Pierwsza praca w IT

W ramach podcastu “Porozmawiajmy o IT” miałem okazję porozmawiać z Mateuszem Michalskim o pierwszej pracy w IT.

Posłuchaj naszej rozmowy w wersji audio 🎧 👇

Cześć! Mój dzisiejszy gość to programista, przedsiębiorca i twórca bloga, kanału na YouTube oraz społeczności na Discord o nazwie Zaprogramuj Życie. Zajmuje się tworzeniem skryptów, programów i aplikacji bazujących głównie na językach oprogramowania Java i PHP. Współtworzył serię artykułów dla magazynu Programista Junior oraz grę RPG. Moim i Waszym gościem jest Mateusz Michalski.

Cześć Mateusz! Bardzo miło mi gościć Cię w podcaście.

Witam serdecznie! Witam Cię Krzyśku, witam słuchaczy! Bardzo miło mi, że mogę u Ciebie dzisiaj gościć. Mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić.

Jestem przekonany, bo temat jest aktualny cały czas, można powiedzieć. Nie wiem jak Ty, ale ja bardzo często dostaję pytania o pierwszą pracę w IT. Często widzę, że tego typu pytania się przewijają na różnego rodzaju postach, Discordach, grupach, gdzie właśnie osoby myślące o wejściu do branży się znajdują. Temat wiecznie żywy mam wrażenie i myślę, że warto o nim mówić, bo gdzieś też zauważyłem taką statystykę czy też badanie, które mówi, że czterdzieści parę procent ludzi w IT to są osoby początkujące, więc to zawsze jest duża grupa ludzi.

Tematem zatem naszej dzisiejszej rozmowy z Mateuszem będzie pierwsza praca w IT. Ale ja rozpoczynam od takiego stałego punktu programu, czyli od pytania do Ciebie Mateusz, czy słuchasz podcastów? Jeśli tak, to może masz jakieś audycje, które chciałbyś innym przekazać, podzielić się?

Tak. Słuchając Twojego podcastu Porozmawiajmy o IT, wiedziałem już, że to pytanie padnie, więc zrobiłem sobie taki własny rachunek sumienia na ten temat. Często jest tak, że — w moim przypadku przynajmniej — słucham kanałów, czy oglądam filmy na YouTube, które mają taką formę podcastową, ale nie są np. na platformach streamingowych, więc musiałem zrobić sobie taki research i poprzypominać parę rzeczy.

O dziwo, jeżeli chodzi o podcasty, mało słucham podcastów technicznych, z racji tego, że bardzo często podczas pracy mam coś w tle puszczone i wolę, żeby to było coś luźnego do posłuchania, coś ze świata popkultury czy świata gamingu.

Dużą część czasu słucham Karola Paciorka z Imponderabilia i z Lekko Stronniczych — z ich obu kanałów, Rock i Borys — oni opowiadają o grach, o tym świecie gamingu i tematach dookoła związanymi z Youtuberami, Hello Roman — on ma też taką formę właśnie, że można go gdzieś tam spokojnie posłuchać w tle, Przygody Przedsiębiorców, oprócz tego jest Mirek Burnejko z Boguszem Pękalskim — oni mają taki fajny podcast Biznes dziś, i Bogusz Pękalski ma swój własny podcast Startup My Way.

Dużo jest tych podcastów związanych z biznesem, związanych z tworzeniem czegoś własnego. Jest to kierunek, który, nie ukrywam, planuję obrać i staram się słuchać osób, które dzielą się swoim doświadczeniem i mają cos do powiedzenia.

Pewnie, pewnie. Te audycje, które powiedziałeś, są już takie ugruntowane marki. Też większości słucham, także podpisuję się, że warto ich słuchać.

To może rozpocznijmy od tej pierwszej pracy w IT. Mam wrażenie, że to jest trochę taki Święty Graal tych osób początkujących. Krąży taka opinia — może jest w tym trochę prawdy — że jeśli tę pierwszą pracę uda się zdobyć, to dalej jakoś tam pójdzie. Jeśli to pierwsze doświadczenie uda się zebrać. Chciałbym Cię zapytać o to jakie braki, jakieś zaniedbania, coś, czego te osoby nie robią, wpływa na to, że jest im trudniej w znalezieniu tej pierwszej pracy?

