo mamy asynchroniczną tę naukę, gdzie możemy robić to, kiedy chcemy, ale ta nauka będzie gorsza jakościowo i będzie mniej wydajna na dobrą sprawę. Lub też na rzecz jakości i wydajności musimy poświęcić tę dowolność czasu.

Z tego, co mówiłeś, to wywnioskowałem, że takie kompulsywne kupowanie kursów w dobrych przecenach na Udemy, zwłaszcza dla osób początkujących nie ma totalnie sensu. Nie są w stanie dowiedzieć się, zapytać kogoś o pewne problemy, które naturalnie zawsze wynikają w procesie nauki.

Poza tym, jeśli pewnego początkowego etapu nie są w stanie przejść, to bardzo trudno będzie im iść dalej — wyobrażam sobie, że taki udział w nauce z mentorem, bądź to w formie takiej wirtualnej klasy, kiedy wszyscy o jednakowej porze uczestniczą, bądź to takie spotkania z mentorami co jakiś czas są o tyle lepsze, że przynajmniej mamy taką osobę, która zwłaszcza na takim początkowym etapie jest w stanie pewne kwestie skorygować i nakierować nas na odpowiednie tory — tak, aby ta nauka mogła w miarę efektywnie iść do przodu.

Zgadzam się. Uważam, że takie kursy Udemy są dobre dla już bardziej doświadczonych osób. Dla midów, seniorów, jeśli chcą douczyć się jakiejś wiedzy. Też trzeba powiedzieć — ja z mojej perspektywy, osoby, która w świecie IT jest już od mniej więcej 10 lat, wiem, że napotykanie problemów i blokad to jest część nauki. Po prostu sobie z tym radzę.

Też trzeba powiedzieć — ja z mojej perspektywy, osoby, która w świecie IT jest już od mniej więcej 10 lat, wiem, że napotykanie problemów i blokad to jest część nauki. Po prostu sobie z tym radzę.

Nie raz pisząc program w nowym języku, używając nowej technologii, wiem, że potrafię się zablokować na 3–4 dni i trzeba po prostu głową walić tak długo, aż w końcu to nie wyjdzie, nie zaskoczy.

Osoby, które wchodzą w jakąś technologię, bardzo szybko się zrażają w takich przypadkach. Bardzo szybko, napotykając jakiś problem, stwierdzają: to nie dla mnie, to jest za trudne, ja tego nie potrafię. W takim momencie ta ciągła szczególnie typowa dla naszej wirtualnej klasy ciągłe spotkania z wykładowcą, bardzo dobrze wpływają na taką osobę.

Tutaj, dodatkowo, to co jest w naszej wirtualnej klasie, a nie ma w tej nauce wspomaganej spotkaniami co jakiś czas z mentorem jest to, że uczysz się razem z grupą osób, które są na twoim poziomie. Cały czas widzisz, że inni mają te same problemy. Inni też czasami rozumieją jedno, a ty tego nie rozumiesz, czasami ty coś rozumiesz, a oni nie.

Widać, że po prostu wszyscy idziecie mniej więcej tym samym tempem, więc masz też taką motywację grupy za tym idącą, która na początkowych etapach nauki jest według mnie bardzo ważna.

Rozmawiamy sobie tutaj o edukacji online jako w pewnym stopniu czymś takim, co stoi w opozycji do nauki w pełni stacjonarnej. De facto jednak te dwa światy w pewien sposób się przenikają i w pewien sposób łączą w postaci blended learningu. Powiem proszę, czym charakteryzuje się to podejście i w jaki sposób można połączyć naukę w wirtualnej klasie z nauką w tradycyjnej.

Blended learning jest bardzo ciekawym podejściem, dosyć nowym, które bardzo często jest łączone z tak zwaną odwróconą klasą. Bardzo lubię tę teorię w nauczaniu.

To jest teoria, która pokazuje, że możemy podzielić naukę na dwie części.

Pasywną, czyli moment, w którym kursant przyjmuje część wiedzy teoretycznej oglądając film, słuchając wykładowcy, czytając artykuł i część aktywną, czyli część, w której kursant rozwiązuje zadanie i aktywnie wykorzystuje swoją wiedzę.

