Od developera do foundera

Krzysztof Kempiński
Dec 1, 2020 · 18 min read
Image for post
Image for post

W ramach podcastu “Porozmawiajmy o IT” miałem okazję porozmawiać z Boguszem Pękalskim o drodze od programisty do foundera.

Posłuchaj naszej rozmowy w wersji audio 🎧 👇

Cześć! Mój dzisiejszy gość to założyciel i CEO startupów, między innymi Akademia SaaS, Polisa w Chmurze, przedsiębiorca, programista, podcaster, vloger, ojciec, mąż i podróżnik. Jednym słowem mówiąc: człowiek renesansu. Moim i Waszym gościem Bogusz Pękalski.

Cześć Bogusz! Bardzo miło mi Cię gościć w podcaście.

Cześć Krzysiek! Witam. Bardzo mi miło być u Ciebie.

Jesteś jednym z podcasterów, którzy już od pewnego czasu robią naprawdę bardzo fajną robotę. Szczególnie w tym świecie IT też bacznie Cię obserwuję, jak podcaster podcastera. Bardzo mi miło, że jestem tutaj u Ciebie w programie.

Dziękuję bardzo. Cała przyjemność po mojej stronie.

Sam z kolei jak najbardziej obserwuję Twoje działania i mogę powiedzieć, że jesteś kojarzony z przedsiębiorczością, ze startupami, więc nie możemy o niczym innym rozmawiać, niż właśnie o drodze programisty do foundera, bo przecież również całkiem dużo czasu poświęciłeś na tą karierę programistyczną.

Zdecydowanie. Zdecydowanie więcej niż na karierę przedsiębiorcy. Raczej większość swojego życia wokół tego IT i programowania się obracam.

Pewnie. Myślę, że jeszcze o te wątki gdzieś tam zahaczę, ale standardowo chciałbym Cię zapytać, jak to robię właśnie z moimi gośćmi na początku. Czy słuchasz podcastów? Jeśli tak, to gdybyś się podzielił swoimi ulubionymi audycjami.

Ok. Czy mówimy o polskich, czy zagranicznych?

Dowolnie.

Słuchałem bardzo wielu podcastów różnych. Często to było po jednym odcinku, czasem po więcej. Z takich podcastów, do których wracam i gdzieś tam je obserwuję na przestrzeni lat, to na pewno te klasyki typu Tim Ferriss, Joe Rogan. Z polskiego poletka właśnie Zaprojektuj swoje życie, o którym rozmawialiśmy przed nagraniem.

W sumie zacząłem słuchać po tym, jak Maciek Filipkowski był u mnie gościem w moim podcaście. Ostatnio zrobiłem fajne odkrycie. Jest taki fajny podcast My First Million, też po angielsku, ale naprawdę rewelacyjne treści. Jeżeli ktoś się interesuje biznesem, modelami biznesowymi, różnymi takimi innowacjami w tym biznesie, to warto posłuchać.

Oczywiście tych podcastów jest bardzo dużo. Powiem tylko, od czego zaczynałem. Moim pierwszym podcastem był DevTalk Maćka Aniserowicza, gdzie jeszcze zgrywałem MP3 na telefon. Aplikacje może były, ale nawet o nich nie wiedziałem. Oczywiście też Michał Szafrański, jeden z takich prekursorów podcastingu. Większość tych odcinków wysłuchałem. Teraz jest naprawdę tak dużo genialnego kontentu, że można słuchać i staram się również to robić. Podcasty i audiobooki to w sumie główne miejsce, skąd czerpię wiedzę.

Moim pierwszym podcastem był DevTalk Maćka Aniserowicza, gdzie jeszcze zgrywałem MP3 na telefon. Aplikacje może były, ale nawet o nich nie wiedziałem. Teraz jest naprawdę tak dużo genialnego kontentu, że można słuchać i staram się również to robić. Podcasty i audiobooki to w sumie główne miejsce, skąd czerpię wiedzę.

Super. Oczywiście tworzysz też swój, więc jesteś jak najbardziej w tym świecie.

Tak, w sumie tworzę dwa. Startup MyWay i teraz rozpoczęliśmy Biznes DZIŚ z Mirkiem Burnejko. Jeszcze zdradzę, że szykuję się do trzeciej audycji, tym razem po angielsku w ramach tego nowego całego wielkiego projektu AchievGuru, który robię i tam również zrobili takie AchievGuru Show, gdzie będę z różnymi achiverami z całego świata rozmawiał. Zobaczymy, jak mi to pójdzie.

