30-sekundowy nawyk, który ma wpływ na całe życie


Nie ma szybkich rozwiązań. Wiem to, gdyż mam fioła na punkcie nauk społecznych, o których przeczytałam nieskończoną ilość książek i blogów i z których wypróbowałam wiele porad (w większości na próżno). Nie zatytułowałam więc tego postu ot tak. Piszę go tylko dlatego, że po kilku miesiącach eksperymentowania jestem całkowicie przekonana, że jedna z najprostszych porad, jakie kiedykolwiek słyszałam, jest także jedną z najlepszych.

Nie pochodzi ona z żadnego bestsellera — tak naprawdę nie zechciałby jej żaden wydawca, a nawet najbardziej wymowny specjalista od zarządzania miałby problem z napisaniem na jej podstawie całej książki. Nie powstała także w świecie cyfrowego przesytu i niezadowolenia. Udzielił jej natomiast urodzony w XIX wieku mężczyzna swojemu nastoletniemu wnukowi, który dziś jest po pięćdziesiątce.

Człowiek, o którym mowa, szara eminencja świata biznesu, jest jedną z najbardziej interesujących osób, jakie kiedykolwiek poznałam. Brał on udział w tworzeniu marek, które dziś są znane na całym świecie. Obecnie pracuje tylko, gdy czuje, że naprawdę może pomóc; jest ostatnią deską ratunku dla wielkich korporacji w sytuacjach kryzysów zagrażających cenom ich akcji na giełdzie. Od czasu do czasu, gdy uważa to za interesujące, pisze przemowy dla prezesów i polityków z list Fortune 500 (coroczny ranking 500 największych amerykańskich przedsiębiorstw publikowany przez dwutygodnik Fortune — przyp. tłum.), a za jego słowa płaci się sześciocyfrowe sumy. Jest niezwykle oczytany i bardzo płodny w pisaniu powieści. Ale robi to tylko dla zabawy, a po ukończeniu niszczy je. Nie widzi sensu w publikowaniu ich ani w ogóle w szukaniu rozgłosu. W gronie jego przyjaciół są najbardziej wpływowi ludzie na planecie, od liderów biznesu, przez polityków, do aktorów i innych luminarzy z kręgów artystycznych. Ale jeśli wyszukasz go w internecie, w całym cyfrowym morzu nie znajdziesz niemal żadnej informacji.

Po raz pierwszy spotkałam go na kawie w jego mieszkaniu, aby omówić plan działań pewnej zaangażowanej politycznie w Afryce organizacji non profit. Wokół jego stołu siedziała eklektyczna mieszanka bardzo głośnych ludzi. Nasz gospodarz robił kawę i nie mówił niemal nic. Od czasu do czasu jednak wtrącał krótkie pytanie lub obserwację, które zawsze dotykały sedna sprawy i odsuwały na bok natłok opinii, które blokują takie dyskusje. Robił to w iście mistrzowski sposób. Czułam się, jakbym oglądała dyrygenta Londyńskiej Orkiestry Filharmonicznej, który doprowadza do porządku uczniowską orkiestrę z małego miasteczka.

Kiedy więc udzielił jednej z najlepszych rad, jakie sam kiedykolwiek otrzymał, byłam urzeczona.

Jeśli robisz tylko jedną rzecz, rób to

Miał kilkanaście lat i niedługo miał iść do liceum, gdy jego dziadek wziął go na stronę i powiedział mu te słowa:

Natychmiast po każdym wykładzie, spotkaniu lub jakimkolwiek ważnym wydarzeniu poświęć trzydzieści sekund, nie mniej i nie więcej, na zapisanie najistotniejszych informacji. Jeśli będziesz to robił za każdym razem — powiedział dziadek — i nawet jeśli będziesz robił tylko to, bez żadnych powtórek, będzie ci się dobrze wiodło.

Tak zrobił, a powiodło mu się dobrze we wszystkim do czego przyłożył rękę i wciąż miał czas, aby obficie doświadczać życia. Później zachęcił swoich synów do tego samego, a już początki ich karier były świetne.

Próbowałam robić to przez kilka miesięcy. Oto co odkryłam do tej pory:

  1. Nie chodzi tu o robienie notatek. Nie myśl, że tylko dlatego, że zapisałeś wszystko w czasie spotkania, jesteś zwolniony z 30-sekundowego podsumowania. Choć krótkie, to ćwiczenie jest zupełnie inne niż robienie notatek. Jest to akt interpretacji, ustalania priorytetów i podejmowania decyzji.
  2. Chodzi tu o ciężką pracę. Decydowanie, co jest najważniejsze, jest wyczerpującym zajęciem. To niesamowite, jak łatwo powiedzieć sobie, że zapamiętaliśmy wszystkie istotne sprawy, żeby tylko uniknąć tego krótkiego, umysłowego sprintu — takich stu metrów dla mózgu.
  3. Diabeł tkwi w szczegółach. Właśnie dlatego, że tak często pozornie zapamiętujemy wszystko, unikamy ciężkiej pracy, jaką jest wybranie kilku rzeczy, które naprawdę się liczą. Doskonałość często jest sztuką eliminacji. 30-sekundowe podsumowanie nie pozwala ci zasłaniać się ilością materiału jako wymówką.
  4. Musisz działać szybko. Jeśli poczekasz kilka godzin, możesz pamiętać wydarzenia, ale zostaniesz wybity z rytmu, a to właśnie od niego zależy decyzja, co jest najważniejsze. Może chodzi oczyjś ton, sposób w jaki pozornie prosta sugestia daje początek wielu pytaniom, lub cień myśli, jaką poddał ci jakiś komentarz.
  5. Uczysz się lepiej słuchać i zadawać lepsze pytania. Kiedy już wdrożysz się w ten nawyk, zmieni to sposób w jaki zwracasz uwagę na różne sprawy, czy to w czasie wykładu, czy rozmowy. Jest to jak wychwytywanie prostej melodii spośród kakofonii dźwięków. Kiedy słuchasz, jesteś bardziej skoncentrowany i zadajesz lepsze pytania, które prowokują kontrowersyjne odpowiedzi. Tym sposobem twój 30-sekundowy nawyk staje się praktyczną częścią twojego życia.
  6. Możesz lepiej pomagać innym. Duża część tego, co czyni to trzydzieści sekund tak użytecznymi jest obserwowanie, co jest ważne dla innych ludzi. Nawet jeśli twoim celem jest rozwijanie umiejętności prowadzenia dyskusji, uczysz się także zrozumieć potrzeby innych, a co za tym idzie, rozwiązywać ich problemy. Nie dziwi mnie to; przez kilka miesięcy przeprowadzałam wywiady z niezwykle towarzyskimi ludźmi i uderzyło mnie to, jak wielu z nich ma swoją nieświadomą wersję takiego 30-sekundowego podsumowania skoncentrowaną na pytaniu: “jak najlepiej mogę pomóc?”.
  7. Z czasem jest łatwiej i efekty są coraz bardziej widoczne. Za każdym razem gdy praktykujesz ten nawyk jest trochę łatwiej, staje się on trochę bardziej pomocny i przynosi trochę więcej radości.

Obserwuj Medium Polska na Facebooku i Twitterze.