Praca w międzynarodowej firmie IT

Krzysztof Kempiński
Aug 14 · 13 min read

W ramach podcastu “Porozmawiajmy o IT” miałem okazję porozmawiać z Piotrem Dolistowskim z firmy Instapage.

Posłuchaj naszej rozmowy w wersji audio 🎧 👇

Krzysztof: Cześć! Moim i waszym gościem jest dzisiaj dyrektor technologiczny polskiego oddziału Instapage w Warszawie. Programista z wieloletnim doświadczeniem, specjalizujący się w aplikacjach webowych. Spiker na konferencjach technologicznych. Współtwórca sukcesu firmy Instapage. Prywatnie lubi grać na bębnach i podróżować. Moim i waszym gościem jest dzisiaj Piotr Dolistowski. Cześć Piotr! Bardzo miło mi Cię gościć w podcaście!

Piotr: Cześć Krzysztof. Jest mi równie miło. Witam słuchaczy.

Krzysztof: Dzisiaj z Piotrem porozmawiamy o temacie pracy w międzynarodowych zespołach IT właśnie na przykładzie firmy Instapage. Piotr, zawsze rozpoczynam od pytania na rozluźnienie — słuchasz podcastów? Jeśli tak, to jakich najczęściej?

Piotr: Muszę się przyznać, że jeszcze nie wszedłem w podcasty i nie mam takich, których słucham regularnie. Czasami jak mnie temat interesuje, to wtedy odsłuchuję. Ostatnio zainteresowało mnie Artificial Intelligence od człowieka, który pracuje w MIT. Jest tam połączenie podejścia naukowego z filozoficznym. Rozmawiają o sztucznej inteligencji, ale też o inteligencji ogólnie w kosmosie. Jest tam taki klimat, że zakochałem się w tym i tego słucham. Tak czasami słucham jakichś podcastów Niebezpiecznika, jako źródło newsów.

Krzysztof: Fajna lista. Mógłbyś krótko opowiedzieć o historii firmy Instapage, bo jest to dobry przykład na pracę w międzynarodowych zespołach IT. Jak to się stało, że amerykański startup przeniósł swój oddział technologiczny do Polski? Jak firma Instapage odnajduje się i działa w międzynarodowych zespołach?

Piotr: Historia Instapage jest bardzo ciekawa. Jest to historia startupu, o którym często można usłyszeć w gazetach. Filmy mogą powstać o takich firmach. Wszystko zaczęło się od naszego założyciela Tysona Quicka. Tyson jak bokser, tylko nasz Tyson ma tak na imię, a nie na nazwisko. On pochodził z Utah i tam miał swój startup, który chciał promować. Chciał użyć do tego landing page, ponieważ one są najskuteczniejsze, aby reklamę internetową wykorzystać. Nauczył się HTML-a, CSS-a, zaczął pisać proste stronki. Szybko zdał sobie sprawę, że landing page to nie tylko kod HTML i CSS, ale fajnie by było tę stronę podłączyć do narzędzi marketingowych, aby zbierać leady, zbierać dane z formularza, które są umieszczone na takiej stronie, aby badać skuteczność strony, poprawić ją. Zaczął szukać w Internecie czy jest takie podobne rozwiązanie. Nic takiego nie znalazł, więc wpadł na genialny pomysł, że on stworzy takie narzędzie. Uwierzył w ten pomysł tak, że przeprowadził się do San Francisco, czyli centrum Doliny Krzemowej. W Juta nie widział siebie i swojej nowej firmy. Wykorzystał na tę przeprowadzę i na te wstępne części kodu wykorzystał wszystkie swoje oszczędności z poprzedniego startupu.