To jest też fajna taka historia, ciekawe doświadczenie. Kilka miesięcy temu zgłosiła się do mnie firma, żeby ich wesprzeć w procesie rekrutacyjnym jako osoba techniczna, żeby zebrać CV, zrobić przegląd tych dokumentów czy odbyć pierwsze rozmowy i przesłać te dokumenty do firmy dalej. Żeby te osoby w jakiś sposób zarekomendować. Już w ten sposób, ten etap pokazał, jak wiele zależy od nas samych, wysyłając CV. Zaczynając od takich podstaw, CV, które ja otrzymywałem, miałem okazję przeglądać, nie posiadały formułki związanej z RODO, albo nie była ona aktualna. Jak dobrze wiemy, to zależy od danych, które są zawarte w CV, ta regułka może być potrzebna — nie musi — ale dobrze, żeby była. Na wszelki wypadek, to wszystko zależy od tego co w tym CV się znajduje. Jeżeli nie ma tej regułki, a firma boi się przetwarzania tych danych, może być tak, że to CV odrzuci i nie zweryfikuje dalej, więc kandydat na starcie odcina siebie. Pojawiają się błędy ortograficzne, błędy w nazwach technologii. To są rzeczy pozornie błahe, na które warto zwrócić uwagę gdzieś tam podczas wysyłania tego CV. To jest pierwsza wizytówka, która pokazuje nasze podejście do pracy i do jej zdobycia.

Warto od samych podstaw szukać rozwiązań i starać się to wszystko ulepszać. To jest aspekt związany z samym procesem rozsyłania i rekrutowania się gdzieś. Później były już takie problemy związane z umawianiem się na konkretne wizyty i nieprzyjeżdżaniem po prostu, niedaniem żadnego sygnału, żadnego SMS-a, że odwołuję czy coś. To ma bardzo krótkie nogi, bo firmy technologiczne często współpracują ze sobą, ta informacja krąży gdzieś tam, nigdy nie wiem, na kogo trafimy, wysyłając CV, więc naprawdę traktujmy z szacunkiem drugą osobę. Ta osoba poświęca nam czas, to też jest dla firmy koszt, więc jeżeli chcemy sami być traktowani z szacunkiem, chcemy, żeby ktoś podszedł z ludzką twarzą do nas jako kandydatów, to warto się tym samym odwdzięczyć i mieć takie fajne zrozumienie.

Co jeszcze mi przychodzi do głowy… Kwestia braku portfolio, braku jakiejkolwiek wizytówki, projektów, programów. To jest taki problem, który dość często się pojawia, chociaż mam wrażenie, że już coraz mniej. Ta świadomość jest budowana, że bez projektów już ani rusz. Tak naprawdę, mając CV z pięknym portfolio, z projektami i mając CV, które jest puste, nie ma czego przejrzeć, gdzie kliknąć, to oczywiste jest, że firma raczej będzie zainteresowana tym pierwszym, gdzie będzie miała bezpośrednio wgląd w tę historię nauki, doświadczenie — nawet nie komercyjne, bo to też jest ważne, że projekty niekomercyjne też dają doświadczenie.

Trzeba o tym pamiętać i trzeba o tym mówić, bo często się zapomina. Osoby początkujące zadają pytania jak mają to doświadczenie zdobyć? Po prostu tworząc i pisząc projekty.

Czyli powiedziałeś o takich brakach formalnych w CV, wręcz wymaganych prawnie, żebyśmy mieli szansę, żeby nasza kandydatura była w ogóle brana pod uwagę. Mówiłeś też o takim, nazwijmy to niechlujstwie, niedbałości, które też o nas świadczy. Jeżeli ktoś ocenia nas na zasadzie naszego CV, to niestety jeżeli to będzie rzecz niechlujna, która nie jest w stanie dobrze o nas powiedzieć, to sami sobie strzelamy w stopę.

