Od studenta do developera

Krzysztof Kempiński
Jan 26 · 13 min read

W ramach podcastu “Porozmawiajmy o IT” miałem okazję porozmawiać z Arturem Figlem o drodze od studenta do programisty.

Posłuchaj naszej rozmowy w wersji audio 🎧 👇

Cześć! Mój dzisiejszy gość to absolwent informatyki na Politechnice Krakowskiej — swoją przygodę z IT rozpoczął w wieku 16 lat. Zaczynał od testów automatycznych, by pokierować swoją karierę w kierunku Ruby on Rails, a ostatnio Node.js.

Team leader w Netguru, pasjonuje się pływaniem, łucznictwem, narciarstwem i fotografią. Moim i Waszym gościem jest Artur Figiel.

Cześć, Artur! Bardzo mi miło gościć Cię w podcaście.

Cześć, Krzysztof! Bardzo dziękuję za zaproszenie. Dzięki śliczne.

Przyjemność po mojej stornie. Z Arturem porozmawiamy sobie dzisiaj o drodze od studenta do developera.

Artur, mam nadzieję, że słuchałeś już kilku odcinków i wiesz, jak to się rozpoczyna.

Tak jest!

Rozpoczyna się zawsze pytaniem o to, czy słuchasz podcastów i jeśli tak, to poproszę cię o twoje ulubione.

Oczywiście! Nic nowego w tym temacie — tak, słucham podcastów. Myślę, że nie jesteś tu jedyny. Podcasty, jakich słucham to przeważnie Spotifyowe rzeczy, lubię słuchać w samochodzie.

Z takich klasyków — myślę, że już się to pojawiło u ciebie kilka razy — TED, słynny tedzik. Przyznaję, że nie słucham nałogowo, jednego po drugim. Bardzo lubię wybierać konkretne elementy i robić cherry picki robić, jeśli chodzi o wybór podcastów.

Kolejną rzeczą jest oczywiście Porozmawiajmy o IT.

Dziękuję!

Tutaj też bardzo podobnie. Wybieram po prostu to, co mnie interesuje. Na przykład Pawła Dutkiewicza serverlessowe tematy, bo to jest mój dział, moje zainteresowanie. Pokrywa się z tym, co lubię słuchać i co robię w pracy.

Ostatnim podcastem, który pojawia się w międzyczasie to AWS-owe podcasty, szczególnie konferencje, meet-upy końcoworoczne — jest ich tam ogrom do wyboru. To jest taka trójca, która najbardziej przejawia się w moich Spotifyowych przygodach i odsłuchaniach.

To bardzo fajne historyjki, dzięki za to!

Okej. W jednym z wcześniejszych odcinków podcastu rozmawiałem o studiowaniu informatyki. Temat naszej dzisiejszej rozmowy rozpoczyna się właśnie w tym momencie, czyli kiedy ktoś jest studentem, myśli o tym, żeby zostać programistą, żeby pokierować swoją drogę w kierunku bycia developerem.

Na co według ciebie powinno się zwracać uwagę będąc na studiach i mając takie plany na swoją karierę?

Możemy sobie założyć, że takim inputem naszym jest student I, II semestru, czyli początek.

Myślę, że jeżeli już jest na studiach to znaczy, że ten mindset jest już przygotowany- czyli jest świadom tego, czego się podejmuje i z czym przyjdzie mu się mierzyć, więc nie będę zaczynał od tego, że ktoś musi się nastawić na dużą ilość nauki i zaprawienia się w tym dziale i temacie. Na co musisz zwrócić uwagę? Wydaje mi się, że przede wszystkim jest to podejście do tego, że czasem się nie uda, czasem popełnia błędy, czasem będzie bardzo ciężko, ale muszę znaleźć rozwiązanie, muszę sobie poradzić. Nie ważne w jaki sposób — muszę znaleźć jakiś output, muszę też zapytać i muszę popełnić ten błąd, żeby się nauczyć, dlaczego coś nie wyszło, dlaczego coś się nie udało. Dlaczego dna technologia nie działa, dlaczego wykładowca nie zaliczył mi egzaminu z fizyki.

