co się zmienia w święta, kiedy jesteśmy dorośli?

Święta to magiczny czas — już to ustaliliśmy. Wszyscy wiemy, że chodzi o Boże Narodzenie, ale nie ukrywajmy; dla większości z nas to po prostu czas, kiedy spotykamy się z rodziną, spędzamy z nimi miłe chwile, dzielimy się z nimi prezentami i swoją obecnością.

Co się jednak zmienia, kiedy jesteśmy dorośli? Bo za dzieciaka wszystko było łatwe i logiczne: od grudnia (a czasem i od listopada) szukamy ukrytych w domu prezentów, słodyczy, liczymy dni do Wigilii, piszemy listy do mikołaja (jeśli jeszcze w niego wierzyliśmy) i ogólnie żyjemy dla 24 grudnia. Potem dostajemy wymarzone gadżety i jest super.

A potem nagle jesteśmy 20+ i bum! Są już inne dzieci w rodzinie (lub sami je mamy), więc to one zgarniają prezentową pulę. Dla nas zostają notoryczne pytania z gatunku towarzysko-rodzinnego: czy masz już dziewczynę/chłopaka? Kiedy ślub? A dzieci? Ile można czekać po zaręczynach na wesele? A małżeństwo bez dzieci to… No, sami pewnie wiecie jak to działa.

Do tego prezenty są prawdziwą zmorą. Jako dziecko mogłeś dać komuś laurkę i wszyscy byli zachwyceni twoją kreatywnością i wkładem. A teraz? Masz do obskoczenia kilka domów (bo twoi rodzice, bo dziadkowie, bo rodzina partnera, bo jeszcze ciotki) i to odwieczne pytanie — czy wszystkim trzeba kupić prezent? Czy oni też ci kupią? A jak kupisz, a oni tobie nie i będzie im głupio? Lub odwrotnie — ty dostaniesz prezent, ale nie masz nic dla nich? Co w ogóle im wszystkim kupić? Tyle pytań, tak mało odpowiedzi.

Oczywiście, okres świąteczny to nie tylko prezenty. To przede wszystkim spotkania rodzinne i miła atmosfera. Ale o czym rozmawiać z ludźmi, których widujesz raz na rok? Bywa niezręcznie i dziwnie. Ale taki urok świąt, prawda?

A do tego Sylwester. Jak jesteś dzieckiem to w najlepszym wypadku dostaniesz napój szampanopodobny o smaku truskawki, obejrzysz maraton na Polsacie i pójdziesz spać kilka minut po północy. Kiedy dorastasz lub już jesteś dorosły to wszystko się zmienia. Znowu dylematy!

Albo nie pójdziesz na imprezę lub do znajomych i zostaniesz w domu, albo gdzieś wyjdziesz i wylądujesz w klubie lub na domówce. Zawsze coś będzie nie tak. W domu uznasz, że jednak słabo tak samemu i będziesz smucić się do rana. A co z imprezą? Możesz pójść, ale na pewno coś będzie ci nie pasować: ludzie zbyt pijani lub zbyt trzeźwi, za mało znajomych lub za dużo, po alkoholu zawsze wyjdzie jakiś kwas i w ogólnym rozrachunku skończysz tak samo smutny jak przy pierwszej opcji.

Dodatkowo jeśli jesteście rozchwytywani, to dostaniecie kilka zaproszeń. I komu odmówić? Jak to zrobić, żeby nikogo nie urazić i nie wejść w nowy rok z kłótnią? Widzicie, posiadanie niewielu znajomych ma jednak swoje plusy i teraz je zauważam.

Nie pozostaje więc nic innego, jak po prostu wyluzować i spędzić ten czas z ludźmi, którzy nas uszczęśliwiają. Oni nie będą od nas wymagać nie wiadomo czego, nie będą zadawać głupich pytań (a nawet jeśli — to z miłości!) i nie pozwolą nam źle się bawić na imprezie. Wesołych Świąt!


Paula Ratajczak — uczę angielskiego, jestem asystentką stylistki, a czasem — tłumaczem freelancerem. Bloga założyłam, bo kazał mi chłopak, zmęczony pewnie moimi monologami. Piszę to, co sama chciałabym czytać.

Originally published at leratajczak.pl on December 23, 2015.

Like what you read? Give Paula Ratajczak a round of applause.

From a quick cheer to a standing ovation, clap to show how much you enjoyed this story.