To jest też ważne, dotknąłeś tematu doświadczenia. Nie wiem jak Ty, ale gdy ja oceniam tego typu CV, to oczywiście takie niezbędne rzeczy zakładam, że powinny być, ale drugą rzeczą, którą biorę pod uwagę, jest doświadczenie. Nie wykształcenie, bo to ma powiedzmy drugorzędne znaczenie — dobrze, jeśli jest, ale jeżeli nie ma to absolutnie nie wpływa na scoring kandydata. Natomiast doświadczenie jest mega istotne.

Łatwo jest nam mówić, kiedy mamy już co tam wpisać w tę sekcję, kiedy to doświadczenie jest już duże. Ale co mają zrobić osoby, które dopiero startują? Które być może nie mają jeszcze żadnych komercyjnych doświadczeń? Jak obejść ten problem braku doświadczenia, żeby nie zostawić takiego złego czy niepełnego wrażenia po sobie?

To jest temat, który często pojawia się u nas na Discordzie Zaprogramuj życie. Osoby początkujące pytają się nas, co mają wpisać, jeżeli nie mają żadnego komercyjnego doświadczenia, a startują do pierwszej firmy.

Jedno z pytań jest czy jakieś inne prace, które wykonywali wcześniej — typu kelner, kierowca? Tutaj zdania są podzielone. Ja uważam, że jeżeli nie mamy co wpisać, to dobrze jest wpisać to doświadczenie, bo to daje już jakąś informację potencjalnemu pracodawcy, że już mieliśmy styczność z pracą. To po pierwsze, a po drugie, przy odrobinie szczęścia możemy trafić do firmy, która planuje uruchomić projekt związany z branżą, z którą mieliśmy wcześniej styczność i wejdziemy do tego projektu trochę z innej pozycji, z pozycji osoby doświadczonej w danej dziedzinie. Moim zdaniem warto wpisywać takie doświadczenie.

Jeżeli chodzi o temat doświadczenia związanego z samym IT, to moim zdaniem warto pamiętać i warto tworzyć te projekty „do szuflady” i starać się, aby miały jak najlepsza jakość. Żeby nie były taką kopią powielaną w szkołach czy kursach programowania np. na Udemy. Zawsze coś dodać od siebie, coś, co wyróżni dany projekt, coś, co sprawi, że zapadnie nam w pamięć. Prosty przykład projektu lista to do to nie jest tak banalne jak mogłoby się wydawać. Możemy do takiej listy podpiąć system mailowy, możemy zrobić integrację z jakimś innym job board’em, możemy zrobić integrację z bramką SMS-ową. Jest wiele możliwości. W zasadzie wszystko zależy od naszej wyobraźni, naszych pomysłów i tego jak chcielibyśmy się wyróżnić w tłumie. Jeżeli gdzieś wpiszemy w CV, że mamy aplikację to do, która posiada integrację z kilkoma platformami, z kilkoma systemami związanymi z komunikacją, ten mail, bramka SMS-owa, to na pewno wzbudzi zainteresowanie i zwróci uwagę osoby, która rekrutuje. To nie jest powiedziane, że każdy projekt to do jest zły, że każdy jest banalny. Starajmy się wykrzesać coś z tych projektów, coś, co będzie wyjątkowe i co nas wyróżni. To jest fajne i ważne, żeby te projekty, które robimy, żeby one wychodziły z tej szuflady, żeby one nie zalegały tam i były do niczego.

Starajmy się szukać też pomysłów z naszej codzienności, albo podpytywać rodziny, znajomych, czy potrzebują jakąś stronę, czy potrzebują jakiś system do obsługi sklepu, czy potrzebują właśnie jakiś sklep na przykład i starać się im to dostarczyć. Coś, co po prostu zapełni nam to CV. Często robiąc to za darmo dla znajomych, czy za jakiś symboliczny grosz, ale pozwoli nam to zdobyć doświadczenie.

Bo z programowaniem jest troszkę jak z matematyką, nie nauczymy się tego, czytając, musimy cały czas ćwiczyć, praktykować. Musimy sparzyć się kilka razy, kilka razy wynik musi wyjść nam zły, muszą się pojawić błędy. Na bazie tego wszystkiego my zdobywamy doświadczenie, które potem przeradza się z tego niekomercyjnego w to komercyjne.