Cały czas był przekonany o sukcesie firmy, że zdecydował się spać w samochodzie. Miał kartę biblioteczną, więc w bibliotece pracował, bo było darmowe Wifi. Higienę realizował na siłowni, bo został mu karnet do siłowni. Tak przeżył dwa miesiące. W tym czasie zrobił rekrutację freelancerów wykorzystując platformę freelancerską. Ona się nazywała wtedy odesk — w tej chwili nazywa się UpWork. Tam znalazł pierwszego programistę z Polski — Marka Dajnowskiego, który do tej pory pracuje w firmie i jest Chief-Architektem. Marek stworzył podwaliny tej firmy, pierwsze funkcjonalności, które później Tyson przekonwertował na coś wartościowego dla potencjalnych klientów. Firma zaczęła się gwałtownie rozwijać. Marek znalazł mieszkanie w centrum w Białymstoku. To było mieszkanie z wyższym standardem. Wtedy ja doszedłem razem z kolegą, który jest na podobnym stanowisku jak ja, tylko on zarządza Białymstokiem, a ja Warszawą. W 6 osób byliśmy wtedy w tym jednym pokoju. Biurko było przyklejone do biurka. Pracowaliśmy nad taskami. Wtedy mieliśmy metodologię waterfallową, więc nie było żadnych podziałów. Byliśmy teamem crossfunckjonalną, troche agile’owym. Nie było to sformalizowane. Byliśmy świadkami ogromnego wzrostu. Każdy skończony task skutkował potężnym wzrostem u klientów. Coraz więcej ich do nas dołączało. Coraz bardziej firma się rozwijała. W tamtym momencie mieliśmy wzrost kilkaset procent miesięcznie. Nawet nie rocznie, tylko miesięcznie. W te 6 osób pracowaliśmy w taki sposób, że aktualny VP of Engineering nie miał miejsca na swoim biurku, więc pracował na stojąco. Znalazł sobie półkę w regale i w ramach ćwiczeń fizycznym przez 3 miesiące pracował na stojąco. Wreszcie musieliśmy zatrudniać więcej pracowników, więc musieliśmy mieć większe lokum. W tym pokoju to nie potrafiliśmy się wszyscy zmieścić. Przeprowadziliśmy się do mieszkania, tylko z bardzo wysokim standardem. Policzyliśmy, że będzie tam miejsce dla 22 osób. Później okazało się, że udało nam się tam zmieścić chyba 26 osób zanim się przeprowadziliśmy dalej. Wszystko było tak samo startupowe jak na początku. Też było to mieszkanie, nie biuro. Mieliśmy dostęp do dachu, więc tam często organizowaliśmy imprezy, które wychodziły spontanicznie. Wszyscy byliśmy skupieni na tym, aby dostarczać niekoniecznie wysokojakościowy kod, ale ważne aby było szybko i aby uzyskać jakąś wartość dla klienta. Takie były początki. W nowym miejscu mieliśmy minimalną wymaganą liczbę osób do tego, aby zacząć myśleć o przypisywaniu tego kodu, który zastaliśmy. Marek z taką samą filozofią, aby kodować, żeby jak najszybciej firma miała jakąś wartość, to rzeczy były pisane z niższą jakością, niż to później zaczęło być potrzebne. Zaczęliśmy przepisywać tę aplikację kawałek po kawałku. Tak naprawdę do tej pory cały czas ją nieustannie przepisujemy. Jeszcze dużo nam zostało tego kodu do przekonwertowania na nowe technologie. Zaczęliśmy myśleć poważnie o mikroserwisach, o architekturze opartej o mikro serwisy. Mniej więcej w tym czasie z ASP 5 przechodziliśmy na ASP 6, co było nowością. Zaczęliśmy myśleć o Angularze. On był wtedy w wersji beta. Jeden projekt pisaliśmy w nim licząc na to, że niedługo będzie wersja stabilna. Udało się tak trafić w czasie, że zanim wypuściliśmy ten projekt na Angularze, to stabilna wersja była wypuszczona przez Google. Udało się to stabilnie zrealizować. Przechodziliśmy powoli na rozwiązania cloudowe. Na początku mieliśmy od kilku do kilkunastu WPS’ów, które tworzyły nasz klaster. Zaczęliśmy przechodzić na rozwiązania chmurowe. Na początku w Amazonie. Później dostaliśmy duży kredyt w Google, więc opłacało się przejść do nich. Te prace transferowe nie były zaawansowane, więc było to opłacalne. W tej chwili mamy architekturę w całości opartą o Google. Wykorzystujemy jeszcze Amazona. Używamy też Verizon i różne inne cloudowe rozwiązania. 95% mamy na Google.

