Dlaczego obcy nie porywają ludzi w Polsce?

Jako, że jestem jedynym mieszkającym w Polsce Amerykaninem*, często muszę stawać w obronie własnego kraju. Trudno mi uwierzyć, że pomimo bycia na 37. miejscu w rankingu służby zdrowia i 17. w edukacji, nie wszyscy akceptują fakt, że Ameryka jest numerem 1.
„Nie, zrozum, Bóg dał nam spluwy, żebyśmy mogli strzelać do ludzi. To drugie przykazanie w naszej konstytucji.”
„Nie, nie jemy tylko hamburgerów. Właśnie po to mamy wtorki z taco.”
„Nie, wiemy, gdzie leży Polska.”
To ostatnie jest najbardziej problematyczne. Na YouTube można znaleźć filmiki, na których niczego nie spodziewający się Amerykanie (którzy po prostu idą ulicą i próbują zjeść w spokoju swojego hamburgera!) są napadani z kamerą, podczas gdy napastnicy zadają im niewyobrażalnie trudne pytania takie jak „Gdzie leży Kanada?”. Właśnie przez takie filmiki wielu ludzi w Polsce (10. w edukacji i 5. wśród krajów, które w języku angielskim kończą się na -land) myśli, że Amerykanie są głupi.
„Założę się, że zanim się tu przeprowadziłeś, nie potrafiłeś znaleźć Polski na mapie”, powiedział do mnie pewien Polak.
„Nieprawda”, odpowiedziałem. „Znalazłem ją z łatwością w Google.”
Mimo to, chciałem sprawdzić czy to prawda. Gdy ostatni raz byłem w Stanach, zapytałem kilku moich znajomych, czy potrafiliby znaleźć Polskę na mapie. „Wiecie, ten kraj, w którym mieszkam, a którego wy nie chcecie odwiedzić?” Z niepokojącą pewnością siebie, dziewięciu z dziesięciu moich znajomych wskazało Rosję. Dziesiąty znajomy wskazał Ocean Indyjski; na jego usprawiedliwienie muszę przyznać, że jest niewidomy i zapytałem go tylko z litości. Zdałem sobie sprawę, że równie dobrze mógłbym pytać gdzie na mapie leży Narnia. Czy nikt z moich znajomych nie słyszał o Google?
Trzeba zrozumieć, że Amerykanie potrafią wskazywać kraje na mapie. Moi znajomi z Polski nie rozumieją, że nasz system edukacji jest inny (na przykład, na naszych egzaminach na studia nie trzeba identyfikować 17 różnych rodzajów pierogów) i po prostu uczymy się geografii inaczej niż reszta świata.
Wyobraź sobie nauczyciela i ucznia stojących przed wielką mapą świata w amerykańskiej szkole. Nauczyciel pyta, „Gdzie leży Polska?”.
Uczeń wskazuje Rosję.
„Źle”, odpowiada nauczyciel, który ewidentnie jest z Finlandii (1. w edukacji, ale 4. na liście krajów zaczynających się na literę F). „Spróbujmy inaczej. Gdzie leżą Niemcy?”
Uczeń wskazuje Niemcy.
„Świetnie. A gdzie leży Japonia?”
Uczeń wskazuje Japonię.
„Dobrze. Gdzie jest Wietnam?”
Uczeń wskazuje Wietnam.
„Okej. Gdzie jest Irak?”
Uczeń pokazuje Irak.
„Świetnie. Gdzie jest Afganistan?”
Uczeń pokazuje Afganistan.
„A Iran?”
Uczeń patrzy na mapę i zawiedziony kręci głową.
„Nic nie szkodzi. Będziesz wiedział.”
Szczerze, wydaje mi się, że Polska — tak jak każdy inny kraj na świecie — powinna być wdzięczna, że nie potrafimy jej znaleźć na mapie.
Bycie jedynym Amerykaninem w Polsce** to wielka odpowiedzialność. I przyznaję, że moja wiara w Stany Zjednoczone czasami słabnie, szczególnie gdy czytam wiadomości z Florydy. Jak mam przekonać Polaków jak świetny jest mój kraj, kiedy czytam artykuł o mężczyźnie, którego złapali szmuglującego heroinę w pieluszce swojego dziecka? (Szczerze, wiedząc do czego zdolne są dzieci w dzisiejszych czasach, jestem przekonany, że został wrobiony!) Jak mam przekonać Polaków jak świetny jest mój kraj, gdy czytam artykuł o mężczyźnie aresztowanym za uprawianie seksu z tym samym koniem piąty raz z rzędu? (Co? To teraz każdy jest przeciwko monogamii?) Jak mam przekonać Polaków jak świetny jest mój kraj, gdy czytam artykuł o kobiecie, która zaoferowała seks oralny w drive-thru w zamian za cheeseburgera? (Choć muszę przyznać, początkowo pokochałem tą historię za to, że łączy w sobie moje dwie ulubione rzeczy: ser i burgera!)
Zatem gdy mam gorszy dzień i nie potrafię wykrzesać z siebie energii, by tłumaczyć wszystkim dlaczego mój kraj jest tak wyjątkowy, skupiam się na tych wspaniałych rzeczach, których nigdy nie będzie w Polsce, a są w Ameryce.
Na przykład, w Polsce Jezus nie pojawia się na wszystkich rodzajach żywności.