Dokładnie. Nie wstydźmy się naszych wcześniejszych doświadczeń zawodowych, bo jeżeli mieliśmy wcześniej do czynienia z klientem, mieliśmy okazję współpracować z innymi działami, ludźmi, to jest dowód na nasze, coraz bardziej cenione w IT, kompetencje miękkie. Tego absolutnie nie należy się wstydzić. Te projekty, site project’y, tego typu rzeczy, które robimy, ważne, żeby były one jakoś rozwijane. Żeby to nie był jeden commit, który wypycha nam cały projekt, tylko żeby pokazać, że my faktycznie jesteśmy w stanie przez jakiś czas coś robić, dodawać itd. To też pokazuje, że łatwo wejdziemy w proces wytwarzania, programowania w firmie. Myślę, że to jest tutaj ważne.

Ja tutaj tylko dodam, że taką jedną z podstawowych rzeczy, której warto się uczyć, zaczynając naukę programowania, to żeby w parze szła nauka Git’a. To jest coś, co jest w zasadzie podstawą w każdej firmie i rzadko zdarza się, żeby firma nie korzystała z jakiegoś Git’a czy svn’a. Działają one gdzieś tam podobnie, więc warto uczyć się tych rozwiązań do wersjonowania kodu, do pracy z commitami, do systematycznego rozwijania aplikacji. Warto już od samych podstaw uczyć się tych dobrych praktyk, z którymi spotkamy się gdzieś tam w pracy komercyjnej i na pewno będzie to wartość dodatnia w przypadku rozmowy rekrutacyjnej, bo będziemy umieli już coś, czego firma używa, z czego korzysta. To jest w pewnym sensie troszkę ułatwienie dla firmy, bo jest jeden obszar, z którego nie musi szkolić nowego kandydata, a jak dobrze wiemy i zdajemy sobie sprawę, osoba początkująca jest w pewnym sensie inwestycją dla firmy. Zanim ona zacznie się zwracać, zanim zatrudnienie tej osoby będzie przynosiło jakiś dochód, musi zainwestować czas pracowników, musi zainwestować finanse. Tu też musimy o tym pamiętać.

Dokładnie. Z tego co mówisz, wynika, że do takiego pierwszego wysyłania CV czy wysyłania aplikacji, trzeba się w jakiś sposób przygotować, na przykład stworzyć sobie bazę projektów, stworzyć CV.

Kiedy mamy to już ogarnięte, kiedy już mniej więcej wiemy, z czym np. system kontroli wersji się je, jak się go używa w praktyce, to zaczynamy gdzieś aplikować. Tutaj pojawia się często pierwszy zgrzyt, bo okazuje się, że dostajemy odmowy, albo — co gorsza — nie ma żadnej odpowiedzi na te aplikacje, które wysyłamy. Może się pojawić zniechęcenie, uczucie porażki. No właśnie, czy właściwie? Czy to jest jakiś wyjątek, czy musimy zawsze liczyć się z takimi wydarzeniami, kiedy rozpoczynamy aplikować w IT i pewnie nie tylko w IT?

Jeżeli chodzi o sytuację, kiedy firma nam nie odpowiada w ogóle na maila, to tutaj trzeba spróbować wysunąć jakieś wnioski. Może coś jest rzeczywiście nie tak z tym CV? Może brakuje tego RODO, przez co nie przetworzyli i nie zapoznali się z tym CV i nie odpowiedzieli? Także warto zrobić sobie taki audyt tego dokumentu. Może zapytać kogoś bardziej doświadczonego? Często na LinkedInie pojawiają się oferty rekruterów, którzy za darmo robią audyt CV dla kilkunastu osób, starają się pomóc. To było zauważalne w szczególności, kiedy zaczęła się pandemia i można było odczuć tę pomoc ludzi z HR. Jeżeli chodzi o kwestie…

Tej porażki, bo możesz przecież przygotować się maksymalnie i uzyskać nawet pomoc, bo to faktycznie w IT jest fajną rzeczą, że można tę pomoc na różnych frontach uzyskać od bardziej doświadczonych. Często może pojawić się albo ściana, albo odmowa. Wiele razy, zanim się uda. I pytanie, czy to jest coś normalnego? Może znasz jakieś sposoby, żeby sobie z tym poradzić?

