Przeprowadzka na Maltę

Jak to było u nas z przeprowadzką na Maltę?

Rok temu, we wrześniu 2016 roku wybraliśmy się na 10 dni na Maltę. Preferujemy wyjazdy wakacyjne właśnie we wrześniu, kiedy nie jest za gorąco i główna fala turystów już odpuszcza.

Kilka wizyt w biurach podróży i standardowe propozycje: Egipt, Tunezja, Turcja, Grecja. Może poza Grecją pozostałe destynacje raczej nie należą teraz do najbezpieczniejszych. Nasz wymóg to bezpieczne miejsce (mamy 2,5 letniego synka), dostępne w maksymalnie 3 godziny lotu. Kiedy już się przymierzaliśmy do Grecji, jedno z biur podróży podrzuciło pomysł na Maltę. Szybki reasearch i okazało się, że to bardzo fajne miejsce, całkiem niedaleko i jeszcze w Unii Europejskiej, co upraszcza wiele.

Zatem postanowione! Malta bardzo nas zaskoczyła na plus. Super widoki, wszędzie blisko, rewelacyjne place zabaw, każdy z darmowym Internetem i publicznymi toaletami. Oczywiście gwarantowana pogoda i niesamowita promenada w Sliemie, gdzie mieliśmy hotel.

Czas spędzony na Malcie upłynął szybko i przyjemnie. Po powrocie zaczęła w nas kiełkować myśl, że skoro żona jest na urlopie wychowawczym, synek idzie do przedszkola na jesień a ja i tak pracuję zdalnie, to właściwie moglibyśmy spróbować wrócić na Maltę na kilka miesięcy.

Racjonalny umysł i otoczenie podsuwało mnóstwo powodów na nie :) Skąd my to znamy, co?

Minęło kilka miesięcy w zawieszeniu. Niby chcieliśmy, ale jakoś brakowało odwagi, żeby powiedzieć, że tak, robimy to. Chyba cały ten pomysł musiał się u nas wewnętrznie “przemielić” i “przeprocesować”.

Kiedy już wiedzieliśmy, że chcemy, przyszedł czas na konkrety.

Zrobiliśmy wstępne rozeznanie w cenach wynajmu, poczytaliśmy blogi. Zrobiliśmy research na ten temat. Nie sądzę, żeby nas to utwierdziło czy uspokoiło. Raczej pojawiło się jeszcze więcej wątpliwości i dotarło do nas, że jest to w sumie niemałe przedsięwzięcie (pamiętajcie, że mamy 2,5 letniego synka).

Ale ok, przecież mówiłem, że decyzja jest na tak, więc głupio teraz się wycofać. Przyszedł czas na poinformowanie rodziny, znajomych i … szefa.

Reakcje, jak można się było spodziewać — skrajne. Od “Super przygoda! Jedźcie! Ale Wam zazdroszczę!”, po “Ale po co?”, “A ile to kosztuje?”, “Co Wy tam będziecie robić?”. Normalna rzecz :) Trzeba być przekonanym do swoich decyzji i nie odpuszczać.

Teraz, kiedy już wszyscy wiedzą to nie da się wycofać :)

A zatem zaczęło się przeglądanie grup na Facebook’u żeby zorientować się w konkretnych mieszkaniach. Zdecydowaliśmy się na Sliemę. Znaliśmy już tą miejscowość z wakacji. Bardzo nam się tu podobało i znaliśmy tu całą okolicę.

Rynek wynajmu mieszkań na Malcie, dla tych co nie wiedzą, jest nieco szalony. Mieszkania potrafią pojawić się i zniknąć w tym samym dniu. Nie da się wręcz niczego zarezerwować będąc w Polsce. Zatem nawiązaliśmy kontakt z kilkoma agentami i umówiliśmy się na spotkania zaraz po przylocie.

Na pierwszy tydzień pobytu wynajęliśmy hotel, żeby móc ze spokojem znaleźć odpowiednie mieszkanie. Mieliśmy tu spędzić następne pół roku i to jeszcze z małym dzieckiem, więc nie chcieliśmy podejmować pochopnych decyzji.

Bilety zabookowaliśmy na początek marca. Wcześniej chyba z miesiąc przygotowań. Jakieś zakupy, czytanie w Internecie itd.

W końcu nadszedł ten dzień. Z baaardzo dużym bagażem na lotnisko i po 3 godzinach byliśmy na Malcie. Przyjazd do hotelu. Przywitał nas przemiły pan recepcjonista, jak się okazało Polak ;)

Na miejscu okazało się, że umówieni agenci zawiedli. Albo nie mieli nic na czym by nam zależało, albo lokalizacja daleka. Dodam, że podstawowymi wymogami dla nas był Internet w mieszkaniu, tak bym mógł pracować i bliskość do plaży/promenady.

Musiałem na miejscu wziąć sprawy w swoje ręce i umawiać się z lokalnymi agentami. Kilka dni sporego stresu. Ale w końcu się udało. Na mieszkanie zdecydowaliśmy się szybko, bo taki tu rynek i pewnie jak nie my to ktoś w ten sam dzień by wynajął. Mieszkanie spełniało nasze oczekiwania a poza tym byliśmy już naprawdę zmęczeni. Kolejny dzień to przeprowadzka z hotelu do mieszkania. Później parę dni ogarniania mieszkania, zakupów itd. Pierwszy tydzień tutaj był organizacyjnie bardzo męczący. Okazało się, że Internet miał być dopiero założony ale nie było wiadomo dokładnie kiedy. Nie obyło się bez kilku interwencji u lokalnego providera. W poniedziałek miałem normalnie pracować a w sobotę finalnie mieliśmy Internet :) Uff…

Całą radość z tego pobytu zaczęliśmy czuć po całym tym zamieszaniu, kiedy już się odnaleźliśmy.

Muszę dodać, że miesiące zimowe i wczesno-wiosenne nie są na Malcie wcale przyjemne. Temperatura jest wtedy zawsze powyżej 10 stopni. Ale wieje wiatr, który zmienia odczuwanie. No i sprawa podstawowa — tutaj nie ma ogrzewania w mieszkaniach. Gdy przylecieliśmy na początku marca, to w mieszkaniu było z jakieś 17 stopni, nocą nawet mniej. Spaliśmy w skarpetkach i podwójnej pidżamie :) Za to od maja robi się naprawdę ciepło. A teraz, w połowie czerwca, to już pełne lato. Codziennie bezchmurne niebo i słońce praży. Mówią, że najgorzej w sierpniu, ale jesteśmy gotowi — w mieszkaniu jest klimatyzacja.

Czy warto na Maltę? Myślę, że jak najbardziej! Są pewne rzeczy, które mi przeszkadzają, jak chociażby wąskie chodniki (wózek!) czy wystawianie śmieci przed mieszkania (nie ma kontenerów czy koszy na śmieci), ale klimat, luz, pogoda i widoki wynagradzają wszystko!

Zapomnieliśmy już o trudach organizacji i przeprowadzki. Cieszymy się codziennie z czasu, który nam do października został i łapiemy słońce ☀️

Kolejne marzenie z listy zrealizowane! ☑️