Mówię to teraz z perspektywy czasu — sam przez to przechodziłem, wiem, z czym to się je. Dla mnie, gdybym się cofnął w czasie albo inaczej — gdybym mógł sobie dać radę, gdybym się spotkał teraz młodszym, tym z pierwszego roku, myślę, że byłoby to takie: „Hej, pogadaj z ludźmi, którzy tam byli, którzy tam są — niech ci opowiedzą co tam się dzieje, jacy są wykładowcy i jakie są egzaminy”. I według mnie nie powinno to niczego zmienić, tylko i wyłącznie powinno to dać jakiś światopogląd, którą uczelnię wybrać, w co iść.

Dla mnie, gdybym się cofnął w czasie albo inaczej — gdybym mógł sobie dać radę, gdybym się spotkał teraz młodszym, tym z pierwszego roku, myślę, że byłoby to takie: „Hej, pogadaj z ludźmi, którzy tam byli, którzy tam są — niech ci opowiedzą co tam się dzieje, jacy są wykładowcy i jakie są egzaminy”.

Myślę, że oglądanie i czytanie sylabusów jest spoko podejściem, ale bardzo często niestety sylabus rozmija się z tym, co i w jaki sposób jest przedstawiane na studiach. Do tego pewnie wrócimy, ale wydaje mi się, że przede wszystkim opinie ludzi, którzy tam już byli lub ukończyli, są mega cenne. Oni mają już na sobie ten plecak nauki i doświadczeń i są w stanie podzielić się informacją „jak było”.

Wiem, że to może brzmi dziwnie, ale z mojej perspektywy było to naprawdę cenne, gdy rozmawiałem z ludźmi, którzy już byli, ale jednak zabrakło mi paru informacji — takiego ładu, co robimy, kiedy się starać o pracę, kiedy zacząć pokazywać się na rynku. To był ten brak z mojej strony.

To jest bardzo dobra rada, bo przeważnie ludzie są mili i chcą się dzielić taką wiedzą, to nie jest tak, że będą ją chować, ukrywać albo będą nas zwodzić. Zwyczajnie podzielą się tym, jak było, więc szkoda by było z tego nie skorzystać.

No właśnie — pociągnijmy chwilę ten wątek odklejenia od rzeczywistości tego, jak przebiega ta nauka albo o czym jest ten student uczony, jaka informacja jest mu wkładana do głowy versus to, jak w rzeczywistości wygląda praca programisty. Myślę, że wszyscy się z tym spotkaliśmy i to jest taka typowa bolączka polskiego systemu edukacji.

Niestety tak!

To z jednej strony — to że uczymy się o archaicznych technologiach, które nie są używane w biznesie na co dzień. To, że bardzo ciężko jest obecnie znaleźć przedmioty, które powiedzą ci albo wytłumaczą czy pokażą, jak ta praca programisty tak naprawdę wygląda, z jakimi rzeczami musi sobie radzić.

Tak się zastanawiam, czy student mimo tych braków, o których powiedzieliśmy ma możliwość posmakowania realiów tej pracy? Żeby mógł zobaczyć, z czym to się je, z czym to się wiąże, żeby być może mógł nawet być w stanie prowadzić jakąś ewaluację. Czy to w ogóle jest droga dla niego? Czy są takie możliwości według ciebie?

Bardzo zależy to do wykładowców. Nie tyle uczelnia, co ludzie, którzy wykładają dany przedmiot, którzy mówią to, co chcą powiedzieć według swojego sylabusa, są mega ważni, to jest chyba istota całego nauczania. Niestety — nie będę rekomendował czy jakkolwiek zachęcał na jakieś studia informatyczne, na których ja byłem. To było naprawdę świetne doświadczenie, poznałem masę fajnych ludzi i to było dla mnie najważniejsze. Zauważyłem właśnie taką dysproporcję, jeśli chodzi o wykładowców. Była naprawdę grupa świetnych, którzy mimo że mieli archaiczne tematy, mimo że zajmowali się działami, które naprawdę, wydaje mi się, były cofnięte o 10 lat, jeśli chodzi o porównanie biznesu i tego, co się dzieje na rynku, to mimo wszystko starali się znaleźć powiązanie z tym, co jest teraz, a z tym, co mają do przedstawienia na kartce.