Trzymam kciuki. Czyli jesteś nie tylko seryjnym przedsiębiorcą, ale też seryjnym podcasterem, na to wychodzi.

Tak. To jest super, bo można poznać ludzi, bardzo fajnych ludzi. Idzie to całkiem szybko, bo spotykamy się, rozmawiamy. Idzie to szybciej niż na przykład pisanie jakichś postów, czy nagrywanie video. Same plusy i buduje się genialna społeczność.

Potwierdzam. Jak najbardziej.

Cofnijmy się może trochę w czasie. Myślę, że takie języki, technologie, jak Basic, Pascal, C++ nie są Ci obce. Jak to się wobec tego stało, że zainteresowałeś się właśnie programowaniem, technologią i poświęciłeś temu całkiem sporo czasu w swoim życiu, jak powiedziałeś na początku?

Jak wielu programistów, moje zainteresowanie zaczęło się od gier. To było dawno temu. W młodych latach, w okolicy 7–8 roku życia dostałem pierwszy komputer. To był Commodore 64. Do tego oczywiście dostałem joystick, wtedy jeszcze gry i programy wgrywały się z kaset. To takie zamierzchłe czasy.

Jak już znudziły mi się wszystkie gry, otworzyłem taką książeczkę, która była dołączona do tego komputera, który zresztą odziedziczyłem po starszym rodzeństwem ciotecznym. Wtedy to już była era PC-tów, ale ja siedziałem jeszcze na tym Commodore. Dostałem do tego taki manual, gdzie były napisane różne dziwne komendy, które były napisane, żeby wpisać je do komputera i coś się wydarzy. Zacząłem to robić i faktycznie coś się zaczęło dziać. Poczułem taką siłę, moc sprawczą, że ja coś robię i ten komputer mi usługuje. Od tamtej pory się zakochałem w tamtym programowaniu. Jeszcze nie wiedziałem, że to jest programowanie. Po prostu coś wpisywałem w tym basicu. Tak to się zaczęło.

Mieszkam od urodzenia w Warszawie, co jest fajne z tej perspektywy, że miałem dostęp do różnych zajęć pozalekcyjnych, w czasach przed internetowych. to znaczy internet już był, tyle, że niedostępny. Chodziłem na zajęcia do takiej filii Pałacu Kultury, nazywa się to Pałac Młodzieży. Do dzisiaj to istnieje. Tam między innymi właśnie zacząłem.

Mama zapisała mnie do sekcji informatyki i zacząłem na zajęciach od 10–11 roku życia uczyć się, najpierw ogólnie o internecie, pierwszy raz korzystałem z Google, później budowania jakichś prostych stron internetowych. Później ścieżka tych zajęć, można było uczęszczać do 19 roku życia i ja do 18 roku życia w tej sekcji informatyki zostałem. Przeszedłem różne działy, przez programowanie internetowe, typu PHP, przez Pascala, C++, i tak do tej osiemnastki tam siedziałem i się uczyłem. Oczywiście po godzinach wracałem do domu i zgłębiałem tę wiedzę jeszcze bardziej.

Później też przyszła praca zawodowa, bo też pracowałeś jako programista de facto.

Tak, zdecydowanie. Odkąd zacząłem programować, zacząłem się tym interesować, to moja ścieżka kariery, byłem w 100% zdecydowany na to, że idę po liceum na studia informatyczne i pracuję w informatyce w programowaniu. Tak dokładnie zrobiłem. Już jakieś pierwsze pieniądze na programowaniu zarobiłem w liceum. To były jakieś proste strony kodowane w PHP-ie. Potem odkryłem .NET i C#, ASP.NET.

Bardzo mi się to spodobało i związałem się zawodowo z .NET-em. Później już na trzecim roku studiów. Wtedy studiowałem informatykę i ekonometrię w Warszawie na SGGW i na trzecim roku studiów przyszedł do mnie kolega, wtedy nie chciałem pracować jeszcze. Stwierdziłem, że mam czas na tą pracę. Robiłem projekty po godzinach, ale przyszedł do mnie kolega i rzucił kwotami typu 4–5 tysięcy złotych, że można tyle zarabiać.

Dla mnie to były wtedy kosmiczne pieniądze i poszedłem na rozmowę. Zostałem przyjęty. Pamiętam, że to było 3,5 tysiąca na rękę. Byłem naprawdę królem życia wtedy na studiach. Zacząłem pracę na pełen etat, później na pół etatu jeszcze kończąc studia. Po studiach już przez kolejne 7–8 lat pracowałem w różnych firmach, małych, dużych jako programista.