W momencie, kiedy jakaś firma odpowie nam, jesteśmy zaproszeni na rozmowę i nie uda nam się przejść, czy to pierwszego etapu gdzie dopiero rozmawiamy, zapoznajemy się ze sobą, czy też tego etapu technicznego, nie uda nam się zdobyć tego zatrudnienia, to w żadnym razie nie powinniśmy traktować tego jako porażki, tylko jako kolejne doświadczenie.

Powinniśmy wyciągać sobie wnioski i starać się zaobserwować, czego dana firma wymagała, co było dla niej kluczowe, na co zwrócić uwagę przy kolejnych rozmowach. Tutaj miałem jakieś braki — tego się douczę. Tutaj czegoś nie wiedziałem — to tutaj muszę do tego bardziej przysiąść.

Fajną praktyką jest, to też pojawił się ten temat ostatnio u nas na Discordzie, że firmy mogą nie odpowiadać w momencie, kiedy aplikujemy z job board’ów, z miejsc, które są często przeglądane przez bardzo wiele osób. Wtedy aplikacje spływają w bardzo sporej ilości i firmy mogą nie nadążać, czy nie weryfikować wszystkich tych dokumentów.

Fajną praktyką jest rozejrzeć się, jakie firmy technologiczne są w naszej okolicy, jakie firmy nawet niekoniecznie rekrutują, ale mają dział IT i po prostu wysyłać do nich CV, trochę w ślepo, starając się zdobyć to pierwsze doświadczenie.

Tutaj fajna historia, bo ja tak zaczynałem. Ja zaczynałem prawie 8 lat temu i wysyłałem CV, jeszcze wtedy jako student na 2 roku, bez totalnego doświadczenia. Ja z programowaniem nie miałem wtedy aż tak dużo wspólnego, były osoby, które umiały znacznie więcej. Wysłałem dwa CV. Na jednym mi się nie udało i zebrałem informacje, czego mi właśnie brakowało, co musiałem podszlifować. Po jakimś czasie wysłałem drugie CV, do firmy, która szukała regular Java developera. Napisałem w mailu: „słuchajcie, nie umiem Javy na poziomie regulara, ale chciałbym się nauczyć. Zrobię wszystko, żeby zdobyć tę wiedzę. Dajcie mi szansę, nie pożałujecie. Mogę zaczynać od stażu, nawet może być to staż darmowy.”

Wiele osób może mnie skrytykować za to podejście — jak to, darmowy staż? Osiem lat temu miałem taką sytuację, że mogłem sobie na to pozwolić. Mogłem ten miesiąc przetestować i siebie i firmę, zdobyć doświadczenie i na końcu sobie powiedzieć — zostaję czy nie? Po dwóch tygodniach dostałem odpowiedź, że zostaję na dłużej. No i tak moja ścieżka kariery się gdzieś tam zaczęła. Ja też wysyłałem CV, po prostu weryfikując jakie firmy są w okolicy.

Osiem lat temu tych job board’ów jeszcze nie było, więc nasze początki IT, te 8–10 lat temu wyglądały zupełnie inaczej. Teraz ten rynek strasznie się zmienił, trudniej jest znaleźć pracę. Wtedy było moim zdaniem troszeczkę łatwiej. Ale jest to dobra praktyka, wtedy to CV trafia tylko jedno, może kilka, jak ktoś jeszcze wpadnie na taki pomysł i tak jakby, zmniejszamy sobie skalę i zwiększamy szanse na znalezienie tej pracy.

Czyli powiedzieliśmy o doświadczeniu, tak ogólnie. Ale wiem też, że rekruterzy bardzo cenią sobie wszelkiego typu dodatkowe aktywności, które taka osoba może gdzieś tam działać. Na Twoim przykładzie, udzielasz się w social mediach, prowadzisz kanał na YouTube’ie, że tak powiem „animujesz” społeczność IT. Ja też w tym temacie marki osobistej trochę się poruszam.