My w CodersLabie jesteśmy w tym momencie w czasie wprowadzania tej odwróconej klasy, bardzo mocno wspomaganej blended learningiem do naszych kursów. Bardzo chcemy, żeby duża część teoretyczna była zadawana jako praca domowa dla kursanta. Czyli przeczytaj artykuł, rozwiąż quiz, przejrzyj film, przeczytaj coś dodatkowego. Dlatego, że to jest coś, przy czym kursant nie jest w stanie się zablokować.

Jeżeli jest chęć, to film zawsze się obejrzy, quiz zawsze się rozwiąże — tu nie ma możliwości zablokowania. To, co buduje największą frustrację u kursantów, czyli właśnie to blokowanie się przy rozwiązywaniu ćwiczeń, chcemy przerzucić całkowicie na czas spędzony z wykładowcą na sali: czy to rzeczywistej, czy wirtualnej, gdzie wykładowca może od razu ci pomóc i rozwiać te wszystkie problemy, też wytłumaczyć, te rzeczy, które przeczytałeś wczoraj a których ewentualnie nie zrozumiałeś.

przyszłość nauczania w ogóle idzie w stronę blended learningu. Idzie w stronę mieszania części materiałów do samodzielnego zrobienia, przyswojenia, ale też dużej części interakcji z wykładowcą, albo z resztą grupy.

Dlatego uważam, że przyszłość nauczania w ogóle idzie w stronę blended learningu. Idzie w stronę mieszania części materiałów do samodzielnego zrobienia, przyswojenia, ale też dużej części interakcji z wykładowcą, albo z resztą grupy.

Ciekawy trend! Zwłaszcza w IT mamy do czynienia z szerokim wachlarzem kursów, szkoleń online, które zostały zaprojektowane z myślą o takim właśnie medium internetowym — są do niego specjalnie przygotowane.

Ostatnio, zwłaszcza na sytuację, w której żyjemy mamy do czynienia z mniej lub bardziej szybkim przenoszeniem kursów stacjonarnych na wersje online.

Myślisz, że to jest dobry pomysł? Na co należy zwrócić uwagę i czy takie przeniesienie 1:1 w ogóle ma tutaj sens?

Jak najbardziej ma sens, dlatego że my bardzo dużo naszych kursów stacjonarnych na początku całego wybuchu pandemii przenieśliśmy 1:1, jak to nazwałeś, do online. Przy tym trzeba powiedzieć, że ta nauka online a stacjonarnie to jest bardzo rozmyta granica.

Kiedy nauka jest online, a kiedy stacjonarna? W momencie, kiedy mamy na sali wykładowcę, który siedzi obok ciebie, mówimy, że to nauka stacjonarna. Z drugiej strony jednak już od lat wszystkie nasze materiały dajemy kursantom w formie online. Czy prezentacje, czy artykuły, quizy, zadania do zrobienia — one są osadzone w naszym LMS, one są osadzone na platformie GitHub, gdzie kursanci to rozwiązują. Całe sprawdzanie ćwiczeń jest w oparciu o requesty i GitHuba, bo jak najbardziej zależało mi na symulacji rzeczywistej pracy programisty.

To zawsze było online. U nas przeniesienie się w online polegało tylko na tym, że zamiast być z wykładowcą na sali, jesteś z nim wdzwoniony przez wideokonferencję. Tutaj jest to rozmycie, że Internet i nauczanie online już od dawna było, tylko my zrobiliśmy jeszcze mały krok do przodu, przez co jest to już całkowicie online.

Na początku swojego pytania powiedziałeś o wszystkich kursach, które były stworzone do online. Musimy powiedzieć, że to są zazwyczaj kursy, tak jak je opisywałem, z tej pierwszej, drugiej grupy, gdzie w większości masz materiały do samodzielnego przerobienia, każdy działa sobie w swoim tempie i uczy się w swoim czasie.

Osobiście uważam, że tego typu kursy są mniej wydajne — one były stworzone, ale nie można mówić, że to są kursy stworzone do Internetu. Tego typu kursy istniały już ponad sto lat temu, kiedy zamiast przez Internet, wysyłało się pocztą pewne części, więc to nie jest żadne nowe odkrycie w nauczaniu. Tylko, my zawsze poświęcamy tę jakość i prędkość nauczania.