To jest ta cała idea — żeby nie nastawić się na to, że ja będę uczył się o archaicznej Javie jakiejś bankowej z x lat temu, bo mimo wszystko to może się przydać. Każda z tych rzeczy, która jest wykładana na uczelni, tak pospolicie mówiąc, naprawdę może się przydać. I to jest coś jak nauczanie — dzieci buntują się w okresie gimnazjalnym: „Dlaczego muszę się uczyć tych wszystkich przedmiotów?! Po co mi to? Ja tego nie użyję!”. Tak samo tutaj — są przedmioty, które się naprawdę nie przydają — szczególnie pierwszy rok, kiedy jest tzw. odsiew, kiedy student mierzy się z fizyką, matematyką i naprawdę nie rozumie, jak tak zaawansowane rzeczy i tak dogłębne rzeczy mogą się przydać w generowaniu tzw. CRUD-ów czy robieniu frontów. To jest naprawdę ważne. Ten umysł musi się uczyć, musi się poszerzać, musi poznawać nowe rzeczy.

Dla mnie też bardzo fajne jest to, że takie nauczanie i te różne przedmioty — od elektrotechniki po inne tematy dały taką odskocznię od kodowania, od poznawania tego świata, także mogą jakoś zresetować ten umysł ucząc się kolejnych rzeczy.

To ćwiczenie umysłu jest ważne, żebyśmy mimo wszystko jednak ćwiczyli zwoje, których będziemy używać, to raz. A dwa, okazuje się, że poznanie tych podstaw bardzo często może się ujawnić w najmniej spotykanym czasie, kiedy faktycznie na bazie tego będziemy musieli czegoś się douczyć albo posiadając jakieś podstawy pójdzie nam po prostu znacznie szybciej.

Wydaje mi się, że żadna uczelnia nie jest w stanie przygotować na to, co się dzieje na rynku i na to, co się dzieje teraz, w tym momencie. Jest jednak to opóźnienie, taki lag studyjny, który wynosi rok, spokojnie dwa, co jest już naprawdę dużo w świecie IT. W świecie, gdzie paczki jsowe są produkowane w ilości set na godzinę, na dzień może.

To jest taki głupi przykład, ale uczelnia nie jest w stanie nadgonić tego pędu, który narzucony jest przez biznes połączony z IT, tylko stara się modelować naukę w stronę rzeczy, zresztą niezmiennych, które dają fundament i podstawę do dalszego kroczenia, wyboru własnej ścieżki.

Ilość frameworków dziennie, okej — z jednej strony to jest taki demogenny wątek. Trochę jest w tym prawdy, że faktycznie ta technologia pędzi i coraz szybciej napiera i rozpędza się już do takiej wartości, że ciężko jest nadążyć za tym.

Studenci mogą się pogubić, mogą się zastanawiać, że faktycznie uczenie się takich rzeczy, które są być może trochę odklejone od rzeczywistości, w sensie z nie wiadomo, do czego się przydadzą, czy to w ogóle ma sens. I tutaj pojawia się takie duże pytanie — czy warto iść maksymalnie szeroko, próbować poznać różne — skupię się na studiowaniu informatyki — na poznaniu maksymalnie szeroko różnych technologii, różnych gałęzi, specjalizacji? Czy też może próbować już w miarę szybko jednak wybrać sobie tę specjalizację i sfokusować się na tym fragmencie, żeby zostać już jakimś specjalistą po tych studiach — żeby mieć tę specjalizację i znacznie łatwiej wejść do kolejnej pracy. Co o tym myślisz?