Zaczynaliśmy od małych rozwiązań, aby dojść do 100 programistów w Polsce

Tak to wyglądało. Zaczynaliśmy od 6 osób, w tej chwili mamy 100 programistów w Polsce. Tyson — założyciel, zaufał nam. Mamy pełną wolność w wyborze technologii. To zaprocentowało. Teraz nie mamy dużego problemu, aby znajdować nowych ludzi, którzy mają duże doświadczenie, ponieważ start technologiczny jest dosyć unikalny. Nie jest często spotykany w Polsce.

Krzysztof: Jasne. Bardzo fajna historia. Można powiedzieć, że to historia na film, zwłaszcza z tymi początkami. Wiem, że jesteście firmą działającą w modelu międzynarodowym, bo w różnych geograficznie lokalizacjach znajdują się działy zajmujące się różnymi aspektami. Chciałem Cię zapytać, bo wspomniałeś o tym, że wasz założyciel na początku był programistą od zarania. Później pewnie przejął głównie kwestie biznesowe. Po pierwsze programista, po drugie pracodawca. Jakie korzyści dla tych dwóch stron płyną z pracy w międzynarodowych, rozproszonych geograficznie zespołach?

Piotr: Korzyści jest wiele. Dla polskiego oddziału inżynierów jest to szansa, żeby pracować w firmie z Doliny Krzemowej. Sam ten fakt jest wystarczający, aby taka oferta była interesująca. Można pracować z najlepszymi ludzie w świecie IT. Dzięki temu, że jest to w Dolinie KRzemowej to jest potencjał inwestycyjny. Firma ma pieniądze, dzięki temu nie musi się mocno spieszyć, tak jak opowiadałem na początku naszej historii. Jest czas, żeby realizować projekty, w oparciu o najnowsze technologie i aktualnie z najwyższą jakością, jaka jest możliwa. To dla programisty jest ogromną wartością. Lista benefitów, fakt, że firma ma stock options 13:31 , czyli każdy pracownik ma kawałek firmy na własność, to też jest ciekawe i nie jest często spotykane w Polsce. Dla strony w Stanach programiści polscy, nie od dziś wiemy, że są bardzo dobrzy. Ciężko znaleźć tak wykwalifikowanych pracowników nawet w Dolinie KRzemowej. Nie jest to takie łatwe. Jakość jest tym, czym Tyson jest zachwycony, tym czego oczekuje. Kolejne rzeczy takie jak komunikacje, programiści polscy nie mają problemu, aby rozmawiać po angielsku nawet na zaawansowane tematy, to też ułatwia wszystko. Nie ma ogromnych różnic w kulturze. To wszystko spina się na to, że współpraca wychodzi bardzo dobrze.

Krzysztof: Wspomniałeś, że korzystacie z innowacyjnych rozwiązań. Powiedziałeś, że ten stack technologiczny nie jest zbyt oczywisty i często spotykany. Często tworzycie takie innowacyjne rozwiązania. Mógłbyś powiedzieć jak ten fakt pracy z takimi fajnymi, innowacyjnymi technologiami wpływa na to, że przyciągacie pracowników z różnych części świata?

