#PODRÓŻ

31/08/2016


Nic mi tak nie ładuje baterii tak jak podróżowanie. Sam moment wsiadania do samochodu czy autobusu jest jak wyciągnięcie wentyla z opony. Potem po prostu opadam, odpływam, wszystko ze mnie schodzi i płynę… i żyję.

Skrzyżowania, ulice, knajpy, jedzenie, i w końcu ludzie — nawet jeśli widziałem to już wcześniej, to i tak za każdym razem poznaję nowy sposób odbierania tego wszystkiego. Wszystkie zmysły otrzymują intensywnego kopa i przez jakiś czas zaczynam funkcjonować inaczej niż na co dzień. Woda z kranu smakuje inaczej, łóżko jest twardsze lub bardziej miękkie. Bilety, których nie widziałem, linie tramwajowe, którymi jeszcze nie jeździłem. Balkony, na których nie paliłem papierosów i blaty, na których nie stawiałem kubka z gorącą kawą. Uliczki, którymi nie chodziłem, barmani, którym nie dawałem napiwków.

Zmiany — nie ma chyba nic ciekawszego i bardziej urozmaicającego życie. Oderwanie się od tego, co zaczyna nudzić. Zapominanie o wszystkim. Możliwość spakowania torby i wyruszenia w drogę to jedna z najbardziej magicznych i rozwijających. Nie korzystać z niej to głupota.

Wracam do starych miejsc, ale wypełniam je nowymi wrażeniami.

On po prostu czerpie radość z tego, że wędruje i zapomina o bożym świecie.

Jack Kerouac

Show your support

Clapping shows how much you appreciated Mateusz Sidorek’s story.