Człowieku, nie zgrywaj stułbiopława!

Człowiek wielkim beneficjentem ewolucji jest i basta. Jest Kliczką ewolucji. Jest darwinowskim Michaelem Jordanem. Przy tak rozwiniętych układach (pokarmowym, wydalniczym czy przede wszystkim nerwowym) nie dziwota, że w świecie organizmów wyposażonych w kręgosłup (pal licho moralny) i tych elastycznych do bólu stał się wieczystym, niezagrożonym suwerenem gatunków. Krwawym dyktatorem zmieniającym świat wedle swojego widzimisię. Nie mającego od lat gatunku, który byłby w stanie rzucić rękawicę, wyzwać na pojedynek, wszcząć pucz. Cała wojna o wpływy rozgrywa się od wieków tylko w obrębie gatunku homo sapiens.

Świat zmieniany pod jego rządami może być oceniany różnie. Są niewątpliwe sukcesy ingerencji ludzkiej w padół (np. spadek śmiertelności niemowląt, ale również aborcja czy tabletki wczesnoporonne dla antynatalistów) związane głównie z medycyną, ale jest też wiele niedociągnięć — eufemistycznie rzecz ujmując. Jednym z ważniejszych dowodów, że człek z iście lucyferycznym zacięciem buduje swoim bliźnim Piekło na ziemi, dowodem spotykanym co rusz, w znoju codzienności, jest proceder, który umownie można nazwać „wszystko ma swoją cenę” lub „wszystko można wycenić i sprzedać”. Nawet podstawowe potrzeby, które są udziałem każdego gatunku — swoją powszechnością gwarantujące małą namiastkę egalitaryzmu gatunkowego — w świecie ludzkim podlegają bezdusznej relacji kupna- sprzedaży. Jedzenie, które nie dziwi, bo i zwierzak musi się nieźle napocić (kurka wodna, tylko pocenie się to też typowo ludzki przymiot) żeby złapać jakąś niezłą gąskę na wieczerzę.

Ale i za wydalanie.

W środku miasta musisz kupić sobie możliwość zrobienia kupy. A taka Agama Brodata walnie sobie klocka pod każdym kamieniem, kiedy tylko najdzie ją potrzeba. Ty za defekację w środku miasta zarobisz spory mandat, a społeczne potępienie dostaniesz gratis w pakiecie. Bo brzęk monet musi zagłuszyć arię pierda…

Agama brodata ciśnie bekę z rzeźbiących brązowe figurki za ciężkie monety.

Czyli w pewnym sensie na gruncie komfortu oraz wolności srania jesteśmy sto lat za Agamami? Znalazła się furtka przez którą byle gad może wskoczyć na królewski podest i lekko podgryźć tron króla gatunków?

Rzecz bez precedensu, jednak oddajmy carowi, co carskie. Tak to już jest, że cesarz musi siedzieć na tronie, taboret jej królewskiej mości nie przystoi. Analogicznie podobnie sytuacja wygląda z pozbywaniem się kału. Wystawienie tyłka w parku w celu wypróżnienia jest passe z wielu powodów, choćby dlatego, że to kuweta dla piesków, po których sprzątają ich właściciele (w teorii), a kto po tobie by posprzątał? Masz tak dobrego właściciela? Innym powodem jest zagrożenie, że wystawione na działanie promieni słonecznych cztery litery mogą w przypadkowym przechodniu rozniecić hormonalny pożar, co rychło prowadzi do prokreacyjnie motywowanych nieporozumień.

Zatem drogi człowieku, to tylko brzmię Twojego królewskiego rodu, że wyrzucasz z siebie brązowy balast na bieluśkim tronie i sięgasz po wszystkim po berło do pojemniczka, bo król bez berła jest jak kameleon daltonista. A że przy okazji lekko opróżniasz portfel? I tak byś kupił coś niezdrowego, wyjdzie Ci na zdrowie.

Nerwowe eksplozje temu zdrowiu nie pomagają. Nerwy są takimi pączkami dla serca. Cholesterol mózgu.

Ale rozumiem. Też cię mierzi, że Agama Brodata ma za free, a ty bulisz ciężki hajs. Co ja się więc dziwię, że wpadasz w furię wrzucając te monety w ten automat wrzutowy, że wina Tuska, że żydokomuna,że hemoroidy, że kraj reżimowy, że kał w cenie złota…

Tylko jako Twój krewny homo sapiens martwię się, że spychasz nas z każdą kolejną „kurwą” i „chujem” (najczęściej występującym z różnymi formami czasownika „jebać”) coraz głębiej w otchłań ewolucji.

Bo poza kręgosłupem, super móżdżkiem i innymi typowymi zmiennymi wyróżnia nas to, że mamy osobne otwory do wydalania i jedzenia/mówienia. To wielkie ewolucyjne osiągnięcie, więc proszę bardzo w imieniu wielce rozwiniętej ludzkości o niezaprzepaszczenie tego kapitału wydalniczo-żywieniowego. Otwór gębowy to jedzenie, gwizdanie, mówienie, pierdolenie trzy po trzy, onomatopeje, całowanie, oral, no ostatecznie wymiotowanie, ale nie defekowanie.

Oszczędź brachu umęczonemu walką o sterylność tronu dowódcy szaletu spektaklu rzeźbienia w brązie słowem.

Nie zgrywaj człowieku stułbiopława!

Gdyby tylko parzydełkowce umiały gaworzyć, to pierwsze co, zaczęłyby się żalić, że jedną gębą konsumują i wydalają, że nie wiedzą już czy ich jedzenie smakuje jak gówno, czy ich gówno po prostu ma konsystencję kawioru.

Apeluję o zachowanie się pod kiblem, jak przystoi na króla stworzeń.

Dopóki mam resztki sił będę starał się zmieniać za pomocą tego medium ludzkie dusze i dupy. Wytykał parzydełkowe nawyki i zwyczaje. Każdą werbalną sraczkę.

Tak jak pan Stalin powiedział:

„Nasze czołgi nic nie są warte, jeśli dusze, które mają je prowadzić są z gliny. Dlatego, powiadam, produkcja dusz jest ważniejsza niż czołgów. (…) Człowiek odnawia się poprzez życie, a wy musicie pomóc odnowie jego duszy. I dlatego wnoszę kieliszek za was, pisarze, za inżynierów dusz”.

A ja jestem blogerem — inżynierem dup (z całym dobrodziejstwem inwentarza). Tym dyktatorskim akcentem kończę, bo jutro na dworcu szykuje się niezły połów meduz i stułbiopławów!

Pozdro!