Kiedy opowiadam o marce osobistej programisty, wtedy często słyszę pytanie od osób początkujących, czy ma sens — będąc osobą początkującą — żeby w ogóle tym tematem się interesować? Żeby udzielać się w social mediach, żeby w jakikolwiek sposób się pokazywać. Co Ty o tym myślisz?

W moim odczuciu marka osobista kojarzy się z czymś dużym. Ze markę osobistą mogą budować osoby, które już są w tym IT sporo lat, mają duży zasób wiedzy itd. Z drugiej strony marka osobista kojarzy się z kanałem na YouTube, z własnym blogiem, z jakimiś dodatkowymi kosztami, opłatami. Z rzeczami, które trzeba ogarnąć, żeby z tym wystartować. Zapominamy o tym, że markę osobistą możemy po pierwsze wystartować w zasadzie bez kosztów i z dnia na dzień. Wystarczy założyć sobie profil na LinkedInie. Wystarczy założyć sobie profil na Twitterze. Na Facebook’u dołączyć do grup związanych z IT i tam pomagać ludziom, odpowiadać na ich pytania. Albo korzystać z Medium, Dev.to, no i od niedawna naszego takiego Oh My Dev, które fajnie wbiło się moim zdaniem w ten rynek IT, w potrzeby pisania, w potrzeby tworzenia treści i w podstawę wylewania fundamentów pod budowanie własnej marki.

Własna marka może o tyle fajnie wpłynąć na karierę, czy na wystartowanie, czy na zdobywanie lepszych ofert, zdobycie tej rozpoznawalności, że troszkę odwracamy ten schemat, że to my staramy się o pracę. Mając markę, będąc rozpoznawalnym, firmy bardzo często same piszą: „hej, mamy tutaj taki projekt. Widzę, że znasz się na tym, bo piszesz o tym w taki i taki sposób. Nie chciałbyś dołączyć do naszego projektu?”. Ta droga, nie dość, że się skraca, to często jeszcze możemy liczyć na lepsze wynagrodzenie, na lepsze warunki tego zatrudnienia, więc nad tą marką warto pracować.

Tak jak mówiłem, to nie jest tak, że tylko osoby z bogatym doświadczeniem tę markę mogą mieć. Warto pisać np. na Oh My Dev’ie czy LinkedInie o rzeczach, których się na bieżąco uczymy, o rzeczach, które na bieżąco stworzyliśmy, o programach, które napisaliśmy. Tutaj mam przykład z naszej społeczności, jest taki chłopak, który co kilka dni pisze posty po angielsku na LinkedInie związane z algorytmami, z Data Science itd. Jakiś czas temu zaczął go obserwować gościu, który ma 150 tysięcy followersów na LinkedInie. To jest proces, który on robi regularnie. To jest proces, dzięki któremu on zaczyna się robić rozpoznawalny. Pokazuje siebie, po pierwsze, że zna angielski, po drugie, że pracuje cały czas: tworzy commity, pracuje nad nowymi programami. O tym właśnie pisze.

Wystarczy usiąść raz na kilka dni, np. dwa razy w tygodniu. Napisać kilka rzeczy, np. co przeczytałem, co mi się spodobało, jakie miałem wnioski, co udało mi się stworzyć, a nad czym planuję pracować, albo jakie kroki planuję podjąć. To jest na pewno coś, co pozwala zboostować ten start i poprawić jakość naszych umiejętności miękkich, które w moim odczuciu, nabierają coraz większego znaczenia w tej branży.

Coraz więcej firm zwraca na to uwagę. Spotkałem się już z takim podejściem, z taką tezą, że umiejętności miękkich nie każdego się nauczy, a jednak tę wiedzę techniczną w jakiś sposób można zdobyć. Te umiejętności miękkie często zależą od naszej osobowości, od tego, jacy po prostu jesteśmy i niektórych rzeczy nie będziemy w stanie w sobie przełamać, więc warto nad tym pracować, warto zwracać na to uwagę. To nie jest tak, że wchodząc do IT, zamykamy się w czterech ścianach, jesteśmy sami. Będąc w firmach, często pracujemy z wieloosobowymi zespołami, często mamy kontakt z klientem, musimy coś poustalać. Musimy dbać o to, żeby te umiejętności interpersonalne były na odpowiednim poziomie i były dopieszczone.