Trochę problematyczna sytuacja, bo zakładamy studenta, który jest na początku swojej kariery, czyli tego pierwszoroczniaka. Skąd on ma wiedzieć jaka specjalizacja jest dla niego? Co on chce robić? Gdzie jest ta ścieżka? Które drzwi ma obrać? To jest duży problem, bo wielu studentów pyta „co dalej” po tej informatyce, co po tej specjalizacji. Co z nauką rzeczy w domu, po godzinach. Wydaje mi się, że nie ma szans, żeby student pierwszego, drugiego semestru był w stanie już powiedzieć jaką specjalizację wybierze. To jest teraz niemożliwe. Być może ktoś skłania się ku jakiemuś hobby — ktoś z rodziny koduje i napatrzył się, chce robić to samo. Nie jest to też do końca dobre, ale zawsze jakaś pomoc.

Powiedziałeś o tym, czy powinien się skupić, czy poszerzać swój umysł. Byłem kiedyś na konferencji, która była bardzo fajnie podsumowana przez panią psycholożkę, która powiedziała, że są dwa typy nauki — skaner i nurek, może kojarzysz. Wydaje mi się, że początkowym typem student jest właśnie takie skaner i to jest jego zadanie. Poznać jak największą ilość, zeskanować jak największą ilość danych — nawet jednostkowo, nawet pojedynczych, ale zapamiętać, nauczyć się, wpoić to do siebie tak, żeby potem przekształcać się w takiego nurka. Zanurkować do danej technologii, zrobić sobie tego seniora, eksperta w danej dziedzinie. Być na rynku pod znakiem swojej marki eksperckiej, jeśli chodzi o daną rzecz.

Przede wszystkim taka rada: spokojnie. Pierwszy rok nie służy temu, żeby wybierać specjalizację, początek studiów nie jest po to, żeby już planować tę drogę na 100%. Wydaje mi się, że to przychodzi z czasem i doświadczeniem. Nagłe decydowanie może nie pomóc w tym, co robimy i w tym, co mówimy.

Przede wszystkim taka rada: spokojnie. Pierwszy rok nie służy temu, żeby wybierać specjalizację, początek studiów nie jest po to, żeby już planować tę drogę na 100%. Wydaje mi się, że to przychodzi z czasem i doświadczeniem. Nagłe decydowanie może nie pomóc w tym, co robimy i w tym, co mówimy.

Czyli ten osławiony T-shaped model, kiedy mamy w miarę szerokie pojęcie o wielu rzeczach a jesteśmy specjalistami z jednej dziedziny, teraz to się coraz bardziej przekształca w tzw. Pi-shaped, kiedy mamy dwie odnogi. Wiadomo — dobrze jest mieć mimo wszystko tę linię poziomą, czyli mieć jakieś szersze pojęcie o wielu różnych rzeczach.

Teraz znów przechodzimy do tego, że tych różnych specjalizacji na rynku pracy czy w ogóle w takiej dziedzinie wiedzy, jaką jest informatyka jest bardzo dużo.

Jak kończyłem studia, było dużo prościej, bo istniała trójka gałęzi — były symulowane. Nie istniało coś takiego jak backend czy frontend, to był po prostu web developer, żeby testować aplikacje, teraz jest tego dużo więcej. Mamy mnóstwo odnóg.

Opsów, DevOpsów! Każdy ma swoją dziedzinę.

Dokładnie, co roku wyłania się nowa specjalizacja. Młodzi ludzie mogą być tym mocno zdezorientowani, zwłaszcza że mam wrażenie, że dla takich osób ta drabinka dojścia do specjalizacji, czyli jaką wiedzę musi wchłonąć, przez jakie etapy przejść może być bardzo niejasna.

Co byś doradził takim osobom? Jak nie oszaleć w tym zamęcie?

Znowu wracamy do tego, o czym rozmawialiśmy, czyli modelowania siebie, tego nurka, tego skanera, trzeba spróbować, nie ma tu złotej rady. Ten początek pójścia w jakąś specjalizację, pójścia w jakieś konkretne drzwi, konkretną odnogę IT naprawdę jest szaleństwem na ten moment, bo tak jak mówisz, dawniej było bardzo prosto. Wchodzisz albo nie wchodzisz. Taki puls był jakby podstawą wyjścia po studiach. Jednak wydaje mi się, że to jest nadal istniejący trend, że człowiek wychodzący po studiach musi próbować wszystkich rzeczy związanych z IT, przynajmniej większość tych rzeczy, które są potrzebne teraz na rynku.