Jak Cię słucham, to myślę, że miałeś do tego pasję. Pewnie ciągle masz. Interesowało Cię to, widziałeś w tym swoją przyszłość. Co się stało, że ta praca z technologią, to programowanie, przestało Ci wystarczać? Czy to może raczej polegało na tym, że skończyła się ta fascynacja technologią, czy też może pojawiło się zainteresowanie innymi tematami, którymi jesteś teraz mocno zaangażowany?

Ogólnie miałem pasję do budowania, że tworzyłem coś z niczego. Na tym to polega. Kiedyś to były klocki Lego, potem przerzuciłem się na programowanie, nie trzeba było dokupować kolejnych zestawów, i budowałem różne rzeczy. Od jakichś prostych gier, przez jakieś programy, strony, to było takie hobby. Robiłem to po prostu z pasji.

Potem, jak przyszła praca etatowa, okazało się, że to nie do końca jest różowo, jak siedzisz rok, czy dwa lata w jednym projekcie i klepiesz jakieś ekrany biznesowe, księgowe, które Cię w ogóle nie interesują. Fajnie, można rozwijać się technologicznie, co też robiłem, w kwestiach architektury tego programowania, wkładania różnych nowych rozwiązań, smaczków, wzorców, czasami trochę też na wyrost, po to, żeby coś ciekawego się działo.

Ogólnie miałem pasję do budowania, że tworzyłem coś z niczego. Na tym to polega. Kiedyś to były klocki Lego, potem przerzuciłem się na programowanie, nie trzeba było dokupować kolejnych zestawów i budowałem różne rzeczy. Od jakichś prostych gier, przez jakieś programy, strony, to było takie hobby. Robiłem to po prostu z pasji.

Też tam byłem.

Zawsze kręciło mnie budowanie jakichś swoich projektów. Po tych kilku latach programowania, takiego biznesowego, gdzieś cały czas po godzinach siadałem i myślałem o czymś swoim, że chce mieć większy wpływ na projekt, że chcę robić tak, jak ja chcę i to ma być coś, co mnie pasjonuje. Tego mi brakowało. Zainteresowałem się ogólnie biznesem i patrzyłem, jak ludzie ogólnie budują swoje aplikacje, zaczynają się utrzymywać z takich aplikacji, rozwijają swój produkt na własnych warunkach, kasa płynie. Wydawało mi się to takim bajkowym obrazem, do którego też chcę dążyć.

Tutaj dwie takie kluczowe kwestie. Pierwsza rzecz to chciałem już przestać przeliczać pieniądze, czas na pieniądze bezpośrednio. Doszedłem do pewnego dosyć wysokiego pułapu, gdzie ciężko już było zarabiać więcej. Miałem taki epizod, że albo idę na swoje, albo przechodzę na pracę zdalną dla zagranicy. Zacząłem poszukiwać w Anglii, gdzieś w Stanach, innych krajach, ale okazuje się, że to nie jest takie proste znaleźć pracę zdalną u zagranicznego klienta za grubszą kasę.

Chociaż do dzisiaj jacyś rekruterzy z Anglii przypominają sobie po 5 latach i dzwonią. Więc to rozliczanie czasu na pieniądze. Doszedłem do jakiegoś szklanego sufitu. A druga rzecz, to, że pracowałem i sprzedawałem mój kod, moją pracę, moje dzieło i tyle. To się kończyło, nie mogłem tego rozwijać, to nie było moje. A chciałem budować coś takiego swojego. Te dwie rzeczy i budowanie projektów po godzinach też było dla mnie ważne i wracając do pracy jednak ta pasja dalej we mnie żyła. Siedziałem, programowałem, kodowałem nowe rzeczy, ale to były rzeczy, które robiłem na własną rękę.

Też trochę tych lat doświadczenia w branży mam i miałem okazję pracować, poznawać ludzi, którzy się odnajdywali mimo wszystko w tym, w sensie pracowali jako programiści, jako osoby związane z działami technicznymi, nadal pracują, jest im w tym dobrze, nie czują potrzeby zmiany a z drugiej strony przykład takich osób, jak na przykład tej, którzy po jakimś czasie widzą inne możliwości, chcą jeszcze coś więcej od życia, pracy, rozwoju.

Zastanawiam się na ile to jest specyfika tej branży, tak jak powiedziałeś, że stosunkowo szybko dochodzi się do jakiegoś sufitu, najczęściej związanego ze wzrostem wynagrodzenia, albo z możliwością awansu. Zostajemy tymi seniorami po kilku latach, co porównując do innych branż, to nie ma tam miejsca, trzeba tam faktycznie naście albo dziesiąt lat doświadczenia, żeby dojść do takiego stanowiska. Tutaj stosunkowo szybko ten pułap gdzieś tam osiągamy.

