Nic na Facebooku nie dzieje się „samo”

Czas spojrzeć prawdzie w oczy: jeżeli jakieś dziwne rzeczy pojawiają się na Facebooku, to jest to prawdopodobnie Wasza wina.

Ta sytuacja spotkała zapewne większość z Was. Ni z tego, ni z owego znajomy wrzuca na Facebooka jakiś dziwny status albo wysyła Wam w wiadomości prywatnej tajemniczy link. Zapytany, o co chodzi, zaczyna się tłumaczyć: to nie ja, to samo się zrobiło, pewnie jakiś wirus.

Otóż nie. Internet tak nie działa. Facebook tak nie działa.

Jeśli na Waszym wallu pojawia się coś, czego nie powinno tam być, to w najlepszym wypadku jest to Wasz brak ostrożności, a w najgorszym: głupota.

Przy okazji niedawnej sprawy oznaczania się jako „bezpieczni podczas trzęsienia ziemi w Nepalu” też masa ludzi twierdziła, że to się stało samo, że oni nic nigdy (ani ich znajomi) i w ogóle nie wiadomo, o co chodzi — i że to pewnie znowu „Facebook sam zrobił”. A prawda jest najprawdopodobniej trywialna. Weszli, zobaczyli jakiś komunikat i nie chcąc się nim zajmować — wdusili zielony przycisk. W końcu nie ma co czytać, trzeba wejść na tablicę i obejrzeć najnowsze zdjęcia kotów.

Uwierzcie: Facebook to nie magiczne pudełko, w którym coś pojawia się z powietrza i które złośliwie Wam dokucza. Jeśli na Waszym wallu pojawia się coś, czego nie powinno tam być, to w najlepszym wypadku wynika to z Waszego braku ostrożności, a w najgorszym: z głupoty.

Jak to działa?

Gwarantuję: jeżeli ktoś z Waszych znajomych nagle zapostował dziwny link w rodzaju „Umieścili w internecie wideo z nocy ślubnej” albo „Zobacz, jak bawią się nastolatki” z półnagą dziewczyną w miniaturce, to najpewniej zadziałał tu podobny mechanizm, jak przy okazji Nepalu.

Ktoś buszował sobie po Sieci, nagle zobaczył tego rodzaju tytuł i krew przeniosła mu się z mózgu do penisa. Kliknął. Pojawił się komunikat: „Potwierdź swój wiek”. Znowu kliknął, w końcu trzeba zobaczyć. Coś tam jeszcze wyskoczyło. Wpisz miasto, naciśnij „L” (czyli skrót do facebookowego lajka, ale to pewnie przypadek), stań na rzęsach i obróć się trzy razy wokół własnej osi. Zrobił to wszystko, bo przecież musi zobaczyć te obiecane cycki!

A potem zdziwienie: coś się pojawiło na tablicy, coś się wysłało do znajomych. Oczywiście: samo, jakżeby inaczej.

No właśnie nie, nie samo. Jeżeli na tablicy znajomego księdza pojawił się link do wideo z nastolatkami uprawiającymi seks, to najprawdopodobniej on sam wcześniej kliknął w ten link (i nie, nie wymyśliłem tego przykładu).

Tak działa tzw. likejacking. Polega na ukrywaniu przycisków „Lubię to!” np. pod klawiszem potwierdzania wieku albo w ramach jakiegoś komunikatu. Nie zawsze nabranie się na taki trik wynika z głupoty, często to po prostu brak ostrożności (rady, jak sobie z tym radzić, znajdziecie niżej).

Zupełnie inną kategorią jest wykorzystywanie przez spamerów aplikacji. Przykład: nasz internetowy mądrala widzi na Facebooku jakieś cycki, konkurs z „niezafoliowanym iPhone” do wygrania czy cokolwiek podobnego. Klika. Strona każe mu potwierdzić wiek. Pojawia się komunikat: „Aplikacja chce uzyskać dostęp do Twojego wieku, miejsca zamieszkania, listy znajomych i uzyskać zgodę na publikowanie postów / wysyłanie wiadomości bez Twojej wiedzy”. Ale wiecie: kto by tam czytał, przecież nagroda czeka! Przy aferze z Nepalem masa ludzi twierdziła, że nie było tam wcale przycisku „Nie ma mnie w zagrożonym obszarze” — a był. Po prostu go nie zauważyli, bo zamiast patrzeć na to, co robią, klikają w to, co jest najbardziej kolorowe.