Czy są jakieś zastosowania, szczególne warunki, w którym taki kurs, który przechodzimy we własnym tempie, bez interakcji z nauczycielem, może nam przynieść jakieś pozytywne rezultaty?

Powiedzmy, codziennie robimy małą lekcję we własnym tempie, albo kiedy wracamy do domu tramwajem i tak dalej, i tak dalej. Czy jest jakiś obszar zastosowań tego typu nauki online, kursów online, który po prostu się sprawdza w pewnych zastosowaniach?

Oczywiście, tutaj zahaczamy o ideę mikrolearningu, ideę, którą bardzo lubię i sam staram się kultywować, czyli tak zwanego lifelong learning. Codziennego uczenia się małymi, drobnymi kroczkami.

Taka nauka ma jak najbardziej sens, kiedy uczymy, doszkalamy się z jakiejś rzeczy. Kiedy zdobywamy właśnie umiejętności w zakresie, w którym już coś znamy. Tak jak mówiłem, w IT jestem od ponad 10 lat. Z drugiej strony cały czas uczę się nowych technologii, nowych języków, nowych frameworków, dlatego że w IT nie można przestać się uczyć.

Robię to na takiej zasadzie, jak to opisałeś. Pół godziny wieczorem, obejrzę jakiś film, przeczytam artykuł, wracając tramwajem do domu, czy robiąc jakiś mini projekcik.

Taka nauka jednak nie jest do końca dobra, jeżeli staramy się szybko nauczyć i szybko nauczyć nowej dla siebie rzeczy. Trzeba powiedzieć, że CodersLab po to właśnie został stworzony, żeby kursant był w stanie szybko zmienić swoją branżę z czegokolwiek na bycie programistą. W takim przypadku przez samą ilość czasu i rozdrobnienie tego materiał, który przyjmujemy, taka nauka małymi kroczkami jest nieefektywna, bo trwa za długo i to jest jej problem. Dodatkowo tak jak mówiłem — ona jest dobra w przypadkach, kiedy już mamy jakiś background i chcemy się tylko czegoś douczyć. Nie w momencie, kiedy zaczynamy się całkowicie uczyć czegoś nowego.

Jak rozumiem, wówczas przydaje się właśnie ta rola nauczyciela, mentora, zwał jak zwał. Czy jego zadanie tylko ogranicza się do tego, żeby poprawiać nasze błędy albo mówić nam co, zrobiliśmy źle?

Jak mógłbyś ogólnie w takim obszarze edukacji online zdefiniować rolę mentora czy nauczyciela?

Na naszych kursach mamy dwie role, które na dobrą sprawę wzajemnie się wspierają. Mamy rolę wykładowcy, czyli nauczyciela, którego rolą jest przekazanie części wiedzy. Prowadzi zajęcia tylko i wyłącznie z SQR. Jego rolą jest nauczenie ciebie tego SQR-a, wytłumaczenie, jak to wszystko działa i przejście przez tematy, wspomaganie cię podczas ćwiczeń.

Rola nauczyciela mniej więcej na tym się kończy. Rola mentora za to jest o wiele bardziej rozbudowaną rolą, dlatego że mentor jest taką osobą, która ma cię wspierać. On nie ma być z tobą na sali i cię uczyć poszczególnych rzeczy. On ma cię wspierać w momentach, kiedy masz problem, kiedy się blokujesz, ale też, kiedy dochodzisz do takiego momentu, że jesteś już zmęczony, czujesz, że to nie jest dla ciebie, że masz tego trochę dosyć. W każdej intensywnej nauce dochodzi taki moment, że człowiek ma już tego dosyć.

Nie raz już to przeżyłem: i na studiach, i po studiach, jak się uczyłem i w pracy. Mentor właśnie jest po to, żeby wkroczyć, żeby rozładować te emocje, żeby poklepać po plecach i powiedzieć, że będzie dobrze, że wszyscy przechodzą przez coś takiego i żeby cię wesprzeć na duchu.

Dodatkową rolą mentora jest też takie nakreślenie całej ścieżki, którą będziesz kroczył, jak będziesz się uczył. Pokazanie gdzie dalej można się rozwijać. Na przykład nasi mentorzy na kursach CodersLabowych. Na zajęciach mamy ograniczoną ilość czasu. Wiadomo, że nie nauczymy kursanta wszystkiego, czego można w JavaScript. Ludzie uczą się tego języka po 5–10 lat i nadal nie wiedzą wszystkiego.