Zastanawiam się na ile to jest wpływ tej branży, że szybko osoby zaczynają, nie wszystkie oczywiście, ale niektórzy zaczynają myśleć, żeby coś na własną rękę na przykład robić, a na ile to jest cecha charakteru, wychowania, czy mieliśmy takie środowisko przedsiębiorców wokoło siebie, podczas dorastania i się na tym wzorowaliśmy, jak Ty myślisz?

Przede wszystkim wydaje mi się, że w tym środowisku IT, gdzie coś budujemy, wchodzimy do tego, żeby budować coś, bo programowanie jest formą pewnego rodzaju budowania w formach pracy kreatywnej, rozwiązywanie problemów. Wydaje mi się, że w momencie, kiedy mamy ten skill, że potrafimy coś zbudować sami, to zaczynamy patrzeć, co bym mógłbym sam zbudować i to troszeczkę zaczyna się łączyć z biznesem. Nie do końca się przekłada 1:1, bo mój pierwszy bardziej poważny projekt, który budowałem po godzinach, nie miał modelu biznesowego. Nawet nie wiedziałem jak zarabiać.

Po prostu siedziałem dwa lata, budowałem go i potem się okazało, że jak on ma zarabiać? No nie wiem. Więc coś zbudowałem, ale ten biznes kulał dosyć mocno. Jeżeli chodzi o mnie, to nie miałem zupełnie żadnych przedsiębiorczych korzeni. Moja mama była nauczycielką, gdzieś dalsza rodzina, dziadkowie w administracji państwowej pracowali, więc zupełnie tego ducha przedsiębiorczego nie było.

Natomiast tego, co mi zawsze brakowało, to gdzieś zawsze brakowało tych pieniędzy. Nawet z takiej pensji nauczycielskiej, wiem, jakie to są pieniądze, zawsze gdzieś czegoś brakowało i myślałem, że w przyszłości nie chcę, żeby mi brakowało na nic pieniędzy, jakieś wyjazdy, rzeczy, czy na komputery. Te pieniądze gdzieś mi się zakorzeniły, że to coś, czego brakuje i trzeba iść w tą stronę, żeby tych pieniędzy było więcej. Może to też jest jakiś czynnik.

Taka też potrzeba niezależności, gdzie nie bardzo lubiłem chodzić w takie narzucone standardy, typu bardzo mnie nie fascynowało chodzenie do szkoły, uczenie się, chociaż uwielbiam się uczyć, ale ten system edukacji też mi nie do końca pasował. Wolałem na przykład, często gdzieś w tych młodych latach zostawałem w domu, też dużo chorowałem, ale po prostu siadałem i uczyłem się swoich rzeczy, na przykład programowania, czy innych rzeczy. Lubiłem to, ale nie lubiłem tego robić na narzuconych zasadach.

Zawsze gdzieś tam, ta autonomia we mnie zostawała, a potem z kolei chodziłem na to, co mnie interesowało, na te zajęcia po godzinach. Tam siedziałem do późnych godzin, w jakiejś sali, ta pasja, ta autonomia to były rzeczy kluczowe. Widzę, że dla bardzo dużej ilości osób, ta droga przedsiębiorcza, to nie jest to, co oni by chcieli robić, bo to jest zwyczajnie trudne. Nawet te moje początki też były dosyć ryzykowne i ten czynnik ryzyka był, ale się tego nie bałem, bo wiedziałem, że mogę wrócić na etat, szybko dostanę pracę, bo mam skill, który jest potrzebny w tym momencie na rynku.

Jak słucham rozmów z przedsiębiorcami, też tych w ramach Twojego podcastu, bo też rozmawiasz z różnymi ludźmi, którzy albo stworzyli coś swojego, albo inwestują w tego typu projekty, to mam wrażenie, że to jest mocno podbudowane tym, że te korzenie związane z przedsiębiorczością gdzieś tam są, że te osoby wyrosły i nasiąknęły już od młodych lat takim podejściem przedsiębiorczym, albo po prostu mieli szczęście i byli przygotowani, bo wiadomo, szczęście z przygotowaniem musi iść w parze, że trafili na odpowiednich ludzi w pewnym momencie. Taki standardowy model według mnie startupu to są po prostu co-founderzy techniczni, którzy wpadli na jakiś pomysł, który w ich mniemaniu ma zmienić świat.

