Język angielski w IT

Krzysztof Kempiński
Oct 27 · 12 min read
Image for post
Image for post

W ramach podcastu “Porozmawiajmy o IT” miałem okazję porozmawiać z Olą Kowalską o języku angielskim w IT.

Posłuchaj naszej rozmowy w wersji audio 🎧 👇

Cześć. Mój dzisiejszy gość to lektor, trener nauczycieli i właściciel szkoły języka angielskiego on-line specjalizującej się w angielskim dla profesjonalistów. Na co dzień żyje i pracuje w Londynie. Jej związek z IT polega na byciu żoną WordPress Front end Developera. Uwielbia rozmawiać z ludźmi, prowadzić samochód słuchając podcastów i nie cierpi gotować. Moim i waszym gościem jest Ola Kowalska.

Cześć Ola, miło mi gościć Cię w podcaście.

Część Krzysztof, bardzo mi miło tutaj być. Dzięki za zaproszenie.

Ola jest związana zawodowo z angielskim a po części prywatnie z IT, dlatego tematem dzisiejszego podcastu jest właśnie język angielski w IT. Rozpoczniemy od standardowego pytania na początek, które zadaje gościom, czyli czy słuchasz podcastów, jeśli tak, to jakich najczęściej?

Tak, można powiedzieć, że jestem uzależniona od wszelkiej maści podcastów, audiobooków i tego typu rzeczy. Zazwyczaj słucham, kiedy sprzątam lub prowadzę auto. Najczęściej są to podcasty komediowe albo obyczajowe. Słucham kilku rodzimych polskich podcastów, ale też wielu z UK, wielu związanych z moją pracą, niekoniecznie na temat IT.

No tak, domyślam się. Mimo wszystko dosyć wąska dziedzina. Na początku chciałem Cię zapytać, jak to się w ogóle stało, że postawiłaś na angielski, jeśli chodzi o pracę, rozwój zawodowy, karierę, także to miejsce, w którym żyjesz? Jak to się stało, że ten angielski tak mocno pojawił się w Twoim życiu?

Szczerze powiem, że trochę z przypadku, a trochę z zamiłowania do języków. Też trochę dzięki niewłaściwym wyborom z przeszłości, a studiowałam na studiach licencjackich politologię i właśnie wtedy zdałam sobie sprawę, że to jest dokładnie nie to, co chcę w życiu robić. Zaczęłam wtedy prowadzić lekcje prywatne, nauczać ludzi angielskiego i pokochałam to. Od zawsze uczyłam się też języków obcych, więc jakoś tak naturalnie związałam się z nauczaniem języka angielskiego.

Mówi się, że ludzie mają takie dwie, bardzo silne motywacje. Jedną jest chęć uniknięcia bólu, a drugą motywacją jest właśnie osiągnięcie jakiejś przyjemności. Przy czym ta chęć pominięcia bólu jest silniejsza i to właśnie w Twoim przypadku mam wrażenie, że ta motywacja zadziałała i miała miejsce.

Mieliśmy okazję już kilka razy rozmawiać i wiem, że często pracujesz z osobami z IT, z osobami, które chcą polepszać swoją znajomość języka angielskiego. Co najczęściej odpowiadają, gdy pytasz ich, po co im ten język angielski jest potrzebny? Czy to jest czytanie dokumentacji, pisanie, maile, komunikacja, jakie są obszary, które powiedzmy są potrzebne, i w których ludzie chcą się rozwijać?

To bardzo ciekawe pytanie, bo to zależy. Z mojego doświadczenia wynika, że to zależy od stażu, jaki dana osoba ma w IT. Osoby, które dopiero zaczynają swoją przygodę z kodowaniem, programowaniem, tudzież donalnie branżą IT, bardzo często widzą w ogłoszeniach o pracę, że powinni znać język angielski na poziomie komunikatywnym, więc ich taką motywacją jest mówienie, ale też często jest wymaganie dokumentacji ze zrozumieniem. Więc i ta potrzeba często się pojawia. Natomiast jeśli chodzi o osoby z trochę większym stażem, one głównie skupiają się na rozwoju komunikacji, na rozwoju swojej zdolności mówienia, bycia bardziej płynnym.

