„Szlak bałkański jest zamknięty”

„Szlak bałkański jest zamknięty” — powiedział Johanny Mikl-Leitner, austriacki minister spraw wewnętrznych, podczas wizyty w Brukseli, w trakcie trwającego szczytu UE — Turcja. Zaraz po nim Donald Tusk przemówił do kamer prawie wszystkich unijnych telewizji „Nie przyjeżdżajcie do Europy!”.

Niestety wypowiedzi unijnych polityków nie rozwiązują problemu ludzi, którzy już wyruszyli ze swoich pochłoniętych wojną domów w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca do życia. Oni wyruszyli, żeby z całymi rodzinami wreszcie zaznać szczęścia i móc bezpiecznie żyć. Do tych ludzi nie dotarły te przesłania, zostały wycięte przez cenzurę arabskich i rosyjskich mediów, które nadając w języku arabskim są jednymi z niewielu źródeł informacji wśród nowych przybyszów. 
Dodatkową rolę destabilizującą sytuację na granicy grecko-macedońskiej ma budynek mieszczący się w Petersburgu na Sawuszkina 55, który za pomocą portali społecznościowych rozsyła coraz to nowsze plotki o rzekomym i rychłym otwarciu granicy oraz wielkim oczekiwaniu Niemiec na przyjęcie nowej grupy ludzi.

Dodatkowe nadzieje i oczekiwania w stosunku do mitycznej Europy rozsiewają szmuglerzy, którym na rękę tak wykreowana wizja starego świata. Daje im ona dolary. Niestety większość ludzi, którzy uciekają mimo iż na miejscu byli majętni i wykształceni, chwilowo nie mają dostępu do rzetelnych informacji, które pokazały by im jak wygląda obecna sytuacja ich przyjaciół w Europie. Właśnie dlatego strategia przemytników ludzi nakręcana przez wielkiego niedźwiedzia, wygrywa z nieprzemyślaną strategią Unii. Ta za swoje zabezpieczenie przyjęła umowę Unia Europejska — Turcja, która dla krajów Zachodu jest definitywnie niekorzystna.

Przemytnicy są bardzo dobrze zorganizowani, mają szeroką sieć kontaktów oraz ludzi, którzy w zamian za łapówki przymykają oczy na ich działania. Dodatkowo działają bez bariery biurokratycznej, która jest wielkim problemem całej wspólnoty. W tej sytuacji to przemytnicy są górą ponieważ trafnie przewidują ruchy przeciwnika. 
Przeciwnik nie chce sam przejąć inicjatywy i zacząć atakować. Wystarczy mu, że niezbyt udolnie się broni lub bardziej trafnie pokazuje przed tymi samymi europejskimi kamerami, że się broni nie robiąc tego tak naprawdę. Podając nieprawdziwe deklaracje, które są dla milionów telewidzów na całym świecie odbierane za obietnice bezpieczeństwa w tych trudnych dla Europy czasach. Tak naprawdę Belgia już dawno przegrała wojnę z Islamskimi eksternistami. Przykładem tego jest Bruksela i jej sławna dzielnica Mollenbeck czy Antwerpia.

Oba te miejsca na przestrzeni ostatnich lat stały się centrami radykalnego islamu w Europie. Na te procesy społeczne jednak unijni dyplomaci nie patrzą. Widzą tylko rozwiązania, które pomogą im wygrać następną kadencję. Nawet fanatyczni zwolennicy ISIS w Europie stanowili dla nich dość ważna grupę wyborców, dlatego nie mogli się od nich odwrócić. Do czasu zamachów w Belgii. W mojej opinii za parę tygodni sytuacja wróci do normy. Skończą się łzy przed obiektywami niedające żadnej realnej poprawy bezpieczeństwa. To będzie wszystko co stara Europa zrobi, żeby zagwarantować życie swoim mieszkańcom. Po prostu sobie popłacze i tyle. Unijni dyplomaci znowu zaczną traktować naszych gości jak numery i tworzyć z nich uchodźców czy migrantów, co już w założeniu jest pejoratywnym określeniem tych ludzi, których od nas w dużej mierze różni tylko posiadany paszport.

Jeżeli chcemy pozbyć się terrorystów w Europie, to musimy zmusić naszych polityków, żeby spojrzeli na tych ludzi jak na ludzi, a nie jak na numery . Musimy się pochylić i zweryfikować każdą z tych osób z osobna, a nie zakładać z góry (błędnie), że wpuścimy do Europy ludzi z numerami od jeden do miliona, a numer milion pierwszy zostanie po Tureckiej stronie Europy. Bo właśnie numer 7, 10 i 5001 może być terrorystą, a nie człowiekiem któremu trzeba pomóc. Osobiście dalej będę się upierał, że wśród osób, które szukają bezpiecznego miejsca na świecie do życia dla siebie i swoich rodzin, tylko jeden promil stanowią terroryści, co z miliona czy dwóch i tak daję całkiem sporą grupę do działania. Niestety dotychczas wpuszczaliśmy do Europy cyfry, nie ludzi. Właśnie to było i będzie wykorzystywane przez terrorystów oraz przemytników, którzy tylko zmienią Grecję na Ukrainę (co w mojej ocenie na rękę jest Rosji), a szlak bałkański, na szlak przez pogrążoną w wojnie Ukrainę. Dla przemytników nie ma znaczenia kogo przewożą przez morze, wystarczy, że ma 5 tysięcy zielonych, bo taka kwota jest najczęściej podawana przez osoby, które przeżyły tę podróż. Wystarczy, żeby „hajs się zgadzał”.

Niestety współczesna Europa nie wartościuje. Z powodów ideologicznych a nierozumianego „egalitaryzmu kultur” nie ma odwagi powiedzieć, że jeden odłam religijny może być bardziej wartościowy od drugiego, a jedne zasady życia społecznego mogą być lepsze od drugich. Ludzie których przyjmujemy muszą być dokładnie sprawdzani zanim pozwolimy im zamieszkać obok nas. Sprawdzani jako ludzie, a nie numery. Musimy im też z góry powiedzieć, iż są gośćmi w Europie i muszą dostosować się do naszych wartości. Tak więc bez patrzenia na ludzi jak na ludzi, a nie jak na numery nie wygramy wojny z terrorystami. Niestety Berlin i Bruksela pozostanie głucha na tego typu apele, a Donald z Angelą będą mogli w geście tryumfu otworzyć kolejną butelkę Don Perignoin, świętując zakończenie kryzysu, który trwa i trwać będzie, nie zbierając aż tak śmiertelnego żniwa dzięki pomocy wolontariuszy, którym jako jedynym naprawdę zależy na dobru tych ludzi. Chociaż i w śród nich znajdują się tacy, którzy do Idomenii czy na Lesbos przylecieli się tylko lansować.