Z uwagi na to, co oferują i co robią studia. To, co mówię opieram na doświadczeniu — mam w rodzinie ludzi, którzy są na pierwszym, drugim roku studiów i widzę, co robią. Widzę, jakie elementy są poruszane i ten sylabus faktycznie — jak dawniej nie było mowy o chmurach i o tym, żeby cokolwiek było dotykane i jakkolwiek robione, tak tutaj widzę, że już to na studiach jest.

Fajnie, że to postępuje, fajnie, że tego się uczą. Być może dzięki temu będą w stanie określić sobie specjalizację, określić, w jakim kierunku idą, co chcą robić. Muszą sami spróbować. Nie ma tutaj złotej rady. To, co polecę na pewno, to popytać, poszukać, poczytać czym się dany dział zajmuje, co mnie kręci, co sprawia mi przyjemność. Takim idealnym zadaniem byłoby postawić sobie jedno do zrealizowania, nawet nie wiedząc jak to zrobić — na pewno wszystko znajdziemy w internecie — i spróbować to zrobić! Czy w części DevOpsowej, czy frontowej czy PM-owej, jeśli trzeba. Zaplanować sobie jakieś zadanie, które wykonamy. Niech to będzie źle, niech to nie działa, niech to będzie brzydkie, ale żeby to zrobić

Myślę, że to naprawdę da taki światopogląd na to, od czego zacząć, w co iść. Co mi się podoba — to jest takie ważne pytanie, które trzeba sobie samemu postawić.

Bardzo trudne pytanie. Dotknąłeś tutaj kwintesencji, że takie nauczanie, uczenie się w praktyce to jest to co działa najlepiej. Oczywiście — można próbować samemu. Można sobie postawić jakieś ambitne zadanie i próbować to rozwiązać bez zastanawiania się, jaka jest tego jakość — nie o to pewnie chodzi. Ale też taką drugą możliwością jest po prostu spróbowanie swoich sił w jakiejś pracy — i tutaj też zmierzenie się z realiami projektu, z jakimś faktycznie komercyjnym zadaniem.

Czy według ciebie takie połączenie studiowania i pracy — może na trochę dalszych rocznikach — czy to jest dobry sposób, żeby jakoś rozwijać się, przyspieszać ten swój rozwój?

To jest temat rzeka, doskonale o tym wiesz! Przejawia się na wszystkich możliwych rozmowach, jeśli chodzi o studiowanie i pracę. Tak samo targach, nie targach. To zależy — to jest taka złota odpowiedź na to. Nie chcę tutaj broń Boże narzucać jakkolwiek metodyki pracy i metodyki rozwoju samego siebie by na II, III semestrze już chodzić po wszystkich rekrutacjach, jakiś się tylko da i już łapać. Nie o to w tym chodzi. Myślę, że wszystko musi mieć swój czas i trzeba trochę dojrzeć na początkowych stadium studiowania, by potem móc pójść na rekrutację z taką trochę ogładą, pokorą i szacunkiem do tego, co chcę robić.

Według mojego doświadczenia — dla mnie było to super i bardzo rekomenduję takie podejście szukania pracy na tym III, IV, V semestrze w górę, mimo wszystko zapewnienia sobie tego początkowego etapu na naukę, na zdanie egzaminów, na oszlifowanie swojej wiedzy. Tak, żeby potem mieć czas na wszystko. Stan idealny, kiedy studiujemy i mamy te pół etatu już w IT i możemy czerpać doświadczenie od starszych kolegów, koleżanek. Ale nie jest tak, jak wiemy, na polskim rynku — zwłaszcza teraz, gdy jest epoka covidowa. Bardzo mało tak naprawdę jest tych pozycji juniorskich, tak żeby spokojnie aplikować i móc wybierać. Jak najbardziej to rozumiem.

