Dzika Droga. Jak odnalazłam siebie

“Strach w znacznym stopniu rodzi się z tego, co sami sobie wmówimy.”

Z dystansu i z dystansem obserwuje świat i czasem podoba mi się to co widzę. 
Nie ma to nic wspólnego (nic a nic!) z tym co mówią z telewizorni. Szczęśliwie się składa, że mogę, lubię i nie obawiam się podróżować. Od czasu do czasu zdarza mi się wyjeżdżać samej, bez towarzystwa, bez oglądania się na innych, bez dostosowywania się, bez znoszenia czyichś humorów, ale też bez wspólnika do szelmostw i wygłupów, a co gorsza bez pomocnej dłoni w razie “Wu”.Wtedy cała moja uwaga skupia się na mnie. Na własnych przeżyciach, swoich słabościach ale i swoich mocnych stronach. Paradoksalnie, podróżowanie w pojedynkę, nawet jeśli dalekie jest od ekstremalnych wyczynów, to rzucenie rękawicy prosto w twarz własnej introwertyczności, wyjście poza strefę komfortu, świadome prowokowanie interakcji z miejscową ludnością i z innymi turystami. Przecież jest jakieś minimum słów, które musimy wypowiedzieć, żeby nie zwariować, a w pobliżu żadnego zaprzyjaźnionego człowieka-ostoi.

No więc co takiego zaskakującego zaobserwowałam? Że znacznie częściej spotykam podróżujące w pojedynkę kobiety niż mężczyzn. Oj zdziwili by się panowie: Jack London, Ernest Hemingway i Joseph Conrad jak to się świat pozmieniał, i że samotne wyprawy już wcale nie są zarezerwowane dla nieustraszonych chłopaków. Może to przypadek, może kwestia kierunków, które wybieram. Nie wiem. 
Zwykle los zanadto nie rozpieszczał wędrujących pań. Podróż jest kuracją na utratę kogoś bliskiego, sposobem na przewartościowanie życiowych priorytetów, na znalezienie właściwej drogi dla siebie. Konfrontacją z lękiem, który pielęgnujemy latami lepiej niż przydomowe ogródki, i któremu pozwalamy się płożyć w naszej codzienności.

“Jestem wolnym duchem, który nigdy nie miał dość odwagi na wolność.”

I tu, muszę się podzielić książką autorstwa Cheryl Strayed - Dzika droga. Jak odnalazłam siebie (skąd pochodzą wszystkie przytoczone w tekście cytaty). 
Główna bohaterka, zmęczona życiowymi doświadczeniami — rozstaniem z mężem, śmiercią matki, walką z nałogiem narkotykowym — postanawia założyć plecak i wyruszyć na szlak pacyficzny biegnący granią dziewięciu pasm górskich (Pacific Crest Trail). Szlak zaczyna się jeszcze w Meksyku, dalej biegnie przez Kalifornię, Oregon aż do Waszyngtonu, żeby skończyć się tuż za kanadyjską granicą. W linii prostej to jakieś 1700 kilometrów, ale w rzeczywistości jest niemal dwukrotnie dłuższy. Dodam, że Cheryl nie ma wielkiego przygotowania, a górskie wędrówki jak do tej pory nie były na szczycie jej listy na ulubione spędzanie wolnego czasu.

“Postanowiłam, że przejdę tą linią — a przynajmniej pokonam jej tyle, ile zdołam w ciągu stu dni. Mieszkałam sama w kawalerce w Minneapolis, byłam w separacji z mężem, pracowałam jako kelnerka i czułam się tak nieszczęśliwa i zagubiona jak nigdy wcześniej. Każdego dnia miałam wrażenie, jakbym spoglądała w górę z dna głębokiej studni. Ale właśnie w tamtej studni zaczęłam przemieniać się w samotną podróżniczkę, która pieszo przemierza dzikie tereny. A czemu nie? Zdążyłam już przyjąć tyle różnych ról. Byłam kochającą żoną i cudzołożnicą. Ukochaną córką, która teraz samotnie spędzała święta. Prymuską z ambicjami i osobą marzącą o karierze pisarskiej, która zmieniała nic nieznaczące prace jak rękawiczki, eksperymentowała z narkotykami i sypiała ze zbyt wieloma mężczyznami[…]
Ale kobietą, która sama przemierza ponad 1700 kilometrów? Nigdy wcześniej kimś takim nie byłam. Ale nie miałam nic do stracenia, próbując.”

Z każdą przeczytaną kartką jesteśmy obserwatorami jak Cheryl dojrzewa, jak powoli topnieją rozczarowania, frustracje i rozmywają się niespełnione nadzieje. Zetknięcie z wszechobecną naturą to nie tylko rozgwieżdżone niebo i zapierające dech w piersiach widoki. To także (albo raczej przede wszystkim) ciężki plecak, otarte stopy, czasem nawet fatamorgana i przyprawiające o palpitację spotkania z dzikimi zwierzętami. A w końcu, (o zgrozo!) spotkanie z własnym ego.

“Dziękuję” — myślałam bez przerwy. “Dziękuję”. Nie tylko za długi marsz, ale za wszystko, co w końcu we mnie wezbrało, za wszystko, czego nauczył mnie szlak, i za to, czego nie mogłam jeszcze wiedzieć, choć w jakimś sensie czułam, że już we mnie jest.

Podczas mojej ostatniej podróży poznałam trzy urocze kobiety i chcę tu o nich napisać:

Miriam — Francuska. Długie, pofalowane, naturalnego koloru blond włosy, piegi, szeroki uśmiech. Od roku mieszka w Meksyku, wcześniej jakiś wolontariat w Peru i kilka lat pomieszkiwania w Barcelonie. Znajomość hiszpańskiego i jej cudowny sposób bycia otwierały drzwi do serc Kubanek i Kubańczyków.

Daniela — Szwajcarka. Drobna blondynka o perlistym śmiechu. Z wyglądu może dałabym jej 35 lat, z jej opowiadań i wieku jej dzieci, wnioskuję że jest blisko 50. W podróż wybrała się po tym jak spieniężyli i podzielili się z byłym mężem tym co mieli wspólnego, zanim każde poszło w swoją stronę. Na pierwszy rzut oka rozchichotana trzpiotka, a tak na prawdę kobieta orkiestra.

Beatriz — Argentynka. Po 60-ce. Świetnie mówi po angielsku, nauczyła się go dopiero mając 52 lata. Podróżowała po świecie z chórem i na kilka lat przydarzyło się jej zostać w San Francisco. Poznałam ją w autobusie jadąc na plażę, zamiast small talku przez kwadrans, przegadałyśmy dobre 6 godzin o życiowej filozofii, polityce, zwyczajach, rodzinie, pasjach.

Zaczęłam pisać ten felieton ponad miesiąc temu. A dokładniej w dzień kobiet. Wtedy, nadwiślańską krainę zalały manifesty w obronie praw kobiet, które zasiliłam swoją skromną osobą. I wtedy też byłam pod wrażeniem naszej solidarności, odwagi i determinacji. Ten tekst po prostu musiał powstać!

Ograniczenia ze względu na płeć, wiek albo brak tego jedynego kompana to kiepska wymówka. Jeśli tylko coś Ci w duszy gra, bierz plecak na plecy, bój się i jedź. Albo jedź jeszcze dalej! Prawdopodobnie najgorsze co Cię może spotkać, to zetknięcie pierwszego stopnia z własnymi, wyimaginowanymi ograniczeniami.

“Dzika droga. Jak znalazłam siebie”
Cheryl Strayed
Wydawnictwo Znak 
Kraków, 2013

One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.