6 powodów, dla których polski Internet kochają demagodzy


Myślenie o Internecie jako agorze, na której wykuwają się i ścierają poglądy — z pożytkiem dla powszechnej wiedzy i ogólnego dobra — można włożyć między bajki.


Od polityki, przez kulturę, historię, obyczajowość, a na ekonomii kończąc — właściwie w żadnej z tych sfer — nie odbyła się ostatnio w Polsce poważna dyskusja, której ton w wyraźny sposób nadaliby internauci; decydując o jej konstruktywnym zwieńczeniu (spór o Acta to wyjątek potwierdzający regułę). Mówiąc wprost, internauci jako spójne środowisko to nazewniczy, fikcyjny byt podtrzymywany przy życiu na potrzeby publicystyki. W Internecie (on jest jak najbardziej realny) doskonale poruszają się za to rozmaitej maści demagodzy, siewcy paniki i nienawiści. Radykalne partykularyzmy, których starcia obserwujemy, przeniesione w świat realnej polityki, wiodłyby ku chaosowi. Jako demokratyczne narzędzie komunikacji Internet pokazuje, na czym polega presja podatnego na manipulację tłumu i jak można zdegenerować debatę publiczną.

Oto kilka zjawisk/tez wartych analizy.

1.Internet jest areną, na której osoby, wczuwając się w rolę wyznawców antagonistycznych światopoglądów, wchodzą w konfliktowe zwarcie. Liczy się “anihilacja” przeciwnika, a nie zjednanie go dla swoich racji lub tych racji racjonalna obiektywizacja. Zatem przeciwnika się dyskredytuje, ośmiesza. “Wróg” nawrócony ma mniejsze znaczenie niż retoryczne chłostanie oponenta, obserwowane przez internetowych gapiów. Liczy się zasięg sporu, emocjonalność i spektakularność argumentów. To gwarantuje sukces. Wszak rolę fetyszu odgrywa klikalność, przekładana na Facebookowe lajki lub retweety, które są miernikiem zwycięstwa lub porażki.

2.Internet i social media są narzędziem propagandy. Raz wyartykułowany komunikat, dowolna bzdura, nieustannie krążą w sieci, powielane na różne sposoby. Próby weryfikacji, unieważnienia plotki, ujawnienia kłamstwa i manipulacji, są z góry skazane na niepowodzenie. W sieci komunikat ma charakter wirusowy. Co rusz infekowane są kolejne osoby. Dlatego ważne jest jak najszybsze i masowe dotarcie do odbiorcy, a nie odporność na kontrargumenty przeciwnej strony. Dlatego demagodzy tak lubią Internet.

3. Media nie są zainteresowane utrzymaniem wysokiego poziomu publicznej debaty. Mamy do czynienia z oportunistyczną postawą, gdyż narzucenie konkretnych i usankcjonowanych standardów udziału w internetowej dyskusji — w działach komentarzy — wiązałoby się ekonomicznymi reperkusjami odczuwanymi przez media. Tolerowanie troli oraz mowy nienawiści jest wynikiem kalkulacji, a nie skutkiem obiektywnej bezradności wobec niedającego się okiełznać zjawiska.

4. Internet podsyca napięcia i konflikty.
Dynamika komunikacji nie sprzyja refleksji. Emblematyczne dla niej zjawisko breaking news służy podtrzymywaniu napięcia i absorbowaniu uwagi, co jest warunkiem przetrwania w sieci. Polaryzacja i przesada, kreowanie fantomowej rzeczywistości, są praktyką, która nie napotyka szczególnej krytyki i nie budzi oporu.

5. Internet promuje i nagradza — poprzez zainteresowanie odbiorców — anomie, postawy narcystyczne. Powszechność cyfrowej komunikacji, wpisana w nią kakofonia głosów, wymaga od uczestników radykalizacji na różnych poziomach aktywności. Im głośniej, dosadniej, tym lepiej. Osoby o rozmaitych predyspozycjach sięgają po Internet chcąc odreagować, wyładować frustrację albo epatować — z różnych pobudek — postawami skrajnymi, których otwarte propagowanie nie wchodzi w grę, wiążąc się z ryzykiem zastosowania sankcji, także karnych.
Zapewne, gdyby formułowanie “chamskich” komentarzy wiązało się z odczuciami towarzyszącymi wystąpieniu publicznemu, pewnie niektórzy trzymaliby buzie na kłódkę, aby uniknąć stresu związanego z publiczną demaskacją. W Internecie bywa inaczej, łatwiej i bezkarniej.

6. Prokuratura i policja nie są skłonne ścigać osób sięgających po mowę nienawiści.
Niemal każdy artykuł na palący społeczny temat (np. dotyczący przyjmowania do Polski imigrantów), wywołuje falę skrajnych komentarzy. Bywa, że nieprzebierający w słowach internauci, publikujący często pod nazwiskiem, wzywają do użycia przemocy. A jednak takie postawy, kryminalizowane w innych krajach, w Polsce nie spotykają się z naganą. Rzadko kiedy wpisy są usuwane przez moderatorów. Potęgują się i utrwalają — u jednym uczucie bezradności, u innych bezkarności,przyzwolenia. Pogłębiają podziały i utwierdzają patologiczne wzorce.


Dla młodych generacji Internet jest podstawowym narzędziem komunikowania się i to doświadczenie — po części egzystencjalne — będzie za pewien czas mocniej wpływać na kształt publicznej sfery . Na razie jesteśmy zaciekawieni i zdziwieni. Oby za pewien czas nie ogarnęło nas przerażenie.