Pamiętam, że jak szukałem pierwszej pracy, w takim początkowym czasie studiowania, było tego znacznie więcej i to, co robiłem — i to jest taki może nie pro tip, ale na pewno każdy to zna — gdy wybierze się już firmę, do której chce się uderzyć, warto jest popróbować w innych firmach rekrutacji na to samo stanowisko, czy jest taka możliwość. Przygotować się — to jest jedyna opcja, jaką możemy się przygotować i jak możemy się przygotować? Poznać ten stres, który nas czeka. Zaprzyjaźnić się z nim i wykorzystać to, że będziemy się stresować. Może brzmi to paradoksalnie, ale tak jest, taka jest prawda.

To, co powiedziałeś mocno zahacza o zjawisko, które coraz mocniej obserwuję i co też mnie cieszy, że ludzie młodzi zaczynają planować swoją karierę, a nie tylko podążać za tym nurtem, za takimi buzzwordami, za wielkimi graczami na rynku i tak dalej. Podchodzą do tego w taki świadomy sposób- to jest fajny trend. Zastanawiam się, czy według ciebie osoba, która nie ma za bardzo doświadczeń zawodowych albo dopiero co weszła na rynek, zaczyna się gdzieś tam rozglądać. Czy taka osoba jest w stanie ułożyć sobie rozsądny plan?

Myślę o realizacji tego typu planu. Czy on nie będzie zbyt ambitny, za mało ambitny, czy w ogóle planowanie kariery w IT, zwłaszcza na jej początku, w takim rynku pracy, który zmienia się niesamowicie dynamicznie — czy to ma sens?

To jest dobre pytanie, bo takie planowanie i rozrysowanie swojej ścieżki rozwoju kariery jest teraz szalenie trudne. Tych odnóg, możliwości, ścieżek i dróg jest teraz multum. Jedyne, co tak naprawdę można zrobić to zaplanować sobie jakiś grubszy kontekst, tzw. grubą kreską narysować sobie tę karierę, w którą stronę ma sobie podążać. Nie trzymać się jej ściśle — reagować na dynamiczne zmiany.

Odpowiedzialność na takie eventy — naprawdę trzeba uważać na to, co się robi, trzeba uczyć się na bieżąco tych rzeczy, które wychodzą i dopasowywać tą grubą, pisaną linię do tego, co się dzieje na rynku. A samo planowanie i samo rysowanie tej linii powinno odbywać się pod okiem kogoś, kto już ma jakieś doświadczenie. Samemu będąc na początkowym stadium nauki nie zaplanujemy sobie — możemy oczywiście zaplanować sobie, że będziemy CEO którejś nowojorskiej firmy, ale trzeba mierzyć siły na zamiary, trzeba dopasować sobie to, co chcemy robić, to w co chcemy iść i co jest na rynku wartościowe do tego naszego hobby.

Jedyne, co tak naprawdę można zrobić to zaplanować sobie jakiś grubszy kontekst, tzw. grubą kreską narysować sobie tę karierę, w którą stronę ma sobie podążać. Nie trzymać się jej ściśle — reagować na dynamiczne zmiany.

Często jest tak, że młodzi studenci i młodzi ludzie będący na tych pierwszych rocznikach, drugich, trzecich — początkujący w IT — często wybierają sobie ścieżkę na podstawie wynagrodzenia, na podstawie tego, jakie cyfry widzą na ogłoszeniach na naszych stronach.

Niestety to się bardzo różnie kończy, bo pracujemy po to, żeby zarobić, ale też nie pracujemy po to, żeby się wypalić i żeby po roku, dwóch już nie mieć ochoty patrzeć na kodzik.

Jest to dosyć duża pułapka i takie zachłyśnięcie się liczbami czasami i tym, co oferują takie firmy dla nowych ludzi może być kuszące, jednocześnie niszczące w tym planowaniu i w tym, co chcemy robić. Dlatego próbować, popytać i nabrać doświadczeń od ludzi, którzy już mają jakiś bagażnik za sobą i już coś wiedzą. To naprawdę jest skarb.

👉 Czytaj dalej na: https://porozmawiajmyoit.pl/poit-101-od-studenta-do-developera/

Get the Medium app

A button that says 'Download on the App Store', and if clicked it will lead you to the iOS App store
A button that says 'Get it on, Google Play', and if clicked it will lead you to the Google Play store