Piotr: Mamy 4 biura na świecie. Każde biuro jest na innym rynku pracy i inne rzeczy przyciągają tych pracowników. Biuro w Stanach przyciąga samym faktem, że firma Instapage jeszcze nie jest firmą, która jest na giełdzie. Jest to unicorn, gdzie można szybko się rozwijać. Można awansować. Są stock opcje. To ludzi w Stanach przekonuje do tego, aby dołączyć do nas. Ze względu na to, że tam jest rotacja pracowników bardzo intensywna, bardzo wysoka. Oni szukają czegoś, co pomoże w ich karierze. Pod tym kątem wybierają firmy. Atmosfera, praca z ludźmi jest dla nich istotna. Wszyscy tam patrzą na to, czy to jest korzystne dla ich kariery i co z tego będą mieli na końcu. Takie wartości są tam istotne. W Rumunii podobnie jak w Polsce jest to możliwość pracy w startupie z Doliny Krzemowej, czyli możliwość rozwoju, pracy nad takimi projektami, które są używane przez ogromną rzeszę klientów, co często w tym krajach nie jest takie oczywiste. Można wybrać jakąś dużą korporację, ale są minusy tego, że ta praca jest bardzo usystematyzowana i głos osobnika niekoniecznie ma znaczenie. Mi się wydaje, że wartości są zróżnicowane. Na każdym rynku inaczej się rekrutuje. Teraz rekrutujemy stanowiska potrzebne w Stanach, w Polsce. Tu nie chodzi tylko o programistów, ale też o grafików, UX designerów. Przeprowadzaliśmy takie rekrutacje i różnice są bardzo duże. Jeśli ktoś ma taką chęć, aby coś takiego zrobić, to radzę na początku mocno obgadać temat, przygotować się do niego, ponieważ to jak Stany myślą o rekrutacji, a to jak Polska myśli o rekrutacji, to są dwie różne rzeczy. Tam to zupełnie inaczej wygląda.

Stany myślą o rekrutacji inaczej niż Polska

Krzysztof: Wiem, że zachęcacie nowych pracowników do tego, aby odwiedzili siedzibę w Stanach. Mają czas na zwiedzanie San Francisco, jak się dowiedziałem. Jak to wpływa na moralne, na kształtowanie kultury firmy i poczucie, że nowy pracownik staje się jej częścią?

Piotr: Bardzo pozytywnie, ogólnie na relacje jednostkowe. Wiadomo, że na co dzień komunikujemy się przez Internet wykorzystując Slacka, rzadziej email. Często wideo rozmowy. To nie jest idealne. Nawet jeśli ta technologia dalej będzie szła naprzód, to myślę, że kontakt, energia rozmowy z osobą face to face, która jest blisko, kiedy widać całą mowę ciała, to jest coś innego. Wysyłamy ludzi dlatego, aby mogli poznać się z ludźmi z innych biur. Wiadomo, że dla programisty polskiego wybór jest prosty — jedzie po prostu do San Francisco i realizuje sobie program office exchange, ale teoretycznie mógłby też pojechać do Rumunii i mieć te same zasady, czyli tydzień pracy z tym zespołem, a potem wakacji. To wpływa później jak ludzie są poznają jednostkowo, mogą wyjść na piwo, porozmawiać na luzie nie tylko o pracy. Później w pracy o wiele łatwiej jest im się zrozumieć. Nawet jeśli to jest tekst pisany, który może nastręczać problemów, to po takich wizytach ludzie o wiele łatwiej się komunikują. Bliskość ludzi wpływa na to, że jednoczy nas. Mamy wspólny cel — powinniśmy być zjednoczeni. To też w tym pomaga. Same superlatywy.

Krzysztof: W jaki dodatkowy sposób budujecie atmosferę w firmie? Chodzi mi o relację, o rozwój, o development poszczególnych pracowników, kontakt z kierownictwem. Macie narzędzia, sprawdzone sposoby do tego?