Jak najbardziej. Oprócz tej rozpoznawalności, która jest jak najbardziej fajna, to dla osób początkujących, rozpoczynających działanie wokoło marki osobistej są dowodem na ich umiejętności i techniczne i miękkie. To może znacznie upraszczać ten start, znacznie przyspieszać rekrutację. Ale tak jak powiedziałeś, trzeba sobie jasno uświadomić, że takiej marki się nie wypracowuje w ciągu tygodnia czy trzech. Trzeba sobie uświadomić, że to jest raczej maraton, a nie sprint.

Okey, zostawmy ten temat marki osobistej, bo to jest niezwykle szeroki temat. Chciałbym dotknąć czegoś bardziej przyziemnego. Gdy ja startowałem, powiedzmy 16 lat temu, to moje pierwsze wynagrodzenie to było 500 zł. Teraz ten świat wygląda kompletnie inaczej i zgodzisz się ze mną, że oczekiwania osób początkujących, już na wstępie, są dużo wyższe. Pytanie, czy one są adekwatne? Czy te umiejętności, które taka początkująca osoba, nazwijmy junior, wnosi do firmy, czy one są adekwatne do tych żądań finansowych?

Tak… Przypominając i nawiązując do tego co powiedziałem wcześniej, to zaczynając w pierwszej firmie, zaczynałem od stażu, który przez pierwszy miesiąc był darmowy. To była cena, którą byłem w stanie ponieść za to, że zdobędę to doświadczenie i będę mógł wejść do tego świata IT, zanurzyć się w tej wodzie i zobaczyć, czy to jest dla mnie, czy nie. Jestem takiego podejścia i gdzieś tam zawsze proponuję, żeby te żądania finansowe na starcie, jeżeli nie mamy tego doświadczenia komercyjnego, ale też to nasze portfolio nie jest za bardzo rozbudowane, żeby one nie były jakieś wygórowane. Stawki zawsze możemy negocjować. Możemy po miesiącu, po trzech miesiącach tego okresu próbnego podejść do pracodawcy, powiedzieć: „zrobiłem takie postępy, brałem udział w takich projektach. Zrobiłem to, to i to, a po godzinach jeszcze zrobiłem taki projekt. Czy możemy podjeść do negocjacji finansowej?”. To nie jest tak, że na starcie, zaczynając od tysiąca złotych czy na minimalnej krajowej to jest stawka, na której się zatrzymamy.

Tak jak mówiłem wcześniej, zatrudnienie osoby początkującej dla firmy to też jest duży koszt. Musimy pamiętać, że w zależności od tego jak wyglądają kwestie podatkowe, nie zawsze to, co dostajemy na rękę, tyle pracodawca za nas płaci. Koszt pracodawcy często jest znacznie większy, ale to jest temat na inną rozmowę.

Jeżeli chodzi o te nasze wymagania finansowe, moim zdaniem warto zaczynać od dołu, warto gdziekolwiek się załapać. Warto nabierać tego pierwszego doświadczenia, a potem negocjować. Jeśli nie uda się negocjować, nic nie stoi na przeszkodzie, aby rozejrzeć się za inną firmą, która może lepiej będzie umiała docenić nasze nowo nabyte umiejętności. Nasza wartość rynkowa, jako programisty, jako osoby z IT rośnie z każdym miesiącem kiedy my w tej branży jesteśmy. Im więcej projektów zrobimy, im więcej nowych rzeczy poznamy, im więcej tego doświadczenia będzie, tym nasza wartość rośnie. Ale warto zaczynać od tych niższych kwot, jeżeli gdzieś z tym doświadczeniem nie ma szału i potem negocjować te warunki. W moim odczuciu nie ma tutaj nic złego. Problem jest taki, że niestety rynek się zmienia, inflacja idzie do góry i nie każdy może sobie pozwolić na to, że przy przebranżowieniu będzie zarabiał najniższą krajową, bo jest np. rodzina do utrzymania czy kredyt do spłaty.