Zastanawiam się, czy takie właśnie podejście, że osoby techniczne, programiści, zakładają biznes, często pierwszy biznes w ogóle w życiu. To jest model, który według Ciebie w ogóle może się udać, ma to sens?

Jak najbardziej ma to sens, aczkolwiek idealnym modelem startupu, ja też tego się uczę i często popełniałem błędy, że tego modelu nie stosowałem, albo go nie znałem, bo w sumie ten pierwszy produkt, który nam się udało i pozwolił zrezygnować z etatu, był założony przeze mnie i przez Krzyśka, Polisa w Chmurze.

Byliśmy programistami, pracowaliśmy przez 2 lata w zespole programistycznym, a później zbudowaliśmy sobie startup, produkt. To było fajne, udało się, ale taki perfekcyjny trójkąt founderów w startupie, to jest tak zwane „3H”, czyli haker, hipster i hustler. Haker to jest osoba techniczna, ten programista, który siedzi w piwnicy i klepie kodzik. Hustler, czyli ten sprzedawca, który chodzi i mówi, jak ten produkt będzie genialny i zaczepia ludzi wszędzie, buduje ten marketing, sprzedaż, zna się na tym. Ten entuzjazm z niego bije. Hipster, który dba o to, żeby ten produkt, który tworzymy, żeby on miał ręce i nogi, żeby to wyglądało ładnie. On jest z jednej strony, trochę pomaga hakerowi w budowaniu tego produktu, z drugiej strony pomaga hustlerowi w tym promowaniu, więc to jest idealny trójkącik.

Według mnie te dwie kompetencje, czyli haker, który buduje nasze rozwiązanie i hustler, który jest w stanie dostarczyć klientów do tego rozwiązania, to są takie dwie kluczowe funkcje.

Ostatnio mieliśmy live w Akademii SaaS, gdzie prowadzę kurs „Od dewelopera do foundera”. Mieliśmy live właśnie z Maćkiem Filipkowskim, o którym wcześniej mówiliśmy. Maciek jest wieloletnim inwestorem w startupy. Wiele lat kariery korporacyjnej, aż do CEO Dell’a, na ten region europejski. Właśnie Maciek powiedział, że na dobrą sprawę, jak masz ten zespół, tego hakera, hipstera, hustlera, to tak naprawdę ten produkt nie jest tak ważny. Bo Wy, jeżeli się dobrze rozumiecie, dobrze się uzupełniacie, to jeżeli ten produkt nie wyjdzie, to zbudujecie następny i następny, który już wyjdzie.

Okazuje się, że bardziej, niż pomysł, produkt, jest ważny zespół, ten founderski, żeby on się uzupełniał. To, o czym Ty mówiłeś na początku, że zespół technicznych founderów, nie do końca będzie idealny, dlatego, że ci ludzie nie będą się uzupełniali. Oni wszyscy się skupią na produkcie, a nikt nie będzie dostarczał klientów.

Tak jak spojrzysz sobie na Apple. Mieliśmy Jobsa i Woźniaka. Mieliśmy tego hustlera i hakera. Bardzo dużo firm, gdzieś tam ten founder techniczny jest bardzo potrzebny, żeby rozumiał technologię, ale ten frontman jest równie potrzebny. Czasem to się łączy, wydaje mi się, że w pewnym sensie łącze trochę ten hustling, gdzie buduję społeczności, robię marketing, a z drugiej strony jestem w stanie coś zbudować.

Aczkolwiek ta strona marketingowa, sprzedażowa, to hustlowanie, już w tym momencie przeważyło to kodowanie. W nowym projekcie wziąłem do mojego teamu hakera CTO Rafała, który buduje produkt, a ja w zasadzie do tego kodu nie zaglądam. Chociaż jak znajdę trochę czasu, to usiądę, bo to też nowa technologia, więc też chcę trochę czasu zebrać, żeby jednak pohakować to rozwiązanie.

Podsumowując, te trzy kompetencje, to idealny zespół i warto budować relacje, warto szukać wśród swoich znajomych, wśród znajomych znajomych, ten drugi kontakt, ludzi, którzy chcą coś budować swojego, a mają takie skille marketingowe. Bo to jest podstawowy problem tych founderów technicznych, że oni sobie zbudują rozwiązanie, tylko nikt po prostu tego nie kupi.

Na dobrą sprawę, jak masz zespół, tego hakera, hipstera, hustlera, to tak naprawdę ten produkt nie jest tak ważny. Bo Wy, jeżeli się dobrze rozumiecie, dobrze się uzupełniacie, to jeżeli ten produkt nie wyjdzie, to zbudujecie następny, który już wyjdzie. Okazuje się, że bardziej, niż pomysł, produkt, jest ważny zespół, ten founderski, żeby on się uzupełniał.