Często widzę takie pytanie zadawane gdzieś na forach, grupach Facebookowych, pytanie zadawane przez młodych stażem programistów, o to, jaki język wybrać na początek. Często nieco przekornie odpowiada się na takie pytanie, że tym najważniejszym językiem jest język angielski. Nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, że w branży to mimo wszystko jest najważniejszy język. Dlaczego według Ciebie warto go znać, powiedzmy, obracając się w IT?

Jedno z moich ulubionych pytań „Dlaczego angielski jest potrzebny?”. A zwłaszcza w IT. Angielski jest językiem globalnym. Mówi się w tej chwili, że angielski to taka lingua franca, co oznacza, że służy jako narzędzie do komunikacji ludzi, którzy na co dzień posługują się być może innymi językami.

Natomiast jest takie profesjonalne określenie „Bridge language”, który łączy ludzi z innych krajów, łączy ludzi, którzy nie mogliby się porozumieć, używając innych języków. To samo dzieje się w środowisku IT. Wydaje mi się, że angielski stał się narzędziem komunikacji, ale też większość źródeł, tudzież jakieś guru w IT, tudzież newsów w IT, one po prostu są po angielsku, więc jeśli ktoś chce doskonalić swoje umiejętności, jeśli chce być na bieżąco z newsami z branży, musi znać ten język, żeby stale się rozwijać, żeby móc czytać, rozumieć, słuchać, prowadzić rozmowy i być aptitude.

Sporo zakresu wymieniłaś. Chciałbym trochę poszerzyć niektóre z nich albo dopytać Cię o niektóre z obszarów. Załóżmy, że jestem takim trochę stereotypowym programistą i po to studiowałem informatykę, żeby rozmawiać z ludźmi mimo wszystko. Czy jest sens, żebym uczył się angielskiego, aby opanować go na poziomie komunikatywnym, o którym często mówisz, żeby swobodniej czuć się w rozmowie? Może ten angielski jest mi potrzebny tylko po to, żeby czytać te niusy, zaznajomić się z dokumentacją, czytać jakieś artykuły, wtedy wówczas może podstawowa jego znajomość i Google Translate w zupełności mi wystarczy?

Brzmisz trochę jak mój mąż, który na początku miał takie podejście. Być może. Jest to jakiś sposób na życie. Jest to jakiś sposób na radzenie sobie z czymś, czego nie umiemy zbyt dobrze robić, czyli rozmowa lub komunikacja w języku angielskim. Wiem, że istnieje wiele ludzi, dla których wystarczy to, że rozumieją co nieco, resztę, której nie rozumieją, wrzucą sobie, jak mówisz, w Google Translate, tudzież nie polecam Google Translate. Są inne, lepsze alternatywy. To chyba trochę nie o to chodzi.

Wydaję mi się, że ten obraz takiego introwertycznego programisty, specjalisty z branży IT, który nie lubi rozmawiać z ludźmi, który tylko siedzi całe dnie przed komputerem, to jest de facto stereotyp. Wydaje mi się, że w tej chwili pracodawcy, ale też cały świat stawia trochę bardziej na tak zwane Soft Skille, czyli na umiejętność rozmowy z ludźmi, na umiejętność porozumiewania się. Przecież w branży IT nie rozmawia się tylko z innymi specjalistami IT, ale również z innymi ludźmi. Wydaje mi się, że te umiejętności są tak samo ważne, jak umiejętności branżowe. Również pracodawcy zwracają w tej chwili uwagę na to, jakie ktoś ma predyspozycje do uczenia się różnych rzeczy.