Piotr: Tak. Mamy wiele takich rzeczy. każdy z działów ma swoje, odpowiednie dla danego biura rozwiązania. W Polsce na pewno taką rzeczą, która wspomaga tę atmosferę, tę kulturę, to są początku freelancerskie. Nawet w tym momencie, kiedy mamy bardzo dużo procesów, mamy metodologie zarządzania projektami, mamy ramy, w których można się poruszać, to cały czas mamy taką elastyczność. Mamy luz, który daje tą fajną atmosferę i nie problemu, żeby napisać do CEO czy do lidera wysoko postawionego w firmie i zapytać go o coś albo go skrytykować. Każdy ma taką możliwość i często ją realizuje. Staramy się na podstawie tego feedbacku rozwijać. Do tego mamy rzeczy, które łączą te wszystkie działy. To jest między innymi spotkanie raz w miesiącu, które nazywa się „All hands on deck” i na którym rozmawiamy co się w danym miesiącu działu. Witamy nowych pracowników w firmie. Wyróżniamy tych, którzy pracują dłużej i mają jakąś rocznicę w firmie, czy też tych, których należy wyróżnić ponieważ zrobili coś wyjątkowego i zasłużyli na specjalną pochwałę. Tam jest czas, aby nasz CEO coś mógł powiedzieć o aktualnym kierunku, w którym firma podąża, o tym jakie są najbliższe cele. Oczywiście, to wszystko i tak przekładamy na OKR-y, na KPI-e — na wszystko co jest w tego typu firmach. Fajnie tę bliskość buduje to, że można posłuchać bezpośrednio założyciela czy ludzi, którzy wymyślali te rozwiązania, te cele. To na pewno wiele daje.

Raz w miesiącu mamy spotkania, gdzie jest cały dział. Rozmawiamy o ważnych rzeczach, witamy nowych pracowników i nagradzamy zasłużonych

Krzysztof: Z tego co znalazłem, to w Instapage pracuje 200 osób. To są różne lokalizacje geograficzne. Trochę już o tym powiedziałeś, ale jestem ciekaw, w jaki sposób zarządzacie komunikacją, zadaniami, delegowaniem tasków w takim sporym zespole?

Piotr: Z tym była długa droga. Nie było to kiedyś oczywiste. Kiedyś mieliśmy to podzielone. W Stanach był biznes, który składał się product teamu który wiedział jakie są wymagania biznesowe. Na podstawie tych wymagań tworzył specyfikację do projektów. Później polscy inżynierowie dostawali tę specyfikację i rozpisywali sobie to na taski. Ale to miało niestety dużo wad. Między innymi takie, że proces pisania specyfikacji przez product team był bardzo długi. Oni musieli często się zatrzymywać, mieli dużo blokerów, ponieważ nie wiedzieli czy coś jest trudne do napisania, czy coś jest łatwe. Musieli pytać non stop programistów, ale też programista niewdrożony w tę całą ideę miał problem, aby odpowiedzieć konkretnie ile coś zajmie. To skutkowało tym, że specyfikacje często miały błędy, często miały elementy, który stawały się blokerem, były bardzo trudne do napisania, ponieważ z wielu powodów, często integracyjnych między różnymi częściami aplikacji. Trzeba było te problemy rozwiązywać, a często programiści jako żołnierze i tak to robili, mimo że było to trudno. To wiązało się z tego typu problemami. Też ciężko było programistom znać wizję na daną funkcjonalność, ponieważ nie byli przy wymyślaniu tego, nawet przy wstępnych założeniach. Te wszystkie problemy mieliśmy na początku. Potem wprowadziliśmy Scruma, czyli podejścia agilowe. Wprowadziliśmy tak jak wiele firm wprowadza, mieliśmy cross funkcjonalne zespoły — każdy zespół miał swoje projekty. To jeszcze nie było zbytnio agilowe. Dużo się zmieniło w oczach ludzi, natomiast nie pomagało to mocno przy projektach. Dopiero od jakiegoś roku, może mniej niż roku, już stosujemy bardzo głęboko idące podejście agilowe, czyli wspólnie pracujemy nad projektem od samego początku, od samej idei na daną funkcjonalność. Product team często przyjeżdża do Polski, aby obgadać wstępne rzeczy. My, programiści polscy, często jeździmy do San Francisco, w tym samym celu, aby mieć punkt zaczepny, aby najważniejsze problemy były obgadane. Później proces cały jest taki, że nikt nie pisze specyfikacji projektu na ponad trzy miesiące, tylko koncentrujemy się na dwóch sprintach naprzód, czyli miesiącu w przód. To o wiele lepiej wygląda. Programiści wiedzą, że mają duży wpływ na to jak później finalny produkt wygląda. Dzięki temu ich udziałowi od samego początku w pierwszych założeniach jest pewność, że nie będzie tam rozwiązań zbyt trudnych do napisania, zbyt skomplikowanych. Wspólnie z product teamem i z innymi działami, które są zaangażowane w tym samym momencie, realizujemy ten projekt o wiele sprawniej i staramy się go wypuszczać na świat w małych kawałkach, a nie w ogromnych kobyłach.