Powiedziałeś, że niekompletne dobranie kompetencji na początku, to jest problem. Domyślam się, że tych różnych błędów, czy problemów, kwestii, o których founderzy nie pomyślał na początku, jest pewnie całkiem sporo.

Chciałem też Ciebie zapytać, z jednej strony mam wrażenie, że masz to w teorii, bo dużo czytasz, słuchasz na ten temat, ale też w praktyce, bo masz trochę tych biznesów na swoim koncie. Więc gdybyś mógł powiedzieć, jakie najczęstsze błędy są popełniane przez osoby techniczne, które chcą założyć jakiś startup, firmę, myślą o produkcie?

Zdecydowanie brak walidacji, co wielokrotnie jest powtarzane, a sam się czasem łapię, że jak się przyczepię do jakiejś idei, to zaczyna tworzyć to, zamiast zapytać się, czy ktoś w ogóle ma chęć z tego skorzystać. Moje pierwsze produkty wyglądały tak, że siadałem, budowałem formularz lokowania rejestracji, konto użytkownika i tak dalej. Rok mijał, drugi rok mijał, a tak naprawdę nie było jakiegoś modelu biznesowego ani klientów na to. To taka podstawowa rzecz.

Dziś mamy tak ogromne możliwości walidacji, postawienie landing page, z gotowego szablonu, zmienienie kilku tekstów na to, co ten nasz produkt, co sobie wymyśliliśmy, ma robić, zostawienie miejsca na maila, nawet nie trzeba tego spinać z jakimiś systemami mailowymi. Po prostu rozesłanie tego, czy wrzucenie prostej reklamy na Facebooku za 50, 100, 200 złotych i zobaczenie ile osób się zapisze, zostawi tego maila, że jest zainteresowany tym rozwiązaniem, które sobie wymyśliliśmy, to naprawdę jest jeden dzień roboczy.

Jak już będziemy wiedzieli jak to zrobić, to 5 takich kolejnych landing page’y sobie postawimy w kolejny dzień i możemy sobie potestować, co działa najlepiej, plus ludzie zostawiają maila, więc możemy do nich napisać i zapytać się „Dzięki, że zostawiłeś maila, powiedz mi może coś więcej, jaka jest Twoja sytuacja, dlaczego się zainteresowałeś tym? Ewentualnie ile byłbyś skłonny płacić, czy korzystasz z takiego rozwiązania?”. Więc to jest naprawdę, w ciągu tygodnia można sobie zamknąć walidacje. Przynajmniej zwalidować na takim podstawowym poziomie. Bo jeżeli nikt się nie zainteresuje tym, to wydaje mi się, że nie ma sensu tego robić. Oczywiście wydaje mi się, że jeśli jest to projekt hobbystyczny, gdzie chcemy sobie testować nową technologię, framework i tak dalej, to można kontynuować, ale jeżeli chcemy faktycznie na tym zarabiać, to warto zrobić tę walidację. To jest jedna rzecz.

Druga rzecz w ogóle, zastanowić się, po co my to chcemy zrobić. Jaka jest strategia wyjścia, czym chcemy zbudować aplikację, produkt, który będzie nam przynosił miesięcznie na przykład 10 tysięcy złotych i będziemy sobie go doglądać, rozwijać, a tak to będziemy sobie żyć spokojnie, nie przejmując się niczym. Tak zwany biznes lifestylowy. Czy z kolei chcemy inwestować jak najbardziej, jak najwięcej, potem potencjalnie taki produkt sprzedać większemu graczowi, czyli mieć tę datę. Ten dzień wypłaty, gdzie sprzedamy to za milion, dwa miliony, pięć, czy pięćdziesiąt milionów, czego życzę wszystkim.

Jeżeli chcemy iść w taką stronę, to wtedy możemy potencjalnie pomyśleć o inwestycji. Bo jeżeli chcemy szybko zbudować produkt, zeskalować go, zdobyć bardzo dużą ilość klientów, a potem go sprzedać, t ten model startupowy, klasyczny, gdzie wchodzą inwestorzy w jednej rundzie, drugiej, trzeciej, jest jak najbardziej ok. Ci inwestorzy też Cię przytrzymają w takich ryzach, że masz cisnąć ten produkt, a nie się rozglądać na boki. Więc to na pewno nie będzie biznes lifestylowy, to będzie biznes, na którym będziesz skupiony w 100%, bo nawet wymogi umów inwestycyjnych zablokują Ci wszystkie inne rzeczy.