Wydaje mi się, że każdego jesteśmy w stanie wyszkolić lub nauczyć pewnych rzeczy, na przykład programowania. Natomiast nie da się ludzi nauczyć, jak być miłym i jak być komunikatywnym. Dotykamy tu tez tego zagadnienia tak zwanego Small talku, który w Polsce nie do końca się zaadoptował, a wielka szkoda. Wydaje mi się, że jest to taki aspekt języka, taka umiejętność językowa, która łamie bariery, sprawia, że ludziom da się łatwiej komunikować, również w branży IT, ale też generalnie z ludźmi z międzynarodowych środowisk.

Ciekawe jest to, co mówisz o międzynarodowych środowiskach. Mam wrażenie, że wiele osób zraża się do nauki języka angielskiego, z uwagi na jego bardzo słaby poziom gdzieś w szkole podstawowej, liceum, szkole średniej, nawet na studiach. Mimo wszystko w jakiś sposób są to opłacani nauczyciele i to wpływa na jakość tego wykształcenia. To jest osobny temat, może nie dotykajmy tego.

Natomiast mimo wszystko mam wrażenie, że jeżeli ktoś chce się tego języka gdzieś nauczyć, to niekoniecznie ten podstawowy system edukacji w Polsce, jest w stanie mu to zapewnić.

W związku z tym chciałabym Cię zapytać, czy jako Polacy, uczymy się, albo jesteśmy uczeni tego angielskiego w taki nieefektywny sposób w porównaniu do chociażby, naszych sąsiadów. Sporo pracuję z takimi zagranicznymi startupami, mam kontakt nieraz że sporo młodszymi osobami, które gdzieś tam w tym środowisku się kręcą.

Mam wrażenie, że dla nich taka bariera językowa związana z angielskim prawie w ogóle nie istnieje. Oni na znacznie wyższym stopniu opanowali język angielski. W związku z tym są swobodniejsi w rozmowie, łatwiej im przychodzi nawiązywanie kontaktów. W rzeczywistości łatwiej sobie po prostu radzą w życiu. Jestem ciekawy, co Ty o tym sądzisz.

To ciekawe co mówisz, bo natrafiłam ostatnio na takie badanie, zbiór danych, na temat tego, jaki procent osób w różnych krajach Europy, jest w stanie przeprowadzić swobodną rozmowę w języku angielskim. Być może Cię zaskoczę, ale Polska jest najlepsza w obrębie Europy Środkowowschodniej. Jesteśmy lepsi niż Hiszpanie, niż Portugalczycy, jesteśmy na takim samym poziomie jak Włosi, no ale no nadal jest to tylko 34% osób, które są w stanie skomunikować się, przeprowadzić jakąś swobodną rozmowę po angielsku.

Skąd to może wynikać? Być może jest to związane po części z tym, jak byliśmy nauczani w szkole, no ale nie do końca. Na pewno są jeszcze nauczyciele, którzy ze swoimi metodami zatrzymali się w poprzedniej epoce, natomiast wydaje mi się, że głównym problemem jest takie nasze podejście, takie nasze przeświadczenie, jakie mamy na temat nauki języków w ogóle. Mianowicie takie, że trzeba mieć talent do uczenia się języków.

Wiele osób myśli, że nie umie mówić, bo nigdy nie miał talentu do uczenia się tego języka. Dla mnie jest to wierutna bzdura. Nie znam osoby, która nie nauczyłaby się języka obcego, jeśli tego by nie chciała. Wydaje mi się, że jest wiele innych, dużo ważniejszych czynników, które wpływają na to, na jakim poziomie porozumiewamy się po angielsku, niż to, że ktoś ma, albo nie ma talent, tudzież talentu do tego uczenia się. Odpowiadając na Twoje pytanie, czy są to nieefektywne metody, być może po części, ale wydaje mi się, że siedzi to gdzieś w środku, w nas.

