#KOTY

3/08/2016


Budzę się rano… Nie, rano wracam z pracy i dopiero się kładę. Kładę się? Chyba “się kładę” — lepszy rytm. Nieistotne. Ważniejsze, że po południu zwalam się z łóżka i przez chwilę prostuję nogi, które na dobre kilka centymetrów weszły mi w dupsko. Mógłbym spać dalej, ale niewiele by to zmieniło. Włączam ekspres do kawy i biorę prysznic. Po wyjściu z łazienki na korytarzu spotykam kota — takie coś, co kiedyś przyjechało w kartonie małe i chore, a dziś jest rudym bydlakiem. Pochodzenie ojca i matki — nieznane. Widzę, że ma sprawę, że coś się zadziało, więc czekam spokojnie. Ten po zrozumieniu, że kupił na chwilę moją uwagę, przyciąga w zębach znacznie mniejszego czworonoga i zaczyna go bezpardonowo gwałcić, tak po prostu. Warto dodać, że oba koty są tej samej płci. Przyjmuję tę informację i akceptuję, bo nie jestem jakoś specjalnie uprzedzony, aczkolwiek sam sposób jej przekazania wydaje mi się co najmniej brutalny. Dobra. Rudy, jesteś gejem, w porządku. — Myślę. — Byłoby miło, gdybyś zapytał małego, czy podziela twoje upodobania, ale twoja sprawa, jesteś większy, ty tu rządzisz. Podczas drogi z korytarza do kuchni staram się wyrzucić z głowy ten obraz, ale jakoś zaczepił się wrednymi pazurami. I tak piję kawę w salonie, a Rudy łazi dookoła mnie dumny ze swojego coming outu.

Przez chwilę zapominam o tym, że zaczął się sierpień, a moje pisanie stoi. Zmęczenie schodzi na dalszy plan. Tak jak reszta dnia. Przynajmniej do nocy. Zapominam, że jestem Mateuszem z głową pełną planów do zrealizowania. Na moment jestem facetem, którego kot został gejem.

Show your support

Clapping shows how much you appreciated Mateusz Sidorek’s story.