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że krzywa wynagrodzeń w IT w tych pierwszych 4–5 lat rośnie bardzo szybko. Rośnie naprawdę skokowo. Później się wypłaszcza oczywiście, ale tak jak powiedziałeś, nie musimy się martwić, że nawet rozpoczynając od niższych stawek, będziemy latami z tymi stawkami tkwili, bo zazwyczaj ten progres jest dosyć szybki.

No ale właśnie, dotknąłeś bardzo istotnego tematu rodziny, przyjaciół, tego najbliższego otoczenia, tych naszych warunków, z którymi przechodzimy do innej branży. Rozmawialiśmy sobie jeszcze przed rozpoczęciem nagrywania, że coraz więcej osób się przebranżawia. Coraz więcej osób chce wskoczyć do IT, ale zazwyczaj to oznacza, że takie osoby nie mogą sobie pozwolić np. na 3. miesięczny bezpłatny staż, bo muszą utrzymać rodzinę, jest kredyt do spłaty, samochód w leasingu itd.

Chciałem Cię zapytać jeszcze o te kwestie niematerialne, tylko o takie zwykłe wsparcie otoczenia, rodziny, przyjaciół, w tych przygotowaniach. Czy to jest ważne, czy to jest nieważne? Czy warto ten nasz najbliższy krąg przygotować, że przez jakiś czas będzie trochę gorzej, ale w perspektywie czasu będzie polepszenie warunków bytowych?

Jeżeli chodzi o podejście rodziny, jak w ogóle jest postrzegany zawód programisty czy zawód z kategorii IT to jest mega ważne. Nie tylko dla osób, które się przebranżawiają, które są początkujące, ale też dla tych osób, które już w tej branży są.

Dobrze wiemy, że to nie jest tak, że raz zdobytą wiedzę potem powtarzamy w kółko, cały czas musimy się rozwijać. W pracy nie zawsze na to jest możliwość, więc po godzinach często też trzeba próbować, trzeba testować różne nowe technologie, różne nowe rozwiązania, więc zrozumienie ze strony rodziny jest tutaj bardzo istotne. Tak naprawdę, jeżeli jest para, oni muszą być świadomi, musi być to pogodzenie się z tym, że czasem wieczory ja będę przy kompie, że nie będę miał czasu dla rodziny, nie będę miał czasu, powiedzmy dla żony, ponieważ albo będę musiał zostać dłużej w pracy, bo będzie taka potrzeba, jest np. wydanie czy uruchomienie nowego systemu i trzeba te nadgodziny zrobić, nie można tego odłożyć. Albo jest start nowego projektu, trzeba zrobić research technologiczny, trzeba się do tego dobrze przygotować, więc druga strona związku musi być na to gotowa, że jest to w pewnym sensie poświęcenie. Rodzina musi postrzegać zawód związany z IT, że to nie jest po prostu klepanie w komputer i zarabianie pieniędzy w zasadzie za nic, że to jest praca umysłowa, która potrafi zebrać żniwo, czy to zdrowotne, czy to właśnie czasowe.

To jest zawód, który wymaga bardzo dużo poświęceń. Jak ktoś pyta się mnie na Facebook’u czy na Discordzie, na co trzeba się nastawić, wchodząc do IT, to ja mówię: po pierwsze trzeba się na stawić na bardzo dużą ilość rozwoju, samorozwoju, pracy we własnym zakresie i poświęcania tego czasu. Technologia zmienia się tak szybko, te nowe frameworki dochodzą w zasadzie co chwile jakieś nowe, pojawiają się nowe możliwości, że trzeba z tym nadążać. A nie można też liczyć, że 100% takiego researchu będziemy robić w ramach pracy, w ramach kosztów pracodawcy, bo warto też jednak we własnym rozwoju tutaj się rozwijać.

👉 Czytaj dalej na: https://porozmawiajmyoit.pl/poit-152-pierwsza-praca-w-it/

--

--

Dev and life blog. Thoughts about programming, design patterns, Ruby and life.

Get the Medium app

A button that says 'Download on the App Store', and if clicked it will lead you to the iOS App store
A button that says 'Get it on, Google Play', and if clicked it will lead you to the Google Play store
Krzysztof Kempiński

Krzysztof Kempiński

IT expert. Ruby on Rails/iOS/Elixir programmer. Blogger. Podcaster.