Nasz mało rozgarnięty internauta wyraża oczywiście zgodę na wszystko, po czym jego tablica zostaje zasypana dziwnymi treściami. No ale oczywiście: samo się zrobiło. Nie jego wina.

Jak sobie z tym radzić?

W internecie trzeba umieć się poruszać, tak jak na ulicy. Wiemy, że nie należy brać cukierków od obcych w ciemnej alejce. Podobnie to działa w Sieci. Poniżej znajdziecie kilka rad na temat tego, jak ostrożnie podejść do tego, w co klikamy.

  • Ogólnie: nie klikajcie w porno na Facebooku. Po prostu. Uspokójcie się, serio.
  • Jeżeli klikniecie w śmieszny obrazek z nieznanego sobie serwisu, to zachowajcie ostrożność, zwłaszcza jeżeli po wejściu zobaczycie jakiś dziwny komunikat (np. konieczność potwierdzenia wieku). Jeżeli naprawdę Wam zależy, to najlepiej skopiujcie link, otwórzcie okno przeglądarki w trybie incognito (każda ma taką opcję — tworzy ona nową „instancję”, w której nie jesteśmy nigdzie zalogowani, która nie zapisuje się w Historii i która znika jak tylko ją zamkniemy) i tam sprawdźcie zawartość.
  • Jeżeli strona każe Wam zrobić coś dziwnego (np. wpisać swoje miasto, potwierdzić wiek dwukrotnie, wklepać jakąś kombinację klawiszy), to prawdopodobnie jest to likejacking.
  • Zwłaszcza alarmująca powinna być prośba o dwukrotne kliknięcie czegoś. Facebook ma rzeszę zabezpieczeń przed mechanizmami likejackowymi, wśród których istnieje np. wymóg potwierdzenia, jeżeli przycisk „Lubię to” jest na stronie zagnieżdżony w podejrzany sposób. Potwierdzenia dokonuje się klikając w niego drugi raz. Jeżeli zobaczycie na podejrzanej stronie jakiś komunikat wymagający zamknięcia podwójnym kliknięciem to możecie równie dobrze zamknąć zakładkę.
  • Serio, nie klikajcie w porno na Facebooku.
  • Nie logujcie się za pomocą Facebooka do każdej strony, która o to prosi.
  • Jeżeli już logujecie się Facebookiem do jakiejś strony, to czytajcie dokładnie, o jakie uprawnienia prosi. Pamiętajcie, że prośba o możliwość publikowania statusów przez aplikację jest wyświetlana osobno i nie jest obowiązkowa, tzn. możecie udzielić jej dostępu do swoich podstawowych danych i jednocześnie odmówić możliwości postowania.
  • Zaprzyjaźnijcie się z „Dziennikiem aktywności”. To lista wszystkich czynności, które odbywają się na Waszym profilu. Jeżeli dana strona wzbudzi Wasze podejrzenia, to zajrzyjcie tam i upewnijcie się, że nie wygenerowała jakiejś niepożądanej akcji.
  • Sprawdzajcie co jakiś czas listę aplikacji podpiętych do Waszego profilui pozbywajcie się tych, z których nie korzystacie. Im mniej aplikacji, tym mniejsza szansa, że któraś z nich jest dziurawa i Wam zaszkodzi.
  • Z tym porno mówię poważnie — duża część tego typu problemów bierze się z tego, że ktoś z wywieszonym ozorem klika w jakieś cycki i w głowie ma tylko: „Tak, tak, zgadzam się na wszystko!”.

W skrócie: bezpieczne poruszanie się po internecie wymaga zwykle zdrowego rozsądku i jako tako dokładnego czytania komunikatów, które nam się wyświetlają. To nie jest duży wysiłek, a przynajmniej oszczędzimy sobie wstydu.


Robię rzeczy w internecie. Czytam złe książki na YouTube, tweetuję różne głupoty i wymądrzam się w podcaście. Oglądaj mój kanał, polub fanpage i śledź mnie na Twitterze.

One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.