Slav Klotzkiewicz
Oct 8, 2016 · 5 min read

Kubuś Puchatek jest bohaterem literackim (choć bardziej znanym jako gwiazda szklanego ekranu), który wraz ze swoją ferajną ze stumilowego lasu osładza dzieciństwo kolejnym pokoleniom Polaków i innych światowych nacji.

Sympatyczny, rozczulający swą prostotą miś budzi w każdym miłe skojarzenia i chętkę na coś słodkiego. Duży niedźwiadek o małym rozumku, szabrownik uli, a przy tym… animizacja zasad taoizmu.

Tak jest, też się zdziwiłem, ale kiedy ktoś nawet w akademickiej rzeczywistości funkcjonuje jako „Klotz”, nie mogłem się dziwić, że wchodząc na salę zajęć, gdzie lada moment brać żakowa miała przyswajać teoretyczne i praktyczne tajniki szczęścia, zostałem zagajony przez moderatora małych i wielkich szczęść studenckich, znanego pod kryptonimem: „Francuz”, który począł cytować mi pewne fragmenty książki Benjamina Hoffa „Tao Kubusia Puchatka”.

Języczkiem u wagi była tu moja wdzięczna ksywa i opisywana szeroko na łamach owej książki zasada nieociosanego kloca.

Czym prędzej dogadałem się z francuskim imperatorem szczęść wszelakich i zaopatrzyłem się w puchatkowe Tao, by nieociosanie próbować wdrożyć również w Klotza. Czyli w siebie.

Na czym polega owa zasada?

Nieociosany kloc ma swe źródło w języku chińśkim, gdzie przybiera dźwięczną postać „Pu”. A właściwie „P’u” wymawiane jako początek Puchatka lub „Pooh” zdmuchnięcie muchy z ręki w gorący dzionek. Trzeba przyznać, że niebezpiecznie blisko angielskiego „Poo”.

Nieociosany kloc to najkrócej mówiąc prostota Tao, którą swoją postawą idealnie oddaje ten mały, grubiutki, kreskówkowy celebryta.

Wiecznie zalękniony prosiaczek ma drogę do szczęścia drogę daleką jak ja do nagrody Pulitzera za ten tekst, Królik wiecznie próbujący rządzić i ustawiać się w najlepszej pozycji ma szeroko rozumiane zaburzenia obsesyjno- kompulsywne, Kłapouchy to już permanentna depresja, Tygrysek czyli brykające ADHD nie przewiduje negatywnych konsekwencji swoich ryzykownych działań. Sowa usiłująca pokazać wszystkim, że zjadła więcej rozumów niż Puchatek miodnych beczułek cierpi na zaburzenia narcystyczne, Krzysiu jako dziecko wiecznie bez opieki rodzicielskiej i towarzystwa kolegów, spędzający dnie na gadaniu ze zwierzętami puka do wrót schizofrenii.

A Puchatek?

Po prostu jest. Puchatek symbolizuje czysty umysł, prostotę, uśmiech, najedzenie,naturalne podejście do świata jakie można zaobserwować u dzieci.

Umiejętność radowania się tym co naturalne, proste i ciche. Wraz z tym przychodzi umiejętność spontanicznego działania. Trafnie ujął to Prosiaczek próbując opisać Puchatka:

„Puchatek nie ma za wiele rozumu, ale nigdy mu się nic złego nie przytrafia. Robi rozmaite głupstwa i zawsze wychodzi mu to na dobre”.

Jeszcze bardziej istotę problemu oddaje dialog między Krzysiem a Puchatkiem:

Dokąd idziemy? — spytał Puchatek biegnąc za nim.

Donikąd — rzekł Krzyś.

Więc zaczęli tam iść i gdy przeszli kawałek drogi, Krzyś zapytał:

-Powiedz Puchatku, co najbardziej lubisz robić na świecie?

Przyjść do domu Krzysia i jeść.

Ja też to lubię — odpowiedział Krzyś — Ale co lubię robić najbardziej — to Nic.

Ale jak to się robi? — spytał Puchatek po dłuższym namyśle.

Więc to jest tak: kiedy się idzie, żeby to robić, a właśnie akurat pytają mnie: „Co będziesz teraz robił, Krzysiu?, odpowiadam: <<Ach, nic…>>, i wtedy idę, i właśnie to robię.

Acha, rozumiem — powiedział Puchatek.

To właśnie takie nic, co teraz robimy.

Nic.