Tak, zgadza się. Przyznam szczerze, że trochę mnie zaskoczyłaś tymi danymi. Aczkolwiek mam też taką myśl, że jedna strona medalu, to jest zdawanie egzaminów i znajomość języka nieużywanego na co dzień, bardziej gramatycznego, jakiś zasób słów, a inna rzecz, to jest swoboda do mówienia. Ta swoboda może być tłumiona przez system edukacji, który gdzieś u nas pokutuje, który niekoniecznie dobrze odnosi się do porażek. Przy języku tych porażek trzeba ponieść ileś, by zacząć swobodnie się wysławiać.

Być może Hiszpanie, o których wspomniałaś, nie mają takich barier i dosyć łatwo przychodzi im mówienie, pomimo braku wiedzy o gramatyce, zasobu słów i tak dalej.

Być może wynika to z jakiegoś narodowego temperamentu. Znam wiele osób, których ich własny charakter i podejście do mówienia, tak jak mówisz, z błędami, sprawia, że stają się płynne w swoim mówieniu dużo szybciej. Natomiast masz racje, system szkolnictwa i ciągłe ocenianie, nie wpływa zbyt dobrze na motywację zwłaszcza.

Zacząłem mówić o tych różnych egzaminach, certyfikatach, to też jest coś, co występuje w ofercie o pracę na rynku rekrutacji, często lubimy się posługiwać jakimiś oznaczeniami certyfikatów, które w jakiś sposób mówią nam jaka ta znajomość jest. Istnieje całkiem sporo takich różnych systemów, do określania poziomu znajomości języka, czy też właśnie różne certyfikaty, które możemy sobie zdawać. Czy jest jakiś poziom według Ciebie, który jest takim must have w IT? Tutaj myślę zarówno o czytaniu, jak i formie komunikacji.

Jak najbardziej jest mnóstwo sposobów, badań, na jakim poziomie dana osoba jest w posługiwaniu się językiem angielskim. Ale, tak jak w IT, nie ma certyfikatów potwierdzających poziom umiejętności. Żaden certyfikat nie da do końca pełnego obrazu znajomości języka. Oczywiście, certyfikaty wyglądają świetnie w CV i naprawdę namawiam moich uczniów, żeby sobie taki certyfikat robili, żeby się przygotowywali, bo jest to jakiś cel, do którego można dążyć. Natomiast wydaje mi się, że jest to trochę bardziej złożony problem.

Wydaje mi się, że nie powinno się myśleć o nauce języka, jak o osiągnięciu jakiegoś poziomu. To jest dużo bardziej płynny proces, który powinien trwać cały czas. Nigdy nie powiedziałabym, że znam cały język angielski. Nawet w tej chwili, kiedy posługuje się nim biegle. Jeśli bardzo chcesz, to powiedziałabym, że takie kompletne minimum to moim zdaniem jest B2. Jest to w tej chwili już taki standard. Szczerze mówiąc, nigdy nie spotkałam się z ofertami o pracę, które by mówiły dosłownie, jaki poziom języka jest wymagany do pracy w danej firmie. Raczej mówi się o takich pojęciach jak płynność-fluency, albo komunikatywność w języku.

Co jest według Ciebie lepszą strategią, wejście do IT i w trakcie uczenie się języka angielskiego, czy też może taka forma zaplanowania, czy rodzaj zaplanowania sobie kariery, gdzie wcześniej poświęcam czas, dochodzę do tego, chociażby B2, o którym wspomniałaś i dopiero wówczas próbuję wejść z takim połączeniem właśnie tych kompetencji technicznych i językowych do IT, bo wówczas mam szansę na lepsze oferty pracy?

To jest ciekawe. Myślę, że odpowiedź na to pytanie będzie trochę związana z tym poprzednim. Wydaje mi się, że to nie jest takie proste. To nie jest czarne lub białe, wydaje mi się, że żeby zacząć się posługiwać językiem komunikatywnie lub płynnie, to musi być proces. Trzeba uwierzyć, że jest to coś, co musi się stać częścią niemalże Twojego życia.