My uczymy tylko tej rzeczy, która jest potrzebna do rozpoczęcia pierwszej pracy. Do zaczęcia pracy jako developer, a nasi mentorzy oprócz tego wskazują: wiecie co, widzę, że jesteś zainteresowany takim i takim tematem. Tutaj są rzeczy, które powinny cię zainteresować. Tu są artykuły, które powinieneś przeczytać. Tu są książki, które dalej dadzą ci możliwość rozwoju w IT w stronę, która dokładnie cię interesuje.

To jest właśnie takie osobiste podejście do nauki, która pomaga ci znaleźć swój kierunek. Dlatego też kierunków rozwoju w IT są dziesiątki i nie każdy po naszym kursie frontendowym musi tworzyć strony. Mogą być to osoby, które potem pójdą w naukę JSA i zaczną być backendowcami. Mogą być to bardziej osoby, które pójdą w HTML, CSS i będą tworzyć piękne, responsywne strony. Mogą być to osoby, które zaczną tworzyć strony, bardziej ich logikę, używając Reacta, Reduxa, więc mamy tych ścieżek rozwoju bardzo dużo. Mentor nakierowuje kursantów, w którą stronę powinni iść.

Powiedziałeś, że wirtualna klasa, to jest coś takiego, co wymusza pewne określone godziny, żeby studenci się wdzwaniali, żeby ten nauczyciel, wykładowca też się wdzwaniał w określonej godzinie, był dostępny. Chciałbym cię zapytać, jakie jeszcze ograniczenia czy wymagania stawia wirtualna klasa przed tymi dwiema stronami procesu edukacji i jakie też możliwości z drugiej strony daje, które nie są dostępne w innych formach nauczania.

Po pierwsze, co daje nam wirtualna klasa — na dobrą sprawę, dzięki technologii, której używamy, nie widzimy jakichś dużych ograniczeń i dużych minusów wirtualnej klasy a normalnych zajęć, które prowadziliśmy. Na początku naszym kursantom towarzyszyło mnóstwo obaw, że ta klasa będzie gorsza, że oni trochę stracą na tym przeniesieniu zajęć osobistych na wirtualną klasę. Z tego, co rozmawiam z kursantami, co przeglądam ankiety przez ostatnie tygodnie bardzo intensywnie, to główne rzeczy, na jakie kursanci narzekają, to jest niemożność wyjścia na piwo ze swoim wykładowcą po zajęciach.

Niestety, tutaj wirtualna klasa takie ograniczenie daje i tutaj nic się z tym, niestety, nie da zrobić.

Z drugiej strony, problemy wszystkich, w stylu: boję się, że wykładowca nie będzie mi w stanie pomóc w moim zadaniu, jak się zablokuję. To rozwiązaliśmy dlatego, że używamy narzędzia, dzięki któremu wykładowca w każdej chwili może poprosić kursanta o dodanie kontroli nad jego komputerem i po prostu zobaczyć konfigurację, przeklikać się przez wszystko, wyedytować wręcz kod.

Wykładowca może też przeglądać ekran kursanta i na bieżąco na nim rysować — podkreślać pewne rzeczy, pokazywać gdzie są błędy. Baliśmy się tego, że kursanci będą się trochę bać, pytać o różne rzeczy, ponieważ w momencie, kiedy jesteś na sali, możesz podnieść rękę, wykładowca do ciebie podejdzie i możesz cicho z nim przegadać jakiś problem. Często nasi kursanci trochę boją się zapytać, bo nie chcą się ośmieszyć przed innymi osobami, że czegoś nie rozumieją.

W wirtualnej klasie jest możliwość stworzenia osobnego pokoju, gdzie na chwilę kursant i wykładowca przechodzą. Reszta grupy pracuje cały czas nad swoimi zadaniami, wykładowca z kursantem wtedy obgaduje jego problem, żeby też nie przeszkadzać reszcie jakimś gadaniem, które ich nie dotyczy.