Dla taoisty nic nie jest niczym. Jest czymś. A coś jest niczym. Z niczego wiedzie najkrótsza droga do mądrości, spełnienia, szczęścia. Możliwość pójścia bez powodu do lasu i wsłuchiwania się śpiew ptaków, bez zastanawiania się co to za ptak. Natrafiając na pustkowie nie trzeba narzekać, że nie ma na czym zawiesić oka, bo ta pustka daje możliwości do tworzenia zupełnie nowych obrazów. Nieociosany Kloc nie boi się pustki, nie zgrywa prosiaczka w obliczu samotności. Dopiero po pełnym zanurzeniu się we wewnętrznym głosie przychodzą idee, pomysły i działania naprawdę dobre, spontaniczne i nie robiące krzywdy, bo będące w zgodzie z porządkiem natury. Nie ciosane toporem nauki, siekierą poglądów, piłą religii, czy tasakiem tradycji.

Czyli nic tylko wyprowadzić się do lasu, założyć ule i objedzonym słodyczą kontemplować w naturze własną drogę do szczęścia.

Piękna to historia, ale proza życia niestety nie znosi próżni i w obecnych warunkach trudno rzucić wszystko i dać dyla do górskiej pustelni, by rozmawiać sobie z niedźwiadkami.

„Mamo, tato, córko, żono — zostawiam was, by móc iść drogą Nieociosanego Kloca” — to nie przejdzie, raczej skończy się tylko na psychiatrycznej recepcie.

A wdrożenie chociaż po części szlachetnej postawy Nieociosanego Kloca nie jest proste, szczególnie, gdy człek, by pozwolić sobie na jakieś inne zamienniki miodu, musi zapierdzielać w pracy wśród ludzi, gdzie samotność jest cennym, acz rzadkim rarytasem.

Nieociosanym Klocem być tym trudniej, gdy przebywa się nie tylko wśród ludzi występujących w charakterze roszczeniowego klienta, ale i wśród ich… kloców.

P’u pada daleko od Poo.

Z jednej strony człek zabrania naturalnej potrzeby fizjologicznej, będącej w pełnej zgodności z porządkiem natury. Bo trzeba zapłacić, skoro nie chce się nawozić gleby pod krzaczkiem.

Same czynności wydają się zgodne z P’u czyli są proste. Jak sam proces wydalania. Wrzucasz dwie monety, siadasz na tronie, wydalasz, myjesz ręce i na pociąg spierdalasz. Komplikacja jednak goni komplikację. Ludzie miłują się w komplikowaniu najprostszych czynności. Z perspektywy stumilowego lasu aspirują do bycia zadufanymi w sobie sowami. Ciosają siebie i innych, nawet gdy chodzi tylko o wypuszczenie z siebie jelitowego pasażera na gapę. A to zostawili pieniądze razem z kulturą osobistą w domu, a to trzeba deklamować swoje niezadowolenie na kraj, dociekać genezy wyceny brązu, czy po prostu wyzywać tego co trzyma pieczę nad całym śmierdzącym procederem. Bo przecież wkurzyła go żona, srak go optakał, a w Lotto trafił jeno trójkę — a na kim lepiej dać upust frustracji niż na człowieku na tak gównianym stanowisku? Przecież to pewnie głąb bez wykształcenia, ambicji, perspektyw i prestiżu społecznego. Dentysty, policjanta, konduktora nie zbluzgam, ale gościa w klozecie to już wręcz muszę. To już nie te czasy , gdzie czuło się wielką miłość do babć klozetowych:

A człowiek na najniższym szczeblu drabiny społecznej ma po prostu dogodną pozycję do słuchania swego wewnętrznego głosu. Nocą, gdy przybytek nie jest zmącony pustymi słowami i obecnościami, a jedynie szmerem szmaty pucującej wytrwale porcelanę, warunki do wsłuchania się w wewnętrzny głos są najdogodniejsze. Żaden prawnik w kancelarii tego nie poczuje ( i nie mówię tu o wrażeniach zapachowych).

Margines sprzyja pozostaniu w zgodzie ze sobą. W resztkach niespłukanego kloca może drzemać ta pożądana nieociosaność. A klop z prywatno-publicznego może się stać stumilowy. A Poo może być w odpowiednich warunkach nie tylko fonetycznie blisko P’u.

Margines Opolski

Metaopole…

Welcome to a place where words matter. On Medium, smart voices and original ideas take center stage - with no ads in sight. Watch
Follow all the topics you care about, and we’ll deliver the best stories for you to your homepage and inbox. Explore
Get unlimited access to the best stories on Medium — and support writers while you’re at it. Just $5/month. Upgrade