Tak samo, jak z nauką kodowania, poprzez pisanie linijek kodu, stajemy się w tym lepsi, udoskonalamy to, tak z angielskim. Ćwiczenie swoich umiejętności sprawi, że będziemy w tym lepsi. A jeśli będziemy lepsi w angielskim, to będziemy mogli zrealizować swój potencjał w branży IT, która się tym angielskim, niemalże wyłącznie zajmuje. Także nie umiem odpowiedzieć, czy powinno być to przed czy po. Wydaje mi się, że te dwie umiejętności powinny iść ręka w rękę. Powinniśmy się ciągle, ciągle rozwijać na tym polu.

Zgadzam się z Tobą. Wydaje mi się, że to są dwie teoretycznie różne kompetencje, ale tak naprawdę ich sposób nauki jest podobny. Uczymy się w praktyce, jeśli chodzi o język, jak i umiejętności związane z programowaniem, no i też ciężko jest powiedzieć, kiedy przekraczamy jakiś magiczny próg i stajemy się kimś znacznie lepszym, wchodzimy w kolejny level. To jest płynne i zawsze jest coś więcej, co można poznać.

Dokładnie tak. Jeśli mogę dodać, to jest taka ciekawostka, która zawsze się dzielę ze swoimi uczniami, a zwłaszcza z ludźmi, którzy mają w swojej pracy, w życiu zawodowym związek z IT, albo z jakąś analizą danych, jakąś taką bardziej pracą na cyfrach. Zawsze im mówię, że ten sam ośrodek w mózgu odpowiada za nauczanie się języków, jak właśnie tego myślenia logicznego, matematycznego. Powiedziałabym, że ludzie w branży IT mają w pewnym sensie jakąś predyspozycje do uczenia się języków. Jeśli już są dobrzy w programowaniu, jest szansa, że będą świetni w angielskim i jest szansa, że będą w stanie nauczyć się go perfekcyjnie. Myślę, że może to pomóc.

Dużo mówimy o języku jako takim, ale to nie jest też takie zjawisko, zwrot, który jest jednoznaczny i którego można objąć jakąś jedną definicją. Język to mówienie, słuchanie, pisanie, czytanie, wiele grup umiejętności, czy podumiejętności wyznaczyć. Czy według Ciebie powinno się każde z tych zakresów opanowywać równolegle, czy też jakaś drabinka, jakaś firma progresu jest tutaj jak gdyby efektywniejsza?

I tak i nie. Osobiście kładę największy nacisk na mówienie. Nie bez powodu, jeśli pytamy kogoś o znajomość języka, pytamy „Do you speak english?”, speak, prawda? Więc to mówienie jednak będzie zawsze w centrum zainteresowania. Natomiast zawsze przekonuję moich uczniów, ludzi, z którymi współpracuję, do tego, żeby usiedli na chwilę i spróbowali się zastanowić, lub zidentyfikować za pomocą jakiegoś testu, lub przy pomocy nauczyciela, kogoś, kto jest w tym dobry, lub jest ekspertem, żeby dla nich zidentyfikował, co jest ich słabością.

Bardzo głęboko wierzę w to, że należy pracować nad tym, gdzie mamy jakieś braki, także, jeśli masz problemy ze zrozumieniem ze słuchu, pracuj nad rozumieniem ze słuchu. Słuchaj podcastów, oglądaj swoje filmy, seriale branżowe newsy po angielsku, bez napisów, żeby ćwiczyć tę umiejętność. Natomiast jeśli jest to pisanie, wtedy ćwicz pisanie.