Z drugiej strony wiemy na pewno, że wirtualna klasa jest bardziej wymagająca zarówno dla kursantów, jak i wykładowców. Dla kursantów jest to reżim tego, że siedzą w domu i naturalnie chcieliby się położyć na kanapie, rozłożyć na łóżku i trochę się rozkojarzyć, bo wszyscy wiemy, że praca z domu nie jest najłatwiejsza. Tutaj też wysłaliśmy informację do naszych kursantów, jak powinna wyglądać ich praca, żeby pamiętali o tym, żeby oddzielić sobie swoją część do nauki od tej części, gdzie się mieszka.

Są to ogólne, dobre zasady pracy z domu, które większość freelancerów zna i to nie jest nic nowego, odkrywczego, ale dla wielu osób, które u nas się uczą, były to nowe informacje. Dodatkowo wymagamy od naszych kursantów, żeby zawsze mieli podczas zajęć włączone kamery i żeby logowali się swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem, dlatego że to też pomaga. Jak powiedziałem, nie leżą na kanapie, tylko siedzą przy komputerze. Widać, że są i wtedy pomaga im to w koncentracji na zajęciach.

Z drugiej strony, wykładowcy dają mi znać, że od nich taka klasa wymaga więcej skupienia. Jest to dla nich na pewno bardziej satysfakcjonujące, że to działa, ale mówią mi, że są bardziej zmęczeni po całym takim dniu pracy niż byli po zwykłej klasie. Dlatego, że wymaga to od nich stu procent skupienia na tym, co się dzieje i na dużej ilości osób.

Tak, na pewno jest to też kwestia przyzwyczajenia się do takiej nowej formy, jeśli wcześniej cała nasza edukacja polegała na nauce stacjonarnej, do tego się przyzwyczailiśmy, nauczyliśmy. Kiedy musimy się nagle przerzucić na taką wersję online, zwłaszcza w sytuacji, jak powiedziałeś: kiedy wcześniej na przykład nie pracowaliśmy w żaden sposób zdalnie, no to ten cały świat jest dla nas zupełnie nowy, sporo wyzwań i trzeba się tego po prostu nauczyć. Nie dziwię się, że to może być bardziej męczące i dla uczestników i dla wykładowców, to jest oczywiste.

Chciałem cię zapytać, tak ogólnie, czym według ciebie musi się charakteryzować takie dobre szkolenie online? żeby właśnie z jednej strony zaangażować uczestników, żeby chcieli pogłębiać swoją wiedzę, realizować te zadania, ale żeby też na końcu takiego szkolenia mieli konkretne umiejętności, posiadali konkretną wiedzę. Tu nie chodzi o to, żeby tylko ten kurs odbębnić, tylko żeby w końcu wynieść jakieś realne umiejętności.

Wobec tego, czym taki kurs online, szkolenie online musi się wyróżniać, żeby taki efekt uzyskać?

Tutaj jest kilka rzeczy. Po pierwsze, przy takim szkoleniu online muszą być dobrze do tego przygotowani. W momencie, kiedy przygotowywaliśmy się do tego przejścia na fully online, na wirtualne klasy — dlatego, że już od momentu, kiedy zaczęła się już pandemia w Europie, zastanawialiśmy się i byliśmy przekonani, że prędzej czy później to nastąpi — przygotowaliśmy serię szkoleń dla wszystkich naszych wykładowców z tego, jak korzystać z narzędzi, które będą dla nich dostępne, ale też, jakie są dobre praktyki aktywizacji kursantów podczas zajęć. Jakie są dobre praktyki prowadzenia takich wirtualnych klas.

Tutaj muszę powiedzieć, że byliśmy na tej szczęśliwej pozycji, że takie zajęcia w wirtualnej klasie prowadziliśmy na kursach online już od ponad roku — mieliśmy też więc grono wykładowców, którzy mieli duże doświadczenie w prowadzeniu takich zajęć. Byli w stanie podzielić się wiedzą i stworzyć wytyczne, żeby wdrożyć szybko w takie zajęcia resztę wykładowców.

Dodatkowo cały czas organizujemy, co 2–3 tygodnie spotkania wszystkich wykładowców, na których dzielą się spostrzeżeniami, wiedzą, dlatego że sytuacja jest bardzo dynamiczna i też zdajemy sobie sprawę, że wielu z nich wypracowuje sobie dobre pomysły i dobre sposoby pracy w wirtualnej klasie. Dlatego zależy nam na tym, żeby oni jak najszybciej tą wiedzą się dzielili i żeby dobre praktyki były jak najszybciej wdrażane w całej firmie.