Koncentrujemy się na dwóch sprintach naprzód. Programiści mają wpływ na to, jak wygląda produkt finalny

Krzysztof: To już brzmi jak znacznie bardziej dojrzałe, agilowe podejście. Wspomniałeś kilka razy o tym, że programiści jeżdżą do Stanów czy w drugą stronę się odwiedzacie. Rozumiem że język angielski jest oficjalnym językiem, w którym się komunikuje i jest warunkiem zatrudnienia u was. Jaki poziom znajomości języka angielskiego jest wymagany?

Piotr: Tak. Zdecydowanie angielski jest językiem, którym się posługujemy. Każdy team ma swój język, którym się na co dzień posługuje. Natomiast tym, co nas łączy to jest język angielski. Wymagamy tego angielskiego różnie, w zależności od danej roli w firmie. Na pewno płynny angielski, bardzo zaawansowany jest wymagany od product managerów, product ownerów. Od ludzi, którzy w definicji swojej roli będą się kontaktowali z innymi zespołami na świecie. Oni muszą rozmawiać bardzo płynnie. Nie mogą mieć problemów ze zrozumieniem, zwłaszcza. Ludziom się często wydaje, że problem jest z mówienie, natomiast z mojej perspektywy to jest problemem ze zrozumieniem kogoś. To trzeba trenować, bo z samym mówienie nie będzie problemu jak z brakiem zrozumienia ważnego aspektu. Programiści nie mają tak wymaganego angielskiego. Ważne, aby potrafić czytać ze zrozumieniem dokumentację techniczne, potrafili opisy tasków przeczytać ze zrozumieniem. Fajnie, jak potrafią też trochę porozmawiać, bo jeśli ktoś nas odwiedzi z innego teamu, to fajnie żeby na piwie nie siedzieć z zamkniętymi ustami i bać się cokolwiek powiedzieć, tylko nawiązać pozytywne relacje. To nie jest tak zaawansowany angielski jakiego wymagamy od osób, które na co dzień muszą się komunikować z innymi teamami w innych krajach.

Krzysztof: Rozumiem. Powiedziałeś fajne zdanie, że w rozproszonym, międzynarodowym zespole ważne jest to, aby wszyscy mieli poczucie wspólnoty i tego, że grają do jednej bramki. To są rzeczy, o które trzeba aktywnie zabiegać. To się nie dzieje samemu. Chciałem Cię zapytać, czy aby utrzymać poczucie identyfikacji w rozproszonym zespole konieczne jest posiadanie i częste komunikowanie wartości, wizji firmowych. Czy to się u was dzieje systematycznie?

