Prawie nam się udało zbudować kokpit samolotu w 24h

EDC Aviation Hackathon był najbardziej wyjątkową imprezą tego typu, w jakiej kiedykolwiek uczestniczyłam. Mimo, że minęły już blisko 2 tygodnie, dalej jestem oczarowana. Na czym polega ta wyjątkowość? Co zrobili lepiej od organizatorów innych hakatonów? Jak technicznie wyglądały rozwiązania naszej drużyny? Czy można się zgłosić w przyszłym roku? Tego wszystkiego dowiecie się z mojej relacji!

Do Warszawy pojechałam jako blogerka i programistka JavaScriptu i Pythona, razem z programistą C i elektronikiem hobbystą. Na miejscu, jako dopełnienie naszej czteroosobowej drużyny czekali programujący analityk finansowy i kosmiczna artystka. Zdaję mi się, że zostaliśmy wybrani spośród — jak mówią organizatorzy — ponad 90 zgłoszeń właśnie dzięki osobliwości naszej drużyny i jej trochę niepoważnej nazwie — ZiomyZiomeczki. To tylko potwierdzenie mojej tezy, że na takich konkursach zawsze warto się wyróżniać!

Co to jest hackathon?

Krótkie wyjaśnienie dla tych, którzy o hakatonach słyszą po raz pierwszy — założeniem takiego wydarzenia jest, żeby zakodować coś i zaprezentować to w ciągu 24h przed jury. To coś definiują organizatorzy, zwykle na kilka minut przed startem kodowania. W przypadku EDC, temat znany był już dużo wcześniej — chodziło o zbudowanie kokpitu samolotu i oprogramowanie jego elementów tak, żeby sterowały wirtualną Cessną 172SP w symulatorze lotu XPlane 11. To bardzo niespotykany typ zadania, zwykle uczestnikom pozostawiona jest większa swoboda, a czasem pod temat możesz dopasować dosłownie wszystko, jak na ubiegłorocznej edycji Ultra Innovation organizowanego przez home.pl (już dosłownie za parę chwil rozpoczynają się zapisy na tegoroczna edycję), gdzie przez całą dobę pisaliśmy aplikacje wpisujące się w hasło Wymyśl koło na nowo. Ja osobiście nie lubię aż tak dużej dowolności, dużo bardziej przypadł mi do gustu temat z tegorocznej edycji ActInSpace, gdzie razem z szukanym na ostatnią chwilę zespołem zdobyłam wyróżnienie. Tym tematem były aplikacje wykorzystujące dane satelitarne systemu Copernicus.

Stanowiska przed rozpoczęciem hakatonu, zdjęcie udostępnione przez organizatorów w wydarzeniu na Facebooku

Pierwsze wrażenie

Mimo podanego tematu nie do końca wiedzieliśmy czego spodziewać się na miejscu.

Przywitał nas zespół z Engineering Design Center — wspólnej inicjatywy Instytutu Lotnictwa i firmy General Electric, gdzie wynajdowane są rozwiązania dla istotnych wyzwań lotnictwa i energetyki — wszyscy ubrani w okolicznościowe bluzy, które zostały rozdane również uczestnikom. Nie mogłam nie wspomnieć o tych bluzach, bo są supercool! Opowiedzieli nam co znajduje się przy stołach, zaznajomili krótko z zasadami. Z przyczyn związanych z bezpieczeństwem nie było możliwe lutowanie czegokolwiek na miejscu, organizatorzy przygotowali więc każdy element w wersji możliwej do połączenia kabelkiem z płytką stykową. Mózgiem naszego kokpitu był minikomputer Raspberry Pi, połączony z dotykowym, 7 calowym wyświetlaczem. Stanowisko dopełniały instrukcje, datasheety udostępnionych urządzeń i opisy zadań z punktacją. Z góry wiadomo za jakie elementy (np. system audio, wyświetlanie poziomu paliwa czy sztuczny horyzont) można zdobyć jaką ilość punktów. To kolejna rzecz, z jaką na hakatonie spotkałam się pierwszy raz, ale rozumiem, że nie do każdego zadania pasuje taki jednoznaczny system ocen.

Przede wszystkim — pasja

Pierwszą trudnością jaką napotkała nasza drużyna okazał się brak oblatania w temacie samolotów. Dzielący z nami symulator AGH Aviator (którzy wygrali cała rywalizację) musieli nam podpowiadać, który element kokpitu co robi i jaką ma nazwę, bo szło pogubić się w tych wszystkich wskaźnikach! Widać, że znali się na tym i jako awioniczne koło naukowe mają na symulatorze nabite długie godziny w powietrzu. Wielkimi pasjonatami lotnictwa okazali się również organizatorzy, którzy w przerwach od kodowania tłumaczyli nam ciekawe zjawiska np. czemu samolot przy starcie na pasie lekko skręca w lewo.

Moim zadaniem w drużynie przez większość czasu (aż wstyd, że tak długo nad tym spędziłam) było przeniesienie zegarów obecnych w kokpicie, wskazujących np. prędkość, prędkość wznoszenia, kierunek magnetyczny czy nachylenie samolotu względem powierzchni ziemi. Postanowiłam wykonać je wykorzystując moje doświadczenie w pisaniu aplikacji internetowych, przy użyciu wyświetlacza i przeglądarki. Na początku hakatonu organizatorzy wspominali, że poza punktami za zadania, jury przyzna także punkty uznaniowe, między innymi za grę fair play. Liczył na nie szczególnie zespół AGH Aviator, który między innymi podpowiedział wszystkim,że istnieje gotowe rozwiązanie, jeśli ktoś zdecydowałby się na użycie Javascriptu — JQuery Flight Indicators, których użyłam. Animowane zegary na wyświetlaczu prezentowały dane odbierane poprzez Ajax z Pythonowego serwera (Flask) — taką wybrałam komunikację między skryptem Pythonowym (dane z symulatora obierać i wysyłać mogliśmy za pomocą Pythona albo C++) a moją aplikacją, co nie jest na pewno rozwiązaniem najbardziej efektywnym i nadaje się bardziej dla pilotów z dużymi umiejętnościami przewidywania.

Zdjęcie udostępnione przez organizatorów 3 godziny przed końcem konkursu — ja na stanowisku, pisząca kolejne ify

Rywalizację zakończyliśmy na 3 miejscu, nie jako ostatni, co uznaję za mały sukces. Mimo długiej podróży pociągiem ze Szczecina do Warszawy, wcale nie żałuję że dałam się skusić temu jak niesamowicie wyglądało to wydarzenie na papierze i pojechałam. No wiecie, lotnictwo — to już bardzo blisko kosmosu, hakaton, na którym trzeba zrobić coś fizycznego, pobawić się elektroniką… 
Jak wspominali organizatorzy, już zaczynają szykować następną edycję. Zadanie będzie inne, ale widząc, jakie to lotnicze świry i co przygotowali na edycję 2018, to jestem pewna, że będzie to coś odlotowego! Na ich stronie możecie też przeczytać relację z drugiej strony barykady.

Chcielibyście wiedzieć coś jeszcze o tym wydarzeniu, albo o hakatonach w ogóle? Zapraszam do dyskusji!