Wydaje mi się, że ludzie mają takie przeświadczenie, że jeżeli są na danym poziomie, tu znowu wracamy do tych poziomów językowych, że jeśli są na danym poziomie, to te wszystkie umiejętności są na tym poziomie. Nic bardziej mylnego. Zazwyczaj jest to bardzo ruchome. Moi uczniowie, w większości są lepsi w jednej umiejętności, a nieco gorsi w innej. Zazwyczaj w naszym nauczaniu, tudzież w poradach dotyczących pracy nad ich angielskim, chodzi o to, żeby osiągnąć jakiś balans, żeby się czuli swobodnie w każdej z tych umiejętności. Mam nadzieję, że odpowiedziałam na to pytanie.
Tak, tak, jak najbardziej ma to sens. W IT pewnie jak w każdej innej dziedzinie, mamy słownictwo branżowe. W związku z tym, na ile będąc w IT, powinniśmy uczyć się języka fachowego, fachowego słownictwa, który w tej domenie IT istnieje.

Na ile mimo wszystko powinniśmy skupić się na ogólnej znajomości, ogólnym słownictwie, zwrotach, które bardziej pewnie w tym Small Talku, o którym mówiłaś, będą przydatne, ale mimo wszystko pozwolą nam łatwiej nawiązywać kontakt. Czy według Ciebie coś tutaj jest priorytetem, coś warto byłoby wyróżnić, czy też może ciężko jest o jednoznaczną odpowiedź?

Znowu odpowiem — to zależy. Nic nie jest czarne albo białe. To trochę bardziej skomplikowane. Z mojego doświadczenia wynika, że język branżowy, tudzież słownictwo branżowe, to jest coś, co pojawia się w naszym słowniku naturalnie, coś, czego uczymy się na co dzień w pracy.

Natomiast ten general english, czyli angielski ogólny, to jest to, czego nam brakuje i dzięki czemu nie możemy tak swobodnie przeprowadzić tak jak mówisz, Small Talku, czy casualowej rozmowy z jakimś naszym partnerem biznesowym. Wydaje mi się, że powinien być pomiędzy tymi dwoma rodzajami angielskiego, pewien balans. Wydaje mi się, że pracując w IT dużo łatwiej będzie nam nauczyć się słownictwa branżowego, bo ono non stop będzie się pojawiać. Natomiast ten angielski ogólny, z elementami branżowego, jak używać ich razem, w połączeniu, powinien być takim naszym priorytetem.

Chciałam się podzielić tu taką anegdotką o tym, jak bardzo ważna jest znajomość tego ogólnego języka. Mój mąż parę lat temu, od wielu lat zajmuje się Front endem. Parę lat temu pewna pani Project Manager napisała do niego maila, pytając, to było około tygodnia przed deadlinem jakiegoś projektu, zapytała jak mu idzie. Na co mój mąż odpisał „No stress, I’m hardly working”. Oczywiście nie wiedząc wtedy, co to dokładnie oznacza, myślał, że napisał, że pracuje bardzo ciężko. Pani odpisała…

Że ledwo?

Tak, dokładnie. Że pracuje nad tym ledwo. Uśmiał się bardzo. Oczywiście już nigdy więcej tego błędu nie popełnił, natomiast zostawmy to. Wydaję mi się, że ta anegdotka może wszystkim uzmysłowić, jak bardzo ważna jest nauka takiego ogólnego języka i gramatyki.

👉 Czytaj dalej na: https://porozmawiajmyoit.pl/poit-089-jezyk-angielski-w-it/

kkempin’s dev blog

Dev and life blog.

Medium is an open platform where 170 million readers come to find insightful and dynamic thinking. Here, expert and undiscovered voices alike dive into the heart of any topic and bring new ideas to the surface. Learn more

Follow the writers, publications, and topics that matter to you, and you’ll see them on your homepage and in your inbox. Explore

If you have a story to tell, knowledge to share, or a perspective to offer — welcome home. It’s easy and free to post your thinking on any topic. Write on Medium

Get the Medium app

A button that says 'Download on the App Store', and if clicked it will lead you to the iOS App store
A button that says 'Get it on, Google Play', and if clicked it will lead you to the Google Play store