Piotr: Tak, jest to konieczne. Można rozpisać tę wizję, raz powiedzieć. Ludzie będą słuchać, będą starać się zrozumieć, natomiast bez powtarzania jej, bez wdrożenia ludzi w budowanie tej wizji ta skuteczność będzie niewielka. Trzeba cały czas o tym rozmawiać, nawet z prozaicznego powodu takiego, że czasami jak mamy okres zatrudnienia bardzo intensywny, to w jednym miesiącu dochodzi do firmy nawet 15 nowych osób. Aby one miały możliwość nadążania za tą wizją, za tym co się dzieje, to z tego powodu trzeba cały czas powtarzać. Najlepiej ludzi wdrożyć w sam proces tworzenia tych projektów, wtedy jak ktoś weźmie w swoje ręce poszczególne tematy, to najbardziej się wtedy wdroży. On będzie rozumiał te problemy, bo sam ich doświadczy. Będzie je rozumiał na własnej skórze. To jest najlepsze. Samo mówienie częste pomaga, aby uzyskać ten efekt. Aby ludzie byli jednym teamem, mimo że z różnymi projektami, różnymi celami, ale aby to był jeden wspólny cel, który wiąże te wszystkie zespoły, aby nie było problemów komunikacyjnych albo wynikających z niezrozumienia idei czy funkcjonalności.

Krzysztof: Chciałem pociągnąć wątek jednego teamu, o który zahaczyłeś. Kilka razy powiedziałeś o różnego typu spotkaniach, które się u was odbywają. Chciałem zapytać jak wynika z twojego doświadczenie — czy takie praktykowanie spotkań w realu, czy wideorozmowy w większym gronie, to jest coś co ma znaczenie? Warto w to inwestować czas? Mimo wszystko jest to inwestycja ze strony firmy. Czy uważasz, że to sens, że warto w takie rzeczy inwestować?

Piotr: Tak. Myślę, że tak. Te spotkania zbierają bardzo pozytywny feedback. To jest czas dla ludzi, żeby dowiedzieli się co się dzieje w innych zespołach, mimo że mamy narzędzia, które to wspomagają. Fajne jest to, że na tych spotkaniach, ze względu na to, że czas jest ograniczony, to rzeczywiście te update, te statusy są high level’owe. To są najważniejsze rzeczy. Pigułka tego, co się dzieje w firmie i tego, co niedługo będzie się dziać. To jest interesujące i pomocne. Do tego jest to okazja, aby kogoś wyróżnić. Wyróżnienie na forum całej firmy ma zdecydowanie mocniejsze wrażenie niż w jednym teamie. To jest fajne. Właśnie wtedy zespoły mogą się cieszyć ze skończenia projektu. Cała firma im gratuluje i wspólnie się cieszymy, że coś udało się zrealizować. Myślę, że to jest bardzo fajne. To bardzo łączy. Do tego posłuchać na żywo założyciela, który jest w pewnych momentach genialny, ponieważ ma takie pomysły, które zaskakują ludzi. Potem się okazuje, że rzeczywiście miał rację. Posłuchać takiego człowieka na żywo, który opowiada o tym, gdzie widzi firmę za 3 miesiące, rok, dwa lata, jest super interesujące i daje dodatkową motywację, aby zrealizować ten pomysł.

Czytaj dalej na:

kkempin’s dev blog

Dev and life blog. Thoughts about programming, design patterns, Ruby and life.

Krzysztof Kempiński

Written by

IT expert. Ruby on Rails/iOS/Elixir programmer. Blogger. Podcaster.

kkempin’s dev blog

Dev and life blog. Thoughts about programming, design patterns, Ruby and life.

Welcome to a place where words matter. On Medium, smart voices and original ideas take center stage - with no ads in sight. Watch
Follow all the topics you care about, and we’ll deliver the best stories for you to your homepage and inbox. Explore
Get unlimited access to the best stories on Medium — and support writers while you’re at it. Just $5/month. Upgrade