Często jest tak, że podpisujesz umowę i tam jest 100% swojego czasu będę wkładał w ten projekt, na który Ty dajesz mi milion złotych. Nawet nie możesz sobie zrobić niczego na boku, bo taka jest umowa, bo Cię inwestor zaskarży. Można się przemęczyć dwa, trzy, pięć lat, a potem zrobić duży exit. To nie jest droga na pewno dla każdego, ale też jest wydaje mi się, równie ciekawe. Aczkolwiek na początku bym tego nie polecał, bo można się zagubić. Jeżeli dostajesz dużo pieniędzy, masz zatrudnić zespół, masz budować produkt, czy koordynować to wszystko z takiego wyższego poziomu, to możesz sobie zwyczajnie nie dać rady. To jest kolejny problem, że ludzie się nie zastanawiają, co chcą z tym robić.

Ale jeżeli już wiesz, że chcesz zarabiać te 10 tysięcy złotych ze swojego produktu, to zastanów się, po ile chcesz sprzedawać ten produkt. jeżeli to będzie 100 złotych, to wystarczy CI 100 klientów, którzy będą płacili sto złotych i będzie to 10 tysięcy przychodu wpływało. 100 klientów na produkt t nie jest tak dużo. Jeżeli masz koszty minimalne, typu jesteś solo, nikogo nie zatrudniasz, płacisz za jakiś hosting, za chmurę, to jedyny twój koszt. Jeżeli będziesz miał 200 klientów, to będziesz miał 20 tysięcy, 500 klientów, będzie 50 tysięcy. To naprawdę nie jest trudno. 100 klientów możesz pozyskać, pisząc na LinkedInie przez kilka dni do ludzi.

Zastanawiamy się, po co robisz ten produkt, walidację tego produktu i trzecia rzecz, zastanów się, jak to ma zarabiać, czy to ma być subskrypcja, czy chcesz reklamy sprzedawać, czego nie polecam. Jeżeli chcesz budować od razu model marketplace, typu iTaxi, czy Uber, gdzie mamy klientów, dostawców i ich łączymy, to jest bardzo trudno model i tutaj nie będziesz zarabiał dużo. Nawet bardzo doświadczeni ludzie się na tym przejechali. Oczywiście jak to wyjdzie, to można zbudować ogromne biznesy, ale po prostu zastanów się, jak to ma działać, jak ten użytkownik ma płacić i za co. Jestem oczywiście wielkim orędownikiem modelu SaaS, czyli budujesz coś, za co klient płaci miesięcznie lub rocznie jakąś subskrypcję. mega prosty biznes model, tylko trzeba pokazać wartość, za co klient ma płacić.

Powiedzmy, że mamy już tę fazę za sobą. Zwalidowaliśmy, zweryfikowaliśmy, że ma to sens. Czy do takiego przejścia z etatu, zakładam, że byliśmy wcześniej programistami pracującymi na etacie do roli przedsiębiorcy. Czy do tego się można w jakiś rozsądny sposób przygotować? Czy myślisz, że takie podejście, że pracuję sobie nadal na etacie, może na części etatu, a po godzinach inwestuję swój czas w robienie produktu, nadal jeszcze ma sens?

Jak najbardziej ma sens. Tutaj też fajnym modelem jest to, że my, jako programiści możemy przejść na mniejsze ilości, czasowe zatrudnienia na przykład, na trzy czwarte etatu, nawet na pół etatu. Te trzy czwarte etatu da nam jakiś czas, tylko musimy sobie założyć, że ten czas będziemy przeznaczać na budowę tego projektu, a nie to, że przejdziemy na trzy czwarte etatu, ale nic nie będziemy wtedy robić, jeżeli chcemy coś zbudować.

Tutaj fajnym modelem jest na przykład zmiana pracy i wynegocjowanie naszej obecnej stawki za mniejsza ilość godzin. Idziemy do nowego pracodawcy i mówimy, że za te 10, czy 15 netto będziemy pracować trzy czwarte etatu, tyle zarabialiśmy poprzednio, więc dla nas pułap życiowy się nie zmieni, ale będziemy mieli więcej czasu.

Budowanie po godzinach, nawet nie trzeba budować, tak jak mówisz, jak mamy tę walidację zasobów. Jak już będziemy mieli walidację za sobą i będziemy wiedzieli, co będziemy budować, to ten czas się znajdzie, bo będziemy mieli pasję. Bardzo polecam jak najszybsze znalezienie pierwszych klientów, bo ci pierwsi klienci dadzą nam tę motywację. Jeżeli ktoś nam zapłaci, to my czujemy taką wewnętrzną potrzebę, że trzeba zrealizować, dowieść to, za co klient zapłacił.