Próbowałem wytłumaczyć Polakom, że mówimy rzeczy typu „Boże, błogosław Amerykę”, bo wiemy, że on to robi. Bo dlaczego niby jego syn miałby pojawiać się na jedzeniu? Pojawił się już na wszystkim. Na babeczkach. Chipsach. Burrito. Batonach. Sałacie. Hamburgerach. Gofrach. Nuggetsach. Na czym tylko chcesz. Lubię myśleć, że Jezus robi sobie gdzieś selfie swoim telefonem, a gdy mu się spodoba, mówi: „Kurczę, to będzie świetnie wyglądać na naleśniku!”
Jak wynika z badań naukowych, które pewnie właśnie zmyśliłem, Jezus pojawia się na takiej ilości amerykańskiego jedzenia, że co trzeci Amerykanin zjada go codziennie i nawet o tym nie wie.
Jezus pojawił się nawet na pierogach pewnej kobiety w Ohio. Na pierogach! Pierogi to polski odpowiednik amerykańskich hamburgerów: każdego dnia spożywa się ich miliardy. Myślisz, że pojawiłby się na chociaż jednym polskim pierogu? Nie, ten zaszczyt przypadł oczywiście Ameryce! By dolać oliwy do ognia, kobieta ta sprzedała swoje pierogi na aukcji za $1775, udowadniając raz na zawsze, że w XXI wieku amerykański sen dalej istnieje i ma się dobrze.
Przez to wszystko zaczynam się zastanawiać dlaczego Jezus nigdy nie pojawił się na polskim jedzeniu? Co takiego Polska zrobiła nie tak? Dlaczego Bóg jest na nią zły?
Uprowadzenia przez obcych to kolejna rzecz, której nie uświadczysz
w Polsce.
Wiesz o co chodzi. Typowy Amerykanin po prostu siedzi gdzieś w lesie i zajmuje się swoimi sprawami — zazwyczaj z kilkoma butelkami alkoholu i obowiązkowym hamburgerem — gdy nagle porywają go obcy. Potem jest dużo jasnego światła, trochę obmacywania (uniwersalny język), papieros i nieudana próba wyczyszczenia pamięci, a ostatecznie ofiara wyrzucana jest w miejscu, w którym ją znaleziono. Prawdziwy horror zaczyna się, gdy ofiara budzi się z bólem głowy i zdaje sobie sprawę, co się tak naprawdę stało: OBCY WYPILI CAŁY ALKOHOL!
Każdego roku zgłaszanych jest setki takich spraw i szacuje się, że tysiące innych nie zostaje zgłoszonych ze wstydu. Sprawa stała się tak poważna, że można teraz kupić ubezpieczenie od porwania przez obcych, które obejmuje 1) zajście w ciążę z obcym (śmiejesz się, ale spróbuj wywalczyć alimenty od Predatora!), 2) przebadanie przez obcych i 3) zgon podczas porwania przez obcych. Nigdy nie spotkasz Polaka plującego sobie w brodę, że nie ubezpieczył się od obcych, gdy jeden z nich ma zamiar go zabić. Dlaczego nie? Bo w przeciwieństwie do Rosji i Niemiec, istoty pozaziemskie zostawiają ich w spokoju.
Teraz, gdy nieco bardziej to przemyślałem, dowiedziałem się, że choć w Polsce obcy nie porywają ludzi, to w Rosji jak najbardziej. Jest jedna znana sprawa sprzed paru lat, w której wybitny rosyjski polityk w programie telewizyjnym na żywo przyznał się do tego, że został uprowadzony przez obcych z telepatycznymi zdolnościami… KTÓRZY WYPILI MU CAŁĄ WÓDKĘ! Rosyjscy politycy najwyraźniej potraktowali go bardzo poważnie. W rzeczywistości obawiali się, że podzielił się z obcymi tajemnicami państwowymi. Gdy zagłębiłem się w temat, odkryłem, że historia tego polityka jest tylko jedną z setek historii o uprowadzeniach przez obcych w Rosji.
W końcu zadałem sobie najważniejsze pytanie: dlaczego obcy nie porywają ludzi w Polsce?
To trochę nie fair, że tylko Stany Zjednoczone i Rosja mają taką zabawę.
Wtedy zrozumiałem okrutną prawdę.
Skoro większość ofiar jest Amerykanami (obcy pewnie też chcą zobaczyć sztuczkę z Jezusem na jedzeniu!), założyłbym się, że przed odstawieniem ich do domu, obcy prawdopodobnie przeprowadzają ankietę w celu kontroli jakości. Prawdopodobnie to nic skomplikowanego, z pytaniami typu „W skali od 1 do 10, na ile oceniłbyś to porwanie?” oraz „Czy poleciłbyś to porwanie znajomemu?”.
Obcy pewnie też chcą nauczyć się czegoś o naszej planecie, więc jestem pewien, że zadają pytania typu „Słyszeliśmy tyle dobrych rzeczy o Polsce. Możesz nam pokazać, gdzie to jest?”
A gdy pojawi się holograficzna mapa, Amerykanin, z absolutną pewnością, wskazuje palcem na Rosję.
_______________________________
*To może nie być prawdą.
**To wciąż może nie być prawdą.


Christian A. Dumais jest jedynym amerykańskim pisarzem, humorystą i mówcą mieszkającym we Wrocławiu. Jego ostatnia książka to SMASHED: THE LIFE AND TWEETS OF DRUNK HULK. Obserwuj go na Twitterze: @PuffChrissy.