Z drugiej strony, to co jest potrzebne, to są dobrze stworzone materiały i procesy, dzięki którym ten kursant, pomimo tego, że usiądzie u siebie w domu, to wie, co w którym momencie ma robić i to, że materiały muszą być dla kursanta interesujące.

Taką typową rzeczą, jaką się wprowadza, to jest na początku pokazanie: dzisiejszego dnia nauczysz się tego, będziesz umieć tyle rzeczy pod koniec, jakieś umiejętności. Zachęcanie kursanta co będzie umieć po danym dniu, do czego mu się to przyda, żeby on od początku wiedział i rozumiał jakie tematy będą i jak to się ułoży w całość.

To nie są rzeczy, które da się szybko wdrożyć — przy naszych materiałach, przy prezentacjach, artykułach, których używamy na kursie, u nas w dziale edukacji pracuje kilka osób, których rolą jest tylko i wyłącznie dbanie o te materiały.

Tutaj znowu nasza przewaga była taka, że te materiały mieliśmy przygotowane w taki sposób, dlatego, że wiedzieliśmy, że jest to ważne dla kursantów na sali, żeby rozumieli tok nauki. Widzieli, co dokładnie przed nimi jest i jak to szkolenie będzie skonstruowane.

Dodatkowo ważne są ciekawe, interesujące dla kursantów ćwiczenia, które ich wdrożą w to, co będą robić. Ćwiczenia te powinny być osadzone w takiej formule, która jak najbardziej będzie przypominała to, jak programista będzie pracował. Mówię tutaj z perspektywy szkoleń dla programistów, ale zawsze jest to dla mnie ważne, żeby osadzenie tego w tym środowisku, w jakim później będziemy tej wiedzy używać.

Na naszych kursach dajemy kursantom licencję na 6 miesięcy do środowisk programistycznych, gdzie normalnie takie środowiska są płatne. Dajemy im dostęp do ćwiczeń poprzez GitHub, czyli platformę, która jest szeroko używana w IT do współpracy. Sprawdzanie jakichkolwiek egzaminów, zadań, ćwiczeń jest też prowadzone przez tę platformę w formie cold review, czyli w formie, z która każdy programista będzie miał styczność.

To właśnie wciągnięcie ich w cały ekosystem: tutaj jest bardzo ważne, żeby oni od razu zobaczyli, jak to wygląda i od razu mają poczucie, że traktujemy ich poważnie. Że to nie jest szkolenie przygotowane, że gdzieś tam sobie w przeglądarce kopiujemy kod pomiędzy okienkami i to wszystko magicznie działa, tylko na początku też muszę skonfigurować swój komputer. Nauczyć się narzędzi.

To jest traktowanie ich jak dorosłych ludzi, jak ludzi, którzy naprawdę chcą pracować w tym i to od razu ich bardzo angażuje i powoduje, że oni chcą się tego uczyć. Powoduje też, że jakość tego szkolenia jest na wysokim poziomie, dlatego że oni wiedzą dokładnie, czego się od nich będzie oczekiwało i co będą robić w pracy.

Czytaj dalej na: https://porozmawiajmyoit.pl/poit-063-edukacja-online/

kkempin’s dev blog

Dev and life blog.

Krzysztof Kempiński

Written by

IT expert. Ruby on Rails/iOS/Elixir programmer. Blogger. Podcaster.

kkempin’s dev blog

Dev and life blog. Thoughts about programming, design patterns, Ruby and life.

Krzysztof Kempiński

Written by

IT expert. Ruby on Rails/iOS/Elixir programmer. Blogger. Podcaster.

kkempin’s dev blog

Dev and life blog. Thoughts about programming, design patterns, Ruby and life.

Welcome to a place where words matter. On Medium, smart voices and original ideas take center stage - with no ads in sight. Watch

Follow all the topics you care about, and we’ll deliver the best stories for you to your homepage and inbox. Explore

Get unlimited access to the best stories on Medium — and support writers while you’re at it. Just $5/month. Upgrade

Get the Medium app

A button that says 'Download on the App Store', and if clicked it will lead you to the iOS App store
A button that says 'Get it on, Google Play', and if clicked it will lead you to the Google Play store