Widziałem to, jak pojawiło się tych pierwszych 20–50 klientów Polisie w Chmurze, że siedziałem i nie myślałem, czy robić, a może coś innego. Po prostu robiłem, dlatego, że to są klienci, którzy mają konkretne oczekiwania. Budowanie po godzinach jest jak najbardziej super. Warto zmniejszać ten czas pracy i warto też pomyśleć o innych modelach, które nas na krótką metę będą finansowały. Typu na przykład wydanie swojego kursu, który jest w stanie nam przynieść jakąś kasę. Potem możemy go sprzedawać wielokrotnie i możemy sobie zbudować taki cash flow, który da nam, powiedzmy, pewne bezpieczeństwo, a my będziemy budowali sobie tą większą machinę, jakby w tym czasie. To jest to, co polecam.

Czy można się do tego przygotować? Zrobię tu małą kryptoreklamę mojej Akademii SaaS, bo po prostu wziąłem tę moją wiedzę przejścia z etatu programistycznego do budowy swojego produktu i te kwestie biznesowe, kwestie, których brakuje programistom, z perspektywy programisty, po prostu ułożyłem dwunastotygodniowy program.

Tam mamy już 350 founderów i teraz właśnie w tym momencie, jak tego słuchacie, to jak wejdziecie sobie na akademiasaas.pl, tam program jest zamknięty, ale jak zostawicie tam maila, to dostaniecie informację o tym, że można dołączyć w okresie black friday aż do cyber monday, do końca dnia. Mini tajne otwarcie, a jeżeli słuchacie tego później, to też wejdźcie, zobaczcie, bo planuje ten program uruchomić w takim trybie ciągłym.

Tam jest moja ścieżka, droga. Co widzę ciekawego w tym modelu, który zrobiłem, to jest po prostu tak, jak dokładnie było u mnie. W tym momencie wchodzę sobie do tych lekcji i czasem patrzę, co bym zrobił inaczej, tylko pytanie-czy ja nie jestem już dalej, niż ci ludzie, którzy są na skraju etat-jakiś własny produkt i czy ta wiedza nie jest adekwatna do tego, co oni potrzebują. Oczywiście powstało teraz dużo programów, które pokazują jak budować firmę, jak to robić.

Według mnie najważniejsze jest zbudowanie czegoś, za co ktoś Ci zapłaci. Czy to będzie jakiś e-book, mały kurs, płatny newsletter. Można nagrać jakieś super wideo, w którym pokazujesz jakieś zaawansowane rzeczy i sprzedać je za 10 zł, ale to nauczy Cię budowy produktu. Może być bardzo podstawowy i sprzedaży tego produktu, jak to spiąć z jakąś bramką płatności, z kontem, jak fakturę wystawić, bo to jest zupełnie co innego.

Jeżeli już wiemy jak sprzedać coś za 10 złotych, to analogicznie sprzedaje się coś za 100 złotych, 1000 złotych, 10000 złotych. Według mnie warto pójść jak najszybciej w tą pierwszą sprzedaż, bo to nam pokaże, jakie są możliwości, co można robić dalej. Dzisiaj naprawdę można zarabiać na tylu różnych rzeczach, szczególnie w internecie. Czy na produktach, czy na consultingu, usługach. Autentycznie na wszystkim.

Tutaj też fajnym modelem jest to, że my, jako programiści możemy przejść na mniejsze ilości, czasowe zatrudnienia na przykład, na trzy czwarte etatu, nawet na pół etatu. Te trzy czwarte etatu da nam jakiś czas, tylko musimy sobie założyć, że ten czas będziemy przeznaczać na budowę tego projektu, a nie to, że przejdziemy na trzy czwarte etatu, ale nic nie będziemy wtedy robić.

👉 Czytaj dalej na:

kkempin’s dev blog

Dev and life blog.

Medium is an open platform where 170 million readers come to find insightful and dynamic thinking. Here, expert and undiscovered voices alike dive into the heart of any topic and bring new ideas to the surface.

Follow the writers, publications, and topics that matter to you, and you’ll see them on your homepage and in your inbox.

If you have a story to tell, knowledge to share, or a perspective to offer — welcome home. It’s easy and free to post your thinking on any topic.

Get the Medium app

A button that says 'Download on the App Store', and if clicked it will lead you to the iOS App store
A button that says 'Get it on, Google Play', and if clicked it will lead you to the Google Play store